czwartek, 31 stycznia 2013

Tydzień 32/33

Zostało 49 dni!


Może powinnam się zacząć bać i drżeć na myśl o zbliżającym się terminie porodu, ale ja jestem tak podekscytowana i wniebowzięta, że nie dopuszczam do siebie negatywnych czy bojaźliwych myśli. Oboje z mężem jesteśmy nakręceni na maksa! I chyba takie podejście do cudu narodzin jest najlepsze i najzdrowsze.

Dalej rosnę! Mam wrażenie, że z każdym dniem jestem ciut większa i większa. Potwierdzają to rozstępy, które nieźle odznaczyły się na dole brzucha. Nadal stosuję balsam Mamma Mia z Ziaji i na szczęście nie bolą mnie ani nie swędzą. W pełni akceptuję swoje ciało więc rozstępy nie spędzają mi snu z powiek.

Sen... Tego właśnie mi teraz brakuje najbardziej. Moja noc polega na tym, że kładę się około 23, po czym budzę się co 2-3 godziny, wstaję o 7 i później drzemię sobie około 2 godzin w ciągu dnia. Istny dramat. Ból kręgosłupa i bioder dają o sobie znać w nocy i w ciągu dnia. Chyba na brak snu najbardziej będę narzekać jeśli ktoś mnie zapyta o przebieg ciąży...

Problem ze zdejmowaniem skarpetek, butów, spodni- wszystko musimy robić na siedząco. To chyba nie potrzebuje komentarza ;)

Ostatnie badania wykazały, że nerki i wątroba pracują u mnie bez zarzutu, a małemu w brzuszku jest bardzo wygodnie i nic nie wskazuje na to by chciał się szybciej pojawić na świecie. Jak najbardziej nas to cieszy!

Z racji tego, że mały rośnie i ma coraz mniej miejsca w brzuchu, już nie kopie jak dawniej. Teraz to bardziej rozpychanie się w brzuchu. Gdybyśmy obserwowali jego powierzchnię, to zauważymy małe wzniesienia, które przesuwają się pod skórą. Bywają one czasami bardzo nieprzyjemne, ale dają dużo radości.

Na ostatnich zajęciach w szkole rodzenia omawialiśmy temat porodu, a także sposobów radzenia sobie ze skurczami. Gdy zostaliśmy poproszeni z mężem o to bym usiadła na piłce nasz synek od razu ulokował się główką w dół. Postanowiłam więc, że do dnia porodu nie siądę na piłce, którą mam w domu by nie pomyślał, że czas na wyjście. :)
Mamy też w planach przejść się na porodówkę, zobaczyć jak to wszystko wygląda od środka.

No i niestety, dopadło mnie też lekkie przeziębienie. Przyjmowałam wtedy syrop Prenalen- jest on przeznaczony dla kobiet w ciąży i karmiących piersią, opiera się on na naturalnych składnikach i jest bezpieczny dla dziecka. Przyjmowałam go już w okolicach sierpnia gdy byłam przeziębiona.

Co do wyprawki dla małego i dla mnie- mamy już wózek, część ubranek, 2 kocyki, becik, piżamy do karmienia, parę pieluszek tetrowych i kilka innych drobiazgów. W ten weekend spróbujemy przywieźć wanienkę i kilka kolejnych ubranek, a w lutym zakupimy łóżeczko. Organizuję sobie również wyprawkę do szpitala. Torbę mam w planach pakować w połowie lutego.

31t+3d
32t+6d


No to....czekamy dalej :)

Buziaki,
Aneta


PS. Zapomniałam Wam napisać, że mały ma teraz bardzo często czkawkę (nawet 2-3 razy dziennie!). Jest to dosyć zabawne, bo dzięki temu mogę namierzyć gdzie dokładnie właśnie leży. Czasami wyczuwam jego "podskoki" na dole miednicy :) Biedaczek!

środa, 30 stycznia 2013

Cytrynowy smak dzieciństwa ♥

Jeśli miałabym podać z jakim jedzeniem kojarzy mi się dzieciństwo, to zaraz po czymś na miarę placków z tortilli (było to ciasto na makaron pieczone na piecu węglowym) jest ciasto cytrynowe mojej babci. Babcia piekła je jeszcze w prodiżu co dodatkowo dodawało mu niezwykłego charakteru.

Postanowiłam więc znów poczuć jego zapach i smak. Do dzieła!



SKŁADNIKI

4 jajka
1/2 szklanki cukru
1 szklanka mąki pszennej/tortowej
1/2 szklanki oleju
1 łyżeczka proszku do pieczenia
cytryna



Jak widzicie - nie potrzebujemy wiele by zrobić to ciasto, a muszę przyznać, że i wykonanie jest banalne. Co robimy?
❄ Jajka ucieramy z cukrem na puszystą masę.
❄ Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia po czym znów mieszamy.
❄ Dolewamy olej, miksujemy. ❄ Myjemy cytrynę. Na małych oczkach na tarce ścieramy skórkę z całej cytryny, a następnie wyciskamy sok z jej połowy. (możemy wycisnąć sok z całej) ❄ Formę do ciasta (ja użyłam popularnej keksówki) smarujemy margaryną i wysypujemy bułką tartą. Wlewamy do niej naszą masę.
❄ Wkładamy do nagrzanego na 180st piekarnika i pieczemy przez 45-50 minut. Po tym czasie wyłączamy piekarnik i zostawiamy tam ciasto na 10-15 minut.



Ciasto jest miękkie i lekko wilgotne. Uwielbiam je z cukrem pudrem, ale równie dobrze smakuje z lukrem (sok cytrynowy+cukier puder). Idealnie nadaje się do herbaty czy kawy. Jest bardzo proste i tanie w wykonaniu. Na pewno będzie Wam smakować.

Jestem ciekawa czy są jakieś ciasta, lub inne potrawy, które kojarzą Wam się z dzieciństwem. :)

Buziaki,
Aneta

sobota, 26 stycznia 2013

Olejowanie od kuchni ♥

Wykorzystujemy dobre rady taty!


Jeden z pomysłów mojego taty (notabene, podpatrzony w jakimś programie kulinarnym), który spełnia się idealnie w naszej kuchni. Miłe urozmaicenie potraw, a dodatkowo- bardzo tanie rozwiązanie.

Robimy własny olej czosnkowy i z papryczkami chili


Co potrzebujemy?

♥ Olej - my w kuchni używamy zwykłego oleju rzepakowego; jest tani, a bardzo zdrowy
♥ Butelka - czysta, najlepiej z możliwością zamknięcia (korek, nakrętka); my kupiliśmy swoje w JYSKu za 9zł



♥ Czosnek, papryczki - lub co chcemy by było w naszym oleju

Co robimy?

1. Najpierw opłukujemy butelki ciepłą wodą.
2. Wrzucamy 3-4 ząbki czosnku (powinny być w łupinkach by lepiej wydobyć ich smak; ja wrzuciłam 3 w łupinach, a 1 obrany i lekko nacięty); myjemy papryczki i wrzucamy do środka. Ilość wrzucanych ząbków czy papryczek powinna być zależna od wielkości butelki.
3. Wlewamy olej i zakręcamy butelkę.
FIN!

Za parę dni, po otwarci butelki, poczujecie, że olej nabrał zapachu czosnku. Będzie on bardziej wyczuwalny gdy wylejecie go odrobinę na rozgrzaną patelnię. Taki smakowy olej świetnie urozmaica różne potrawy. Mój tata zrobił naprawdę mocny olej czosnkowy!

Nasze oleje- czosnkowy i z papryczkami chili


Buziaki,
Aneta

środa, 23 stycznia 2013

Dla mamy i dziecka- wyprawka do szpitala

Na wczorajszych zajęciach w szkole rodzenia zostałyśmy zapoznane zarówno z porodem (temat ten będzie kontynuowany na następnych zajęciach) jak i z wyposażeniem, które powinnyśmy ze sobą zabrać do szpitala. Sam temat szkoły rodzenia poruszę po odbyciu wszystkich zajęć, ale w tej notce chciałabym Was zapoznać z ową listą, którą otrzymałam.

Z racji tego, że będę teraz rozpoczynać 33 tydzień ciąży zaczynam powolutku kompletować rzeczy, które powinny mi się przydać. Rzeczy te nie należą do drogich (chociaż jeśli ktoś zechce, to znajdzie też te górnopółkowe), ale jednak będziemy musieli ponieść pewne koszta z tym związane.

Co zabieramy ze sobą do szpitala?


1) Środki do pielęgnacji niemowląt - wystarczy oliwka/balsam do pielęgnacji ciała i krem do pupy niemowlaka przeciwko odparzeniom (nam polecano Linomag)
2) Pieluchy typu "pampers" - wystarczy jedna paczka
3) Pieluchy tetrowe 2 sztuki - przydadzą nam się np. podczas karmienia
4) Rożek, kocyk, skarpetki, czapeczka
5) Chusteczki nawilżające
6) Ubranka dla dziecka (na życzenie) - położna powiedziała, że ubranka nie są wymagane, dziecko dostanie je ze szpitala w razie czego; ubranka warto zapakować do osobnej reklamówki/torebki by osoba towarzysząca nam w szpitalu umiała w miarę szybko znaleźć je w naszej torbie
7) 3 sztuki bawełnianych koszul (możecie wziąć również szlafrok) - do porodu polecano nam jakąś luźniejszą; ja zaś zakupiłam 2 koszule nocne do karmienia
8) Biustonosz do karmienia
9) Wkładki laktacyjne - w dużej mierze przydadzą nam się w domu podczas wzmożonej laktacji, ale do szpitala również warto je wziąć
10) Podkłady jednorazowe 3 sztuki - są to podkłady, które będą chronić łóżko i pościel przed zabrudzeniem; przydadzą się zarówno podczas porodu jak i w późniejszych dniach
11) Figi jednorazowe - majtki siatkowe możecie bez problemu dostać w aptece i nie kosztują wiele; ważne jest by okolice intymne były wietrzone
12) Podpaski duże (2-3 opakowania) - również znajdziecie je w aptece, ale także na Allegro
13) Przybory toaletowe - szczoteczka do zębów, pasta, szampon itd. ; myślę, że w tym wypadku przydadzą się nasze miniaturki
14) Ręcznik- jeden duży i jeden mały
15) Pantofle/kapcie oraz klapki pod prysznic
16) Kubek, sztućce - ze względów higienicznych
17) Woda niegazowana lub sok - przydadzą się podczas porodu; można zainwestować w mniejsze butelki z 'dziubkiem'
18) Tantum Rosa - płyn do higieny intymnej
19) Ręczniki papierowe- wystarczy jedna rolka

Z dokumentów:
- Oryginał grupy krwi - ja posiadam dyskietkę z racji bycia honorowym dawcą krwi
- Dowód osobisty
- Karta ciąży
- Dyskietka NFZ - na Śląsku posiadamy właśnie taką dyskietkę, ale teraz działa system EWUŚ i wystarczy numer Pesel by sprawdzić czy jesteśmy ubezpieczeni
Przydadzą się również ostatnie wyniki badań.

Muszę przyznać, że chociaż wydaje się, że rzeczy tych nie jest dużo (tam dwie sztuki, tam trzy) na pewno zapełni nam się większa torba czy mała walizka. Jeśli przymierzacie się do zakupienia wyprawki szpitalnej proponuję byście zapoznali się z tym co oferuje Wam szpital, w którym macie zamiar rodzić. Niektóre szpitale bowiem same organizują pewne rzeczy i nie wymagają od pacjentek dostarczania ich we własnym zakresie.

Chciałabym Wam polecić stronę www.GdzieRodzić.info. Możecie tam znaleźć rankingi i opinie na temat szpitali w Waszej okolicy.

Nie planuję brać niczego więcej spoza listy danej mi przez położną. W szpitalu spędzimy raptem 2 dni więc nie ma sensu zabierania ze sobą zbędnych ubrań czy kosmetyków. Jestem bardzo ciekawa co znalazło się na listach mam, które już urodziły, albo co planują włożyć do torby przyszłe mamy.

Buziaki,
Aneta


*Lista ta została przekazana mi przez położną ze szpitala, w którym będę rodzić.

niedziela, 20 stycznia 2013

Czym w kuchni pachnie? ♥

Ostatni tydzień był dość intensywny jeśli chodzi o gotowanie, a raczej pichcenie w kuchni. Na pewno jednak był ciężki dla mojego piekarnika, który prawie dzień w dzień był włączany i brutalnie wykorzystywany.

Pierwszy raz zdecydowałam się upiec chleb. Trochę się tego obawiałam, uważałam nawet, że to tak bardzo "eko", że niestety nie przełknę tego tematu. W mojej lodówce jednak leżały drożdże zakupione na ostatnie Święta i musiałam coś z nimi zrobić. Dodatkową mobilizacją była koszmarna pogoda za oknem- śnieg, lód, mróz- która na pewno nie jest przyjacielem małej ciężarówki jaką jestem.

Decyzja podjęta- biorę się za pieczenie!


Ogólnie rzecz biorąc- boję się ciasta drożdżowego. Zawsze wydaje mi się, że pomimo moich starań jednak nie urośnie, albo pojawi się zakalec. Dłuższą chwilę więc szukałam w miarę prostego przepisu, który ma jak największą szansę powodzenia. Pomogła mi Sprawdzona Kuchnia KLIK! KLIK! Jak można zauważyć po przepisie- zdecydowałam się na chleb czosnkowy. O dziwo, udał się! Był naprawdę pyszny, chociaż skórka była dość mocno wypieczona przez co wydawała mi się twardawa. Jednak mąż był zachwycony więc chyba nie było tak źle.

Kolejnym wypiekiem, na który się zdecydowałam (również ze względu na moje lenistwo i śnieg za oknem ;) ) były bułki. Z nimi jednak miałam trochę więcej problemu bowiem ciasto nie chciało mi zbytnio wyrosnąć. Jednak zaryzykowałam i znów odniosłam sukces.

PRZEPIS!


Tak czy inaczej- moim największym wyzwaniem był sernik krakowski. Nigdy nie piekłam sernika i ten miał być moim pierwszym. Widziałam go w programie "Polscy Mistrzowie Wypieków" na TLC i byłam zauroczona tym jak wyglądał. Przepis znalazłam bardzo szybko KLIK! KLIK! i chociaż może on na początku wydawać się dość skomplikowany, to w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Jedyny problem jaki miałam, to rwące się ciasto. Musze jednak powiedzieć, że naprawdę się opłacało. Ciasto wyszło wyśmienite i zmobilizowało mnie do dalszego próbowania serników.



A czemu takowa notka powstała? Okey, chciałam się trochę pochwalić, bo udało mi się spełnić moje małe wyzwania. Jednak chciałabym również pokazać niektórym z Was, że kuchnia nie gryzie i naprawdę jest łatwa. Gotowanie bardzo mnie odpręża, a jednocześnie daje dużo satysfakcji. Od małego lubiłam siedzieć w kuchni gdy mój tata lub mama coś robili, a muszę przyznać, że mój tata gotuje wybornie. Przez długi czas uważałam, że kuchnia, to nie dla mnie, że nic mi nie wyjdzie, bo nawet jajka na miękko ugotować nie potrafię (teraz mam system- gdy woda się zagotuje słucham jednej piosenki i jest wtedy na miękko). Bzdura! Wszystko zależy od przepisu i naszego nastawienia.

Teoria małych kroków sprawdza się również na terenie kuchni.

A co Wy ostatnio upichciliście?:)

Buziaki,
Aneta

czwartek, 17 stycznia 2013

Tydzień 30/31

W dniu dzisiejszym mogę Was radośnie poinformować, że do mojego rozpakowania pozostało...

9 pełnych tygodni, czyli 63 dni!


Oboje z mężem jesteśmy strasznie podekscytowani, a ja to już kompletnie świruję. Mam wrażenie jakbym czekała na jakieś mega fantastyczne wydarzenie i chyba nawet w dniu ślubu nie czułam takiego podekscytowania.

Oboje, czyli ja i Sławek, czujemy się fantastycznie. Mały bryka jak oszalały! Cały dzień dostaję kopniaki- większe lub mniejsze, dostaje czkawki nawet parę razy dziennie. Mam też wrażenie, że miałam pierwsze skurcze Braxtona-Higgsa, nie jestem jednak tego pewna w 100%, bo zdarzenie to miało miejsce parę razy, ale w czasie przerwy kilkudniowej.

Z każdym dniem mam wrażenie, że jestem coraz większa. Na szczęście dopisuje mi humor i energia- co na pewno zauważyliście w moich nowych filmach i notkach na blogu, które pojawiają się dość często. Rozpoczął się chyba syndrom "wicia gniazda". Przywiozłam od mamy kilka worków z ubrankami dla malucha, wyselekcjonowałam te najmniejsze i uprałam. Zrobię to ponownie na początku marca by wszystko było świeże i pachnące. Łóżeczko mamy już wybrane i prawdopodobnie zamówimy je w najbliższych 2 tygodniach. Wózek mam nadzieję, że zostanie zakupiony już wkrótce.

Postanowiłam również zaopatrzyć się w podstawowe rzeczy dla mam na okresie po porodzie- mam tu na myśli wkładki laktacyjne czy podkłady. Zamówiłam je w hurtowni internetowej:
Free Trade: hurtownia artykułów niemowlęcych

Jeśli będziecie zainteresowane notkami na temat tego co zamówiłam, albo jak skompletowałam wyprawkę dla Sławka, to podejrzewam, że pojawi się kiedyś na ten temat notka na blogu.

Zapisałam się także do szkoły rodzenia. Tutaj również przytrafiła mi się niezła przygoda. Miałam w planach uczęszczać na zajęcia w szkole przyszpitalnej, jednak położna ze względu na ogrom pracy przekonała mnie (co nie było trudne, bo widziałam jak była zmęczona) do uczęszczania na płatne zajęcia. Kurs składa się z około 5 spotkań po 1-1,5 godz. Koszt jednego spotkania to 20zł, a naprawdę wiele możemy się dowiedzieć. Na temat szkoły również powstanie odpowiednia notka lub film. Jednak już teraz wszystkim przyszłym mamą gorąco polecam uczęszczanie na takie zajęcia.

Byłam również z małym na USG. Podczas badania połówkowego lekarz zauważył, że miedniczka w prawej nerce Sławka jest ciut większa od drugiej i kazał kontrolować. To USG zaś wykazało, że wszystko jest w normie, serduszko bije jak powinno i Sławek nadal jest Sławkiem. W trakcie 31 tygodnia ważył 1400g.

Mówiąc szczerze czuję się czasami już zmęczona "byciem w ciąży". Najgorzej jest rano gdy z powodu bólu w dole krzyża mam problem ze wstaniem z łóżka. Staram się jednak widzieć dobre rzeczy w tym stanie i zastanawiam się jak poradzę sobie gdy już brzuszka ze mną nie będzie. Nie wiem czy wspominałam wcześniej, ale z powodu wyników krwi muszę przyjmować dodatkowo żelazo. Mam nadzieję, że kolejne będą lepsze:)

A teraz parę zdjęć z mijającego okresu :)



Pierwsze buciki Sławka! Prezent od Gosi :*

Prezenty ze szkoły rodzenia :)
Najlepsze pranie na świecie!
No i Sławek. Rośnie jak na drożdżach! :)


Mam nadzieję, że takie ciążowe posty nie nudzą Was za bardzo! Jednak ja uwielbiam czytać Wasze komentarze pod nimi, a w szczególności opinie innych mam, które "wypakowanie" mają już za sobą, a także tych, które tak jak ja dopiero na nie czekają. Dziękuję Wam serdecznie za to, że jesteście!

Buziaki,
Aneta

wtorek, 15 stycznia 2013

Empanadas po mojemu ♥

Moje nowe uzależnienie- Gordon Ramsay. Wraz z mężem oglądamy wszystkie programy, w których występuje, a potem próbujemy wykorzystać jego pomysły w naszej małej kulinarnej przygodzie. Wczoraj, w programie "Kurs gotowania z Gordonem Ramsay`em", pokazywał empanadas z mięsem wołowym. Musiałam to wypróbować, ale oczywiście- po mojemu!


Czego potrzebujemy?

❅ pieczarki- w zależności ile chcemy zrobić porcji mogą nam wystarczy 4-5 sztuk
❅ pomidor, cebula, czosnek
❅ pierś z kurczaka - może być mięso mielone jeśli chcemy
❅ ser mozzarella - albo zwykły żółty
❅ sos czosnkowy- możecie zrobić go sami (jogurt+majonez+czosnek+sól i pieprz), ale my kupujemy gotowy w Lidlu
❅ ciasto francuskie


W kosteczkę kroimy pierś z kurczaka wraz z pomidorem. Siekamy cebulkę i czosnek- ja dałam mało cebuli, bo nie przepadamy za sobą. Pieczarki zaś obieramy i kroimy.


1. Na patelnię wylewamy odrobinę oleju i smażymy cebulkę wraz z czosnkiem do zarumienienia.

2. Dorzucamy kurczaka i doprawiamy według uznania. My najczęściej posypujemy odrobiną przypraw.

3. Sos sojowo-grzybowy - wystarczy parę kropli, a dodaje mięsu pyszny, lekko słonawy posmak.

4. Dorzucamy pieczarki i dalej smażymy.

5. Pora na pomidora! A gdy już zrobi się miękki ściągamy patelnię z palnika i odstawiamy do wystygnięcia.

6. Kroimy w kostkę mozzarellę.



Ciasto francuskie kroimy na porcje- u mnie wyszły trzy.

Nakładamy ostudzony farsz, dodajemy trochę sera i sosu czosnkowego. Brzegi smarujemy jajkiem i zawijamy (dociskamy) je dokładnie.

Blachę smarujemy odrobiną oleju. Kładziemy naszego 'pierożka' i smarujemy wierzch jajkiem dzięki czemu się zarumieni.

Blachę wstawiamy do nagrzanego na 200-220 stopni na 15-20 minut



Nie jedzcie zaraz po wyjęciu z piekarnika, bo pomidory bywają zdradliwe :) Pierożki są świetne zarówno na ciepło jak i na zimno. Fajna przekąska gdy wieczorem wpadną znajomi, ale też by zaskoczyć najbliższych. Do środka możecie włożyć co Wam się podoba. Jeśli nie jecie mięsa możecie śmiało zamienić je na warzywa, a także samodzielnie kombinować z sosem.


Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 14 stycznia 2013

AGENT MAX: Misja- biel ♥

Problem z żółtymi plamami na koszulkach?
Coś co kiedyś było białe teraz jest nowym odcieniem szarości lub żółci?

MISJA- osiągnięcie dawnej bieli

3...2...1...START!


POTRZEBUJEMY:

1) Ubrania wymagające wybielenia
W moim przypadku są to kaftaniki niemowlęce. Czas i kosmetyki dziecięce odcisnęły na nich swoje piętno.



2) Miska z ciepłą wodą i AGENT MAX
Agent Max, to biedronkowy płyn do dezynfekcji. Kosztuje ok.7 zł. Ma bardzo silny zapach chloru (niczym na basenie) więc dobrze jest robić to w dobrze wentylowanym pomieszczeniu.



KROK 1: Do miski nalewamy ciepłej wody i dolewamy ok. 1/3 butelki AGENTA. Delikatnie mieszamy.

KROK 2: Wrzucamy nasze ubrania. UWAGA! Nie bądźcie zaskoczeni jeśli po chwili ubrania przybiorą odcień różowy, efekt szybko znika.



KROK 3: Namoczone ubrania zostawiamy w naszej mieszance na 1-2 godzin - wszystko zależy od wielkości przebarwień, których chcemy się pozbyć.

KROK 4: Kiedy stwierdzimy, że uzyskaliśmy upragniony efekt wybielenia wylewamy wodę i wstępnie płuczemy ubrania.

KROK 5: Ubrania wrzucamy do pralki i pierzemy normalnie (możemy ustawić dodatkowe płukanie). UWAGA! Nie wrzucajmy ubrań wybielanych z innymi kolorami ponieważ mogą je odbarwić.



GOTOWE!




MOJE UWAGI I SPOSTRZEŻENIA:
- Zapach wybielacza może utrzymywać się do drugiego prania. Spotkałam się z tym podczas wybielania męskich koszulek. Podczas prania kaftaników ustawiłam dodatkowe płukanie i zapach jest mniej intensywny (będę je prała ponownie przed samym użyciem).
- Jeśli bluzka ma np. czarny czy brązowy kołnierzyk, to może on się trochę rozjaśnić.
- Wybielacz nie zmył nadruków z koszulek (mama prała w nim koszulki brata i są w idealnym stanie)
- Jeśli przebarwienie jest intensywne i mocne np. żółte plamy pod pachami w męskich koszulkach, mogę one wymagać powtórnego zamoczenia w wybielaczu.

A Wy co stosujecie do wybielania poszarzałych ubrań? Wypróbujecie ten sposób? Moja mama odświeżyła tak bluzkę, którą kupiła prawie 10 lat temu i wygląda jak nowa!

Buziaki,
Aneta

piątek, 11 stycznia 2013

Walka z "niechcemisię" ♥

Syndrom "niechcemisię" może nas dopaść na każdym etapie ciąży (ale i nie tylko ciąża służy jego występowaniu ;) ). Mdłości, brak apetytu, senność, zmęczenie, wahania nastrojów- to na pewno nie pomaga i nie zachęca do dbania o siebie. A potem rośnie brzuszek, ubrania stają się za małe i najchętniej ukryłybyśmy się gdzieś pod kocem na kanapie. jak z tym żyć?

Moje "niechcemisię" przytrafiło na pierwszy etap ciąży (I trymestr). Nie miałam kompletnie ochoty malować się nawet do pracy. Zmuszałam się do tego by nałożyć chociaż krem koloryzujący gdy moją buzię atakowały wypryski, by wyregulować brwi czy zrobić sobie maseczkę. Nie męczyły mnie mdłości, ale...upał i duchota jaką funduje okres letni. Uwierzcie mi, że najszczęśliwsza byłam podczas podróży poślubnej gdy przez ponad tydzień nie miałam na sobie ani grama makijażu chociaż moja skóra nie była w najlepszej kondycji.

Gdy musiałam zrezygnować z pracy myślałam, że nareszcie będę mieć święty spokój. Malowałam się tylko kiedy jechaliśmy kogoś odwiedzić, bo nie sądziłam by makijaż jest potrzebny gdy jedzie się z mężem na zakupy. Kogo obchodzi czy mam wytuszowane rzęsy gdy kupuję pomidory?!

Nadszedł jednak dzień, sądny i pamiętny, kiedy mijając lustro w przedpokoju pomyślałam
Wyglądam koszmarnie!


Zrozumiałam, że zapuściłam się strasznie w przeciągu paru tygodni. Włosy spięte w kucyk, zero makijażu, jakiś bury podkoszulek i spodnie dresowe, a moje paznokcie od wieków nie widziały żadnego ładnego lakieru. Brrrr!

Ciąża jest jednym z najpiękniejszych etapów w życiu kobiety. Pod naszym sercem rozwija się nowe życie, które już teraz kocha nas bezinteresownie. Nasze ciało zmienia się po to by pomóc mu się jak najlepiej rozwijać, a ja, jak czysta ignorantka, ten wspaniały okres potraktowałam jako wymówkę by sobie odpuścić i przestać o siebie dbać. To było przerażające!


Oczywiście mąż czy partner zawsze będą nam powtarzać, że wyglądamy pięknie. Jednak bądźmy szczerzy- mało piękna jest w opisie, który przedstawiłam powyżej i chociaż mężczyźni kochają nas za coś więcej niż tylko wygląd, to jednak każdy z nich chciałby się pochwalić piękną i zadbaną kobietą.

Jak zacząć? Czyli moje doświadczenie w walce z syndromem "niechcemisię"

1) Stań przed lustrem i zastanów się czy to co widzisz Cię satysfakcjonuje. Nie, nie tłumacz "Jestem w ciąży i mam prawo" czy "Do robienia obiadu nie potrzebuję mieć kreski na oku"! Spójrz na siebie jak na kobietę, bo przecież nadal nią jesteś.

2) Zacznij od małych kroków- nałóż maseczkę na twarz (nie musisz jej kupować, możesz zrobić ją sama), wyreguluj brwi, idź do fryzjera, zrób peeling.

3) Zrób sobie dzień dla siebie! Małe SPA nigdy nie zaszkodzi. Dopieść swoje ciało, włosy i samopoczucie.

4) Jeśli lubisz dres, to niech też wygląda fajnie. Wypchane kolana czy plamy na pewno nie dodają nam uroku.

5) Makijaż, nawet delikatny, poprawi Ci humor. Na początku sama musiałam się zmuszać do niego, ale potem stało się to przyjemnością.

6) Perfumy, perfumy, perfumy! Ładny, seksowny zapach? Czemu nie!

7) Pomaluj paznokcie, chociażby te w stopach.


Czy mężczyzna w ogóle zauważy nasze starania?
Zapewniam Was, że tak! Gdy po ciężkich bojach w końcu odgruzowałam swoją dawną JA, a mój mąż wrócił z pracy usłyszałam pamiętne:
Czy my dziś gdzieś wychodzimy, bo tak ładnie wyglądasz!
Od razu zauważył pomalowane paznokcie czy pokręcone włosy, skomplementował to jak pachnę. To chyba najlepsza motywacja i nagroda za nasze starania!

Nie chcę jednak byście sądzili, że trzeba starać się tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Skoro nie będąc w ciąży również to robiłyśmy, w dużej mierze dla siebie, to czemu teraz ma być inaczej? Czemu nie możemy być sexy mamą? Przecież będąc w ciąży nie utraciłyśmy nic ze swojej kobiecości, a wręcz zyskujemy bardzo ładne i apetyczne kształty.

Nie chcę jednak byście zrozumiały mnie źle. Nie namawiam nikogo siłą do tego by zmieniał siebie czy swoje przyzwyczajenia. Chciałabym Was tylko zmotywować i pokazać, że każda z nas z odrobiną chęci może czuć się kobieco i pięknie. Każda z nas chciałaby usłyszeć "Kurczę! Wyglądasz w ciąży tak pięknie i promiennie!" i wiedzieć, że jest to na pewno szczere. Zadbajmy więc o to!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Jak dobrze wyglądać....w ciąży? ♥

Skoro jestem w ciąży, to po co mam ładnie wyglądać? Nie chce mi się! I tak spędzam przecież większość czasu w domu, do tego dochodzą dodatkowe kilogramy i fakt, że nie mieszczę się w większość ubrań. Nie muszę wyglądać ładnie podczas gotowania ziemniaków! Poza tym ubrania ciążowe są bardzo drogie.




Niestety nie raz i nie dwa spotkałam się z taką opinią wychodzącą z ust....młodych i zadbanych kobiet. Skoro ciążę używamy jako usprawiedliwienia do częstszego objadania się (ja tak na przykład często robię, ale ciiii! ;) ), to równie dobrze możemy tłumaczyć nią fakt, że od tygodnia chodzimy po mieszkaniu w wysłużonym dresie, bez makijażu i lekko przetłuszczonych włosach spiętych w byle jaki kucyk.

Moim zdaniem:
Kobieta w okresie ciąży wygląda mega kobieco i nie powinna tego ukrywać!


W jednym z ostatnich filmów opowiadałam Wam o ubraniach ciążowych (i nie tylko), które nie tylko nam się przydadzą, ale także podkreślą naszą kobiecość.



Chciałabym Wam pokazać i przekonać, że naprawdę nie potrzebujemy mnóstwa wolnego czasu czy dodatkowego źródła dochodu aby wyglądać pięknie i kwitnąco w tak fantastycznym momencie naszego życia jakim jest ciąża. Wystarczą nam tylko chęci i zapał!

Zapraszam Was serdecznie do mojego nowego filmu z paroma outfitami ciążowymi. Stawiam w nich przede wszystkim na wygodę oraz na to by podkreślić swój indywidualny styl. Mam nadzieję, że Wam się spodoba!
KLIK klik KLIK


Sądzę, że jeśli kobieta wykazuję chęci dbania o siebie w czasie ciąży, to będzie to również robić po tym jak maleństwo pojawi się na świecie. To zaś prowadzi, do lepszego samopoczucia, mniejszego stresu, a także szybszego powrotu do formy sprzed ciąży, a nawet lepszej! Szczęśliwa i zadowolona mama, to szczęśliwe i zadowolone dziecko.

W paru kolejnych postach i filmach będę mówić Wam o tym co robię by czuć się kobieco i wygodnie, czy potrzebujemy tony kosmetyków do makijażu i pielęgnacji, ale też o tym jak się zmotywować gdy dopada nas totalne 'niechcemisię'. Mam nadzieję, że razem będziemy się motywować i czerpać od siebie inspiracje.



Buziaki,
Aneta

środa, 2 stycznia 2013

Tydzień 27/28/29

Słowo idealnie opisujące mijający czas: ROŚNIEMY

Dodatkowe kilogramy, dodatkowe centymetry w pasie.
Na plusie jestem już prawie 18 kg. Dla jednych to dużo, ale ja tak tego nie odczuwam. Brzuszek jest zgrabny i bardzo się z nim zaprzyjaźniłam. Powoli zapominam jak to było gdy go nie miałam!

A co z dolegliwościami?

Problemy ze snem, to moje główne zmartwienie. Nocami kręcę się z boku na bok nie umiejąc znaleźć sobie odpowiedniego miejsca. Nie pomaga nawet poduszka, którą wkładam sobie między kolana. Widać...takie uroki ciąży ;)

Kręgosłup dokucza już mniej niż wcześniej. Podczas świątecznej krzątaniny w kuchni dokuczał, ale chwila odpoczynku i wracam znów do formy. Są jednak takie dni kiedy wydaje mi się, że jest on bardziej uciążliwy.

Zmęczenie powoli wraca, a niskie ciśnienie w walce z nim nie pomaga. Czasami muszę zdrzemnąć się w środku dnia chociaż bardzo tego nie lubię, czasami jestem po prostu bez życia.

Huśtawka nastrojów daje się we znaki. Dopada mnie czasami typowo jesienna melancholia, nie wiem na co mam ochotę, czy coś bym zjadła i pałętam się po mieszkaniu sama nie wiedząc co z sobą zrobić. Wtedy najlepiej do mnie się nie zbliżać, bo nie mogę nawet sprecyzować o co mi samej chodzi. Czytałam jednak, że to normalne więc nie panikuję.

Napięcie mięśni brzucha pojawia się częściej. Bywa ono spowodowane np. niewyspaniem, dłuższą pracą czy złym samopoczuciem. Staram się nie korzystać z No-Spy i ratuję się magnezem i/lub jem lekkie posiłki. Czasami są one bardzo uciążliwe i staram się wtedy przede wszystkim wypoczywać.

Sam brzuszek powoli staje się uciążliwy np. podczas zakładania skarpetek czy butów, a nawet podczas wstawania z łóżka. Opracowuję jednak odpowiednie systemy do każdej z tych czynności więc dajemy sobie radę.

Na co dzień jednak czuję się dobrze. Wszelkie dolegliwości znikają gdy poczuje się ruchy maleństwa, a ostatnio są one intensywne. Widać, że korzysta z ostatnich chwil gdy ma miejsce do szaleństw.



Nie posiadamy jeszcze wyprawki dla maluszka. Jedyne co czeka na szkraba, to kocyk, ręcznik i parę par body. Łóżeczko i wózek zostaną zakupione dopiero gdy zrobimy pokój dla szkraba. Mamy jeszcze trochę czasu.

Nie wiem jak Wy, ale ja jak co roku tworzę sobie listę noworocznych postanowień. W tym roku chcę poświęcić w głównej mierze sobie i swojej rodzinie. Mam nadzieję, że uda mi się spełnić większość z planów.

Buziaki,
Aneta