środa, 23 kwietnia 2014

Odstawienie od piersi, czyli jak sobie z tym poradziliśmy

Po 13 cudownych miesiącach karmienia naturalnego przyszedł w końcu ten dzień gdy Sławomir musiał udać się na odwyk od piersi. Nie będę ukrywać, że bardzo bałam się tego dnia. Może nie bałam się tego jak mały to zniesie, ale jak zniosę to ja. Byłam bowiem pełna obaw i chociaż marzyłam o przespanej nocy, to obawiałam się, że po odstawieniu maluch przestanie mnie kochać i nie będę mu już potrzebna (tak, tak właśnie myślałam...).

Przeczytałam wiele artykułów o tym kiedy i jak odstawiać dziecko od piersi, ale postanowiłam, że zrobię to po swojemu i tak by żadne z nas na tym nie ucierpiało. Jakiś czas przed obserwowałam synka i zauważyłam, że pierś jest mu potrzebna tylko do zasypiania, a w nocy jest uspokajaczem. Pewnego dnia, w natłoku zajęć, ominęliśmy niechcący dwa karmienia, a Sławek w ogóle nie wydawał się tym przejęty. To był dla mnie sygnał, że warto zacząć proces odstawiania.

Postanowiłam podzielić to wszystko na tygodniowe etapy podczas, których kolejno eliminowałam kolejne karmienia. Wpierw śniadaniowe, później popołudniowe, a na koniec nocne. Dzięki temu, że między kolejnymi zmianami mijał tydzień maluch się przyzwyczajał i nie protestował zbytnio, a ja nie miałam problemów z zastojem pokarmu. W tamtym okresie karmiłam małego tylko z jednej piersi (wcześniej przez wiele tygodni miałam silne podrażnienia i karmienie z drugiej sprawiało mi ból) i wystarczało mu to całkowicie. Przez dwa pierwsze dni odciągałam nadmiar pokarmu laktatorem, ale nie opróżniałam piersi, jedynie dawałam sobie poczucie ulgi.

Jeśli chodzi o noce, pierwsza była zdecydowanie najgorsza, ale każda kolejna była coraz lepsza. Sławek około godziny 18.30 je kolację, po 19stej wypija pół butelki mleka (doprawiam je kaszką by miało lepszy smak), a po 20stej śpi już w swoim łóżku. Przebudza się w nocy może ze dwa razy, ale nie wstaje z płaczem tylko pojękuje leżąc. Wystarczy chwila poklepania po pupie i znów zasypia. Rano budzi się w świetnym humorze, a nie z płaczem i marudzeniem.

Podczas odstawiania nie spotkałam się z napadami złości czy płaczu, z grzebaniem rączką przy dekolcie. Myślę, że Sławek był już przygotowany na ten krok, a ja dałam mu możliwość spokojnego przejścia przez ten proces. Nadal w ciągu dnia ma swoje 2 drzemki, ale nie mają one wpływu na nocne spanie. A ja? Jestem przeszczęśliwa :) Noce w końcu są spokojne dzięki czemu nie jesteśmy z mężem rano sfrustrowani i zmęczeni, Sławek również wydaje się spokojniejszy.

Jestem zwolenniczką karmienia naturalnego i podejrzewam, że gdybym nie zdecydowała się teraz na odstawienie, to mogłabym karmić synka do 2 roku życia. Nie stosowałam żadnych herbatek laktacyjnych, żadnych diet. Mam zamiar również karmić piersią kolejne dzieci jeśli tylko się pojawią. Było to cudowne doświadczenie i gorąco polecam powalczyć z przeciwnościami by choć trochę móc karmić piersią swojego maluszka.

A jak było w waszym przypadku? Jak u Was przebiegało odstawienie?
Tutaj możecie przeczytać jak zaczynaliśmy ze Sławkiem naszą przygodę z karmieniem naturalnym.

Buziaki,
Aneta

czwartek, 17 kwietnia 2014

Z pamiętnika mamy: Drugie dziecko? Kiedy?

Od jakiegoś czasu notorycznie trafiam na artykuły dotyczące idealnej różnicy wieku między dziećmi. Wniosek z nich wyciągnęłam tylko jeden- nie ma idealnej różnicy wieku, możemy co najwyżej wybrać problemy, z którymi chcielibyśmy się stykać. Z racji tego, że Młody ma już rok zaczynamy powoli słuchać, że moglibyśmy się zdecydować na drugiego malucha. Nie będę ukrywać, że gdy słyszę takie pomysły momentalnie zapala mi się w głowie czerwona lampka. Oj, jeszcze nie teraz!

Mam prawie 27 lat, mam rocznego syna, mam męża. Moje życie toczy się między dużym pokojem, a kuchnią. Zapomniałam już co to jest "przespana noc" czy nuda. Chociaż jestem naprawdę zmęczona, to nie mogę narzekać, bo chciałam tego i wiedziałam z czym wiąże się decyzja o posiadaniu dziecka. Jednak po roku czasu mogę czuć się trochę skołowana, osaczona i niepewna samej siebie. Czuję się czasami jak taki android, który nie posiada własnej osobowości, a wykonuje jedynie kolejne zaprogramowane funkcje. Przestałam czuć się kobieca, ładna, seksowna odkąd moje ubrania są intensywnie naciągane i brudzone bananem. Podejrzewam, że tylko inne mamy zrozumieją w pełni co mam na myśli. Dlatego wiem, że decyzja o posiadaniu drugiego dziecka, w tej chwili, nie byłaby najlepsza.

Może brzmi to egoistycznie, ale chciałabym znów być sobą. Znaleźć czas dla siebie, na to co lubię, na ruch, na rozwój, na powrót do pracy. Wiem, że nie będzie łatwo by połączyć pracę i dom, ale nie mogę się doczekać możliwości wyjścia z domu i skupienia się na czymś innym niż przysłowiowe pieluchy. Jakiś czas temu w mojej głowie zaświtała myśl by wrócić do szkoły, by zacząć coś robić dla siebie. Ta myśl bardzo mi się podoba i kiełkuje we mnie intensywnie. Tym bardziej, że przyniosłaby korzyści nie tylko mi, ale też Młodemu i naszej rodzinie, bo byłaby to szansa na może lepszą pracę, może ciut wyższą pensję.

Na pewno gdybym stanęła na nogi i wróciła na rynek pracy ciężko byłoby mi to znów przerwać by urodzić kolejne dziecko. Nie mogę jednak pozwolić by to otoczenie decydowało o tym czy nasza rodzina ma być 2+1 czy większa. Decyzja należy do nas. To my stykamy się z codziennością w naszym domu, to my wstajemy w nocy do małego, to my musimy zadbać o jego komfort i edukację, to my mamy rodzinę do utrzymania. Mam w głowie obraz, że Sławek idzie do przedszkola, ma lat może 4-5, a ja mogę sobie wtedy powiedzieć, że teraz jest czas na rodzeństwo dla niego.

Bardzo chciałabym mieć kolejne dziecko (może nie jedno, a nawet dwoje), bo nie chciałabym by Sławek został sam na świecie gdyby nas zabrakło, ale chcę by była to decyzja świadoma i przemyślana, tak jak było to w przypadku pierwszego malucha. Nie można powoływać na świat kolejnego życia tylko dlatego, że otoczenie nas do tego namawia, albo gdy my sami nie czujemy się w tej kwestii zbyt pewnie. Mając dzieci nadal zasługujemy na szansę rozwoju, spełniania marzeń. A różnica wieku? To tylko liczby. To nie prawda, że dzieci z 2letnią różnicą między sobą dogadują się lepiej od tych z 8- czy 9-letnię. Dużym wyzwaniem jest już wychowanie jednego dziecka, a co dopiero dwójki.

A jak jest z Wami? Kiedy zdecydowałyście się na kolejnego (lub pierwszego) maluszka? Myślicie o rodzeństwie dla niego? A jak było w Waszych domach? Jestem tego bardzo ciekawa :)

Buziaki,
Aneta

czwartek, 10 kwietnia 2014

Proste, szybkie, smaczne? Ciasteczka!

Ciastka muszą być proste i szybkie. A przynajmniej ja takie lubię. Dodatkowo muszą pasować do herbaty i kawy, a i Młody powinien móc je jeść bez problemu. Udało mi się znaleźć właśnie taki przepis TUTAJ!.

Ciasteczka wyszły pyszne i gorąco polecam!



SKŁADNIKI:
1 szklanka mąki pszennej
ok. 100 g cukru
1 cukier wanilinowy
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 jajko
100 g miękkiego masła
parę kropli olejku wanilinowego
3-4 łyżki mleka

Składniki dokładnie zagniatamy w jednolitą masę. Jeśli masa jest lepka, dosypujemy trochę mąki. Ważne by nie kleiła się do palców. Następnie wałkujemy i wycinamy ciasteczka- można spokojnie wykorzystać do tego filiżankę. Ciasteczka wykładamy na papier do pieczenia i wkładamy do rozgrzanego na 190st piekarnika. Czekamy aż ciasteczka się zarumienią. Ja włączyłam termoobieg i po ok.10 minutach ciasteczka były już gotowe.

Z podanych składników wyszło mi 24 ciasteczek. Świetnie nadają się do herbaty, są miękkie i nie kruszą się zbytnio. Możemy polać je czekoladą lub udekorować i podać na święta.


Mój mały pomocnik w kuchni :)


Polecam!

Buziaki,
Aneta