piątek, 26 września 2014

Małymi krokami do celu

"Nie myśl o tym, jak długą drogę masz przed sobą. Nie mierz odległości między startem a metą. Takie rachuby powstrzymają cię przed zrobieniem następnego małego kroczku. Jeśli chcesz zrzucić 20 kilogramów, zamawiasz sałatkę zamiast frytek. Jeśli chcesz być lepszym przyjacielem, odbierasz telefon, zamiast go wyciszać. Jeśli chcesz napisać powieść, siadasz i zaczynasz od jednego akapitu. Boimy się poważnych zmian, ale zazwyczaj mamy dość odwagi, żeby zrobić następny, właściwy krok. Jeden niewielki krok, a potem kolejny. To wystarczy, żeby wychować dziecko, zdobyć dyplom, napisać książkę, spełnić swoje najśmielsze marzenia. Jaki powinien być Twój następny, właściwy krok? Nieważne, o co chodzi – po prostu zrób to."
Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga"

Doskonale wiem jak ciężko jest wyjść ze swojej bezpiecznej strefy komfortu. Podświadomie trzymamy się tego co jest nam znane, bezpieczne, przewidywalne. Jako młoda mama wiele razy przyłapałam się na myśleniu, że może faktycznie powinnam zostać w domu z dzieckiem przez najbliższych parę lat. Nie było to spowodowane ogromem matczynej miłości (tego u mnie oczywiście nie brakuje), ani ogromnymi zarobkami męża (takowych nie posiada) czy poczuciem powołania do wyłącznego prowadzenia domu i wychowywania dzieci. Po prostu się bałam. Bałam się czy w ogóle nadaję się jeszcze do pracy, a strach ten potęgowało to co wiele razy usłyszałam w poprzedniej pracy.

Moja poprzednia praca zakończyła się tym, że wróciłam do domu zapłakana i zrozpaczona. Przeszłam wtedy na zwolnienie lekarskie z racji ciąży i usłyszałam od góry, po raz kolejny, że kompletnie nie nadaję się na stanowisko, które obejmuję, że wolałaby by inna osoba na nim była, ale ona nie chciała się tego podjąć. I chociaż współpracownicy stali po mojej stronie góra miała swoje zdanie, swoja ulubienicę i cokolwiek bym nie zrobiła było złe, nie dość dobre, a mówienie o zwolnieniu mnie było czymś kompletnie normalnym.

Tak więc miałam prawo zastanawiać się czy w ogóle nadaję się do pracy. Bałam się strasznie, ale doszłam do wniosku, że nie mogę bać się całe życie. Miałam w papierach udokumentowane stanowisko musiałam to wykorzystać najlepiej jak potrafię. Postanowiłam w siebie zainwestować, postanowiłam zdobyć wiedzę i umiejętności, które dodatkowo pomogą mi w przyszłej pracy. Nie było łatwo podjąć taką decyzję. Już ostatnio doświadczyłam pierwszych problemów- chciałam przepisać swoje notatki, powtórzyć materiał, ale mój syn postanowił urządzić 30 minutowy koncert spazmatycznych krzyków. Miałam ochotę rzucić wszystkim w kąt...

Spoglądam jednak w stronę mety. Nie myślę o egzaminach, o 2 latach wyrzeczeń i potencjalnych utrudnień, o tym, że będę po nocach siedzieć i powtarzać materiał. Skupiam się na celu- skończę szkołę i znajdę fajną, dobrze płatną pracę, która pozwoli mi się rozwijać i spełniać kolejne cele. Nie dam się znów stłamsić i wmówić, że jestem gorsza, że nie daję sobie rady.

Tak samo patrzę na sferę odchudzania i walki o ładną sylwetkę. Małymi kroczkami, systematycznie. Pilnuję tego co jem, codziennie 10-15 minut ćwiczę, nie podjadam i przestrzegam jeszcze paru zasad, które sama sobie wyznaczyłam.
Staram się znaleźć równowagę we wszystkim, zorganizować swój czas tak by nie marnować ani chwili. Nie jest łatwo, czasami mam dość. Dobija mnie fakt koszmarnego stanu mojej cery czy niewyspanie, ale codziennie wstaję o 6tej i robię swoje.

To ode mnie zależy czy dojdę do mety, czy odniosę sukces. To, że jestem mamą i żoną, nie oznacza, że jakieś furtki są dla mnie pozamykane. Dopiero teraz czuję, że mogę osiągnąć w życiu wszystko to czego pragnę, że nic nie stoi na przeszkodzie. Jestem i muszę być silna. Marudzenie i narzekanie nie sprawi, że coś się w naszym życiu zmieni. Chociaż ostatnio dość często słyszę pytania typu "Czy Tobie się chce?" nie pozwalam im wcisnąć się w moją głowę. Trzymam się swoich celów i swojej ścieżki. Patrzę w stronę mety i nie mogę się doczekać kiedy na niej stanę.


Buziaki,
Aneta

czwartek, 18 września 2014

27 wiosen temu

Pamiętam jakby to było wczoraj gdy koleżanki przyjechały do mnie na 18-stkę i dostałam w prezencie flagę Green Day. Pamiętam jak kiedyś od babci dostałam granatową piłkę do koszykówki, od dziadka wymarzoną pluszową wiewiórkę, którą nazwałam Szarka. Pamiętam jak moja mama wróciła do domu w dniu moich urodzin z moim pierwszym bratem, miałam 3 lata. Jak 3 lata temu zaręczyliśmy się z moim obecnym pierwszym mężem.

Czas leci....
27 lat temu o 00.05 w nocy na świat przyszłam Ja. Rodzice nie planowali nadać mi imienia Aneta. Mieli całą listę imion- w tym Diana (?!)- ale jakoś wyszło Aneta. Z tego co mówiła kiedyś mama, to tata mój miał znajomą o tym imieniu. Podobno była bardzo ładna, ale wredna. Wredota mi chyba się udziela czasami ;) Babcia chciała bym nazywała się Irena, po cioci, ale rodzice nie ulegli.

Jestem zodiakalną Panną, czyli poświęcam się rodzinie- sprzątam, gotuję, piorę i jestem Matką Polką. Zaś w chińskim horoskopie jestem kotem (ewentualnie królikiem), czyli zawsze spadam na cztery łapy, chodzę swoimi ścieżkami i takie tam. W numerologii zaś jestem 7, czyli magia totalna, a "kosmicznym zobowiązaniem jest wniesienie w nasz świat oraz pokazanie ludziom swojej duchowej i filozoficznej koncepcji życia. Przekazując innym swoja własną mądrość czynią ich świadomymi własnych więzów z Wszechświatem." Dziwię się, że do tej chwili nie dostałam listu z Hogwartu.

Na drugie mam Mirela, ale to wina taty, tak przynajmniej mówi moja mama (bo to imię po niej). Nie wybrali mi drugiego, a tata w urzędzie stwierdził, że mama na pewno się ucieszy jak to wybierze. Nie ucieszyła się.

Na chwilę obecną i 27 lat mam:
- 1,5 rocznego cudownego i wymarzonego syna Sławomira,
- 2 lata małżeństwa za sobą,
- (prawie) 5 lat związku z fantastycznym facetem, za którego wyszłam,
- rozpoczęłam 2-letnią szkołę jako technik rachunkowości i sekretarka (ta jest roczna),
- jestem na stażu, a w listopadzie rozpoczynam poszukiwania nowej pracy,
- 70kg przy 176 cm wzrostu,
- telefon, który żyje własnym życiem (przydałby się nowy),
- zdecydowanie zbyt mało snu i czasu dla siebie,
- za dużo kosmetyków kolorowych, których nie używam,
- niezłą kolekcję ubrań z Lidla ;),
- tysiące myśli w głowie,
- wrażenie, że na pewne rzeczy jestem "za stara".



Nigdy nie przepadałam za urodzinami. Z racji tego, że między urodzinami moimi a mojego brata są ledwie 4 dni, robiono nam imprezy łączone. Tak więc goście przyjeżdżali na pierwsze urodziny (czyli mojego brata), składali mi życzenia, a gdy przychodził mój dzień dzwoniła tylko babcia. Tak, mam z tego powodu jakiś uraz do urodzin, niestety. :)

Mam nadzieję, że jakoś dobrnęliście do końca. Dziś na luzie, z dystansem, z marudzeniem i leniwie. A co! Dziś mogę :)

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 8 września 2014

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Przedstawię Wam dziś parę ulubionych kosmetyków (i nie tylko), które ostatnimi tygodniami zawładnęły moim sercem.
Jeśli chodzi o makijaż- stosuję minimum, czyli korektor pod oczy, na to puder, cień do brwi, tusz do rzęs i róż na policzki. Nic więcej, bo moja skóra ostatnio jest tak kapryśna, że boję się cokolwiek na nią nałożyć.



Be Beauty, Balsam do stóp i paznokci Cena: ok. 3 zł 75ml Gęsty balsam, który bardzo dobrze nawilża moje stopy. Mam problem z suchą i zrogowaciałą skórą. Uwielbiam nakładać grubą warstwę tego balsamu, na to skarpetki, a rano moje stopy są miękkie i dobrze nawilżone. Bardzo fajny produkt w przystępnej cenie, chociaż małym opakowaniu.
Essence, tusz do rzęs Multiaction Cena: ok. 10 zł 9ml Produkt już dość sławny. Prosta szczoteczka bez jakichkolwiek udziwnień, a jednak ładnie wydłuża i rozdziela rzęsy. Nie mam problemów by tusz się z czasem osypywał, ale po ciężkim dniu lubi zostawiać mi ciemne ślady na dolnej powiece. Jednak bardzo go lubię.
Biovax, A+E serum wzmacniające Cena: ok. 10 zł 15ml Produkt wzmacniający i wygładzający końcówki włosów. W poręcznym atomizerze znajduje się kosmetyk o przyjemnym zapachu, który nakładamy na mokre bądź suche włosy. Problem z puszeniem się końcówek włosów został u mnie na jakiś czas w miarę zażegnany. Przy użyciu prostownicy włosy nadal są miękkie i gładkie. Be Beauty, róż do policzków Cena: ok. 10 zł Delikatny brudny róż o lekko satynowym wykończeniu, bez drobinek sprawia, że buzia zyskuje świeży, dziewczęcy koloryt. Możemy stopniować sobie intensywność koloru. Ściera się równomiernie w ciągu dnia.
Soraya, Nawilżanie&Dotlenianie krem wygładzający pod oczy Cena. ok. 13 zł 15ml Krem działa przeciwzmarszczkowo i nawilżająco. Nie posiadam jeszcze większych zmarszczek w okolicach oczu by ocenić to pierwsze działanie, ale na pewno nawilża skórę, nie podrażnia jej i ładnie się wchłania. To moje drugie opakowanie i naprawdę cenię sobie jego działanie.
Essence, Stay all day korektor ok. 14 zł 7ml Korektor, który stosuję na cienie pod oczami i niedoskonałości. Kremowa konsystencja, bardzo ładnie kryje i stapia się z kolorem skóry, przypudrowany utrzymuje się prawie cały dzień, nie ciemnieje, nie wchodzi w załamania w okolicach oczu, nie ma drobinek. Przyjemny aplikator w postaci gąbeczki.

Teraz pora na coś niekosmetycznego.
Niestety nie mam czasu na seriale, ale chcąc nie chcąc zaczęłam z mężem oglądać 4 sezon SUITS i .... wpadłam po uszy. Teraz staram się, na ile oczywiście czas pozwoli, nadrobić zaległości poprzednich sezonów. Gdy już minął mi zachwyt nad błyskotliwością i urokiem Harvey`a zachwyciłam się postaciami kobiet pokazanych w tym serialu. Z przyjemnością zamieniłabym się na szafy z Rachel lub Donną. Nie będę ukrywać, że serial działa na mnie jak całkiem niezły motywator. Po paru odcinkach byłam już prawie całkowicie pewna, że osiągnę wszystko czego chce i nie dam sobie znów wejść na głowę. Rachunkowość nie jest mi już straszna, a kariera stoi przede mną otworem! I takie motywacje powinny być dostarczane wszystkim ludziom.



Piosenka, która mnie zachwyciła totalnie.


I to by było chyba na tyle. Wspomnę jeszcze przelotem, że DZIKI JÓZEF nadal jest moją torebką numer 1 i chyba nic tego nie zmieni przez długi czas. I.D.E.A.L.N.A. Recenzja TUTAJ!

Buziaki,
Aneta