środa, 26 lutego 2014

Kącik dla mnie- toaletka

Za czasów "panienki" miałam nie tylko swój pokój, ale też coś co udawało toaletkę. Po ślubie i po przeprowadzce nie zwracałam uwagi na to czy mam własny kąt, masa innych rzeczy zaprzątała mi głowę i zadowoliłam się trzymaniem swoich kosmetyków w zwykłej szafce. Jednak parę dni temu przeorganizowałam nasz pokój sypialniany by Sławek miał kącik dla siebie i pomyślałam "A co z miejscem dla mnie?".

O zakupie ładnego biurka rodem z Ikei, który wpadł mi już dawno w oko, przez długi czas mogę sobie pomarzyć. Tak więc postanowiłam wykorzystać i zagospodarować, to co stało w naszym pokoju. Z racji tego, że komputer stacjonarny zniknął z naszego domu już jakiś czas temu, biurko po nim stało smętnie w kącie. Hmmm...

PRZED


PO


Prawdę mówiąc nie wydałam ani złotówki na organizację tego miejsca, wykorzystałam to co miałam i jestem bardzo zadowolona. W pełni spełnia ono moje wymagania i potrzeby. Pędzle, kosmetyki do makijażu, paletki, biżuteria czy lakiery do paznokci- wszystko ma swoje miejsce. Na pewno kiedyś dokupię parę kobiecych dodatków, ale na razie jest dobrze tak jak jest. Tylko o kosz na śmieci ciągle walczę ze Sławkiem, bo uwielbia w nim grzebać ;) Już uprzedzam, że pielęgnację trzymam w łazience i nie zamierzam tego zmieniać, tam jest jej miejsce :)

Jestem ciekawa czy w swoim mieszkaniu lub pokoju macie takie swój "babski" kącik. Długo nad nim pracowałyście? :)

Buziaki,
Aneta

sobota, 22 lutego 2014

Kremy L`Orient Power of Minerals- moi faworyci!

W ubiegłe święta stałam się posiadaczką produktów marki L`ORIENT z serii Power Of Minerals z minerałami z Morza Martwego. Kosmetyki te możemy zakupić w Mydlarni u Franciszka, która ma swoje sklepy stacjonarne, ale też sklep internetowy. Po prawie dwóch miesiącach stosowania muszę przyznać, że są to jedne z najlepszych kremów do twarzy jakie miałam okazję używać.



W skład mojego zestawu wchodzą:
♥ Przeciwzmarszczkowy, ujędrniający, ochronny krem na dzień (50 ml, cena: 76 zł)
♥ Odżywczy krem na noc (50 ml, 79zł)
♥ Regeneracyjny krem pod oczy (15 ml, 64 zł)



Z ręką na sercu muszę przyznać, że jestem tymi kremami totalnie zachwycona! Przede wszystkim świetnie nawilżają moją buzię, szybko się wchłaniają i nie pozostawiają tłustego filmu. Skóra stała się gładka, jędrna, promienna, jednolita. Konsystencja kremów jest treściwa, ale bardzo łatwo się rozprowadza na buzi i nie obciąża jej. Nie zapchał mnie ani nie podrażnił. Jest też bardzo wydajny, bo niewielka ilość wystarczy na pokrycie całej buzi i szyi.

Krem na dzień świetnie sprawdza się pod makijażem. Nie powoduje świecenia się skóry, a podkład trzyma się na nim cały dzień. Krem na noc sprawił, że rano moja buzia wyglądała naprawdę ładnie, pomimo zmęczenia. Krem pod oczy, to jednak mój największy ulubieniec. Bardzo dobrze nawilżył skórę wokół oczu, ujednolicił kolor skóry, wygładził małe zmarszczki.

Bogaty skład, który podaje nam producent, wydaje mi się być naprawdę ciekawy (olej jojoba, olej awokado, magnez, kwas mlekowy, witamina B3 i wiele innych) chociaż chemiczka ze mnie żadna ;) Dużym plusem jest też piękny zapach produktów, pompka i praktyczne opakowanie. Minusy? Czasami pompka się zacina i "wypluwa" produkt porcjami. No i cena też nie jest najniższa. Jestem jednak bardzo zadowolona z tych produktów, a wszystkie zapewnienia producenta znalazły u mnie potwierdzenie.

Więcej o produktach L`ORIENT możecie przeczytać TUTAJ. Dawno nie byłam tam bardzo zadowolona z kosmetyków pielęgnacyjnych do twarzy. Jestem ciekawa jakich kremów teraz Wy używacie!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 17 lutego 2014

Ciocia "Dobra Rada" kontra Mama

Jesteś w ciąży i słyszysz byś nie ścinała ani nie farbowała włosów (dziecko będzie głupie lub rude), nie kupowała nic dla dziecka (nieszczęście murowane), wyglądasz "na córkę" (co z tego, że na USG pręży się chłopak), a jeśli spodziewasz się chłopaka, to "znajoma znajomej też miała mieć chłopca, a urodziła dziewczynkę". Ręce opadają, skoki ciśnienia, brak słów.... Po porodzie na pewno będzie inaczej!

No niestety... Nie będzie.
Jest chyba tak, że każda młoda mama swoje musi wysłuchać. Nie ważne czy prosisz o radę czy nie, każdy Ci jej udzieli. Wszyscy są przecież ekspertami w wychowaniu Twojego dziecka. Każdy zna idealny sposób na niejadka, na nieprzespane noce, na kolki czy ból podczas ząbkowania.

"Powinnaś podawać mu herbatę z kopru włoskiego by nie miał kolek!" Sławek nigdy nie miał kolek.
"Moje dziecko przesypiało całą noc już od 6mc życia" Dziecko było karmione z mm, nie piersią jak Sławek.
"Musisz kłaść mu kocyk na podłodze, bo się zaziębi!" Sławek nie usiedzi na kocyku ani chwili, chyba powinnam z nim latać po mieszkaniu.
"Zagęszczaj mu mleko kaszką manną!" Dziecko miało wtedy 3 tyg i było karmione piersią, do tej pory nie wiem czy to ja miałam jeść tą kaszkę manną czy sypać mu do buzi ;)

To tylko kropla "dobrych rad" jakie usłyszeliśmy. Z każdym kolejnym krokiem rozwojowym dziecka było ich więcej. Gdy zaczęłam rozszerzać dietę małego wszyscy chcieli by jadł już normalnie jak dorosły i najlepiej nożem i widelcem. Jak to nie dam mu cukierka? Dzieci uwielbiają czekoladę! A potem Sławek dostał czerwonych plam na buzi z powodu czekolady.
Mój syn pije tylko wodę, bo takie ma upodobanie, to źle. Nie je słodyczy, to źle. Mleko modyfikowane, to diabeł w czystej postaci. A ja to w ogóle nie karmię tego dziecka, bo co on niby może jeść? Warzywa, owoce, mięso, pieczywo, nabiał itd., to przecież nic, prawda? ;)

Sławek zaczął dreptać. Pomijam fakt, że już gdy miał parę tygodni były próby by się podciągał do pozycji siedzącej. Ale skoro już chodzi, to powinnam, wręcz muszę, zasłaniać wszystkie rogi, najlepiej założyć mu kask. "A jeśli się przewróci?!" To wstanie. Już wiele razy zostaliśmy obrzuceni oburzonym spojrzeniem.

Gdy Sławek pojawił się na świecie postanowiłam, że będę dla niego jak najlepszą mamą. Będę go chwalić za każdy, nawet najmniejszy sukces, będę z nim o wszystkim rozmawiać, będę cierpliwa, będę tłumaczyć, nie będę chować go "pod kloszem", pozwolę uczyć się na swoich błędach, pokażę co jest dobre a co złe, nałożę na niego obowiązki zgodne z jego wiekiem, nie będę wymagać więcej niż jest w stanie z siebie dać, będę go dopingować i wspierać, pozwolę iść swoją drogą. Bo dla każdej mamy, dla każdego rodzica, jego dziecko jest najlepsze, najładniejsze, najmądrzejsze.

Od pierwszych dni bycia mamą Sławka zauważyłam, że jest to bardzo pogodne dziecko. Kontaktowe, wesołe, bystre i bardzo grzeczne. Ma swoje humorki, ale każdy z nas je ma. Wierzę, że w przyszłości będzie dobrym uczniem, że będzie pomagał mi w domu, że znajdzie w swoim życiu pasję. Dlatego bardzo, ale to bardzo, denerwuje mnie gdy słyszę, że chłopcy nie chcą się uczyć, są łobuzami, nie pomagają w domu. Drażni mnie gdy ktoś mówi jaki mój syn jest skoro nie spędza z nim na tyle czasu by go oceniać. I to zaskoczone spojrzenie gdy mówię, że mój syn to będzie mistrzem olimpijskim ze średnią 5,4 , bo czemu by nie :)

Na początku swojej drogi wiele mam potrzebuje pomocy i rady, to normalne. Ale nie udzielajmy porad osobom, które o nie nie proszą, bo ja naprawdę nie chcę słuchać o tym jak sobie radzić z niejadkiem skoro moje dziecko nie ma problemu z brakiem apetytu, albo że to nie za dobrze, że jeszcze karmię piersią. Jeśli nie proszę o radę, to na nią nie czekam. To rodzice najlepiej wiedzą czego potrzebuje ich dziecko, bo to oni są z nim codziennie i znają je najlepiej. A skoro nie trzęsę się nad swoim dzieckiem jak osika, to wcale nie znaczy, że jestem złą matką. I jak nic wkurza mnie gdy słyszę rozkazującym głosem "Niech mama idzie z Tobą na spacer" skoro na dworze jest zimno, a mi się po prostu nie chce.

Bycie mamą uczy cierpliwości, ale nie tylko do dziecka lecz też do ludzi wokół. No i dystansu, dużego dystansu.



Buziaki,
Aneta

czwartek, 13 lutego 2014

Małe DIY w moim wykonaniu :)

Nigdy nie miałam talentu do prac manualnych i do tej pory przeżywam zajęcia ze szkoły podstawowej gdy mieliśmy z origami ułożyć postać Świętego Mikołaja, i tylko ja tego nie umiałam zrobić (chlip, chlip...). Tak więc zrozumiałe jest, że wszystkie posty czy filmy z DIY (Zrób To sam) omijałam z daleka, bo po co dołować się, że nie mogę samodzielnie upiększyć mieszkania lub swojej garderoby. Ostatnio jednak coś mnie tchnęło i... Są efekty! (Wcale nie takie straszne jak się spodziewałam ;) )

Na samym początku na blogu magiclovv.blogspot.com znalazłam prostą instrukcję jak krok po kroku przerobić sweter. Sweter znalazłam bez problemu, bo w końcu ostatnio byłam w lumpeksie. Z dna szafy wygrzebałam też stare bolerko. Rękawów nie udało mi się odpruć i musiałam je po prostu uciąć. Mozolnie przyszywałam je do swetra, ale efekt jest całkiem, całkiem... Dla mnie super!



Moje kolejne małe dzieło, to ozdobne denka do słoików w kuchni. Sławcio uwielbia biszkopty. Miałam jednak straszny problem z ich wysychaniem tych smakołyków gdy paczka była już otwarta. Znalazłam więc większy słoik, pozbyłam się etykietki, a wieczko pomalowałam lakierami do paznokci, których już nie używałam. Tak samo ozdobiłam słoik z płatkami owsianymi. Proste? Tak! I zdecydowanie tańsze niż kupowanie słoików lub pudełek przystosowanych do przechowywania takich produktów.


Rozwiązania, które tu prezentuję są wręcz banalne i nie zajmują wiele czasu (chociaż przyszywanie rękawów dla niewtajemniczonych jak ja może trochę trwać). Dopiero zaczynam zabawę z DIY, gdy znajdę jeszcze jakieś proste pomysły podzielę się z Wami efektami.

Lubicie robić coś same w domu? Coś przerabiać?

______________________
Na pewno zauważyliście na blogu zmiany graficzne. Tą uroczą grafikę pobrałam ze strony http://my-pink-plum.blogspot.com/. Dziękuję! :*

Buziaki,
Aneta

niedziela, 9 lutego 2014

O moich rozstępach słów kilka

Jestem jakaś dziwna, bo temat rozstępów nigdy mnie nie przerażał i nigdy też nie wstydziłam się tych, które mam. Wiele młodych kobiet stawia zaś sprawę ich pojawiania się na swoim ciele jako jeden z głównych kompleksów po ciąży.

Oczywiście rozstępy nie pojawiają się tylko i wyłącznie z powodu ciąży. Zbyt szybki przyrost wagi, nagły wzrost w okresie dojrzewania, uwarunkowania genetyczne, a nawet rozwój tkanki mięśniowej w przypadku osób uprawiających kulturystykę- wiele jest powodów powstawania tych "cięć na skórze".

Jeszcze przed ciążą balsamowałam swoje ciało kosmetykami nawilżającymi, a ok. 4 mc przerzuciłam się na produkt Mamma Mia! marki Ziaja, który był skierowany dla kobiet w ciąży. Nie wiem ile zużyłam butelek tego produktu, ale było ich...dużo. Tak czy inaczej w 6 miesiącu zauważyłam 3 rozstępy na brzuchu, które później przerodziły się w całe mnóstwo czerwonych kreseczek. Ich lokalizacja była dość typowa- brzuch i podbrzusze, boki ciała, a nawet uda (po wewnętrznej stronie dochodziły aż do kolana) i piersi. Całą ciążę stosowałam balsam przeciwko rozstępom (2 razy dziennie jak kazał producent), ale natura była silniejsza. Jak też wiecie w ciąży dość dużo przytyłam, bo prawie 30kg. Takie przybieranie u mnie jest rodzinne, ale co śmieszne, moja mama po 3 ciążach nie ma praktycznie w ogóle rozstępów, a nie balsamowała ciała nigdy.

Jak z tym żyć? Normalnie! Nigdy nie wstydziłam się tego jak wygląda moje ciało, z rozstępami czy bez. Gdy Sławek miał ok. 4-5 mc poszliśmy na basen i jak nigdy nic założyłam kostium dwuczęściowy mimo, że moje ciało bardzo dalekie jest od ideału. Wiele lat temu zrozumiałam, że na świecie są dużo gorsze rzeczy niż moje kompleksy. Chęć posiadania dziecka była też silniejsza niż lęk o tak błahą sprawę jak to czy dobrze będę prezentować się na plaży. Jestem przecież mamą!

Na chwilę obecną moje rozstępy są ją blade, ale nadal zdobią moje ciało. Na co dzień nie widzi ich nikt oprócz mnie i mojego męża, a na plaży (jeśli zdarzy nam się wybrać kiedyś na urlop) wolę pochwalić się zgrabną sylwetką i w miarę płaskim brzuszkiem mając u boku swojego małego rozrabiakę.



Na rozstępy nie ma niestety idealnego środka. Jedni używają oliwy z oliwek, inni drogich kosmetyków, a rozstępy pojawiają się u każdej z nich. Jeszcze inne kobiety nie stosują niczego, a ich skóra wygląda idealnie. Myślę, że najważniejsze jest zdrowe podejście do wszystkiego i nie wyolbrzymianie zaistniałego problemu. Liczy się przecież to jakimi jesteśmy osobami i jakich wyborów dokonujemy, a nie to czy nasze ciało jest "pocięte" rozstępami.

Jestem ciekawa po jakie środki sięgałyście by walczyć z rozstępami? Akceptujecie się z nimi? W naszym domu pojawił się też słynny Bio-Oil i balsam z Palmers, testował je mój mąż, ale efektu też nie zauważył :)

Buziaki,
Aneta