czwartek, 28 lutego 2013

Tydzień 36/37



Ostatnie 3 tygodnie wolności dla mamy i taty! Mąż mówi, że z każdym dniem wydaję się jeszcze większa, ale jest już tylko złudzenie optyczne. Waga nie rośnie już tak nagle jak na przykład w II trymestrze, ale brzuch zaczyna przybierać naprawdę dziwne kształty. Mały zaczyna się wiercić :)

Z rzeczy medyczno-zdrowotnych:
Dopadło mnie przeziębienie i to naprawdę upierdliwe. Nie umiałam doprowadzić się do porządku, a znów chorowałam. Gdyby to jeszcze był katar i kaszel.... A tu przewiane zatoki i niesamowity ból głowy, całkowite osłabienie organizmu, spadek formy. W tym czasie pomagał mi syrop Prenalen, herbata z sokiem malinowym (sok oczywiście wlewamy do letniej herbaty by nie zabić witaminy C) oraz...Apap. Nie bójcie się jednak, dostałam zgodę od lekarza na przyjmowanie tego leku. Jest on dla mnie zbyt łagodny, ale gdy głowa pęka i boli tak, że nie śpicie całą noc- wszystko jest ulgą.

Ruchy szkraba są bardzo odczuwalne, a czasami i bolesne. Brzuch przybiera różne formy w zależności jak Lokator chce się ułożyć, a najczęściej w trakcie tego układania atakuje mój pęcherz i to nie jest fajne uczucie. Jednak tych ruchów będzie mi chyba najbardziej brakować po porodzie...

Badanie na obecność paciorkowca, to badanie, które miałam wykonywane na początku 36tc. Pobierany jest wymaz, który wykrywa (lub nie) tego drania w naszym organizmie. U mnie niestety się pojawił. Paciorkowiec nie jest w jakiś szczególny sposób szkodliwy dla nas, ale w momencie porodu mógłby zarazić się nim nasz maluszek. Tak więc lekarz zarządził coś co niezbyt mi się spodobało, ale trudno, jeśli akcja porodowa rozpocznie się u mnie odejściem wód płodowych muszę od razu jechać do szpitala by przyjąć antybiotyk. Szczęśliwie, jestem podatna na trzy różne i na żaden nie jestem uczulona. Fakt posiadania "paciorka" nie spędza nam snu z powiek, bowiem postanowiłam, że nie będę się sama niepotrzebnie nakręcać i czytać w internecie co grozi mojemu dziecku. Jeśli postąpimy tak jak radzi lekarz- wszystko będzie dobrze więc tego się trzymamy. :)

Ostatnia wizyta u lekarza i USG wykazały, że u małego wszystko w najlepszym porządku. Wód dużo (czyli pewnie bardzo mu wygodnie), ułożył się już główką w dół, nerki i serce pracują jak trzeba, nadal jest chłopakiem i...ma włosy na głowie. Ten ostatni fakt jakoś najbardziej mnie rozczulił i był pierwszą rzeczą, o której poinformowałam męża po badaniu. Mały jest dosyć szczupły- w 36tc ważył 2700g, ale lekarz powiedział, że na pewno przybierze. Najwyżej posiedzi ciut dłużej by nadrobić kalorie.

Skurcze, to dla mnie jak na razie temat z bajki. Czasami mam wrażenie, że czuję "ból jak w czasie okresu", ale czy można nazwać to bólem? Dla mnie, to tylko dziwne uczucie. Czasami coś mnie zakuje parę razy, ale skurczy niestety nie mam jak niektóre mamy opisują. Lekarz również mówi, że jestem pozamykana całkowicie i nic nie zapowiada by akcja miała przyspieszyć z dnia na dzień. Liczymy więc po cichu, że z małym przeczekamy do magicznego 17 marca i będziemy rodzicami II kwartału, z nadzieją na roczne macierzyńskie.

Poruszanie się staje się już niemałym problemem. Najlepiej zakłada mi się buty typu emu, a jeśli mam chęć ogolić nogi...krzesło potrzebne. Ostatnio zaś kupę czasu zajęło mi pomalowanie pazurków w stopach... Wstawanie z łóżka? To raczej próba wyturlania się z niego.

Z jednej strony jestem już zmęczona ciążą, a z drugiej wiem, że będzie mi bardzo brakować brzuszka, który był ze mną tyle czasu. Czasami zastanawiam się jak to będzie gdy już nie będę czuła ruchów maluszka w sobie, gdy nie będzie "tylko mój". Dopada mnie wtedy taka melancholia i zaduma, że sama sobie się dziwię. A wtedy myślę, że nie mogę się już doczekać kiedy maluszek pojawi się na świecie, kiedy wezmę go na ręce.... Niesamowite uczucia!

No i dopadł mnie "Syndrom wicia gniazda"- non stop sprzątam, układam, porządkuję i sprawdzam czy wszystko jest tak jak być powinno. Jednak teraz gdy pokój dla małego został przygotowany nie mam już tyle do roboty. Postanowiłam więc poświęcić ten czas na siebie i swoje potrzeby oraz....lenistwo.



Kolejna wizyta u lekarza ma miejsce w następny czwartek. Jeśli nic nie ruszy, a mam nadzieję, że tak się stanie, następne wypadnie w dniu porodu. Jeśli nadal nic nie ruszy, to czekamy jeszcze tydzień i jedziemy na oddział. Ja jednak liczę, i jakoś tak czuję, że mały pojawi się o czasie. Musi w końcu tylko troszkę przytyć, a 21 dni to idealny czas na to.:)

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 18 lutego 2013

Ziajkowe zakupy ♥

ZIAJA jaka jest, każdy wie. Tania i dobra.

Świetna polska marka, w której każdy znajdzie coś dla siebie i to w przystępnej cenie. Ma jednak pewną wadę- czasami ciężko jest znaleźć w drogerii czy aptece to czego szukamy :) Dlatego postanowiłam zrobić zakupy w ich sklepie internetowym.

Tak, tak kochani! Ziaja ma swój sklep internetowy. Sklep znajduje się w Warszawie, ale jak najbardziej można robić u nich zakupy online. Znajdziemy tam praktycznie wszytko to co możemy znaleźć w drogeriach i aptekach, ale czasami wiadomo- bywa problem ze zdobyciem jakiegoś produktu, a wtedy sklep internetowy idzie nam z pomocą.

Z racji tego, że właśnie rozglądałam się za jakimiś kosmetykami dla malucha, postanowiłam zajrzeć więc do Ziaji. Bo skoro mogę kupić coś dobrego w niskiej cenie, to dlaczego tego nie zrobić? Niedawno zaś przyszła do mnie paczka, a w niej pełno dobroci.




OD LEWEJ:
ZIAJKA Płyn do kąpieli dla dzieci i niemowląt natłuszczający już od 1 dnia życia CENA: 11,50 zł Poj. 370 ml Płyn ma za zadanie oczyszczać i pielęgnować skórę (w tym delikatnie ją natłuszczać). Zawiera witaminę E i delikatne substancje natłuszczające. Nie zawiera mydła, konserwantów ani barwników. Płyn jest bezbarwny i posiada delikatny pudrowy zapach.
ZIAJKA Mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt po 1 miesiącu życia CENA: 10,25 zł Poj. 300 ml Mleczko zawiera ekstrakt z owoców drzewa Tara, olej bawełniany, kompleks wapniowy, D-panthenol i witaminę E. Ma za zadanie delikatnie łagodzić skórę dziecka, nawilżać ją i chronić. Mleczko jest delikatne, szybko się wchłania i również posiada delikatny pudrowy zapach.
ZIAJKA Oliwka pielęgnacyjna dla dzieci i niemowląt już od 1 dnia życia CENA: 10,75 zł Poj. 270 ml Nawilżająca oliwka, która delikatnie natłuszcza i wzmacnia barierę ochronną naskórka. Zawiera witaminę F i wyciąg z rumianku. Zakupiłam ją głównie z myślą o delikatnym masażu maluszka oraz stosowaniu jej parę razy w tygodniu po kąpieli. Ma przyjemny, delikatny zapach podobny do tego z całej serii.


OD LEWEJ:
ZIAJKA Maść pośladkowa przeciw odparzeniom już od 1 dnia życia CENA: 6,35 zł Poj. 50 ml Maść zapobiega powstawaniu odparzeń, tworzy na skórze warstwę ochronną oraz łagodzi otarcia i podrażnienia. Zawiera tlenek cynku, wyciąg z bawełny, witaminę E i F, prowitaminę B5 (D-panthenol).
ZIAJKA Krem do pielęgnacji dzieci i niemowląt już od 1 dnia życia CENA: 4,35 zł Poj. 50 ml Krem ma za zadanie nawilżać, natłuszczać i chronić skórę. Zawiera witaminy E i F, D-panthenol. Zakupiłam go z myślą o spacerach i delikatnej pielęgnacji buzi maluszka.


ZIAJA Krem bionawilżający do cery tłustej i mieszanej- biała herbata CENA: 6,50 zł Poj. 50 ml Krem ma za zadanie nawilżać skórę i regulować aktywność gruczołów łojowych. Zawiera witaminę A i E, prowitaminę B5. Jest to (chyba) nowa wersja jednego z kremów Ziaji, bo wcześniej stosowałam już taki, ale w innym opakowaniu. Producent zapewnia, że krem nadaje się pod makijaż. Wcześniejszy dobrze się pod nim sprawdzał, ale ja mam w planach stosować ten krem na noc.
ZIAJA Krem do rąk nawilżający z D-panthenolem CENA: 3,45 zł Poj. 100 ml Intensywnie nawilża skórę rąk, likwiduje uczucie szorstkości oraz wysuszenia naskórka. Zawiera bioformułę B5: D-panthenol i sylikony. Krem na przyjemny zapach, jest lekki i szybko się wchłania. Pozostawia na dłoniach przyjemny zapach i uczucie delikatności.


OD LEWEJ:
ZIAJA maseczki Poj. 7 ml
- maska oczyszczająca z glinką szarą; skóra mieszana, tłusta, trądzikowa CENA: 1,45 zł
- maska anty-stres z glinką żółtą; każdy rodzaj skóry CENA: 1,45 zł
- maska regenerująca z glinką brązową; każdy rodzaj skóry CENA: 1,45 zł
- maska kojąca z glinką różową; skóra wrażliwa CENA: 1,60 zł
- maska dotleniająca z glinką czerwoną; każdy rodzaj skóry CENA: 1,60 zł
Uwielbiam maski z Ziaji! Jedno opakowanie wystarcza mi na 2 aplikacje, moja skóra świetnie na nie reaguje i mam nadzieję, że przydadzą mi się po porodzie gdy będę chciała dopieścić swoją skórę w szybki sposób.


OD LEWEJ:
PRÓBKI: ZIAJA med Kuracja przeciwświądowa- szampon łagodzący do każdego rodzaju włosów
ZIAJA med Kuracja nawilżająca lano-krem na dzień/na noc; skóra odwodniona, bardzo sucha
Próbek dostałam naprawdę wiele i na początku trochę się przeraziłam, że coś zostało pomylone w moim zamówieniu. Jednak jestem zadowolona i na pewno wykorzystam je podczas wyjazdów lub w ramach potrzeby.

Jeśli zaś chodzi o same zakupy, to muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Paczka przyszła szybko i była bardzo dobrze zapakowana. Produkty w butelkach stały pionowo i nie groziło im wylanie się. Zaś w mniejszym kartonowym pudełku dostałam kremy i maseczki. Wraz ze wzrostem wartości naszego "koszyka" koszt przesyłki się obniża. Na pewno skorzystam raz jeszcze z zakupów na stronie ZIAJI!

http://www.ziaja-sklep-warszawa.pl


Buziaki,
Aneta

czwartek, 14 lutego 2013

Tydzień 34/35

TAM TARARAM! TARA RAM! TAM TAM!

POZOSTAŁO 35 DNI!


Mam wrażenie, że nad moją głową znajduje się niewidzialny licznik (taki jak pokazują w filmach akcji "ile czasu zostało do wybuchu bomby"), który odmierza czas w zaskakująco szybkim tempie. Teraz skupiamy się bardziej na oczekiwaniu i wypoczynku, w domu zaś mają miejsce ostatnie przygotowania. Mój mąż zaś ma w planach do końca tego tygodnia wytapetować pokój dla małego więc mam nadzieję, że uda mi się pokazać Wam efekt końcowy.

Czy coś się zmieniło podczas ostatnich dwóch tygodni? Tak naprawdę, to niewiele. Od ostatniej wizyty u lekarza przytyłam zaledwie 1kg więc waga nie rośnie już tak szybko. W pasie (a raczej na poziomie pępka) doszliśmy do ok. 112 cm.

Rozstępy nadal są, ale nie zwracam na nie uwagi. Wystąpiły na biuście, dole brzucha gdzie tworzą idealny szlak przemieszczania się malucha, a także na udach. Nie są bolesne czy swędzące więc jestem dobrej myśli. Będę z nimi walczyć po porodzie.

Ruchy małego są już dużo spokojniejsze. Maluch ma już mało miejsca więc wydaje się, że każde jego przesunięcie się jest głęboko przemyślane. Same ruchy nie są już tak miłe, bywają bolesne. Czasami zaś potrafi znaleźć sobie nowe ulubione miejsce np. na pęcherzu. Jednak najbardziej ulubił sobie prawą stronę mojego brzucha i tam najczęściej widzimy wielkie wzniesienie oznaczające miejsce jego pobytu. Można też wyczuć przez skórę jego stópki gdy nimi rusza, ale trzeba się na to nieźle zaczaić, bo mały jest sprytny i wyczuwa kiedy go zaczepiamy. Jednak mały nigdy jeszcze nie obudził mnie w nocy swoim wierceniem się. Daje mi to nadzieję, że po narodzinach będzie sypiał w podobnych godzinach.

Brzuszek utrudnia wstawanie z łóżka czy przekręcanie się na bok. Bywa, że w nocy budzę się głownie po to aby się obrócić, a temu niestety towarzyszą bóle kręgosłupa oraz miednicy. W ciągu dnia też bywa dość męczący- podczas schylania się czy zwykłych prac domowych. Ale to już powoli koniec ;)

Straciłam również apetyt. Czasami mam ochotę na coś konkretnego, ale na ogół bywa mi obojętne co zjem i kiedy.

Na wizyty do lekarza chodzę teraz co 2 tygodnie. Na ostatniej zostało wykonane badanie na obecność paciorkowca (wyniki będę wkrótce odbierać) co jest niezbędne przed porodem. Paciorkowiec może być dla nas samych nieszkodliwy, ale dziecko jest na niego podatne. Moja kolejna wizyta będzie mieć miejsce za tydzień gdzie podczas USG powinniśmy sprawdzić jak miewa się mały, czy zaczyna się układać główką w dół, jaki jest stan łożyska i wód płodowych. Jednak już ostatnim razem lekarz powiedział, że nie wyglądam na to bym urodziła przed terminem. Jestem pozamykana na cztery spusty, nie mam prawie wcale skurczy, a te które mam w bardzo niewielkim stopniu skurcze przypominają. Zostałam jednak poproszona by nie brać w razie czego No-Spy, której i tak nie brałam (jedynie 3 razy w II trymestrze), ani nie przyjmować regularnie magnezu (tutaj lekarz się zdziwił bowiem magnez przyjmowałam tylko wtedy gdy brzuch był napięty cały dzień).

Jak odczuwa się skurcze? Każda z nas na pewno inaczej je określi. Dla mnie jest to uczucie podobne do bólu menstruacyjnego, który trwa kilka sekund. Czasami zaś w ciągu dnia czuję nagłe jak brzuch zaczyna drętwieć, a mnie oblewa fala gorąca i lekkiego otępienia. Mija to po chwili i nie sprawia mi żadnego bólu, a przynajmniej nie na takim poziomie bym musiała się na niego skarżyć.

Muszę przyznać, że jestem naprawdę podekscytowana zbliżającym się porodem. Nie boję się bólu czy tego jak to będzie wyglądać, bo Szkoła Rodzenia dała mi potrzebną wiedzę i wiem jak powinnam się do niego przygotować. Chyba nawet przed własnym ślubem nie byłam tak podekscytowana jak teraz. Mam wrażenie, że za 35 dni nastąpi najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Wkrótce zacznę pakować torbę do szpitala :)



Buziaki,
Aneta

wtorek, 12 lutego 2013

Różne różności, czyli co u mnie słychać?

Aby ktoś nie pomyślał, że u mnie tylko notki na temat kuchni i ciąży- dziś o różnościach. Notka na luzie :)

❄ Udało mi się wczoraj zamówić łóżeczko! Jestem z tego powodu naprawdę przeszczęśliwa. Oprócz łóżeczka zamówiłam także przewijak, zapasowe prześcieradła oraz przybornik na łóżeczko. Nie mogę się doczekać gdy kurier zapuka no naszych drzwi.

❄ Dzisiaj zaś odwiedziłam Biedronkę. Skusiły mnie truskawki za 2,99zł, bo mam zamiar zrobić sobie z mężem romantyczny wieczór, ale zakupiłam też coś jeszcze. Co? A kosmetyczki- zestaw 4 kosmetyczek za 29,99zł. Dostępne są różne kolory. Nie należę niestety do kobiet, które mają je w nadmiarze. U mnie niestety zawsze jest niedobór. Doszłam też do wniosku, że przydadzą się podczas pakowania do szpitala i w późniejszym czasie.


❄ Jakie macie plany na Walentynki? Ja od pół roku regularnie przypominam mężowi, że 14 luty to data premiery Dia Hard 5. Pałam wielką miłością do Bruca Willisa i nie mogę się doczekać by zobaczyć jak daje wycisk bandziorom na ekranie wśród eksplozji i efektów specjalnych. Noooo.... Mnie raczej nie zobaczycie w kinie na filmie romantycznym.


❄ Na ekrany telewizyjne wróciły też nowe sezony moich ulubionych seriali. Nie są to typowe "babskie seriale". Spartacus, to historia powstania niewolników- dużo scen walk, czasami bardzo brutalnych, męskie torsy i podłe intrygi. Walking Dead, to zaś serial oparty na komiksie - świat opanowało zombie, garstka ludzi próbuje przetrwać. Zombie boję się straszliwie i nie raz podskakuję jak coś wyskoczy na ekranie, ale teraz wiem jak radzić sobie w chwili gdy nadciągnie apokalipsa :)
Ale mam też nowego ulubieńca, a mianowicie Dynastię Tudorów.


❄ Moja ulubiona piosenka w tej chwili? P!nk - Just Give Me A Reason ft. Nate Ruess


❄ Powinniśmy też w tym tygodniu ruszyć z tapetowaniem pokoju dla małego. Wybraliśmy już kolor tapety oraz fototapetę na ścianę. Mam nadzieję, że pójdzie to w miarę szybko, bo czas ciągle ucieka :)

I to by było chyba na tyle :) Powinnam prasować ubranka małego, ale jakoś mi się nie chce i chyba odłożę to na jutro. Relaksik jest teraz niezbędny, bo mam straszne problemy ze snem.

Buziaki,
Aneta

sobota, 9 lutego 2013

Bogracz drobiowy z kluseczkami ♥

Bogracz, to zaraz po zupie pomidorowej (gęstej i z ryżem) oraz niedzielnym rosole mojego taty, moja ulubiona zupa. Chociaż jest z nią dość dużo pracy, to jest jednak pyszna, sycąca i na pewno nadaje się jako ciepła potrawa na jakieś rodzinne imprezy (np. urodziny). Możemy też śmiało wlać ją w słoiki i trzymać w lodówce na czas "kryzysu".

Z racji tego, że jem głównie drób moja mama robiła bogracz z kurczaka i to od niej mam przepis. Dziś pierwszy raz wykonałam go samodzielnie i...jestem bardzo zadowolona.



SKŁADNIKI
Na zupę:
2 podudzia z kurczaka (ja wykorzystałam jedno podudzie i jeden korpus)
3 duże marchewki
3 duże pietruszki
1/2 dużego selera
2 liście laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
2 kostki bulionu drobiowego
2-3 opakowania sosu pieczeniowego ciemnego

Na kluski:
kilka ziemniaków
sól
mąka ziemniaczana

1. Robimy wywar jak na rosół: do dużego garnka wlewamy wodę, wrzucamy kurczaka, liście laurowe, ziele angielskie, obrane marchewki, pietruszkę oraz seler (warzywa w całości) i gotujemy- ok. 1-1,5 godziny. Gdy wywar zaczyna się gotować przykręcamy palnik i pozwalamy mu powoli dochodzić. W tym czasie obieramy i gotujemy ziemniaki na kluski.

2. Odcedzamy wywar i chłodzimy warzywa oraz mięso. Do wywaru dodajemy 2 kostki bulionu drobiowego i rozpuszczamy. Możemy teraz na chwilę go odstawić.

3. Warzywa trzemy na tarce z dużymi oczkami, a mięso obieramy i kroimy na drobne kawałeczki. Wszystko wrzucamy do naszej zupy. Dorzucamy sosy pieczeniowe i pozwalamy mu chwilę się pogotować.

4. Ziemniaki gnieciemy w przeciskaczu i pozwalamy im ostygnąć. Następnie dzielimy je na 4 części i wsypujemy tyle mąki ziemniaczanej ile ma jedna część. Jeśli nie dodajecie soli do gotujących ziemniaków teraz jest na to pora. Ugniatamy masę i robimy bardzo małe kluseczki.

5. Kluski wrzucamy do naszej zupy i pozwalamy im się pogotować. Gdy wypłyną znaczy, że są gotowe.

6. Bogracz jest już gotowy, ale jeśli lubicie gęsty (tak jak ja) możecie zagęścić go za pomocą mąki- do osobnego naczynia np. garnka wlewamy parę kielni zupy, dodajemy 2 łyżki mąki pszennej i intensywnie mieszamy aż się zagęści i nie będzie grudek. Gdy będziecie przelewać powstałą gęstą masę do zupy radzę zrobić to przez sitko, aby w zupie nie powstały brzydkie grudki.


Są różne wersje bograczu, moja jest łagodna, ale są też pikantne. Zamiast mięsa drobiowego możemy użyć wołowego, dorzucić papryki i pójść w bardziej pikantnym kierunku. Jeśli zaś nie macie chęci robić klusek (jest z tym dużo roboty, nie ukrywam), to możecie pokroić ziemniaki w kostkę i tak je podać. Ja lubię gdy zupa już porządnie zgęstnieje, bo wtedy jedną miseczką można naprawdę się najeść. Jak wspomniałam wcześniej- bogracz jest idealny jako ciepła potrawa na spotkania w rodzinnym gronie lub ze znajomymi. Na pewno wszystkim zasmakuje!

Buziaki,
Aneta

środa, 6 lutego 2013

Czwartkowy chrust ♥

TŁUSTY CZWARTEK, to ostatni czwartek przed okresem Wielkiego Postu. Rozpoczyna on ostatni tydzień karnawału i pozwala na....objadanie się kalorycznymi, ale jakże pysznymi, pączkami i faworkami (vel chrustem, vel chruścikami).

Uwielbiam Tłusty Czwartek!

Kocham pączki z cukrem pudrem i marmoladą, faworki posypane grubą warstwą białego puchu...Mmmmm.... Może nie wiecie, ale jak byłam w liceum przed krótki czas pracowałam na stoisku z pączkami na rynku i chociaż napatrzyłam się jak robi się pączki, to nie zmieniło to niczego w mojej miłości do nich. :)

Ale ja tu piszę o pączkach, a temat dotyczy faworków! No to...do rzeczy.

Jako, że jestem pospolitym leniwcem kanapowym szukałam w internecie najprostszego przepisu na na chrust. No i udało się!

SKŁADNIKI
50 g masła
2 całe jajka
3 żółtka
2 łyżki octu
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
400 g mąki pszennej
1 łyżeczka cukru waniliowego
50 g cukru
odrobina soli



Ciasto zagniotłam, ale nie będę ukrywać, że miałam z tym problem bowiem strasznie mi się kruszyło. Dolałam więc odrobinę mleka i dodałam ciut więcej masła. Wtedy wszystko zaczęło się ładnie łączyć w jednolitą masę. Następnie wyciągnęłam ciasto i...obiłam je wałkiem. Podobno dzięki temu ciasto lepiej się napowietrza. Hmmm... Ja jednak tego nie zauważyłam, lecz mogłam się nieźle wyżyć na nim :) Podzieliłam ciasto na 4 części i każdą rozwałkowałam na cieniutki placek. Nożem pocięłam je na cieniutkie paseczki. Nacięłam każdy paseczek w środku i przełożyłam przez powstała dziurkę końcówkę. Na patelnię wylewam olej i czekam, aż porządnie się nagrzeje, a następnie wykładam ostrożnie ciasto. Wystarczy parę chwil by faworki się zarumieniły więc musimy ich pilnować i obracać! Wyciągamy je na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym (pomoże nam odsączyć tłuszcz). Czekamy aż wystygną i posypujemy cukrem pudrem.



SMACZNEGO!


Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 4 lutego 2013

Szkoła Rodzenia- co to jest? ♥

Czy warto chodzić na zajęcia do Szkoły Rodzenia (SR)?
Jak najbardziej! Jestem świeżo po takim kursie i muszę przyznać, że to z czym się spotkałam naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło. Zyskałam nie tylko wiedzę prosto od osoby wykwalifikowanej, ale też mogłam uzyskać informację na wszystkie dręczące mnie pytania. Uczymy się tam nie tylko jak przebiega poród, ale też jak zajmować się malcem. Na pewno nam się to przyda!

Ile kosztują takie zajęcia?
SR są zarówno płatne jak i darmowe. Płatne mają dość zróżnicowany cennik- od 0k.80-100zł do (nawet) 400zł. Bezpłatne zajęcia są zaś bardzo często organizowane w placówkach przyszpitalnych, ale też często organizują je urzędy miasta. Wystarczy poświęcić trochę czasu na poszukanie informacji w internecie.

Kiedy powinniśmy się zapisać do SR?
W zależności od tego ile spotkań przewidujemy. Wiele kobiet zaczyna interesować się tymi zajęciami w okolicach 26tc, ale jeśli (tak jak ja) znajdziecie szkołę gdzie spotkań jest tylko 5, to możecie spokojnie zapisać się na zajęcia w np.32tc. Najlepiej zapytać osobę prowadzącą jaki moment byłby najlepszy.

Czego będziemy się uczyć na takich zajęciach?
Tematyka zajęć jest bardzo zróżnicowana. Przedstawię Wam w skrócie, to z czym spotkałam się w mojej SR:
- kąpiel i pielęgnacja niemowlaka,
- karmienie piersią- jak układać malca, problemy z laktacją, jak się odżywiać,
- przebieg porodu - kiedy zgłosić się do szpitala, co zabrać ze sobą, jak wyglądają kolejne fazy porodu, jak radzić sobie z bólem, jak oddychać, jakie pozycje porodowe mamy do wyboru, jaka jest rola osoby towarzyszącej przy porodzie, z czym spotkamy się po porodzie,
- porodówka- czyli odwiedzenie oddziału porodowego i zapoznanie się z kolejnymi krokami i co nas tam czeka.

Czy powinnam na takie zajęcia chodzić z partnerem?
Myślę, że to świetny pomysł! Mimo, że zajęcia wydaja nam się typowo 'kobiece', to uważam, że nasz partner (lub osoba, która będzie towarzyszyć nam podczas porodu i później) powinna zapoznać się z tymi wszystkimi tematami. Nie tylko zyska wiedzę, ale także zrozumie przez co my same będziemy przechodzić. Poza tym w chwilach kryzysu przyda nam się ktoś do pomocy, ktoś kto będzie wiedział co powinien robić. Tatusiowie lubią być zaangażowani w opiekę nad maluchem więc mają ku temu sposobność.

Czy jeśli mam jakieś problemy z przebiegiem ciąży, to mogę chodzić na takie zajęcia?
Nie sądzę by był to problem. Wystarczy tylko powiedzieć osobie prowadzącej, że np. nie będziemy skakać na piłce czy wykonywać innych ćwiczeń.

Czy są jeszcze jakieś plusy w uczęszczaniu na spotkania?
Oprócz wiedzy na pewno zyskamy duże wsparcie. Po skończonych zajęciach na pewno poczujemy się pewniejsze i spokojniejsze co do porodu czy karmienia piersią. Możemy nabrać pewnego dystansu do wielu spraw, obalić parę mitów i nabierzemy wiary we własne siły. SR daje nie tylko wiedzę, ale też motywuje nas i wspiera.

Nie chcę chodzić do SR, bo uważam, że nie warto. Tego samego co tam dowiem się z gazet/internetu/od mamy i znajomych.
Zajęcia nie są obowiązkowe i to czy będziemy w nich uczestniczyć zależy tylko od naszej dobrej woli. Przed zajęciami sama bardzo dużo czytałam i dowiadywałam się na ten temat, ale doszłam do wniosku, że osoba pracująca przy porodach na pewno będzie ma wiele do przekazania. Wiele młodych mam lubi 'postraszyć' przyszłe mamusie tym jak ciężki jest poród czy jak trudne jest karmienie piersią. Powinnyśmy więc mieć możliwość poznania różnych zdań i opinii, a nie kierować się wybranymi. Decyzja jednak powinna być w pełni przemyślana. Jeśli nie chcesz chodzić- nikt Cię tam nie zaciągnie siłą.

Szkoła Rodzenia, do której chodziłam: http://dembnicki.pl/szkola-rodzenia
Odbyłam cykl 4 spotkań "pogadanek" oraz 1 spotkanie na oddziale porodowym. Spotkania odbywały się raz w tygodniu w dogodnej dla nas godzinie. Trwały ok. 1,5 godziny.

Pamiętajcie, że po porodzie będzie do nas zaglądać położna środowiskowa (sprawdza ona jak czuje się malec i my) więc jeśli nie będziecie pewne jakiś spraw, to na pewno udzieli Wam ona wszelkich informacji.

Zapraszam Was serdecznie do zobaczenia mojego filmu na temat SR.



Buziaki,
Aneta