czwartek, 14 marca 2013

Tydzień 38/39

Do rozwiązania pozostało nam 7 DNI!
Słowo idealnie określające mój stan: CIĘŻKO

Z każdym dniem mam wrażenie, że mój brzuch robi się coraz większy. Mały stał się bardzo aktywny co, jak czytałam, jest zapowiedzią zbliżającego się porodu. Jeśli to prawda- Sławek będzie miał naprawdę dobre wyjście z progu ;) Humor mi dopisuje chociaż czasami dotyka mnie już mała nostalgia i tęsknota za brzuszkiem. Ale wszystko przed nami i pewnie za jakiś czas znów będę małą orką ;)

Ostatnie tygodnie stały się naprawdę i dosłownie- ciężkie. Chociaż chęci działania są takie same, to jednak sił na nie nie starcza, a brzuszek staje się niezłym obciążeniem. Zwykłe wyjście do sklepu jest już dużym wyzwaniem, a po powrocie muszę odpocząć, bo mięśnie w podbrzuszu bolą straszliwie. Nawet dłuższe siedzenie czy leżenie kończy się bólem podczas pierwszych kroków po wstaniu. Sobotnie sprzątanie dzielę na różne etapy i nawet nie wyciągam już odkurzacza, bo nie dałabym po prostu rady schylić się po niego.

Niemal równo z wybiciem 38tc mój brzuch stał się napięty. Nawet lekarz to zauważył. Jeśli wcześniej napinał się po moim przepracowaniu czy po prostu- od czasu do czasu, tak teraz stan ten trwa całymi dniami. Nie pomaga magnez czy relaks. Często też po nocy bolą mnie mięśnie z góry i dołu brzucha. Tak jakby ciężar do utrzymania był już dla nich zbyt duży. W sumie mają rację...

W ubiegły wtorek udałam się znów na USG aby sprawdzić stan wód i łożyska, które swoją drogą są w bardzo dobrym stanie, no i okazało się, że przydomek 'Klusek' mój syn dostał jak najbardziej zasłużenie. W 36tc mały ważył 2700g, a ja liczyłam by przybrał choć trochę do porodu. No i przybrał... W niecałe 3 tygodnie dobił do 3600g. Lekarz sam był zaskoczony, ale miał rację- po rodzicach będzie dużym chłopakiem. Mam cichą nadzieję, że przez te 7 dni nie przybierze już tak dużo.

Teraz już wiem czemu ruchy małego są dla mnie tak uciążliwe, chociaż cudowne. Rozpycha się tak intensywnie, że tylko silna ręka ojca jest w stanie go uspokoić. Doprowadził też do powstania nowych rozstępów na brzuchu, dokładnie tam gdzie się przemieszcza. Brzuch zaś przybiera czasami naprawdę dziwne kształty.

A u nas już wszystko gotowe. Łóżeczko stoi już przygotowane na swojego małego mieszkańca, wyprawka przygotowana, wózek już stoi i tylko malucha brakuje. Czuję jednak, że w przyszłym tygodniu będziemy już w trójkę! Ot, takie przeczucie.



Mijający zaś czas poświęcam relaksowi i zachciankom. Rozpieszczam siebie ile mogę :) Byłam już u fryzjera na obcięciu i farbowaniu więc wiosnę przywitam w całkiem niezłym stanie. Nie mogę się jednak doczekać kiedy minie okres połogu i będę mogła zacząć ćwiczyć.

No to kochani.... Myślę, że następna notka nie pojawi się zbyt szybko ;) Trzymajcie proszę kciuki za mnie, mojego męża i naszego synka. Nie mogę się doczekać kiedy będziemy już w komplecie!

Buziaki,
Aneta (jeszcze w dwupaku ^^)

niedziela, 10 marca 2013

"Język niemowląt. Moja mama mnie rozumie."

Każda przyszła mamusia na pewno zakupi jakąś książkę na temat ciąży czy wychowania niemowląt. Jeśli nie kupi, to na pewno zostaną jej one polecone. Gdy byłam w I trymestrze ciąży zaczęłam się interesować właśnie takimi książkami. Nie chciałam poradników na temat samego przebiegu ciąży, bo w internecie znajdziemy naprawdę wiele portali gdzie każdy tydzień rozwoju naszego dziecka jest bardzo szczegółowo opisywany. Zależało mi na jakimś fajnym poradniku co do radzenia sobie z niemowlakiem. Zdecydowałam się więc na książkę "Język niemowląt. Moja mama mnie rozumie." Tracy Hogg i muszę przyznać, że była ona strzałem w dziesiątkę.



Tracy Hogg, to brytyjska "zaklinaczka dzieci", pielęgniarka i położna. Napisała kilka książek dla rodziców, aby wyjaśnić w nich jak zrozumieć owy język niemowląt, czyli co oznaczają pewne ruchy, zachowania czy płacz maluszka i jak dobrze je interpretować.

Muszę przyznać, że na początku dość ciężko było mi się zabrać za czytanie, bowiem Tracy opowiada różne historie na temat rodziców i ich dzieci, co dość szybko wybijało mnie z rytmu czytania i gubiłam główny wątek. Jednak z czasem przywykłam do jej stylu i jej książka naprawdę mnie wciągnęła, a także pokazała wiele rzeczy, które chcę wprowadzić w nasze życie.

W książce znajdziemy:
+ przepis na Łatwy Plan, czyli jak wprowadzić optymalny plan dnia dla maluszka aby i on, i my, byliśmy zadowoleni- tyczy się on zarówno czasu karmienia, snu, ale też zabawy
+ zapoznaje nas ze sposobami karmienia, regulowaniu ich czasu trwania, sposobów na odbicie po jedzeniu,
+ usypianie maluszka, czyli jak nauczyć malucha spania we własnym łóżeczku, przesypiania całej nocy itd.
+ jak rozróżnić płacz malucha, bowiem nie każdy płacz oznacza, że mały jest głodny,
+ podstawy typu: mycie, przewijanie, ubieranie, układanie do snu itd.
+ wiele innych praktycznych wskazówek, które poznajemy na przykładzie historii innych rodziców i ich przygód z dziećmi.

Jednak jest jeszcze jeden temat poruszany przez autorkę, który bardzo mi się podoba. Jaki? Tracy nie raz i nie dwa (ba! poświęca cały rozdział na to) wspomina jak ważne jest to aby rodzice byli wyspani, zadowoleni ze swojego życia, znajdywali czas dla siebie, a młode mamy nie zamieniały się w kury domowe w wyciągniętym dresie i poszarzałą cerą. Bowiem szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Musimy więc pamiętać o sobie i swoich potrzebach, a nie zasłaniając się dzieckiem tłumaczyć dlaczego chodzimy w przetłuszczonych włosach.

Po przeczytaniu tej książki poczułam niesamowity komfort psychiczny. Okazuje się bowiem, że można mieć życie "po porodzie", można żyć ze swoim dzieckiem w harmonii, można się wysypiać (!), można nauczyć dziecko spania w osobnym łóżku i...wiele innych rzeczy.

Na pewno będę się starać wprowadzać rady Tracy w nasze życie. Wiadomo, będzie ciężko, ale jestem zdania, że trochę pracy i poświęcenia, a cała nasza trójka będzie zadowolona i szczęśliwa. Wręcz nie mogę się doczekać kiedy Sławek się pojawi i będziemy się siebie nawzajem uczyć!

Czy polecam tą książkę? Zdecydowanie tak! Będzie ona świetnym prezentem dla przyszłych i młodych mam. Powinni ją też przejrzeć przyszli tatusiowie, aby świadomie wspierać swoje partnerki. Duże źródło informacji, sposobów radzenia sobie, ale też duża podpora i wsparcie.

Jestem ciekawa czy Wy czytałyście jakieś poradniki dla mam, czy może postawiłyście na magazyny, internet albo rady rodziny. Co z nich się sprawdziło, a co jednak nie? :)

Buziaki,
Aneta


PS. Mam nadzieję, że przed wypakowaniem uda mi się jeszcze coś dla Was napisać :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Torba do szpitala już spakowana !

Do rozwiązania pozostało już bardzo mało czasu, ale dopiero jakiś czas temu finalnie zorganizowałam swoją szpitalną torbę. Należę do osób, które rzadko robią coś na ostatnią chwilę. Lubię gdy wszystko jest przemyślane i zorganizowane w najbardziej optymalny dla mnie sposób. Poza tym- lubię porządek i nie wyobrażam sobie wrzucania wszystkiego byle jak :)

Jakiś czas temu pokazałam Wam listę rzeczy, które powinnam zabrać do szpitala. Lista ta została przekazana mi przez położną i jest aktualna w szpitalu, w którym będę rodzić. Każdy szpital ma inne wymagania, każdy zapewnia nam coś innego. Moja lista znajduje się TUTAJ, a dziś pokażę Wam jak wszystko u mnie wygląda i co będę ze sobą brała do szpitala w dniu porodu.



1. Płatki kosmetyczne- przydadzą się przy codziennej pielęgnacji, ale nie jestem jeszcze pewna w 100% czy je ze sobą zabiorę.
2. Kapcie i klapki pod prysznic- nie znoszę kapci i nie chcę ich komentować ;)
3. Duże podpaski- jak radziła położna- 2 opakowania.
4. Kubek i sztućce- pomimo wszystko dobrze jest mieć własne.
5. Nawilżające chusteczki do pielęgnacji niemowląt.
6. Tzw. majtki siatkowe- przydatne po porodzie by zapewnić dobry przepływ powietrza.
7. Ręcznik papierowy- przyda się jeśli np. umyjemy kubek, albo coś nam się wyleje.
8. Podkłady jednorazowe- 3szt. , po porodzie przydadzą się do zabezpieczenia pościeli przed zabrudzeniem. Jeśli nam zostaną, to możemy je śmiało wykorzystać w łóżeczku dziecięcym.
9. Woda niegazowana.
10. Duży ręcznik.
11. Zestaw dla Kluska, czyli ubranka i kosmetyki pielęgnacyjne. Dobrze jest je zapakować razem by łatwiej było je znaleźć w torbie.
12. Pieluszki tetrowe 3 sztuki i 1 mały bawełniany ręczniczek. Idealne do codziennej pielęgnacji i dbania o higienę malucha.
13. Wkładki laktacyjne- zapakowałam 12 sztuk.
14. Biustonosz do karmienia- swój zakupiłam w H&M w zestawie 2sztuk za ok.80zł. Bardzo wygodne.
15. 2 koszule nocne z możliwością rozpięcia ich do karmienia.
16. Szlafrok.
17. Kosmetyczka- żel do mycia twarzy, próbka szamponu do włosów, krem do twarzy i krem do rąk.
18. Kosmetyczka- pasta do zębów, szczoteczka do zębów, golarka, chusteczki higieniczne i Apap, a dodatkowo szczotka do włosów i gumka.



1. Spodenki dla malucha.
2. Bawełniana czapeczka.
3. Skarpetki.
4. Mini wersje kosmetyków pielęgnacyjnych- olejek do mycia, balsam do pielęgnacji i krem przeciw odparzeniom.
5. Rękawiczki, aby maluch się nie zadrapał. W razie czego :)
6. Zwykła bluzka zapinana na guziczki.
7. 2 pary body- lubuję się w paskach i bardzo lubię body zapinane od dołu. Te zaś zakupiłam w Pepco za parę złotych i po wypraniu nadal są takie same.
8. Kocyk.

Nie planuję dorzucania do torby już niczego więcej. Jest ona zapakowana w rzeczy, które potrzebuję i na pewno wykorzystam. W razie czego zawsze pozostaje telefon do męża z prośbą o podrzucenie czegoś do szpitala. Dokumenty potrzebne do szpitala- grupa krwi, dyskietka NFZ, dowód osobisty, karta ciąży, aktualne wyniki badań i plan porodu- zawsze noszę przy sobie.

Z mężem planujemy także zabrać ze sobą aparat fotograficzny. Baterie już są naładowane i wszystko jest przygotowane. Póki jesteśmy w domu warto jest też przygotować jakieś ubrania na "wyjście". Nie ma sensu by stresować partnera czy mamę aby szybko coś nam znalazła. W tym celu zapakowałam małą torbę z ubraniami dla małego i wkrótce wrzucę też te dla siebie.

W szpitalu będziemy przebywać tylko 2 dni, jeśli oczywiście wszystko potoczy się tak jak powinno, więc nie widzę potrzeby aby brać ze sobą całej kosmetyczki i masy zbędnych rzeczy. Tak jak wspomniałam wyżej- zawsze możemy kogoś poprosić o podrzucenie nam czegoś potrzebnego.

No to teraz nie pozostaje nam już nic innego jak czekać. 21 marca zbliża się bowiem powoli, ale skutecznie.:)

Buziaki,
Aneta

piątek, 1 marca 2013

Kruche ciasto ze śliwkami i kruszonką ♥

Uwielbiam piec! Nie mamy jednak wielu okazji ku temu, a samej jeść też jakoś tak dziwnie. Ostatnio jednak naszło mnie niesamowicie na ciasto ze śliwkami więc pomimo późnej pory podreptałam (doturlałam się) do Lidla w calu zakupienia potrzebnego owocu i następnego dnia zabrałam się do dzieła.



SKŁADNIKI:
na ciasto
- 1 1/2 szklanki mąki pszennej
- 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 kostki margaryny
- 2 żółtka
- 1 łyżka śmietany (użyłam 12 %)

na kruszonkę
- ok. 100 g margaryny
- ok. 200 g mąki pszennej
- 50 g cukru

śliwki ok.700g

Z racji tego, że wybrałam dużą blachę wszystkie składniki podwoiłam, tak więc zdjęcia przedstawiają ciasto dwa razy większe.

Wpierw przygotowujemy ciasto, Wszystkie składniki wrzucamy do miski i zagniatamy. Robimy z niego zbitą kulę i wkładamy do lodówki na jakiś czas (wystarczy ok.30 minut).
Ze śliwek wyjęłam pestki i pocięłam je na plasterki. Z racji tego, że były dość cierpkie w smaku posypałam je cukrem i zostawiłam tak na chwilę. Blachę wysmarowałam margaryną i wyłożyłam papierem śniadaniowym. Następnie rozwałkowałam przygotowane wcześniej ciasto i wyłożyłam nim dno formy. Na nim ułożyłam śliwki (tutaj przydałaby się podwójna warstwa owoców by były bardziej widoczne).
Zagniatamy kruszonkę i wysypujemy ją na nasze śliwki. Kruszonka jest grudkowata i sypka więc się nie bójcie jej wyglądu.

Wkładamy do nagrzanego wcześniej na 190st piekarnika na ok. 50-60 minut. Po tym czasie wyłączamy piekarnik i pozwalamy ciastu wystygnąć przy lekko uchylonych drzwiczkach.

Ciasto bardzo dobrze nadaje się jako coś słodkiego do kawy czy herbaty. Ja lubię wszystko posypywać cukrem pudrem więc uczyniłam tak też w tym przypadku.

Lubicie ciasto ze śliwkami? Jeśli nie, to możecie spokojnie wymienić je na jabłka czy gruszki. Myślę, że będą one równie dobre.

Buziaki,
Aneta