środa, 28 maja 2014

Po ślubie nie trzeba się malować?

Chyba jestem niedzisiejsza... Chyba nie wiem co to prawdziwe życie.... Chyba jestem niepoprawną romantyczką.... Chyba mam bajzel w głowie.... Chyba myślę jak nastolatka...

Jesteśmy prawie 2 lata po ślubie, a w tym roku będzie 5 lat jak jesteśmy razem. Widział mnie w każdej sytuacji- w zdrowiu i chorobie, w chwilach kryzysu i sukcesu, totalnie załamaną i z masą energii, wcześnie rano i tuż przed wyjściem na randkę, w poplamionych dresach i bez makijażu oraz w ładnej sukience i zrobionych włosach. Muszę przyznać, że to co ludzkie nie jest nam obce. No to po co nadal się maluję i staram się zadbać o siebie skoro już mam męża?

Nie lubię odpuszczać. Mam wtedy niesamowite poczucie winy, że zawiodłam, że jestem leniwa, że nie nadaję się do tego, że jestem leniwa. Dotyczy to zarówno sytuacji w pracy jak i w domu. Nie wyobrażam sobie bym teraz sobie odpuściła i co wieczór siedziała przed tv z chipsami, codziennie odwiedzała fast fooda, chodziła z mega odrostami i buzią błagającą o peeling i maseczkę. Czasami moje paznokcie błagają o ogarnięcie ich, jest to dość częste, bo jednak codziennie zmywam i sprząta, ale staram się zawsze aby wyglądać schludnie. Nie robię całego makijażu, najczęściej nakładam korektor pod oczy, pudruję go, maluję brwi i rzęsy, trochę różu. Ćwiczę, pilnuje tego co jem, dbam o siebie. Tylko po co?

Ostatnio znajomy zadał mi to pytanie. Po co to robisz skoro masz już męża? Czy muszę to robić dla męża? Czy nie mogę robić tego dla siebie? Lubię czuć się dobrze z samą sobą, lubi patrzeć w lustro i pomyśleć, że naprawdę fajna ze mnie babka. Okey, mam już prawie 27 lat i czasami myślę, że jestem za stara na pewne rzeczy, bo mam już męża i syna, ale w końcu dopada mnie taka myśl, że chyba jestem tą "piękną płcią" i przydałoby się coś poprawić. Ciągle jednak mam wizję syna, który w przedszkolu chwali się ładną i zadbaną mamą. ;)

Nie wiem kiedy ostatnio kupiłam coś z kolorówki. Chyba w okolicach marca, bo tusz do rzęs mi się skończył. Farbowałam się też wtedy, ale na szczęście kolorem tam bardzo zbliżonym do naturalnego, że nie widać odrostów. Nie ubieram się w centrach handlowych, bo niestety nie możemy sobie na to pozwolić, ale raz w miesiącu robię rundkę po lumpeksach i zawsze uda mi się znaleźć coś przyzwoitego i ładnego. Nigdy nie byłam u kosmetyczki, ale staram się zadbać o siebie w domu.

Dla męża? Tak! Ale też dla siebie, dla syna, dla dobrego samopoczucia, dla lepszego zdrowia i aby w wieku 40stu paru lat wyglądać naprawdę dobrze. I nie robię tego dużym kosztem. Nikt na tym nie traci. Wszyscy zaś zyskujemy.
Bo szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Bo szczęśliwa kobieta jest ozdobą swojego domu.


Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 maja 2014

Mama kwoka z dołkiem

Wybraliśmy się z mężem na poszukiwania szafy. Sławko został oddelegowany do dziadków, a my urwaliśmy się na parę godzin. Namówiłam małżona na spacer po centrum handlowym i... Wyszłam stamtąd z mega dołkiem i to takim co człowiek chce się tylko schować pod kocem i nie wychodzić przez cały dzień z łóżka.

Co mi doskwierało? Widziałam wiele fajnych ciuchów, ale stwierdziłam, że w nic się pewnie nie wcisnę, we wszystkim będę wyglądać brzydko, grubo i głupio. Od razu widziałam rozsmarowanego banana lub biszkopta na sukience, bluzka nagle stała niepraktyczna, bo po co miałabym ją zakładać do piaskownicy. Do tego mężczyzna mój wcale nie kwapił się by wejść ze mną do sklepu więc czułam się zmuszona by rozglądać się szybko i krótko.

Wyszłam więc załamana, bo moja szafa naprawdę potrzebuje odświeżenia (wiele rzeczy mam za dużych i wiele brakuje), a ja nie potrafię nic sobie znaleźć. W drodze do samochodu przypomniałam sobie, że kosmetyczka też zaczyna cicho prosić o uzupełnienie, ale nie chciałam już się odzywać.
Najbardziej w tym wszystkim dobija mnie jak widzę te śliczne, zgrabne młode dziewczyny (tak, tak- gdy Was widzę!), bo mam przy nich wrażenie, że od razu dostrzegają moje domowe wdzianko (legginsy i bluzka, widać, że znoszone i sprane ;) ) chociaż ukryłam je pod swetrami na dnie szafy.

I chociaż ćwiczę regularnie i widzę efekty, chociaż nie widać mi odrostów (ostatnio udało mi się zafarbować na kolor bardzo zbliżony do naturalnego) i raczej jakoś tam dramatu nie ma, to czuję się czasami jak taka mama kwoka, która ledwo co zeszła z grzędy. Mąż oczywiście mówi, że dramatyzuję i przesadzam, że podobam mu się taka jaka jestem, ale tu też chodzi o to bym podobała się sama sobie. Nie raz z zazdrością przeglądam tego piekielnego Instagrama i obiecuję sobie, że pomaluję paznokcie, a przypominam sobie o tym po tygodniu.



Dziś umalowałam paznokcie, zrobiłam kreski, nałożyłam szminkę i...poczułam się ładnie. Ale może to też być zasługa słonecznej pogody ;)
I chociaż przed nami masa pozytywnych zmian i na co dzień rzadko zawracam sobie głowę modnym wyglądem, to wieczorami myśli te same przychodzą mi do głowy. Dobrze, że szafę znaleźliśmy fajną, bo przynajmniej taki pożytek z dnia wczorajszego był.

Buziaki,
Aneta

sobota, 10 maja 2014

Wystarczająco dobra mama



Gdy Sławko przyszedł na świat obiecałam sobie, że będę dla niego najlepszą mamą na świecie. Chciałam być doskonała w każdym calu, nieść tylko dobry przykład, pomagać i wspierać, być oazą spokoju, empatii i zawsze mieć w rękawie setki dobrych i właściwych rad. Idealna fryzura, makijaż, porządek w domu i jeszcze ciepłe ciasteczka na talerzu.

Z czasem jednak zrozumiałam, że "bycie idealną" nie jest dla mnie. Jak każdy człowiek popełniam błędy duże i małe, mam masę wad, bywa, że ostro przeklinam, mówię podniesionym głosem i czasami kompletnie rozumiem o co chodzi mojemu dziecku. Na pewno popełniam masę błędów wychowawczych chociaż staram się ich unikać.

Nie trzęsę się nad moim synem. Gdy się przewróci namawiam do podniesienia się samodzielnego, a nie biegnę na ratunek. Jeśli płacze mówię by sam przyszedł do mnie się przytulić; pozwalam mu na samotne spacerowanie po mieszkaniu i po odgłosach rozpoznaję gdzie jest i co może robić, a martwię się tylko jak zbyt długo jest cicho. Daję mu do spróbowania rzeczy, które jemy (oczywiście w zdrowych granicach) i jeśli chciałby zjeść trochę wafelka nie bronię, bo i tak zje tylko trochę. Sławek wie, że płaczem i piskami nie wywoła u mnie poczucia winy i uległości, a histerią nic nie wskóra. Śmiało mówię, że np. teraz się maluję i chciałabym mieć 5 minut spokoju więc powinien zająć się (przykładowo) przeszukiwaniem szuflad. Tłumaczę, że piekarnik jest gorący i ma go nie dotykać, ale wiem, że jak raz dotknie szybki to więcej tego nie zrobi (obecnie chodzi obok włączonego piekarnika, grozi palcem i mówi "Ne, ne, ne! Siii, siii!"). Nie zasypuję go ciągle nowymi zabawkami, bo cieszy go zwykłe opakowanie po kosmetyku. Tłumaczę mu wiele rzeczy, w prosty i klarowny sposób, nawet jeśli nie jestem pewna czy to rozumie. Nie martwię się czy najadł się obiadem, bo jestem zdania, że gdyby był głodny to dałby nam znać.

Moi rodzice nauczyli mnie myśleć i nigdy nie mieli ze mną problemów. Przechodziłam swój okres buntu, ale nigdy nie łamałam zasad mi przez nich przekazanych. Nie poddawałam się presji otoczenia i było mi obojętne czy ktoś ma mnie za nudziarę, bo nie idę z nimi na imprezę. Do tej pory pamiętam słowa ojca, wieloletniego palacza, że jeśli otwierając mi drzwi poczuje ode mnie zapach papierosów od razu dostanę w twarz. Było to bardzo skuteczne :)

Chcę by mój syn uczył się na własnych błędach i nigdy się nie poddawał. Chcę nauczyć go myśleć i nie poddawać się opinii otoczenia. Chcę aby podchodził do pewnych spraw z dystansem i spokojem. Chcę przekazać mu pewne wartości, które uważamy z mężem za ważne, a co z nimi zrobi to już jego decyzja. Chcę by wiedział, że ciężką pracą może w życiu osiągnąć wszystko czego pragnie, by szanował innych ludzi i był empatyczny.

Co z tego wyjdzie? Cóż, okaże się za jakieś 30 lat....

Buziaki,
Aneta

środa, 7 maja 2014

Kolorówka z pudełeczka

Kiedyś wszystkie kosmetyki do makijażu (z wyjątkiem palet) trzymałam w kuferku, ale z racji, że parę lat temu bardzo dużo z nich oddałam koleżankom, a nowych nie kupowałam, mój "zbiór" bardzo się uszczuplił. Na mojej toaletce stoi sobie pudełko, w którym trzymam te kosmetyki, których używam najczęściej. Co w nim się znajduje?



Lecąc od góry...

Eveline, Big Volume Lash Tusz do rzęs z prostą sylikonową szczoteczką, który z moich krótkich rzęs robi "firanki". Jedna wada- pod koniec dnia lubi zostawiać ciemne ślady pod okiem. Cena: ok. 16-17 zł
Delia ONYX Korektor do brwi Ładnie rozczesuje i delikatnie przyciemnia brwi. Kupiłam na Allegro za ok.12 zł
Avon, Podkład rozświetlający-antystresowy To już moja 2 buteleczka. Kremowa konsystencja, średnie krycie, nie obciąża buzi, długo się trzyma i cena przystępna - ok.18zł
Garnier, BB Cream Idealny do szybkiego makijażu, nie obciąża skóry, słabe krycie, ujednolica koloryt i daje naturalne wykończenie. Cena ok. 17zł
Technic, High Lights Rozświetlacz z pędzelkiem. Nie ma w sobie dużych drobinek, daje ładne rozświetlenie, ale nie utrzymuje się na buzi cały dzień. Kupiony na Allegro za ok. 17zł
GOSH, sylikonowa baza pod cienie Ładnie utrzymuje cienie na powiece, ale nie używam jej zbyt często w codziennym makijażu.
Bell LADYCODE, maskujący korektor w płynie Nie kryje zbyt dobrze, ale po przypudrowaniu utrzymuje się cały dzień. Nie podkreśla drobnych zmarszczek. Cena ok.8zł
Maybelline, Pure Cover Mineral korektor Moją recenzję znajdziecie TUTAJ
Bell LADYCODE eyeliner w płynie Przyjemny eyeliner ze sztywną końcówką w cenie ok.8zł - z jedną tylko wadą, kreski trzeba poprawiać, bo robią się prześwity.
Inglot, cień do brwi nr 560 Bardzo lubię ten kolor, długo się utrzymuje, bardzo wydajny. Cena: ok.10zł
Bell LADYCODE rozświetlacz Bardzo, ale to bardzo, lubię ten kosmetyk. Nie ma w sobie dużych drobinek, robi na buzi ładną "taflę" i ślicznie podkreśla kości policzkowe. Cena: ok. 12 zł.
Synergen, puder matujący Mój ulubiony puder za ok. 8zł. Super matuje, utrzymuje się długo na twarzy, a ten egzemplarz się nie osypuje.
Essence, Crazy About Colour Róż na policzki, który spełnia u mnie funkcję rozświetlacza. Całkiem niezły. Cena ok. 13-14 zł
Inglot, puder rozświetlający nr 86 Uwielbiam! Idealny do codziennego makijażu, do położenia na powieki czy policzki. Daje skórze delikatnie opalizujący kolor, a cena przystępna, bo ok. 20zł
Inglot, róż do policzków nr 87 Naturalny odcień brzoskwini, bez drobinek. Bardzo dobrze się sprawdza w codziennym, delikatnym makijażu. Cena ok. 18zł
Sephora, róż do policzków terre passion Kocham! Posiada drobinki, które pięknie mienią się na buzi. Sprawdza się w większości makijaży.
Elf, róż do policzków Candid Coral Przeciętniak. Posiada drobinki, ale wszystkie szybko znikają, nie utrzymuje się długo na buzi. Cena ok. 17zł
Inglot, temperówka Jestem z niej bardzo zadowolona :) Ok. 12zł
Rimmel, czarny matowy cień Używam go do rysowania kreski przy górnej linii rzęs.
Catrice, eyeliner w żelu Pierwszy eyeliner w żelu, z którego jestem zadowolona. Fajna konsystencja, dobrze mi się z nim pracuje i długo się utrzymuje. Cena ok. 18zł
Essence, cienie w musie Używam ich do codziennego makijażu. Dość długo się utrzymują, dobrze wyglądają na oku. Ceny ok. 12zł

Muszę przyznać, że to są moje główne kosmetyki kolorowe i gdyby mój kuferek gdzieś przepadł raczej bym nie rozpaczała. Posiadam jeszcze parę kosmetyków (bronzery z Miss Sporty czy kuleczki brązujące z Avonu, parę róży), trochę pojedynczych cieni, ale rzadko po nie sięgam. Od dłuższego czasu mój makijaż to brwi, tusz do rzęs i róż. Gdy robię "pełną" wersję czuję się dość dziwnie. Jeśli kupuję coś nowego to tylko wtedy gdy poprzednik sięgnął dna, a ja wiem, że bez tej rzeczy się nie obejdę. To jednak zdarza się rzadko :)

Macie takie swoje "bazowe" kosmetyki? Bez czego nie wyobrażacie sobie swojego makijażu?

Buziaki,
Aneta

niedziela, 4 maja 2014

FitMaj i #100happydays

Rozpocznijmy maj aktywnie! Od dłuższego czasu próbowałam przekonać siebie by powrócić do regularnych ćwiczeń. Chęci były na może 2-3 Skalpele i chociaż widziałam po sobie, że "potrzeba" ćwiczeń jest, to nie umiałam się wysilić i zmobilizować. Łatwiej było zasiąść na kanapie z laptopem i pomarudzić niż położyć się na macie.

Tak więc z wielkim entuzjazmem zapoznałam się z nowym wyzwaniem strony FitMama- FitMaj. Po dołączeniu do grupy możemy pobrać harmonogram i plan ćwiczeń, a ciągle rosnąca grupa nieźle nas zmotywuje do działania. Czemu by nie spróbować? :)


Dołącz do wyzwania! KLIK KLIK!


Jeśli korzystacie z Instagramu na pewno widziałyście już coraz bardziej popularny hastag #100happydays. O co w tym chodzi? To bardzo proste! Codziennie, przez 100 dni, wrzucamy zdjęcie tego co sprawiło nam danego dnia radość. Może to być kawa z koleżanką, pyszne ciastko czy ulubiony film. Dzięki temu docenimy małe rzeczy i nauczymy się czerpać z ich radość.


Tutaj zaś klikamy i dołączamy do zabawy! KLIK KLIK!


Mam nadzieję, że długi weekend minął Wam spokojnie i radośnie. Trzymam kciuki za tegorocznych maturzystów i za Was, którzy zdecydowali się podjąć, któreś z tych wyzwań. Udanego tygodnia!



Buziaki,
Aneta

czwartek, 1 maja 2014

Kwiecień w zdjęciach

Zapraszam!


1. Pizza domowej roboty. Pycha! Przepis na ciasto TUTAJ. 2. Udało nam się dostać w Lidlu takie oto deserki HiPP, które bardzo smakują Sławkowi. Co najważniejsze, nie zawierają cukru :) cena: ok.4 zł 3. Pyszne i proste ciasteczka! Przepis TUTAJ 4. A w wolnej chwili mama lubi pograć w Harry Potter Lego. Relaks!


1. Kwiecień, to nie tylko miesiąc odstawienia od piersi, ale też pozbycie się dwóch szczebelków w łóżeczku i wyprowadzka rodziców z pokoju Sławka. Teraz to duży i samodzielny (prawie ;) ) facet! 2. ...ale pomimo wszystko i tak uwielbiamy się przytulać... 3. Perfekcyjny Pan Domu. Nie tylko wyciera stół, ale używa zmiotki i trzepie poduszki ;) 4. Yo Yo Yo! :)


1. Wietrzymy nóżki śmierdziuszki, ale ciiiii....mały śpi! :) 2. Za pieniądze z 18stki kupiłam na giełdzie w Katowicach wymarzone glany. Błagałam o nie rodziców długi czas i dopiero gdy miałam swoje pieniążki mogłam je kupić. Z racji, że od paru lat nie miałam ich już na nogach i nie planowałam ich noszenia postanowiłam oddać biednym :) 3. Biedronkowy notatnik, jeszcze bez przeznaczenia, ale nie mogłam mu się oprzeć :) 4. I znów Biedronka! Plastikowe naczynia na wagę w świetnych kolorach. Ułożyłam zestaw dla Sławka, a nam kupiłam miskę na sałatkę.


1. Ja. :) 2. Mama i syn ;) Uwodzicielskie spojrzenie młodego i szalony wzrok matki!

W kwietniu podjęłam ważną decyzję i...zapisałam się do szkoły. Od września ruszam do nauki na kierunku technik administracji, ale kusi mnie by dobrać jeszcze jeden kierunek. Jestem też bardzo zadowolona z faktu odstawienia syna od piersi. Dało mi to dużo swobody, poprawiło nastrój, a mały stał się spokojniejszy i dużo lepiej śpi. W nocy przebudzi się raz i zasypia, a ja stałam się mniej znerwicowana i lepiej działam. Przenieśliśmy się też do drugiego pokoju i Sławek jest już panem na włościach. Jak ten czas leci!

Buziaki,
Aneta