poniedziałek, 31 marca 2014

Marzec z perspektywy zdjęć :)

Aby opowiedzieć Wam, chociaż po części, co u mnie słychać wypróbuję znany już na innych blogach sposób- opowiem to za pomocą zdjęć. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i teraz, raz w miesiącu, będę robić takie małe podsumowanie.

Zapraszam!


1. Jegginsy z Lidla- mój ulubiony zakup w tym miesiącu. Świetnie leżą, nic się z nimi po praniu nie dzieje, a ciut wyższy pas podtrzymuje brzuszek ;) 2. W Biedronce trafiliśmy na wyprzedaż- półka wisząca za 15zł. Żal nie brać! 3. Pepcowe zakupy- urodzinowe wyposażenie, trampki i koszulka dla Sławka. Jego radosna mina gdy dorwał swoje nowe buty- bezcenna. 4. Uwielbiam film "Braveheart" więc musiałam dorwać tą książkę (z Allegro za 16zł).


1. Ciocia Grażyna (asd525) stworzyła dla Sławka czapkę Yody. Cudowna! W rodzinie, gdzie Gwiezdne Wojny to podstawa, taka czapka robi furorę. 2. Golarka kupiona na Allegro świetnie sprawdziła się podczas depilacji tapczana i swetrów. A do tego jest na kabel więc nie tracę baterii:) 3. Trampiszcza mamy i syna <3 4. Dzień Kobiet na słodko!


1. Mama robi sobie twarz- ostatnio rządzi u mnie minimalizm. Tylko sprawdzone kosmetyki, a w tygodniu rezygnuję z podkładu. 2. Sławek rozpracowuje urodzinowy prezent. Mózg pracuje! :) 3. Mała Anetka- czasy przedszkolne i ja w stroju Pippi. 4. Spacerujemy, bo pogoda piękna! Jak widzicie zafarbowałam i podcięłam włosy. Teraz mogą dalej rosnąć ;)

Mam nadzieję, że i Wasz marzec minął pozytywnie. Kwiecień tuż za rogiem! Wraz z mężem zrobiliśmy sobie wyzwanie- zero słodyczy i niezdrowego jedzenia przez miesiąc. Oby się udało! :)

Buziaki,
Aneta

wtorek, 25 marca 2014

Pierwszy rok ze Sławkiem!

Dokładnie dziś, o godzinie 13.00, minie rok odkąd w Sławek przyszedł na świat i staliśmy się rodziną 2+1! Czas leci jak oszalały. Pamiętam jakby to było wczoraj gdy wtoczyłam się na porodówkę ze słowami "Dobry wieczór! Mam regularne skurcze i chyba rodzę, ale dam radę wypełnić papiery w rejestracji.", a teraz mój mały-duży facet wykłóca się z nami o biszkopty.

Rodzicielstwo, to okres ciągłych wzlotów i upadków. Nie raz i nie dwa zastanawialiśmy się czy na pewno jesteśmy dobrymi rodzicami, czy dziecko będzie z nas dumne, czy uda nam się wychować je na dobrego człowieka. Bo chyba właśnie wychowanie najbardziej przeraża wszystkich rodziców, w końcu jak w tym pędzącym świecie wychować tą małą istotkę na dobrego i wartościowego człowieka...

Sławek jest naprawdę cudownym dzieckiem i moja ocena, jako matki, na pewno nie jest obiektywna ;) Nie mam z nim jednak większych problemów. Jest grzeczny, chociaż tak jak każdy z nas miewa swoje humory. Charakter ma chyba po mnie, bo uwielbia się wykłócać i jest bardzo uparty. Ale to prawdziwy przytulak i syneczek mamusi.
Wciąż jeszcze jesteśmy "na piersi", ale ze smakiem i ogromną radością je nowe potrawy. Nadal budzi się kilka razy w nocy, ale już przywykliśmy. Rozwija się również książkowo. W 8 mc zaczął wstawać w łóżeczku, gdy miał 11 zaczął chodzić. Ostatnio pojawił się 7 ząbek. Ciągle mamy problemy z AZS, ale poza tym Sławek jest okazem zdrowia i poza jednorazowym katarem wcale nie chorował.

Przed nami przejście na mm, potem nauka siadania na nocniku i za jakiś czas, gdy tylko zwolni się miejsce, żłobek. Mam nadzieję, że cała nasza trójka zniesie to dobrze. A tymczasem cieszymy się z każdej chwili razem!



Dziękujemy, że byliście z nami przez cały ten czas!

Buziaki,
Aneta

środa, 12 marca 2014

O spaniu razem z maluchem

Zanim jeszcze Sławek pojawił się na świecie Pan Mąż rzucił myśl, że dziecko będzie spało z nami w jednym łóżku. Od razu popukałam się w czoło i pokręciłam przecząco głową. Łóżeczko stało już w naszym pokoju, wszystko przygotowane, a nasze łóżko wcale nie jest tak duże by jeszcze dorzucać do nas malucha i jednocześnie pilnować by nic mu się nie stało. W taki oto sposób Sławek od chwili pojawienia się na świecie śpi w swoim łóżeczku.

Muszę przyznać, że dla mnie to rozwiązanie było naprawdę wygodne. Najmniejszego problemu nie sprawiało mi to, że do karmienia musiałam wstać, wziąć malca na ręce i usiąść, a później znów odłożyć go do łóżeczka. Tutaj wiele mam, które karmi piersią chwali sobie wspólne spanie jako wygodę przy karmieniu. Mój synek jednak przez wiele miesięcy krztusił się podczas picia i nie chciałam ryzykować, że będzie to mieć miejsce gdy ja przysnę.

Obawiałam się także przygniecenia dzieciaczka gdyby spał z nami. Nie owijajmy w bawełnę- ani ja, ani mój mąż nie jesteśmy mali i drobni. Znam też przypadki przyduszenia i chociaż wiem, że pewnie byłabym w nocy czujna to nie mogę być tak samo pewna tego w stosunku co do męża. Nie ukrywajmy, gdy zaśniemy głębokim snem po ciężkim dniu raczej nie zastanawiamy się czy nasza ręka leży we właściwym miejscu.

Poza tym faza czuwania zamiast snu zdecydowanie nie pomogłaby mi w dojściu do siebie po porodzie. Chciałam mieć możliwość położenia się i zaśnięcia na te 2 godziny przed kolejną pobudką, w dowolnej pozycji.

Nie odbierajcie mnie jednak za matkę, która odbiera dziecku możliwość przytulenia się do niej w nocy. Sławek był brany do naszego łóżka bardzo często nad ranem by „dospał” jeszcze parę minut. Na ogół wtedy mało co spaliśmy, bo musieliśmy przyjąć niewygodne pozycje. Kilkakrotnie jednak doświadczyłam niezbyt miłych sytuacji, które przekonały mnie, że podjęłam dobrą decyzję.
Pewnej nocy obudziłam się i z przerażeniem zauważyłam, że obok mnie w łóżku śpi Sławek. Nie pamiętałam kiedy go do nas przyniosłam. Wiedziałam, że go karmiłam, ale byłam tak zmęczona, że widocznie nie wiedziałam do końca co robię i położyłam go z nami. Przestraszyłam się i odniosłam malucha do łóżeczka. Innym razem przebudziłam się z lękiem „gdzie jest moje dziecko?!”, bo pamiętałam, że go karmiłam, a obudziłam się w łóżku. Maluch zaś smacznie spał u siebie.

Fakt, że Sławek śpi w swoim łóżeczku bardzo ułatwił mi działanie w trybie nocnym. W miarę bezboleśnie przeszliśmy przez etap gdzie syn chciał pokazać, że to on jest „samcem alfa” i mama należy do niego, a nie do taty. Udało mi się także nauczyć go spania w swoim łóżeczku w ciągu dnia, a nie spania na rękach mamy. Zasypia przy mnie, ale później nie ma problemu by przełożyć go na jego miejsce.

Jednak w ciągu dnia, gdy przychodzi pora na popołudniową drzemkę, kładę się ze Sławkiem w naszym łóżku i to jest ta chwila gdy dostaje pierś, a później razem zasypiamy. Musicie bowiem wiedzieć, że popołudniowe drzemki mamy i syna są u nas tradycją od prawie roku.

Rozumiem mamy, które decydują się na spanie z maluchem w jednym łóżku. Rozumiem i podziwiam. Myślę jednak, że nie powinnyśmy mieć do siebie pretensji jeśli decydujemy się by maluch spał oddzielnie. Prędzej czy później ta sytuacja i tak nastąpi, a my decydując się na ten krok teraz wcale nie stajemy się wyrodnymi matkami, które odbierają maluchom możliwość przytulenia się do nich. Mogę Was zapewnić, że Sławek i ja jesteśmy ze sobą bardzo mocno związani emocjonalnie i tulimy się dziennie setki razy, powtarzam mu, że go kocham, a on, gdy tylko tego potrzebuje, przychodzi się poprzytulać. Bo to taka mała przylepa. :)



A jak jest u Was? Śpicie ze swoimi maluchami czy zdecydowaliście się na oddzielne spanie?

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 10 marca 2014

Mama i jej emocje

Mama nie może mówić, że jest zmęczona i ma dosyć.
Mama nie może mówić, że chce odpocząć "bez dziecka".
Mama nie może mówić o tych ciemniejszych stronach macierzyństwa.
Tylko mama zrozumie inną mamę.

Kiedy mówię otwarcie, że jestem zmęczona, niewyspana, znerwicowana i ... głodna, nie raz spotykam się ze zdziwieniem ze strony innych osób. Bo w końcu jak to możliwe skoro jestem TYLKO mamą. Jestem TYLKO mamą, mam TYLKO dziecko i to przecież nie może być tak męczące. Tym bardziej, że mówię to będąc ubrana w czyste i schludne ubrania, umalowana, z umytymi włosami i szczęśliwym dzieckiem na ręku. Ja po prostu nie doceniam tego co mam i przesadzam!

Gdy słyszę, że odkąd jestem mamą wyglądam kwitnąco śmieję się, że dobry korektor to podstawa. Mało kto pyta ile spałam w nocy, czy zjadłam obiad, czy ostatnio widziałam jakiś fajny film. Uwielbiam być mamą Sławka, ale nie będę ukrywać, że jest to też ciężka praca na cały etat.

Na początku mojej drogi w byciu mamą na moim blogu pojawiła się notka na temat baby blues. Był to okres paru tygodni gdzie kompletnie nie umiałam poradzić sobie ze swoimi emocjami, gdzie bardzo często płakałam i wydawało mi się, że "nie ogarniam" swojego życia. W przeciągu tego (prawie już) roku kilkakrotnie miałam większe i mniejsze załamania. Musiałam sobie z nimi poradzić, bo tak jak mama nie może chorować tak też nie może czuć się słaba.

Bywają dni gdy mam wrażenie, że zaraz wybuchnę i rozniosę wszystko wokół siebie w drobny mak. Bywam znerwicowana, rozdrażniona, czepliwa, niewyspana, głodna. Tak się składa, że przebywam z moim małym 24/7 i jedyne chwile bez niego są wtedy gdy śpi lub idę wyrzucić śmieci i zostaje z nim mój mąż. Mam prawo tak się czuć. W nocy pobudka co 2 godziny. Dzień zaczynamy o 5.30, z ubikacji korzystamy w obstawie, w chwili gdy robimy sobie kanapkę ktoś ciągle ciągnie nas za spodnie i okłada drewnianą łyżką. A spróbuj usiąść! Zapomniałam już kiedy ostatnio czułam się ładna, zadbana, kobieca. Dziecko od razu wyczuje, że masz na sobie coś nowego i ubrudzi Cię biszkoptem, a makijaż zmyje śliniącym się buziakiem.

Gdyby nie możliwość porozmawiania z innymi mamami pewnie już dawno dostałabym do głowy. Podczas takiej rozmowy uświadamiam sobie, że nie tylko ja tak mam, że to wcale nie znaczy, ze jestem złą mamą, że mam prawo czuć się zmęczona. Największym wsparciem w takiej sytuacji są mamy, które przechodzą lub przeszły to samo. Możemy wtedy sobie ponarzekać do woli i od razu jest lepiej. Możemy się wzajemnie zmotywować, doradzić, odwrócić uwagę od problemu. Musimy pamiętać, że też jesteśmy ludźmi. Nie przestałyśmy być ludźmi wraz z pojawieniem się dziecka, bo nie ukrywam, że dość często czuję się tak jakbym przestała być kobietą.

Na szczęście Sławek ma już rok. Bardzo dużo rozumie, ale nadal rodzice są dla niego niezbędni. Wkrótce będzie też odstawiony od piersi i mam nadzieję, że noce będą spokojniejsze. Mamą nie przestaje się być nigdy i zawsze już będziemy "czujne". Jednak uwielbiam być mamą. To cudowne doświadczenie, które rozwinęło mnie na wielu poziomach, wzbogaciło i umocniło. Uśmiech synka daje mi energię na cały dzień, buziak wynagradza wszystko.




Jak jest z Wami mamusie? Co robicie by poradzić sobie z kryzysowymi sytuacjami?

Buziaki,
Aneta

czwartek, 6 marca 2014

Glinka Rhassoul- "Ta, która czyści"

Glinka Rhassoul trafiła do mnie jako prezent gwiazdkowy i muszę przyznać, że od razu podbiła moje serce. Nigdy nie miałam tak świetnej maseczki, która działałaby z moją buzią takie cuda. Ale do rzeczy :)



Producent opisuje glinkę jako produkt pochodzący z Maroka i znany już w starożytności. Produkt ten ma za zadanie oczyścić naszą skórę i jednocześnie nawilżyć, ale może być też stosowany jako peeling, który wygładza i ujędrnia skórę. Dodatkowo glinkę możemy stosować jako szampon, maska do włosów, maska na ciało, a nawet rozpuszczać ją w wodzie i pić. Cóż, ja stosowałam ją tylko na twarzy i jestem bardzo zadowolona z efektów.

Jak wygląda praca z glinką Rhassoul? Na początku nie jest niestety łatwa. Glinka jest dość toporna i musimy rozmieszać ją z odrobiną wody, bo w przeciwnym razie zapomnijmy, że uda nam się ją nałożyć na twarz. Na buzi powinna pozostać na ok. 5 minut, ale w tym czasie nie powinniśmy dopuszczać do jej zaschnięcia, a dzieje się to dość szybko. Polecono mi stosowanie jako nawilżacza innego produktu L`ORIENT- Wody z kwiatów róży damasceńskiej, ale było mi trochę szkoda tego produktu i stosuję zwykłą wodę.

Efekty? Skóra jest oczyszczona, ale nie przesuszona ani podrażniona. Nie ma efektu ściągnięcia. Gładka i delikatna, wyraźnie ujędrniona. Aż chce się ją dotykać cały dzień! Później wystarczy nałożyć swój krem do twarzy i makijaż. Nie miałam problemów by w jakimś miejscu na twarzy skóra w ciągu dnia zaczęła się przetłuszczać. Glinka nie podrażniła mojej skóry, nie pojawiły się nowe wypryski. Wyraźnie zmatowiła buzię.



Bardzo lubię tą maskę do twarzy, bo poza dokładnym oczyszczeniem daje mi także poczucie komfortu i dobrej pielęgnacji. Czuję się po niej bardziej zadbana :)

TUTAJ możecie przeczytać więcej informacji na temat tej glinki. Jestem ciekawa czy ktoś z Was już jej używał i jakie ma na jej temat zdanie.

Buziaki,
Aneta

wtorek, 4 marca 2014

Serialowo, czyli co lubię oglądać w wolnej chwili

Jestem kobietą, ale rzadko oglądam seriale przeznaczone typowo dla kobiet. Nie jest fanką "Seksu w wielkim mieście" ani "Glee". Pominę tutaj fakt, że od lat uwielbiam serial "Xena: Wojownicza Księżniczka", ale dziś przedstawię Wam parę pozycji, które zdobyły moje serce.


Grupa ludzi, która stara się przeżyć w świecie opanowanym przez zombie. Brzmi, to jak kiepski horror, ale Walking Dead jest inne. Pomijam tutaj pokazywanie na tysiące sposobów jak można zabić umarlaka gdy ten chce nam odgryźć rękę, zombie wypadające z sykiem za zasłony czy ludzi rozszarpywanych na części pierwsze. Bardzo podoba mi się to jak pokazywane są relacje ludzi, jak w trudnych sytuacjach wychodzi z nich to kim naprawdę są, jak walczą o przetrwanie siebie i bliskich. No i ten Daryl.... ;)


Serial opowiada o losach tytułowego (i jednocześnie historycznego) Spartacusa- gladiatora, który dowodził słynnym powstaniem niewolników. Każdy odcinek to niezła jatka, litry krwi, umięśnione męskie torsy i jędrne kobiece ciała. Do tego dużo intryg, zdrad i scen erotycznych, czyli serial nie jest przeznaczony dla widzów młodszych i wrażliwszych. Ja jednak bardzo go lubię i przesiedziałam w domu pierwsze skurcze porodowe by zobaczyć nowy odcinek :)


Wikingowie, to dość klimatyczny serial opowiadający o losach Ragnara Lothbroka i jego rodziny. Namawia on towarzyszy by wyruszyć na zachód i tam podbijać tereny. Musi jednak zmierzyć się nie tylko z wrogami z zewnątrz, ale i wewnątrz osady. Niebieskie oczy głównego bohatera przyciągają naszą uwagę i to bardzo.


Downton Abbey, to serial kostiumowy, który zaczął już żyć własnym życiem. Historia opowiada losy arystokratycznej rodziny na przełomie lat (od katastrofy Titanica do lat przed wybuchem II wojny światowej) oraz służby, która w tamtym okresie za zaszczyt uważała pracować w tak zacnym domu. Serial naprawdę wciąga i zachwyca efektownymi kostiumami, pięknymi zdjęciami oraz świetną grą aktorską.


Kompania Braci to pozycja idealna dla fanów filmów wojennych oraz "Szeregowca Ryana". Serial stworzony z wielkim rozmachem, opowiadający historię Kompanii E od szkolenia poprzedzającego desant w Normandii aż do upadku Trzeciej Rzeszy, który tym bardziej wciąga gdyż jest oparty na faktach. Widziałam go już kilkakrotnie i za każdym razem jestem poruszona niezwykłą odwagą i poświęceniem żołnierzy.

Bardzo podobał mi się też serial "Zaklinacz Dusz" (historia kobiety pomagającą duchom załatwić ostatnie sprawy i "pójść w stronę światła"), "Dynastia Tudorów" (losy Henryka VIII i jego rządów), "Ostry Dyżur" (o szpitalu w Chicago, który wolę bardziej niż "House`a" czy "Chirurgów" ;) ), "Veronica Mars" (pani detektyw z liceum). Byłam również fanką "Przepisu na życie", ale zawsze mnie dziwi to, że kobieta z dwójką dzieci w tym jednym bardzo małym ma czas i chęci by latać za facetem po całej Warszawie oraz prowadzić własny biznes, a dzieckiem zajmuje się całe jej otoczenie ;)

A co Wy oglądacie w wolnej chwili? Jestem ciekawa ile z Was jest fanami przedstawionych przeze mnie seriali :)

Buziaki,
Aneta