niedziela, 30 grudnia 2012

Niekosmetyczne podsumowanie roku 2012 ♥

Mizz Vintage kolejny raz zainspirowała mnie do napisania notki. Wchodząc dzisiaj na jej bloga przeczytałam świetny, krótki i rzeczowy wpis podsumowujący mijający rok 2012. Jeśli go nie czytaliście możecie zapoznać się z nim TUTAJ, a ja zapraszam Was na moją odpowiedź i zapraszam do zabawy.

Dominujące uczucie na 2013 rok?
Podekscytowanie!

Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2012 roku?
Leciałam samolotem :)

Co zrobiłaś ponownie w 2012 r. po długiej przerwie?
Wyjechałam na wakacje. Daaaawno na żadnych nie byłam :)

Czego nie zrobiłaś w 2012 r.?
Nie zapisałam się na żaden kurs chociaż miałam tak ambitne plany...

Słowo roku?
Organizacja.

Przytyłaś czy schudłaś?
Miałam w planach schudnąć, ale...urósł mi brzuch ;)

Miasto roku?
Rzym, czyli cel naszej podróży poślubnej.


Odwiedzone miejsca?
Rzym i Watykan- spełnienie moich marzeń.

Ekscesy alkoholowe?
Żadnych. Nie piję w ogóle alkoholu :)

Włosy dłuższe czy krótsze?
Do sierpnia zapuszczałam, a po urlopie przycięłam do ramion.

Wydatki większe czy mniejsze?
Zdecydowanie większe!

Wizyty w szpitalu?
Na szczęście tylko w ramach odwiedzin.

Miłość?
W bardzo dużych dawkach.

Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?
Moja mama. Od czasu mojej wyprowadzki dzwonimy do siebie codziennie.

Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?
Z moim nowo nabytym mężem. :)

Z kim spędziłaś najwięcej czasu?
Również z moim mężem.

Piosenka roku?
Candy- Robbie Williams


Książka roku?
Step by Step- przewodnik po Rzymie

Serial roku?
Downton Abbey (historia angielskiej rodziny arystokratów na początku XX wieku); Perfekcyjna Pani Domu; Master Chef, Kuchenne Rewolucje (standardowo oglądałam także nowy sezon Walking Dead)


Stwierdzenie roku?
Nie próbuj dogodzić wszystkim, skup się na sobie i swoim życiu.

Trzy rzeczy, z których równie dobrze mogłabyś zrezygnować?
Parę zakupów ciuchowych było zbędnych, ale w sumie nie jest źle. Wydatki raczej przemyślane ;)

Najpiękniejsze wydarzenie?
Ślub i zobaczenie na ekranie podczas USG naszego maleństwa.

2012 jednym słowem?
Rodzina.

Muszę przyznać, że bardzo fajnie odpowiadało mi się na pytania. Taki powrót do najpiękniejszych chwil w tym roku przyprawia mnie o szybsze bicie serca i przywołuje uśmiech na twarzy. Najlepiej wspominam chyba wyjazd do Włoch, ponieważ było to moje wielkie marzenie i w końcu się spełniło.

Pamiętam jak w poprzedniego Sylwestra mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony) powiedział, że ten rok (2012) będzie nasz. No i miał rację! To był naprawdę udany rok. Oczywiście bywało nieprzyjemnie czy niesympatycznie, ale ja wolę skupiać się na tych dobrych i pozytywnych momentach. Teraz zaś czekam z niecierpliwieniem co takiego przyniesie nam ten Nowy Rok.

Zapraszam Was do wspólnej zabawy i odpowiedzi na ten hmm... TAG (?).

Buziaki,
Aneta

środa, 26 grudnia 2012

Świąteczne prezenty z dzidziusiem w temacie

Witajcie kochani!

Mam nadzieję, że świąteczne przysmaki napełniły Wasze brzuszki i teraz, czytając tą notkę, relaksujecie się z kubkiem ciepłej herbatki. Chciałam Wam dziś pokazać dwa prezenty świąteczne, które znalazłam pod choinką w tym roku i, które na pewno nam się przydadzą z racji spodziewanego się u nas pierworodnego potomka.

Pierwszy z prezentów to album, a mianowicie produkt wydawnictwa ARKADY "Mój pierwszy album, Chłopiec". Długo przeglądałam różnego rodzaju albumy dla dzieci, ale ten wybitnie przyciągnął moją uwagę. Bardzo ładne i solidne wydanie. Album podzielony jest na 6 tematów : "Pojawiłem się!", "Album rodzinny", "Nareszcie w domu", "Mam już rok", "Mam dwa lata" i "Mam trzy lata". Każdy z działów ma w sobie miejsce na zdjęcia, koperty na nagrania dvd i wiele miejsca na wypisywania ciekawostek o naszym maluszku. W książce znajdują się nawet krótkie bajki dla maluszka i ładne ilustracje.




Drugi z prezentów, to....poradnik. Ale jaki! Zestaw dwóch książek pana Pawła Zawitkowskiego i jego przyjaciół- "Mamo Tato- co Ty na to?". Książki są bardzo dobrze wydane- twarde oprawy, dobry papier, piękne zdjęcia i mnóstwo, mnóstwo informacji, porad ekspertów i instruktaży. Autorzy opisują wszystko to o co mogą pytać młodzi rodzice- sposoby mycia dzieci, przewijania, opieki itd. Nawet jak wiązać chustę czy masować maluszka! Książki zawierają też płyty dvd.




Muszę przyznać, że nie mogę się doczekać kiedy miną święta i będę mogła w spokoju zatopić się w lekturze. A tymczasem idę sobie zrobić ciepłej herbatki i skorzystać z ostatniej chwili relaksu przed kolejnym rodzinnym spotkaniem.


A jak tam Wasze prezenty? Dzieciątko w tym roku się spisało? :)


Buziaki,
Aneta

piątek, 21 grudnia 2012

II trymestr ciąży- podsumowanie

2/3 okresu oczekiwania za nami! Z racji tego, że wkroczyliśmy ze Sławkiem w ostatni trymestr ciąży, postanowiłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami co do minionego etapu.

A tych, którzy chcieliby wszystko zacząć od początku, zapraszam serdecznie do mojej notki na temat I trymestru. KLIK KLIK!

14-27 - te tygodnie ciąży (wg różnych źródeł) przypadają na II trymestr, który mogłabym określić śmiało jednym czasownikiem- rosnę. Spotkałam się też z określeniem "miodowego okresu" i w dużej mierze się z tym zgadzam.

W tym okresie zniknęło zmęczenie i senność. Czułam się przez moment tak jakbym w ogóle nie była w ciąży. Apetyt dopisywał, byłam sprawna i chętna do pracy. Robiłam wszystko normalnie, tzn. nie było dla mnie problemem posprzątanie całego mieszkania w tym zrobienie prania i ugotowanie obiadu. Myślę, że ważne jest by kobieta, która czuje się dobrze nie rozczulała się nad sobą jak nad jajkiem, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.

Co jednak mnie 'dopadło' w tym okresie?

- zgaga - nigdy jej nie miałam, ale w II trym. poczułam co to takiego;
- bóle kręgosłupa - w ostatnich tygodniach trymestru;
- zaparcia - tu pomagają płatki owsiane na mleku;
- problemu ze snem - nie pomagało mi ani wietrzenie pokoju, ani poduszka do spania na boku;
- zadyszka - również w końcowych tygodniach;

Przyrost wagi w tym okresie był u mnie dość duży. W efekcie końcowym zakończyłam ten etap z 16kg na plusie. Hmm... Nie, nie panikuję. Waga rozłożyła się równomiernie i pomimo wszystko wyglądam zgrabnie i czuję się dobrze. Moja mama w ciąży przytyła bardzo dużo i szybko to straciła więc liczę na dobre geny. Mój styl żywienia nie zmienił się zbyt diametralnie- jem drób, ryby (ulubiłam sobie łososia i wędzoną makrelę), ryż, dużo warzyw i owoców, staram się pić soki (Tymbark, Hortex), a także nabiał, który bardzo lubię (mleko, twaróg, jogurty, sery). Nie odmawiam sobie słodyczy, ale widziałam, że we wczesnym etapie gdy ich nie jadłam również szybko przybierałam. Każda z nas jest inna.

Rozstępy na szczęście mnie omijają i mam nadzieję, że nie pojawią się wcale. Co ciekawe, gdy wiele lat temu intensywnie się odchudzałam, a potem przybrałam na wadze pojawiły się one na mojej skórze (głównie na udach). Teraz jednak ominęły mnie- sądzę, ze mają na to wpływ geny (moja mama po 3 ciążach nie ma ani jednego rozstępu), ale też regularne nawilżanie skóry, które stosuję od początku ciąży. Moim ulubionym produktem stał się już wspomniany wcześniej balsam ZIAJA, Mamma Mia. Skóra jest po nim ładnie nawilżona i elastyczna.

Badania połówkowe były moim 3 USG w trakcie ciąży. Udaliśmy się na nie prywatnie do mojego lekarza z racji tego, że w przychodni mieli lepszy sprzęt niż w szpitalu. Badania odbyły się w 22t2d ciąży. Lekarz w trakcie badań sprawdza czy wszystkie narządy u maluszka rozwijają się prawidłowo, czy rytm serca jest regularny, a w razie możliwości określi również płeć dziecka.

Ruchy dziecka każda z nas odczuwa w innym etapie. Pierwsze poczułam w 16tc, później dopiero w okolicach 20tc. Teraz są one intensywne. Maluszek wyrabia sobie rytm dnia, w określonych godzinach jest bardziej aktywny. Zaczyna wyczuwać ciepło dłoni przykładanej do brzucha, reaguje na zjedzenie czegoś słodkiego, a nawet na muzykę. Jest to fantastyczne doświadczenie!

Badanie poziomu glukozy odbyło się u mnie pod koniec 27tc. Nasłuchałam się koszmarnych rzeczy o nim, ale strach ma tylko wielkie oczy. Dostałam skierowanie od lekarza na badanie. Zgłaszamy się na nie na czczo, zostaje nam pobrana wtedy krew, a następnie wypijamy glukozę (w moim przypadku 75g, ale słyszałam, że są różne wersje) rozpuszczoną w letniej wodzie i odczekujemy 2 godziny w trakcie, których nie możemy jeść ani pić. Niektórzy polecają dodanie do glukozy cytryny. Ja jej nie zabrałam i nic mi się nie stało. Przesiedziałam 2 godziny czytając Więźnia Azkabanu ;) Badanie ma za zadanie sprawdzić poziom cukru we krwi, pamiętajmy bowiem o niebezpieczeństwie cukrzycy ciążowej. U mnie ona nie wystąpiła, ale za to wykazano u mnie niski poziom żelaza więc muszę ukierunkować swoją dietę w tym kierunku.

Witaminy i inne 'leki'. W ciąży nie możemy przyjmować wielu leków. Jeśli chodzi o witaminy, to przyjmuję codziennie Prenatal Classic, które bardzo lubię. Na bóle brzucha stosuję magnez i (w naprawdę ciężkich przypadkach) No-Spę. Staram się nie przyjmować tabletek przeciwbólowych chyba, że naprawdę nie jestem już w stanie chodzić, a że poziom bólu mam wysoki, to przyjęłam na razie 3-4 tabletki. Wolę wziąć magnez, zrobić sobie ciepłą herbatkę i zrelaksować się.

Regularne wizyty u lekarza. Teraz widujemy się co miesiąc. Lekarz tradycyjnie pyta mnie o ewentualne dolegliwości oraz wykonuje zwykłe badanie ginekologiczne- sprawdza czy macica jest na odpowiedniej wysokości, czy szyjka macicy się nie skraca itd. W dalszych etapach ciąży wizyty są już częstsze. Nie czuję się w żaden sposób skrępowana i śmiało pytam swojego lekarza o wszystko.

Szkoła rodzenia, warto się za nią rozejrzeć pod koniec II trymestru. W moim przypadku nie udało się to i dopiero od nowego roku będę mogła spróbować się do niej zapisać. Skorzystam ze szpitalnej szkoły. Zajęcia przygotują nas do porodu- położne opiszą przebieg porodu, nauczą sposobu oddychania, pokażą salę porodową i powiedzą po prostu "co i jak". Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę to wszystko!

Ufff! To chyba wszystko o czym chciałam Wam wspomnieć i napisać. Mam tylko jedną myśl na koniec tego wpisu- jeśli czujemy się dobrze i lekarz nie ma żadnych zastrzeżeń co do przebiegu ciąży- nie traktujmy siebie jak porcelanowej lalki, nie wpadajmy w zbędne paniki i fobie, cieszmy się stanem ciąży i tym, że maluszek jest zdrowy. Żyjmy normalnie, ale znajdujmy czas na odrobinę relaksu. Same najlepiej wiemy na ile nas stać, co możemy zrobić i na co mamy ochotę. Tak jak wspomniałam na początku- sama normalnie sprzątam, gotuję, jem, dbam o siebie i żyje mi się lepiej niż jakbym umartwiała się nad swoim losem.

A jeśli już nie zdążę, to chcielibyśmy Wam życzyć abyście spędzili te Święta w rodzinnej atmosferze, aby wszystkie Wasze marzenia się spełniły, a Nowy Rok był naprawdę udany. Sięgajcie gwiazd, nie bójcie się pytać, a kiedy się potkniecie i przewrócicie po prostu otrzepcie kolana i ruszajcie dalej do przodu. Wszystkiego najlepszego kochani!

Buziaki,
Aneta

środa, 12 grudnia 2012

25/26 tydzień

Nigdy nie byłam na studniówce, ale w dniu wczorajszym wraz ze Sławkiem obchodziliśmy naszą.

Już mniej niż 100 dni do terminu porodu!

Brzuszek rośnie jak szalony, ale na szczęście nie pojawiły się jeszcze żadne rozstępy. Mam nadzieję, że zarówno geny jak i regularne stosowanie balsamu z Ziaji sprawi, że nie będę musiała zawracać sobie nimi głowy.

Powoli coraz ciężej jest mi zakładać buty czy skarpetki, ale da się to przeżyć. Bardziej męczące są bóle kręgosłupa. Postanowiłam, że dostosuję się do zaleceń lekarza i zacznę uczęszczać na basen. Mam nadzieję, że mi to pomoże. Na razie podczas siedzenia podkładam sobie pod plecy poduszkę by dać kręgom trochę odpocząć.

Mały ma już swoje humorki, ale też swoje dni wzmożonej aktywności. Nie raz bywa, że przez 3 dni jest leniwy i ledwie można go wyczuć, a później ni z tego ni z owego w brzuchu dzieje się istna rewolucja. Można wyczuć zarówno kopniaki jak i momenty gdy ma czkawkę.

Wkrótce rozpoczynamy III trymestr. Jesteśmy podekscytowani i szczęśliwi. Po nowym roku będę kontaktować się ze szpitalną szkołą rodzenia. Nie mogę się doczekać aż ujrzę salę porodową i odpowiednie osoby przekażą mi wszystkie informacje, które pomogą mi podczas porodu.

Musze przyznać, że czuję się teraz niesamowicie kobieco i seksownie. Dodatkowe kilogramy wcale nie spędzają mi snu z powiek. Jestem dumna ze swojego ciała i krągłości. Owszem, ciężko jest mi się zapiąć w kurtkę i bywa to uciążliwe podczas obecnych mrozów, ale dajemy radę. Szkrab jest warty tego wszystkiego!

Parę miesięcy temu zapisałam się do klubu BEBILONU i w prezencie powitalnym otrzymałam pierwsza zabawkę dla maluszka.



A teraz pora by pokazać brzuszek :) 25t 5dz



Porównywałam to zdjęcie z jednym z ostatnich i muszę przyznać, że różnica jest ogromna. :)

Buziaki,
Aneta

czwartek, 6 grudnia 2012

List do Świętego Mikołaja ♥

Wszyscy piszą, napiszę więc i ja!

Co Anetce się marzy? Co chciałaby dostać od Świętego Mikołaja gdyby mogła zażyczyć sobie cokolwiek? Hmmm...Muszę się zastanowić ;)

1. Łóżeczko i pościel dla Sławka. To małe safari naprawdę mnie urzekło i sądzę, że chłopaczkowi też się spodoba. Bez baldachimu i masy dodatków proszę. Łóżko, materacyk, pościel i ochraniacze.


Mikołaju, znajdziesz je TUTAJ


2. Naszyjnik. Zwykły srebrny łańcuszek i dwa srebrne serduszka z grawerami. Jeden z imieniem męża i data ślubu, a drugi z imieniem syna i data jego urodzenia.



3. Marzy mi się by nasze mieszkanie zostało wyremontowane przed narodzeniem dziecka. Tutaj masz Mikołaju więcej czasu, bo aż do marca, ale proszę....zacznij już teraz ;)



4. Z mniej skomplikowanych prezentów i mniej czasochłonnych, a także na pewno tańszy- pamiętnik dziecka. Bym mogła zapisywać wszystko co związane z moim maluchem. Przejrzałam ich już naprawdę wiele i do tej pory żaden nie zauroczył mnie w 100% :(



I to by było chyba na tyle. Jestem ciężką osobą jeśli chodzi o obdarowywanie mnie prezentami. Zawsze jest tak, że nie wiem co chciałabym dostać, bo dochodzę do wniosku, że np. kosmetyk, o którym marzę tak naprawdę jest mi zbędny, a jeśli chcę coś konkretnego, to na ogół oszczędzam i sama sobie to kupuję. Tak więc drogi Mikołaju, jeśli masz czas i chęci, to najchętniej przygarnęłabym ten remont, bo kuchnię już mam i reszta by nam się przydała bardzo ;)

A jakie są Wasze marzenia? Co wpiszecie na listę do M.?

Buziaki,
Aneta