środa, 21 marca 2012

Już mi niosą suknię z welonem: Nauki przedmałżeńskie

Ślub, to nie tylko biała suknia i tort trzy poziomowy. Są jeszcze wszelkiego rodzaju oświadczenia, które potrzebujemy jeśli oczywiście bierzemy ślub kościelny. W skład takich "papierków" wchodzą również oświadczenia dotyczące udziału w naukach przedmałżeńskich i poradni życia rodzinnego.

Nie będę ukrywać, że podchodziłam do tego sceptycznie. Moja wizja zmierzała do jakieś starej panny, która uczy religii w katolickiej szkole i dla niej samo słowo 'współżycie' jest grzeszne. Jednak bardzo się zdziwiłam...

Mieliśmy to szczęście, że nauki odbyły się w jeden weekend. W sobotę odbył się 5 godzinny wykład, a w niedzielę miały miejsce Dni Skupienia Dla Narzeczonych wraz ze spotkaniem z małżeństwami ze zgrupowań przykościelnych. Słyszałam jednak, że w różnych parafiach i rejonach Polski nauki wyglądają inaczej- czasami parę tygodni, a czasami nawet są płatne. My za nic nie płaciliśmy.

5 godzinny wykład prowadziło 5 osób, czyli każda z nich miała około godziny dla siebie. Pierwszą osobą była pani z Poradni Życia Rodzinnego (Powierniczka Rodzin), która w bardzo fajny i ciekawy sposób opowiadała o tym jakie psychiczne różnice występują między kobietami a mężczyznami- chodziło o sposób postrzegania świata, komunikowania się, potrzeby emocjonalne. Mówiła o tym jak porozumiewać się w związku, w jaki sposób można się dogadać gdy coś idzie nie tak. Wykład tej pani spodobał mi się najbardziej i muszę przyznać, że bardzo wiele mi dał.

Kolejną osobą była kobieta, chyba kolejna Powierniczka, która omawiała z nami rozwój życia płodu oraz omawiała temat aborcji, która oczywiście przez Kościół jest w 100% potępiana. Był to wykład wyjęty z lekcji biologii, który miał nam za zadanie przybliżyć wszystko raz jeszcze, a sam temat aborcji sprowadzał się do przeczytania czegoś na miarę listu otwartego Bernarda Nathansona (autora "Niemego krzyku", działacza ruchu pro-life).

I znów pani psycholog :) Tym razem musieliśmy z kartki papieru wydrzeć sobie ludzika. Pierwsze zdanie- w różnych częściach ciała mieliśmy wypisać imiona osób z nauk, które maja takie same zainteresowania jak my, lubią to samo jedzenie itd. (Tej części części trochę nie zrozumiałam). Później mieliśmy wypisać wady swoje oraz parę wad partnera. Miało nam to uświadomić, które z tych wad widzi nasz partner, a jakie "dodatkowe" są przez niego u nas zauważalne. Ta część wykładu była głównie o tym, że z naszymi wadami można walczyć, że trzeba o nich rozmawiać, bo to, że mój mężczyzna rozrzuca skarpetki, a ja nie powiem mu, że mi to przeszkadza, wcale nie sprawi, że zacznie je sprzątać.

Część czwarta obejmowała spotkanie z księdzem. Ksiądz miał ogromne poczucie humoru i opowiadał nam o samej ceremonii ślubu oraz o tym jakie dokumenty są nam potrzebne. Dorzucał do tego różne zabawne historie, które mu się przydarzyły podczas udzielania tego sakramentu. Okazuje się, że świadkowie wcale nie muszą być osobami wierzącymi, a osoby mieszkające już razem obowiązuje tylko jedna spowiedź przedślubna (pozostałych obowiązują 2). Omawiał z nami wszystko- nawet samo nakładanie obrączek, więc można powiedzieć, że ceremonia nie będzie nam już obca, chociaż i tak będziemy musieli przejść się parę razy do parafii, w której bierzemy ślub.

5 część również obejmowała spotkanie z księdzem, który omawiał grzechy małżeńskie. Tutaj pojawiła się moja wcześniej wspomniana wizja, ale w wykonaniu księdza. Słuchałam wykładu i nagle dotarło do mnie, że jestem koszmarna grzesznicą i pewnie nigdy nie trafię do Nieba więc powinnam przenieść się do glinianej chatki w lesie, narzucić na siebie pokutnicze szaty i jeść korzonki tylko po to bym nie była nakłaniana do grzechu. Ta część nie przypadła mi do gustu.

Dzień drugi obejmował spotkanie z małżeństwami z przykościelnej grupy, które opowiadały nam o tym jak wyglądają ich małżeństwa, mówiły o praktykowaniu czytania Pisma Świętego w domu, wspólnej modlitwie itd. Ta część na pewno przemawiała do osób, które są osobami czynnie praktykującymi, ale była ona też tak skonstruowana, że nawet jeśli macie trochę inne podejście i wspólne czytanie Biblii jest dla Was dziwne, to wyniesiecie z tego spotkania coś dla siebie. Podobał mi się bardzo pomysł Dialogu Małżeńskiego, a mianowicie- raz w miesiącu (lub według potrzeby częściej) wyznaczamy sobie dzień w trakcie, którego rozmawiamy ze swoim partnerem o wszystkim. W ten sposób jakieś poważne kłopoty stają się drobnostkami, a my możemy naprawdę porozmawiać, a nie wymieniać się uwagami w ciągu dnia. To jest czas tylko dla nas by mówić o tym co czujemy, co chcemy zmienić, co nam się podoba, a co nie.
Później nastąpiła Eucharystia i możliwość spowiedzi.

Czy mi się podobało? Bardzo. Uważam, że każda para powinna wybrać się na tego typu spotkanie, bo nie powinny być one jedynie dla narzeczonych. Muszę przyznać, że wiele w moim związku się zmieniło od tamtej chwili, a to zaledwie parę dni! Jeśli znajduję u partnera jakieś wady, coś mi nie odpowiada i już mam wybuchnąć nagle uświadamiam sobie "Ej, przecież oni mówili, że faceci tak się zachowują! Nie powinnam mieć o to pretensji." Sama też zaczynam pracować nad swoimi wadami, zaczynamy w bardziej otwarty sposób rozmawiać o tym co czujemy, ale też śmiejemy się ze stwierdzenia, że kobieta potrzebuje 12 przytuleń dziennie, chociaż chętnie wykonujemy to zadanie.

Przede mną jeszcze Poradnia Życia Rodzinnego, na której będę się uczyć metody naturalnego planowania rodziny. Chcielibyście notkę o tym spotkaniu?

Na koniec zaś cytat, który usłyszałam na naukach, i który bardzo do mnie przemówił. Trochę zmodyfikowany, bo zaczerpnięty z całości wypowiedzi. Sens ten sam.

Ślub wcale nie jest najważniejszym dniem w Twoim życiu. Jest jednym z ważnych, ale nie najważniejszym. Gdyby był najważniejszym oznaczałoby to, że w takim wypadku nic dobrego i ważnego Was już nie spotka, a każde następne dni będą nijakie i "mniej ważne". To nie prawda. Wszystko co dobre dopiero się zaczyna.

Jestem ciekawa ile przyszłych panien młodych mnie czyta ;)

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 marca 2012

Jak w połowie marca trafiła do mnie dynia?

Nie wiem czemu, ale zawsze byłam większą fanką AVONu niż Oriflame. Z niewiadomych mi powodów przedstawicielki O. zawsze wydają mi się wybitnie nachalne i przerażają mnie tym więc najczęściej uciekam przed nimi.

Parę dni temu napisała do mnie Halinka, która jest konsultantką Avonu, proponując wysłanie mi paru kosmetyków to przetestowania. Wiem, wiem... Macie już dość określony pogląd na temat "darowanych" rzeczy do zrobienia recenzji. Halinka jednak od razu zastrzegła sobie, że nie liczy na recenzję, a robi to z sympatii. Z racji tego, że ostatnimi miesiącami nie testuję niczego nowego, a raczej mam manię wykorzystywania wszystkiego do końca, zgodziłam się. W ten sposób trafiła do mnie...dynia.



Dynia zaś wypchana była takimi skarbami.



Ostatni raz kontakt z kosmetykami AVONu miałam grubo ponad rok temu więc wszystko wydaje mi się nowe, wspaniałe, cudowne i bardzo chętnie wszystko testuję. Ale co tak właściwie otrzymałam?



Skin So Soft krem do depilacji ciała do skóry wrażliwej Nie używam takich produktów, bo jestem zwolenniczką zwykłej maszynki jednorazowej, ale zobaczymy jak się sprawdzi.
Planet Spa Rewitalizujące ampułki do twarzy z japońską sake i ryżem Na razie użyłam raz. Pachną jak Rafaello i nie są tłuste. Zobaczymy, przetestujemy...
ANEW Aqua Youth krem pod oczy Tym produktem jestem bardzo podekscytowana! Fajna, gęsta konsystencja, która szybko się wchłania, nie roluje, nawilża i nie podrażnia. Jako fanka kremów pod oczy jestem na chwilę obecną zachwycona tym kremem.



Tusz do rzęs Little Red Dress KOCHAM! Szczoteczka wpierw mnie zniechęciła, ale zmieniłam zdanie gdy jej zaczęłam używać. Świetnie rozdziela moje krótkie rzęsy, wydłuża i po prostu...ah! Nie są pogrubione, ale są tak rozdzielone, że nawet nie sądziłam, że tyle ich mam.
Creme Delight Eyeshadow Arabian Glow- very vibrant Kremowe cienie do powiek. Pigmentacja nie jest powalająca, ale kolory mogę spokojnie je wykorzystać jako róż czy rozświetlacz. Sprawdzą się na pewno latem.
Super Shock żelowa kredka do oczu Tyle o niej słuchałam, a teraz wiem czemu tyle osób ją lubi. Świetnie maluje mi się nią kreski, trzymają się cały dzień! Odstawiłam eyelinery w żelu. Używam tylko tej i kocham ją.
Glazewear Sparkle i Dazzle Gleaming Gold i Nude Shimmer Błyszczyki o neutralnych, beżowo-brązowych kolorach z dużą ilością drobinek. Jeszcze nie testowałam.
Perfect Wear make up remover płyn do demakijażu Produkt dwufazowy, ale nie sprawia, że widzę przez "mgłę". Zostawię sobie na jakiś wyjazd :)



Clearskin maseczka głęboko oczyszczająca pory z glinką i kwasem salicylowym 0,5% Jestem bardzo ciekawa, ale też bardzo się boję. Uwielbiam maseczki z glinką, ale przerażają mnie produkty typowo anty trądzikowe. Boję się, że ze wzgląd na moją alergię na alkohol będę mieć problemy z wypryskami. Myślę jednak, że odważę się nałożyć maseczkę na buzię.
Podkład Hean przywędrował do mnie w opakowaniu po bazie KOBO. Użyłam go już kilkakrotnie i jestem zadowolona. Gęsty, treściwy, ale szybko dopasowuje się do mojej buzi. Średnie krycie. Zobaczymy dalej.



Lakier do paznokci AQUA FANTASY Kocham ten kolor! Mięta przełamana niebieskim tonem świetnie prezentuje się na moich pazurkach. Miałam problemy podczas nakładania, bo długo schnął, ale efekt był szałowy. Wytrzymały kolor i zdecydowanie mój! Jego dokładne zdjęcia na pewno znajdziecie u Wujka Google :)


Muszę Wam powiedzieć, że jestem naprawdę podekscytowana wszystkimi produktami, które dostałam, bo będę mogła przetestować w końcu coś nowego. Do tego doszło również kilka próbek nowych zapachów więc uśmiech nie schodzi mi z twarzy od kilku dobrych dni.

Z tego miejsca kolejny raz dziękuję tej cudownej osóbce, czyli Halince. Po ostatnich dość kiepskich tygodniach znów zaczęłam się uśmiechać :*

Jestem ciekawa czy używaliście, któryś z pokazanych przeze mnie produktów. Dajcie znać!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 12 marca 2012

TAG: 5 rzeczy kosmetycznych, których wcale nie chcę mieć



Zasady:

# napisz, kto Cię oTAGował i zamieść zasady TAG'u;
# zamieść baner TAG'u i wymień 5 rzeczy z działu kosmetyki (akcesoria, pielęgnacja, przechowywanie, kosmetyki kolorowe, higiena), które Twoim zdaniem są Ci całkowicie zbędne bo np. maja tańsze odpowiedniki, są przereklamowane, amatorkom są niepotrzebne, bo to sposób na niepotrzebne wydatki...i krótko wyjaśnij swój wybór
# zaproś do zabawy 5 lub więcej innych blogerek.

Ten TAG trafił do mnie za pośrednictwem Iwetto za co bardzo jej dziękuję.

Zastanawiałam się czy są jakieś rzeczy, kosmetyki itd., których wcale nie chcę mieć i chyba znalazłam parę.

Zapraszam!

1. Dużej kolekcji kosmetyków



Nie chcę robić ze swojego pokoju małej drogerii, bo całkowicie (moim zdaniem) mija to się z celem normalnego dbania o siebie i swój wygląd, a staje się czymś na miarę obsesji, chomikowania itd. Dziś są to kosmetyki, a za 30 lat mogą być kamienie lub reklamówki. Może brzmi to dramatycznie, ale takie jest moje zdanie. Dlatego gdy czuję, że mam u siebie "za dużo" oddaję je znajomym. Nie rozumiem sensu kupowania dla faktu posiadania. Chyba się starzeję ;)

2. Drogie i ekskluzywne kosmetyki znanych marek

Chanel, Lancome, Guerlain, MAC, Clinique, YSL, Dior... Nie wyobrażam sobie bym kupiła cokolwiek z tych firm głównie ze względów na cenę. Jestem osobą, która zarabia podstawę i nie może sobie pozwolić na takie luksusy, a myśl, że miałabym odkładać pieniądze na podkład za 200zł czy małą paletkę cieni za 150zł... Niee, wolę kupić sobie coś porządnego, czy po prostu sobie odłożyć te pieniądze niż kupić kosmetyki.

3. Solarium



Jestem właścicielką dość jasnej karnacji. Rzadko się opalam, bo słońce często podrażnia mi skórę. Jeśli chcę się opalić wolę użyć samoopalacza niż pójść na solarium. Staram się odciągnąć od niego koleżanki, ale nie daję rady:( Dla mnie myśl o solarium to wizja zmarszczek, skóry w kiepskim stanie i promieni przenikających moje ciało. Raz poszłam i poparzyłam sobie strasznie dekolt. Nigdy więcej!

4. Produktów stricte ekologicznych

Nigdy nie byłam pro ekologiczna. Wiem i rozumiem, że dbanie o Planetę Ziemię jest ważne, ale nigdy nie przekładałam tego na potrzebę kupowania eko produktów kosmetycznych czy do makijażu. Zdecydowanie nie moja bajka, może kiedyś.

5. Oliwki do ciała

Mam wrażenie, że jest z tym dużo zachodu, a efekt średni. Jestem zadowolona z balsamów, których używam więc za bawienie się oliwką podziękuję. Kupiłam ostatnio olejek z Alterry, ale głównie z myślą używania jej na włosy. parę razy wtarłam w ciało, ale jakoś nie przemówiła do mnie.


Do zabawy zapraszam http://ania-recenzuje.blogspot.com/ oraz wszystkich, którzy chcieliby odpowiedzieć na ten TAG :)

Buziaki,
Aneta

środa, 7 marca 2012

8 Marca, czyli Dzień Kobiet

Wikipedia
Dzień Kobiet – coroczne święto obchodzone 8 marca, jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku. (...) Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.
25 listopada Międzynarodowego Dnia Eliminacji Przemocy wobec Kobiet
15 października Międzynarodowy Dzień Kobiet Wiejskich


Inne ważne dni dla nas- kobiet.
15 października Światowy Dzień Walki z Rakiem Piersi
4 lutego Światowy Dzień Walki z Rakiem (w tym z rakiem szyjki macicy)


Każda z nas lubi dostawać kwiatki, czekoladki i drobne upominki od kochających nas mężczyzn. Mam jednak czasami wrażenie, że w tym Naszym Dniu zapominamy o sobie i liczymy jedynie, aż to mężczyźni wszystko załatwią i będą nam dogadzać (chociaż nie ukrywam, że jest to miłe).

Kwiatki i czekoladki najmilej się dostaje bez okazji. Tak więc dziewczyny i kobietki z okazji Dnia Kobiet zróbmy coś dla siebie samych!

Pomysły bardziej kameralne


Wyjście do kina z koleżankami, czyli babski wieczór, plotki, fajny film. Nie ważne czy naprawdę pójdziecie do kina czy spotkacie się u kogoś w domu. Ważne by czas spędzić razem i dobrze się przy tym bawić.

Deser lodowy i inne pyszności Na jeden dzień zapomnijmy o dietach, kaloriach, fałdkach czy innych niedoskonałościach, które w gruncie rzeczy wmawiają nam kolorowe magazyny i telewizja. Mmmm....Aż mi ślinka cieknie!



Domowe SPA Czas tylko dla siebie. Zróbcie sobie maseczkę, paznokcie, zadbajcie o włosy, ciało i swój nastrój. Pozapalajcie świeczki, włączcie ulubioną muzykę i cieszcie się chwilą.

Wypad we dwoje Nie ważne czy to tylko spacer wokół bloku, lodowisko, kręgle, basen czy właśnie na deser lodowy wspomniany powyżej. Ważne, że z drugą połówką, przy której czujecie się najlepiej.

Przejrzyj swoją szafę i kosmetyczkę Jesteś gotowa na wiosnę? A Twoja szafa? Zrób w niej porządny remanent. Grube swetry niech idą do szuflad, a na wieszakach zagoszczą kolory! Masz pełno kosmetyków? Najlepsza pora aby je przejrzeć i zobaczyć czego tak naprawdę nie używasz, ale trzymasz, bo jesteś chomikiem. Może komuś innemu się przyda, a Ty będziesz mieć miejsce na jakiś róż w pięknym wiosennym kolorze.


Pomysły na większą skalę.


Umów się na badanie cytologiczne Jedno do roku wystarczy, chociaż nie raz spotkałam się z pomysłem na dwa badania w roku (Dzień Kobiet i Twoje Urodziny?). Badanie jest bezbolesne, a może uratować nasze życie. Myślę, że nie warto czekać i lepiej wiedzieć czy wszystko z nami w porządku "tam na dole" :) Ja już swoje zrobiłam, a Ty?

Zapisz się na prawo jazdy jeśli oczywiście jeszcze go nie masz. Nie sądziłam, że posiadania kolejnej dyskietki w portfelu tak ułatwi mi życie! Stałam się niezależna i nie muszę nikogo prosić o zawiezienie czy odbiór. Nie straszna mi zima, ani deszcz, a w przyszłości nie będę musiała pchać się z wózkiem do autobusu i liczyć na łaskę innych ludzi. Prawo jazdy daje kobiecie ogromną niezależność i równie wiele możliwości.


Zainwestuj w siebie Może wiosna to idealny czas, aby zabrać się za wiosenne postanowienia? Zapisz się na siłownię, basen czy kurs tańca. A może jakiś kurs językowy? Znajdź coś co pozwoli Ci się oderwać od codzienności i da Ci powód wychodzenia z domu do innych ludzi, a jednocześnie może fajnie wyglądać w Twoim CV.

Wiosenna metamorfoza Zmiana fryzury lub wyglądu mieszkania? Teraz jest najlepsza pora na to! Jeśli masz szczęście i trafisz do dobrego fryzjera, to bez problemu dobierze idealną fryzurę dla Ciebie. A może sypialnia w jakimś fajny kolorze? Naklejki na ścianie?


Wybierz się na zakupy! Wiele sklepów z okazji Dnia Kobiet wprowadza różnego rodzaju rabaty! Możecie zaszaleć i zakupić sobie parę fajnych rzeczy z nowych kolekcji :) Może nowa torebka, buty, jakiś płaszcz w fajnym kolorze?


Nie czekajmy na kwiatka i fakt, czy mężczyźni w ogóle będą pamiętać o tym dniu. A jak zapomną, to świat się zawali? Nie sądzę :) Zróbmy tego dnia coś dla siebie i tylko siebie. Niech to będzie taki nasz mały egoizm, który wyjdzie nam na dobre.

Macie jakieś swoje pomysły?

Buziaki,

Aneta


PS. Notka napisana dzisiaj, bo jutro jestem w pracy i baaardzo późno skończę ;)

wtorek, 6 marca 2012

Mięta, mięta, mięta!

Jak co roku wiosną królują pastele. Wszędzie! W ubraniach, w akcesoriach, na powiekach i paznokciach. Moim ulubionych kolorem w tym okresie jest (tytułowa) mięta.

Dostałam totalnego bzika na jej punkcie i marzy mi się by była wszędzie.

Moim szczytem marzeń są miętowe spodnie. Najlepiej jeansy. Ciężko jak na razie mi je znaleźć, ale mam nadzieję, ze wkrótce pojawią się w sklepie gdzie pracuję, bo w kolekcji jest dużo tego koloru- koszulki, koszule itd.



Z przyjemnością przygarnęłabym też jakiś miętowy lakier... Nie, nie mam takiego. Mój jest bardziej zielony i nie spełnia wymagań ;)



A jak już wiecie mam już spódniczkę w tym odcieniu. Pięknie się prezentuje z czarnymi kryjącymi rajstopami...



Pomijam fakt, że już zamówiłam sobie pierścionek, wisiorek i parę innych rzeczy na stronie Katherine.pl






Teraz zaś daję sobie bana na zakupy w tym miesiącu! Nie ma lekko. Obawiam się tylko co będzie gdy moja miłość do koralu przybierze silniejszą formę, a marynarka, która wisi w szafie, będzie zbyt słaba by ją zaspokoić. Poczułam wiosnę i to pełną piersią!

Podoba Wam się kolor miętowy czy wolicie inne barwy? Jestem ciekawa jakie kolory lubicie nosić wiosną.

Buziaki,
Aneta

sobota, 3 marca 2012

Co nowego wpadło w moje łapki?

Dziś pokażę Wam parę produktów, które ostatnio trafiły w moje łapki i, które mam przyjemność testować.



Maseczki Ziaja anty-stres i oczyszczająca. Kocham maseczki z Ziaji! Nie dość, że świetnie działają na moją skórę, to do tego pięknie pachną, nie uczulają i są w przystępnej cenie. 1,49 zł Rossmann

Gliss Kur Ultimate Repair maska do włosów przeciwdziałająca zniszczeniom. Polowałam na nią naprawdę długo! Raz przerażała mnie cena, a raz kompletnie ich nie było. Na razie użyłam raz, ale przytrzymałam ją za długo i włosy nieźle się obciążyły. Jestem jednak do niej optymistycznie nastawiona i będę używać dalej. Anetka postanowiła zadbać o swoje włosy ;) ok.15zł na promocji w Rossmannie

Ziaja Bloker anty-perspirant regulujący pocenie. Jestem wielką fanką Etiaxilu (recenzję znajdziecie TUTAJ), ale dokładnie wczoraj gdy chciałam go użyć zobaczyłam, że już mi się skończył (po roku używania!). Jako, że oszczędzam (podobno ;) ) postanowiłam zakupić coś taniego i wypadło na Ziaję. W składzie nie ma alkoholu, co mnie zdziwiło, ale też pozytywnie zaskoczyło. Będę testować i dam Wam znać :) ok. 7zł Rossmann

Essence Lash Mania tusz do rzęs z mega wielką szczoteczką. Chyba większą nawet niż z mojego ukochanego Collosalla. Czytałam podzielone opinie na jego temat, ale jeszcze wstrzymam się z moją, bo użyłam tylko parę razy. ok. 10-11 zł Natura

Essence Stay With Me 03 Candy Bar. Słyszałam wiele dobrego o tych błyszczykach, kupiłam i...zakochałam się. Piękny kolor, długo trzyma się na ustach, nie ma drobinek i cena przystępna. Chyba zakupię jeszcze parę, bo kolory naprawdę wiosenne. ok. 8-9 zł Natura

Essence Cirus Circus cień w musie 02 Raise the curtain for.. Ciekawy kolor, ale trochę gorzej wypada niż Ballerina Backstage. Słabsza pigmentacja. Zobaczymy co będzie dalej. Na pewno nie jest to mój ostatni cień w musie! ok. 12zł Natura

ELF róż Candid Coral Łososiowy? Róż przełamany brzoskwinią? Nie ważne co- ładnie wygląda na moich policzkach. Nie zrobię sobie nim krzywdy, wygląda naturalnie. Więcej powiem za jakiś czas, ale wydaje się być świetny na wiosnę. ok.19zł Allegro

Bell Planete Illuminator puder rozświetlający nr 02. Ojj, ile ja o niego walczyłam! Małe drobinki, lekko brzoskwiniowy kolor. Nie mam jeszcze wyrobionego zdania na jego temat, ale będę testować i dam znać :) ok.14zł Natura/ stoisko Bell

W moje łapki wpadł też, bardzo popularny ostatnimi czasy, Glossy Box. Jego mini recenzję możecie zobaczyć na moim kanale.



Pochwalę się Wam także trampkami, które udało mi się dziś zakupić w Auchanie za szaloną kwotę 9,99! Mają tam wiele kolorów, a trampki idealnie sprawdzają się na wiosnę czy wakacje. Nawet gdyby miały się rozwalić, to dychy żal nie będzie jakoś bardzo. Granat i czerwony, chociaż w oko wpadły mi jeszcze pomarańczowe i szare.



Mają również baleriny i jazzówki w wielu fajnych kolorach! Może znów się wybiorę ;) Jeśli jesteście zainteresowani, to odsyłam Was do GAZETKI Auchan.

To by było na tyle jeśli chodzi o kwestie zakupowe. Jako deser chciałabym Wam pokazać zaproszenia ślubne, które przyszły do mnie w ostatnim tygodniu oraz...moje ślubne buty :)


Zaproszenia pochodzą z tego sklepu Zapraszalnia.pl.


Buty ze sklepu Deichmann za 69zł. Teraz tylko muszę tylko nauczyć się na nich chodzić ;)


Teraz biorę się za wiosenne porządki!

Buziaki,
Aneta