CASTUS IGNIS i Nawiedzający Sny


Autor: Karolina Andrzejak


Czy we śnie można spotkać wielką miłość? Ania podejrzewa, że życie drwi z niej okrutnie i prowadzi na manowce obłędu, ale nawet sobie nie wyobraża, jakie szalone wydarzenia staną się wkrótce jej udziałem. Nawiedzający ją we śnie chłopak okazuje się jak najbardziej realny, obdarzony niezwykłym talentem wczytywania się w ludzkie dusze. A ta, której poszukuje, należy właśnie do Ani. Co takiego niezwykłego kryje się w dziewczynie, że trafia w sam środek walki między upadłymi i aniołami. I czy miłość będzie dla niej wyzwoleniem, czy kolejną udręką.
Intrygująca powieść o losach zwykłej dziewczyny, która musi uwierzyć, że do jej życia wkroczyło nierealne.
Barwna galeria postaci ze świata mroku i światłości, błyskawiczne tempo akcji, która przenosi się z Warszawy do multikulturowego Rzymu i egzotycznego Dubaju, mnożące się zagadki –wszystko to wciąga czytelnika bez reszty w wykreowany przez autorkę świat.


PYTANIE: Wspomniałaś w jednej z wiadomości, że „Castus Ignis i Nawiedzający Sny" jest Twoją pierwszą książką. Jestem jednak święcie przekonana, że wcześniej pisałaś „do szuflady", a może nawet publikowałaś swoje prace na blogach. Kiedy zainteresowałaś się pisaniem? Czy jakieś wydarzenie miało na to wpływ?

KAROLINA ANDRZEJAK: Wiele razy próbowałam coś napisać ale należę do osób o tzw. słomianym zapale więc wiele wiele wiele pomysłów kończyło swój żywot w mojej wyobraźni. Raz jeden jedyny w życiu prowadziłam bloga będącego literacką kontynuacją zakończonego już amerykańskiego serialu dla młodzieży ale brakowało mi wytrwałości. Nie stało się nic niezwykłego, po prostu uwielbiam czytać i myślę, że napisanie tej książki było naturalną konsekwencją takiego hobby. Z pewnością nie obudziłam się pewnego dnia i nie powiedziałam „OK to jest ten dzień, napiszę książkę".

P: Czasami jest tak, że w naszej głowie zapala się iskierka i jesteśmy w stanie napisać kilkanaście stron w ciągu jednego dnia; innymi razy męczymy się długi czas próbując przebrnąć przez jeden dialog. Jak było w Twoim przypadku? Ile czasu spędziłaś opracowując całą historię, łącząc wątki, tworząc kolejnych bohaterów?

KA:Książka w swojej ostatecznej wersji powstała pod koniec 2010 r. ale pisać zaczęłam już w połowie 2009 r. Sam proces wydawniczy trwał prawie rok. Na samym początku historia miała opowiadać o czymś kompletnie innym, pisałam tylko o Ani i jej umiejętnościach panowania nad ogniem. W ogóle nie miałam zamiaru napisać książki. W miarę jak przybywało stron i bohaterów zaczęłam podchodzić do sprawy bardziej ambicjonalnie. Oczywiście wiele razy zastanawiałam się, po co to wszystko - zwłaszcza kiedy po napisaniu 30 stron kasowałam 29 ale przyznam szczerze, że polubiłam swoich bohaterów i sama byłam ciekawa finału. Bałam się też, że historia jest zbyt zagmatwana. Bezsensowna. To było najtrudniejsze - brak wiary.

P: Czytając „Castus Ignis i Nawiedzającego Sny" chwilami miałam wrażenie, że gdzieś wcześniej spotkałam się z podobnym stylem, albo motywem, co jest normalne biorąc pod uwagę roczną ilość wypuszczanych do kin filmów i wydawanych książek. Przede wszystkim kojarzyły mi się książki Dan'a Browna, autora „Kodu da Vinci" czy „Aniołów i Demonów", oraz popularnego w zeszłym roku filmu Christophera Nolana „Incepcja". Czy tworząc swoją historię czerpałaś skądś inspirację?

KA: Skojarzenia dotyczące książek D. Browna są zupełnie naturalnie bo ich fabuła jest ściśle związana z religią jako taką, jej przesłaniem i tajemnicą ale chyba większy wpływ na moją historię miała twórczość Mai Lidii Kossakowskiej, która napisała między innymi książkę pt. „Siewca Wiatru", opowiadającą o aniołach. Potrzebowałam bohaterów obdarzonych jakimiś niezwykłymi przywarami ale też ograniczonych w swojej mocy. Anioły opisano w wielu książkach przez co są niezwykle barwne, różnorodne i ciekawe. Stały się więc doskonałymi wzorcami dla moich postaci.

P: Muszę przyznać, że Ania i Adam to duet, który naprawdę mi się spodobał. Para niemal z piekła rodem! Dodatkowo towarzyszy im cała paleta barwnych postaci- dobrych i złych. Czy tworząc, któregoś z bohaterów czerpałaś pomysł na niego (np. na styl bycia, sposób mówienia czy wygląd) od jakieś bliskiej Ci osoby? Czy Zapałka jest odzwierciedleniem Ciebie? Ile Ani jest w Tobie?

KA: Tylko jedna bohaterka ma swój pierwowzór w realnym świecie i jest nią Basia, której inspiracją jest moja najbliższa przyjaciółka. Trudno jednak tutaj powiedzieć o 100% „ściągnięciu" bohatera z realnego świata i wpisaniu go do książki. Myślę, że każda z postaci odziedziczyła coś po mnie. Tworzyłam je więc w jakiś sposób są ze mną związane. Jedne bardziej drugie mniej. Starałam się być oczywiście dość obiektywna ale chyba najtrudniej było mi z Januszem. Jeśli zaś chodzi o Anię to paradoksalnie jest mi najbardziej obca ze wszystkich bohaterów. Wszyscy moi znajomi (o zgrozo) twierdzą, że moim alter ego jest Adam ale nie zgadzam się z tym. Jeśli tak jest to powinnam chyba zgłosić się na terapię. Dodam tylko, że sam pomysł Castus Ignis narodził się w tramwaju. Zwróciłam uwagę na dziewczynę która patrzyła w okno. Była to zupełnie normalna osoba ale ja wyobraziłam sobie, że ma jakąś nadnaturalną moc. Tak to się zaczęło. Być może jest to bardzo dziwaczne ale często wymyślam historię o życiu nieznajomych, których mijam na ulicy.

P: Miłość, którą pokazałaś w swojej książce jest zupełnie inna od tej, którą od jakiegoś czasu karmi nas popkultura, zmierzchowej. Twoja miłość rodzi się z fascynacji, pożądania, wile w niej zwykłej ludzkiej seksualności. Z czasem okazuje się ona brutalna i egoistyczna. Nie bałaś się takiego posunięcia? Większość ludzi woli szczęśliwe zakończenia...

KA: Na początku nie chciałabym tutaj mówić o dobrym czy złym zakończeniu. Myślę, że taka właśnie byłaby miłość kogoś, kto wpadł w pułapkę w jaką wpadł Adam. Adam nie był krystaliczny. Nawet na samym początku myślał w dużej mierze wyłącznie o sobie. Towarzystwo piekielnych wpłynęło na miłość Adama do Zapałki potęgując tę mroczną stronę uczucia, którą każdy normalny człowiek błędnie postrzega jako coś absolutnie pozytywnego. Każdy ma swoją ciemną stronę, u Adama jest to brutalność i egoizm i taka jest jego miłość.

P: "Castus Ignis" kończy się dużym niedopowiedzeniem. Pozostawiasz czytelnika z wieloma pytaniami! Rozumiem, że planujesz kolejną książkę z tej serii by zaspokoić ciekawość ludzi?

KA: Tak jestem w trakcie tworzenia drugiej części i mam ogromną nadzieję ją wydać.

P: W swojej książce nie raz odebrałaś Aniołom i doskonałość, światłość, niewinność z jaką jesteśmy od dawna zapoznawani, a Upadłym i Demonom nadałaś tak kuszące cechy, że czytelnik może stanąć przed trudnym wyborem komu tak naprawdę kibicuje, czyja strona jest lepsza. Nie boisz się, że zostaniesz mocno skrytykowana przez osoby wierzące, dla który taki obraz może być oburzający i zbyt prowokujący?

KA: Ha! Szczerze powiedziawszy zaczęłam o tym myśleć dopiero po ukazaniu się książki. Dlatego zaznaczam, że postaci aniołów i upadłych to pewna metafora. Anioły z założenia są dobre a upadli źli. Chciałam pokazać, że w dzisiejszym świecie nie ma czegoś takiego. Nie ma absolutnego dobra i zła. W książce wszyscy są zagubieni. Był to więc celowy zabieg. Celowa walka ze stereotypami.

P: Czy chciałabyś dalej pisać książki w stylu fantastycznym czy w przyszłości myślisz o napisaniu czegoś zupełnie przyziemnego? Może jakaś literatura na obcasach? Książka dla dzieci?

KA: Jeśli wpadnę na ciekawy pomysł, to nie widzę problemu by tworzyć coś innego niż fantastyka, niestety jestem ogromną fanką tego gatunku i wiele historii które mam w głowę rozgrywają się w mniej lub bardziej odrealnionym świecie.

P: I na koniec pytanie, które korci mnie najbardziej- czy istnieje szansa, że Adam znów stanie się zwykłym człowiekiem i będzie w stanie pokochać Zapałkę zwykłą ludzką miłością?

KA: Tak, jest taka szansa, pytanie tylko jak wielką cenę będzie musiał za to zapłacić.