niedziela, 30 grudnia 2012

Niekosmetyczne podsumowanie roku 2012 ♥

Mizz Vintage kolejny raz zainspirowała mnie do napisania notki. Wchodząc dzisiaj na jej bloga przeczytałam świetny, krótki i rzeczowy wpis podsumowujący mijający rok 2012. Jeśli go nie czytaliście możecie zapoznać się z nim TUTAJ, a ja zapraszam Was na moją odpowiedź i zapraszam do zabawy.

Dominujące uczucie na 2013 rok?
Podekscytowanie!

Co zrobiłaś po raz pierwszy w 2012 roku?
Leciałam samolotem :)

Co zrobiłaś ponownie w 2012 r. po długiej przerwie?
Wyjechałam na wakacje. Daaaawno na żadnych nie byłam :)

Czego nie zrobiłaś w 2012 r.?
Nie zapisałam się na żaden kurs chociaż miałam tak ambitne plany...

Słowo roku?
Organizacja.

Przytyłaś czy schudłaś?
Miałam w planach schudnąć, ale...urósł mi brzuch ;)

Miasto roku?
Rzym, czyli cel naszej podróży poślubnej.


Odwiedzone miejsca?
Rzym i Watykan- spełnienie moich marzeń.

Ekscesy alkoholowe?
Żadnych. Nie piję w ogóle alkoholu :)

Włosy dłuższe czy krótsze?
Do sierpnia zapuszczałam, a po urlopie przycięłam do ramion.

Wydatki większe czy mniejsze?
Zdecydowanie większe!

Wizyty w szpitalu?
Na szczęście tylko w ramach odwiedzin.

Miłość?
W bardzo dużych dawkach.

Osoba, do której dzwoniłaś najczęściej?
Moja mama. Od czasu mojej wyprowadzki dzwonimy do siebie codziennie.

Z kim spędziłaś najpiękniejsze chwile?
Z moim nowo nabytym mężem. :)

Z kim spędziłaś najwięcej czasu?
Również z moim mężem.

Piosenka roku?
Candy- Robbie Williams


Książka roku?
Step by Step- przewodnik po Rzymie

Serial roku?
Downton Abbey (historia angielskiej rodziny arystokratów na początku XX wieku); Perfekcyjna Pani Domu; Master Chef, Kuchenne Rewolucje (standardowo oglądałam także nowy sezon Walking Dead)


Stwierdzenie roku?
Nie próbuj dogodzić wszystkim, skup się na sobie i swoim życiu.

Trzy rzeczy, z których równie dobrze mogłabyś zrezygnować?
Parę zakupów ciuchowych było zbędnych, ale w sumie nie jest źle. Wydatki raczej przemyślane ;)

Najpiękniejsze wydarzenie?
Ślub i zobaczenie na ekranie podczas USG naszego maleństwa.

2012 jednym słowem?
Rodzina.

Muszę przyznać, że bardzo fajnie odpowiadało mi się na pytania. Taki powrót do najpiękniejszych chwil w tym roku przyprawia mnie o szybsze bicie serca i przywołuje uśmiech na twarzy. Najlepiej wspominam chyba wyjazd do Włoch, ponieważ było to moje wielkie marzenie i w końcu się spełniło.

Pamiętam jak w poprzedniego Sylwestra mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony) powiedział, że ten rok (2012) będzie nasz. No i miał rację! To był naprawdę udany rok. Oczywiście bywało nieprzyjemnie czy niesympatycznie, ale ja wolę skupiać się na tych dobrych i pozytywnych momentach. Teraz zaś czekam z niecierpliwieniem co takiego przyniesie nam ten Nowy Rok.

Zapraszam Was do wspólnej zabawy i odpowiedzi na ten hmm... TAG (?).

Buziaki,
Aneta

środa, 26 grudnia 2012

Świąteczne prezenty z dzidziusiem w temacie

Witajcie kochani!

Mam nadzieję, że świąteczne przysmaki napełniły Wasze brzuszki i teraz, czytając tą notkę, relaksujecie się z kubkiem ciepłej herbatki. Chciałam Wam dziś pokazać dwa prezenty świąteczne, które znalazłam pod choinką w tym roku i, które na pewno nam się przydadzą z racji spodziewanego się u nas pierworodnego potomka.

Pierwszy z prezentów to album, a mianowicie produkt wydawnictwa ARKADY "Mój pierwszy album, Chłopiec". Długo przeglądałam różnego rodzaju albumy dla dzieci, ale ten wybitnie przyciągnął moją uwagę. Bardzo ładne i solidne wydanie. Album podzielony jest na 6 tematów : "Pojawiłem się!", "Album rodzinny", "Nareszcie w domu", "Mam już rok", "Mam dwa lata" i "Mam trzy lata". Każdy z działów ma w sobie miejsce na zdjęcia, koperty na nagrania dvd i wiele miejsca na wypisywania ciekawostek o naszym maluszku. W książce znajdują się nawet krótkie bajki dla maluszka i ładne ilustracje.




Drugi z prezentów, to....poradnik. Ale jaki! Zestaw dwóch książek pana Pawła Zawitkowskiego i jego przyjaciół- "Mamo Tato- co Ty na to?". Książki są bardzo dobrze wydane- twarde oprawy, dobry papier, piękne zdjęcia i mnóstwo, mnóstwo informacji, porad ekspertów i instruktaży. Autorzy opisują wszystko to o co mogą pytać młodzi rodzice- sposoby mycia dzieci, przewijania, opieki itd. Nawet jak wiązać chustę czy masować maluszka! Książki zawierają też płyty dvd.




Muszę przyznać, że nie mogę się doczekać kiedy miną święta i będę mogła w spokoju zatopić się w lekturze. A tymczasem idę sobie zrobić ciepłej herbatki i skorzystać z ostatniej chwili relaksu przed kolejnym rodzinnym spotkaniem.


A jak tam Wasze prezenty? Dzieciątko w tym roku się spisało? :)


Buziaki,
Aneta

piątek, 21 grudnia 2012

II trymestr ciąży- podsumowanie

2/3 okresu oczekiwania za nami! Z racji tego, że wkroczyliśmy ze Sławkiem w ostatni trymestr ciąży, postanowiłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami co do minionego etapu.

A tych, którzy chcieliby wszystko zacząć od początku, zapraszam serdecznie do mojej notki na temat I trymestru. KLIK KLIK!

14-27 - te tygodnie ciąży (wg różnych źródeł) przypadają na II trymestr, który mogłabym określić śmiało jednym czasownikiem- rosnę. Spotkałam się też z określeniem "miodowego okresu" i w dużej mierze się z tym zgadzam.

W tym okresie zniknęło zmęczenie i senność. Czułam się przez moment tak jakbym w ogóle nie była w ciąży. Apetyt dopisywał, byłam sprawna i chętna do pracy. Robiłam wszystko normalnie, tzn. nie było dla mnie problemem posprzątanie całego mieszkania w tym zrobienie prania i ugotowanie obiadu. Myślę, że ważne jest by kobieta, która czuje się dobrze nie rozczulała się nad sobą jak nad jajkiem, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.

Co jednak mnie 'dopadło' w tym okresie?

- zgaga - nigdy jej nie miałam, ale w II trym. poczułam co to takiego;
- bóle kręgosłupa - w ostatnich tygodniach trymestru;
- zaparcia - tu pomagają płatki owsiane na mleku;
- problemu ze snem - nie pomagało mi ani wietrzenie pokoju, ani poduszka do spania na boku;
- zadyszka - również w końcowych tygodniach;

Przyrost wagi w tym okresie był u mnie dość duży. W efekcie końcowym zakończyłam ten etap z 16kg na plusie. Hmm... Nie, nie panikuję. Waga rozłożyła się równomiernie i pomimo wszystko wyglądam zgrabnie i czuję się dobrze. Moja mama w ciąży przytyła bardzo dużo i szybko to straciła więc liczę na dobre geny. Mój styl żywienia nie zmienił się zbyt diametralnie- jem drób, ryby (ulubiłam sobie łososia i wędzoną makrelę), ryż, dużo warzyw i owoców, staram się pić soki (Tymbark, Hortex), a także nabiał, który bardzo lubię (mleko, twaróg, jogurty, sery). Nie odmawiam sobie słodyczy, ale widziałam, że we wczesnym etapie gdy ich nie jadłam również szybko przybierałam. Każda z nas jest inna.

Rozstępy na szczęście mnie omijają i mam nadzieję, że nie pojawią się wcale. Co ciekawe, gdy wiele lat temu intensywnie się odchudzałam, a potem przybrałam na wadze pojawiły się one na mojej skórze (głównie na udach). Teraz jednak ominęły mnie- sądzę, ze mają na to wpływ geny (moja mama po 3 ciążach nie ma ani jednego rozstępu), ale też regularne nawilżanie skóry, które stosuję od początku ciąży. Moim ulubionym produktem stał się już wspomniany wcześniej balsam ZIAJA, Mamma Mia. Skóra jest po nim ładnie nawilżona i elastyczna.

Badania połówkowe były moim 3 USG w trakcie ciąży. Udaliśmy się na nie prywatnie do mojego lekarza z racji tego, że w przychodni mieli lepszy sprzęt niż w szpitalu. Badania odbyły się w 22t2d ciąży. Lekarz w trakcie badań sprawdza czy wszystkie narządy u maluszka rozwijają się prawidłowo, czy rytm serca jest regularny, a w razie możliwości określi również płeć dziecka.

Ruchy dziecka każda z nas odczuwa w innym etapie. Pierwsze poczułam w 16tc, później dopiero w okolicach 20tc. Teraz są one intensywne. Maluszek wyrabia sobie rytm dnia, w określonych godzinach jest bardziej aktywny. Zaczyna wyczuwać ciepło dłoni przykładanej do brzucha, reaguje na zjedzenie czegoś słodkiego, a nawet na muzykę. Jest to fantastyczne doświadczenie!

Badanie poziomu glukozy odbyło się u mnie pod koniec 27tc. Nasłuchałam się koszmarnych rzeczy o nim, ale strach ma tylko wielkie oczy. Dostałam skierowanie od lekarza na badanie. Zgłaszamy się na nie na czczo, zostaje nam pobrana wtedy krew, a następnie wypijamy glukozę (w moim przypadku 75g, ale słyszałam, że są różne wersje) rozpuszczoną w letniej wodzie i odczekujemy 2 godziny w trakcie, których nie możemy jeść ani pić. Niektórzy polecają dodanie do glukozy cytryny. Ja jej nie zabrałam i nic mi się nie stało. Przesiedziałam 2 godziny czytając Więźnia Azkabanu ;) Badanie ma za zadanie sprawdzić poziom cukru we krwi, pamiętajmy bowiem o niebezpieczeństwie cukrzycy ciążowej. U mnie ona nie wystąpiła, ale za to wykazano u mnie niski poziom żelaza więc muszę ukierunkować swoją dietę w tym kierunku.

Witaminy i inne 'leki'. W ciąży nie możemy przyjmować wielu leków. Jeśli chodzi o witaminy, to przyjmuję codziennie Prenatal Classic, które bardzo lubię. Na bóle brzucha stosuję magnez i (w naprawdę ciężkich przypadkach) No-Spę. Staram się nie przyjmować tabletek przeciwbólowych chyba, że naprawdę nie jestem już w stanie chodzić, a że poziom bólu mam wysoki, to przyjęłam na razie 3-4 tabletki. Wolę wziąć magnez, zrobić sobie ciepłą herbatkę i zrelaksować się.

Regularne wizyty u lekarza. Teraz widujemy się co miesiąc. Lekarz tradycyjnie pyta mnie o ewentualne dolegliwości oraz wykonuje zwykłe badanie ginekologiczne- sprawdza czy macica jest na odpowiedniej wysokości, czy szyjka macicy się nie skraca itd. W dalszych etapach ciąży wizyty są już częstsze. Nie czuję się w żaden sposób skrępowana i śmiało pytam swojego lekarza o wszystko.

Szkoła rodzenia, warto się za nią rozejrzeć pod koniec II trymestru. W moim przypadku nie udało się to i dopiero od nowego roku będę mogła spróbować się do niej zapisać. Skorzystam ze szpitalnej szkoły. Zajęcia przygotują nas do porodu- położne opiszą przebieg porodu, nauczą sposobu oddychania, pokażą salę porodową i powiedzą po prostu "co i jak". Nie mogę się doczekać kiedy zobaczę to wszystko!

Ufff! To chyba wszystko o czym chciałam Wam wspomnieć i napisać. Mam tylko jedną myśl na koniec tego wpisu- jeśli czujemy się dobrze i lekarz nie ma żadnych zastrzeżeń co do przebiegu ciąży- nie traktujmy siebie jak porcelanowej lalki, nie wpadajmy w zbędne paniki i fobie, cieszmy się stanem ciąży i tym, że maluszek jest zdrowy. Żyjmy normalnie, ale znajdujmy czas na odrobinę relaksu. Same najlepiej wiemy na ile nas stać, co możemy zrobić i na co mamy ochotę. Tak jak wspomniałam na początku- sama normalnie sprzątam, gotuję, jem, dbam o siebie i żyje mi się lepiej niż jakbym umartwiała się nad swoim losem.

A jeśli już nie zdążę, to chcielibyśmy Wam życzyć abyście spędzili te Święta w rodzinnej atmosferze, aby wszystkie Wasze marzenia się spełniły, a Nowy Rok był naprawdę udany. Sięgajcie gwiazd, nie bójcie się pytać, a kiedy się potkniecie i przewrócicie po prostu otrzepcie kolana i ruszajcie dalej do przodu. Wszystkiego najlepszego kochani!

Buziaki,
Aneta

środa, 12 grudnia 2012

25/26 tydzień

Nigdy nie byłam na studniówce, ale w dniu wczorajszym wraz ze Sławkiem obchodziliśmy naszą.

Już mniej niż 100 dni do terminu porodu!

Brzuszek rośnie jak szalony, ale na szczęście nie pojawiły się jeszcze żadne rozstępy. Mam nadzieję, że zarówno geny jak i regularne stosowanie balsamu z Ziaji sprawi, że nie będę musiała zawracać sobie nimi głowy.

Powoli coraz ciężej jest mi zakładać buty czy skarpetki, ale da się to przeżyć. Bardziej męczące są bóle kręgosłupa. Postanowiłam, że dostosuję się do zaleceń lekarza i zacznę uczęszczać na basen. Mam nadzieję, że mi to pomoże. Na razie podczas siedzenia podkładam sobie pod plecy poduszkę by dać kręgom trochę odpocząć.

Mały ma już swoje humorki, ale też swoje dni wzmożonej aktywności. Nie raz bywa, że przez 3 dni jest leniwy i ledwie można go wyczuć, a później ni z tego ni z owego w brzuchu dzieje się istna rewolucja. Można wyczuć zarówno kopniaki jak i momenty gdy ma czkawkę.

Wkrótce rozpoczynamy III trymestr. Jesteśmy podekscytowani i szczęśliwi. Po nowym roku będę kontaktować się ze szpitalną szkołą rodzenia. Nie mogę się doczekać aż ujrzę salę porodową i odpowiednie osoby przekażą mi wszystkie informacje, które pomogą mi podczas porodu.

Musze przyznać, że czuję się teraz niesamowicie kobieco i seksownie. Dodatkowe kilogramy wcale nie spędzają mi snu z powiek. Jestem dumna ze swojego ciała i krągłości. Owszem, ciężko jest mi się zapiąć w kurtkę i bywa to uciążliwe podczas obecnych mrozów, ale dajemy radę. Szkrab jest warty tego wszystkiego!

Parę miesięcy temu zapisałam się do klubu BEBILONU i w prezencie powitalnym otrzymałam pierwsza zabawkę dla maluszka.



A teraz pora by pokazać brzuszek :) 25t 5dz



Porównywałam to zdjęcie z jednym z ostatnich i muszę przyznać, że różnica jest ogromna. :)

Buziaki,
Aneta

czwartek, 6 grudnia 2012

List do Świętego Mikołaja ♥

Wszyscy piszą, napiszę więc i ja!

Co Anetce się marzy? Co chciałaby dostać od Świętego Mikołaja gdyby mogła zażyczyć sobie cokolwiek? Hmmm...Muszę się zastanowić ;)

1. Łóżeczko i pościel dla Sławka. To małe safari naprawdę mnie urzekło i sądzę, że chłopaczkowi też się spodoba. Bez baldachimu i masy dodatków proszę. Łóżko, materacyk, pościel i ochraniacze.


Mikołaju, znajdziesz je TUTAJ


2. Naszyjnik. Zwykły srebrny łańcuszek i dwa srebrne serduszka z grawerami. Jeden z imieniem męża i data ślubu, a drugi z imieniem syna i data jego urodzenia.



3. Marzy mi się by nasze mieszkanie zostało wyremontowane przed narodzeniem dziecka. Tutaj masz Mikołaju więcej czasu, bo aż do marca, ale proszę....zacznij już teraz ;)



4. Z mniej skomplikowanych prezentów i mniej czasochłonnych, a także na pewno tańszy- pamiętnik dziecka. Bym mogła zapisywać wszystko co związane z moim maluchem. Przejrzałam ich już naprawdę wiele i do tej pory żaden nie zauroczył mnie w 100% :(



I to by było chyba na tyle. Jestem ciężką osobą jeśli chodzi o obdarowywanie mnie prezentami. Zawsze jest tak, że nie wiem co chciałabym dostać, bo dochodzę do wniosku, że np. kosmetyk, o którym marzę tak naprawdę jest mi zbędny, a jeśli chcę coś konkretnego, to na ogół oszczędzam i sama sobie to kupuję. Tak więc drogi Mikołaju, jeśli masz czas i chęci, to najchętniej przygarnęłabym ten remont, bo kuchnię już mam i reszta by nam się przydała bardzo ;)

A jakie są Wasze marzenia? Co wpiszecie na listę do M.?

Buziaki,
Aneta

piątek, 30 listopada 2012

Kolorówka, która ostatnio u mnie (koloruje) króluje

Zadowolona mama, to zadowolone dziecko.

Na początku ciąży byłam 'anty make-up'. Malowanie się nie sprawiało mi przyjemności. Robiłam to raczej z przymusu, aby w pracy nie straszyć ludzi problemami skórnymi czy cieniami pod oczami. Nie ma co się dziwić! Moja skóra odmawiała posłuszeństwa tak więc i makijaż gorzej się nad niej prezentował.

Kiedy jednak udało mi się dość do ładu- pomogła mi nowa pielęgnacja, unormowanie się hormonów w organizmie, zrelaksowałam się i odstresowałam będąc na zwolnieniu- zastanowiłam się "Czemu nie zacząć się znów malować?".

Owszem, będąc w domu jest to trochę zbędne. W końcu nikt nie patrzy jaki róż mamy na policzkach gdy gotujemy obiad czy sprzątamy toaletę. Odkryłam jednak, że jeśli czuję się dobrze, czuję się ładna i zadbana, to wszystko wokół od razu lepiej się prezentuje. Gdy zaczęłam znów się malować, dla siebie i męża, dodatkowe kilogramy i dres, w którym spędzam większość dnia, wcale nie sprawiały, że czułam się mniej atrakcyjna, kobieca czy seksowna. Wręcz przeciwnie!

I po tym długim wstępie zapraszam Was na notkę na temat kolorówki, która królowała u mnie w ciągu ostatnich paru miesięcy. Chciałabym Wam udowodnić, że nie potrzeba dużo wysiłku, czasu czy pieniędzy. Wystarczą chęci, a makijaż 'domowy' wcale nie musi utrudniać nam życia.



INGLOT Paleta cieni, którą sama skomponowałam. Cienie są bardzo trwałe i dobrze napigmentowane. Idealne do dziennego jak i wieczornego makijażu. Ja najczęśćiej nakładam jakiś jasny bazowy cień, a później ciemniejszy w załamaniu lub robię kreskę fioletowym cieniem.

LIRENE, City Matt, fluid matująco-wygładzający Cena: ok.20zł Bardzo lubię ten podkład. Dobrze kryje, długo się urztmuje, fajna konsystencja, nie zapycha porów. Jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno zakupię go ponownie.

EVELINE, BB Cram Cena: ok.15zł Gęsty, średnio kryjący, lekki na buzi. Nie zakryje większych niedoskonałości, ale na co dzień nie jest zły. Produkt, który chciałam przetestować, ale nie sądzę bym do niego wróciła.

INGLOT, cień do brwi nr 560 Cena: ok.13zł Odcień chłodnego brązu, który bardzo fajnie prezentuje się na brwiach. Jestem z niego zadowolona i nie będę szukać teraz niczego innego, bo na pewno na długo wystarczy.

INGLOT, korektor pod oczy nr LC 1 Cena: ok.28zł Nie lubię go. Jest zbyt lejący, słabo kryje. Na szczęście nie wysusza okolic oczu. Nie polecam go.

MAP (Make-up Atelier Paris), korektor nr M1Y Cena: ok.30zł Bardzo go lubię. Gęsty, dobrze kryjący. Sprawdza się pod oczami, ale również w celu zamaskowania wyprysków. Przypudrowany trzyma się cały dzień. Jeden z lepszych zakupów.

MAYBELLINE, Colossal Volum` Express Tusz do rzęs Cena: ok.25-28zł Mój ulubiony tusz. Duża szczoteczka, która bardzo dobrze sprawdza się przy moich krótkich rzęsach. Nakładam 2-3 warstwy, wtedy moje rzęsy są grubsze i bardziej wyraziste. Nie kruszy się. Lubię go i to bardzo.

ESSENCE, Ballerina Backstage, cień w kremie 01 dance the swan lake Cena: ok.10zł Limitowanka, ale mam nadzieję, że kiedyś wpuszczą ten kolor do normalnej sprzedaży. Ładnie się rozprowadza, kryje, rozświetla oko, sprawdza się jako baza pod cienie.

SENSIQUE, puder matujący nr 01 Cena ok.10zł Przeciętny. Nie trzyma się długo na twarzy, pyli się. W opakowaniu lubi się kruszyć. Kupiłam, bo był tani i chciałam go wypróbować, a do Rossmana po Synergen nie miałam po drodze. Raczej nie kupię go ponownie.

Ostatnio jednak mój podkład z Lirene już się skończył. Zużywam więc podkład marki HEAN, Mat Touch Cena ok.23-25zł, który świetnie kryje, nie tworzy efektu maski i jest również jednym z moich ulubionych.



ELF, Candid Coral Cena: ok.20zł Róż brzoskwiniowo-różowy z delikatnymi drobinkami. Nie można sobie zrobić nim krzywdy. Dzienny, delikatny, ładnie wygląda na buzi. Jednak szału nie ma.

ESSENCE, Summer of Love 01 Psychedelic Cena: ok.15zł Kolor zgaszonego różu, delikatne drobinki w efekcie nie widoczne po nałożeniu. Długo się utrzymuje, fajnie rozciera. Ciepły kolor dobry do dziennych makijaży. Lubię.

WIBO LOVELY, Tempting Rose Cena: ok. 13zł Intensywny kolor, ale nadaje buzi świeżego wyglądu. Trzeba jednak uważać by nie zrobić nim sobie plam.

SEPHORA, Blush Me!, Terre Passion No 9 Cena: ok.25-30zł Miesznka brązu i złota z drobinkami. Mój ulubiony róż. Pasuje do dziennego i wieczornego makijażu, bardzo fajnie się prezentuje cały dzień.

MISS SPORTY, Ohh! TAN So Fine, 001 Sun Kissed Cena: ok.15zł Brąz matowy, złotko z drobinkami. Fajny bronzer na dzień, delikatny, nie zrobimy sobie nim krzywdy. Jeśli nie wiem co nałożyć na policzki najczęściej sięgam po niego.

INGLOT, Ultradelikatny róż do policzków, nr 87 Cena: ok.25zł Brzoskwinia bez drobinek. Świeża, dobra do dziennego makijażu. Może służyć jako delikatny bronzer. Jestem z niego zadowolona.


Od lewej: Bell, Technic i Pierre Rene


ESSENCE, Crazy About Colour, Róż na policzki 01 Colourmania Cena: ok.15zł Używam go jako rozświetlacza. Często jednak nakładam go np. na róż by nadać mu więcej blasku. Fajny produkt, ale nie jest jakiś szałowy.

INGLOT, Puder rozświetlający twarz, oczy i ciało, nr 86 Cena: ok.30-35zł Świetny produkt. Może być bronzerem jeśli wymieszamy wszystkie kolory, albo rozświetlaczem jeśli sięgniemy po jaśniejsze tony. Ma delikatne drobinki, które ładnie mienią się na skórze. Bezpieczny produkt, którym nie zrobimy sobie plam.

TECHNIC, HIGH LIGHTS Cena: ok.15-20 zł Coś na wzór High Beam Benefitu. Perłowy z delikatną różową poświatą. Nie utrzymuje się cały dzień, ale zostawia ładny połysk. Delikatnie wklepuję go w kości policzkowe.

PIERRE RENE, Exlusive Stick Fundation Chic Shimmer Cena. ok.15-20zł Ciekawy produkt. Złoty odcień z drobinkami, który dobrze prezentuje się z bronzerami. Ładnie się mieni na kościach policzkowych. Zakładam go pędzelkiem do podkładu lub palcami.

BELL, Planete Illuminator, Nr 02 Cena: ok.20zł Wpadający w złoto z drobinkami mieniącymi się na twarzy. Nakładam go na kości policzkowe lub na róż by zwiększyć błysk. Produkt dość ciężko dostępny.

Mój codzienny makijaż to najczęściej: podkład, korektor, puder, cień do brwi, róż/bronzer i trochę rozświetlacza, eyeliner i tusz do rzęs.



Miss Sporty, Studio Lash Eye Liner Cena: ok.8zł Bardzo fajny produkt. Pędzelek jest giętki, ni to sztywny ni elastyczny. Dobrze mi się nim maluje. Nie schodzi w ciągu dnia i łatwo się zmywa.

Podsumowując.
Staram się by mój codzienny makijaż był delikatny i lekki, ale jednocześnie sprawiał bym czuła się ładnie. To naprawdę pomaga! W razie potrzeby, gdy np. wychodzimy z mężem na zakupy, nakładam tylko na usta mocniejszą szminkę i nadal wszystko wygląda ładnie.

Jestem ciekawa czy używacie, któryś z tych kosmetyków. :)

Buziaki,
Aneta

sobota, 24 listopada 2012

Tydzień 23/24

ZapytajPołożną.pl


Kolejne tygodnie mijają, a ja rosnę. Rozpoczęliśmy 6 miesiąc! Podczas ostatniej wizyty okazało się, że przybyło mi już 11kg, ale podejrzewam, że niedługo pojawią się kolejne. Na szczęście wszystko lokuje się na brzuszku i mam nadzieję (a raczej przekonania), że po porodzie szybko wrócę do formy.

Ostatnimi czasy wyjątkowo dokucza mi kręgosłup. Z tego co czytałam kręgi zaczynają się rozluźniać, a miednica powoli przygotowuje się do porodu. Szybko? Mi też się tak wydawało, ale prawdę mówiąc proces ten jest długi, a nam zostało 17tyg. Pomaga mi tutaj mąż i dzielnie masuje moje obolałe plecy. Do spania zaś od początku ciąży używam podłużnej poduszki. Ułatwia ona spanie na boku. Zaś w chwilach leniuchowania na kanapie między kolana wkładam zwykłą, mniejszą poduszkę.

Skurcze łydek, krwawienie śluzówek nosa, zgaga- to dodatkowe przyjemności ciążowe. Da się jednak, to wytrzymać. Jestem również ogólnie osłabiona i rozdrażniona. Sądzę jednak, że ma na to również wpływ niekorzystna pogoda za oknem. Maluszek również staje się wtedy ospały i rzadko kopie.

Ciągnę również cały tydzień swoje małe postanowienie. Jakie? Cóż... Odkąd siedzę i rosnę w domowych pieleszach praktycznie w ogóle się nie malowałam. Nie czułam się z tym za dobrze, ale też nie widziałam sensu by to zmieniać, bo przecież i tak nigdzie nie wychodziłam. Jednakże ostatnimi czasy postanowiłam - szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Codziennie więc delikatnie się maluję, staram się by włosy również w miarę wyglądały, maluję paznokcie. Czuję się lepiej i wiem, że dziecko również jest przez to bardziej zadowolone. Skorzystałam nawet z aktualnej promocji w Rossmannie (-40% na kolorówkę) i zakupiłam eyeliner w płynie z MissSporty, mój ulubiony tusz Collossal i szminkę z Rimmela. Cały dzień chodziłam podekscytowana tymi zakupami.

W wolnej chwili gdy byłam w Pepco zakupiłam również jedne z pierwszych ubranek dla maleństwa. Ceny są tam bardzo korzystne, a ubrania dobrej jakości. Nie wpadam jednak w szał kupowania. Jestem zadania, że dziecko szybko wyrośnie i/lub szybko zabrudzi ciuszki więc nie chcę inwestować w markowe śpiochy, które będą dobre przez parę tygodni. A za te 4 pary body zapłaciłam 23zł. Bardzo je lubię, głównie w takie ubieraliśmy mojego brata gdy był mały i mam ich zakładanie już opanowane. Nie mogę się doczekać, aż ujrzę swojego małego mężczyznę w tych paseczkach.



A teraz dwa zdjęcia zrobione dzisiaj. 23tydz 2dzień :)



Sławek ulubił sobie w szczególności frytki i sałatki owocowe. Staram się jednak urozmaicać dietę- jem ryby, owoce, warzywa, nabiał oraz piję wiele soków (ulubiłam sobie soki Hortex i Tymbark). Staram się nie jeść ciężkostrawnych potraw czy pić napojów gazowanych w dużych ilościach. Jednak jeśli mam ochotę na lody czekoladowe, to i tak je zjem. Ostatnio zaś wciągnęłam pysznego hamburgera drobiowego, który chodził za mną od paru miesięcy.

Kochane, chcę się zapisać do szkoły rodzenia. Czy, któraś z Was brała udział w takich zajęciach? Z przyjemnością poczytam o Waszych przemyśleniach co do nich.

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 listopada 2012

Pielęgnacja przyszłej mamy

Odkąd jestem w ciąży moja cera zdecydowanie zaczęła płatać mi figle. Z mieszanej zrobiła się nagle sucha i podrażniona, później nastąpił atak wyprysków. Nie czułam się z nią dobrze więc postanowiłam coś pozmieniać, do czegoś wrócić i postarać się choć trochę inaczej o nią zadbać. Ostatnimi tygodniami wydaje mi się, że jest naprawdę nieźle. Owszem, wypryski nadal się pojawiają, ale nie są już tak intensywne ani drażniące jak wcześniej.

Czego więc używam?



ZIAJA, Mamma Mia, krem przeciw rozstępom od 4 miesiąca ciąży Cena: ok.18-19zł Jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Używam go 2 razy dziennie, świetnie nawilża skórę brzucha, ma bardzo fajną konsystencję i przyjemny zapach, a do tego nie pozostawia śladów na ubraniach. Jak na razie rozstępów nie ma :)

ZIAJA, Ulga, płyn micelarny demakijaż oczyszczanie dla skóry wrażliwej Cena: ok.9-10zł Bardzo fajnie usuwa makijaż. Produkt wydajny, miły w użyciu, nie podrażnia i nie wysusza skóry wokół oczu. Sądzę, że będę do niego wracać.

ZIAJA nuno, tonik antybakteryjny Cena: ok.10zł Z racji uczulenia na alkohol muszę używać kosmetyków, które nie mają go w swoim składzie. Tonik bardzo fajny, delikatnie oczyszcza buzię. Używam go przed nałożeniem kremu. Cudów nie robi, ale cieszy mnie, że mogę czymś antybakteryjnym przetrzeć buzię i nie mieć efektu ściągnięcia skóry czy innych podrażnień.

GARNIER, Essentials, żel-krem oczyszczający, skóra sucha Cena: ok.13-15zł Szukałam nowego produktu do mycia twarzy, bo podejrzewałam, że moja skóra ma dosyć mojego ulubionego żelu z Biedronki. Ten żel jest naprawdę fajny. Oczyszcza buzię bez efektu ściągnięcia i wysuszenia, ma przyjemny zapach i nie podrażnia. Polubiłam go. Czasami jednak wkurza mnie gdy podczas zmywania go z twarzy czuję w ustach jego posmak. Co najważniejsze dla mnie- nie ma alkoholu.

OLAY Essentials, Complete, skóra normalna/tłusta Cena: ok.20zł To mój ulubiony krem do twarzy i moje, chyba, 3 opakowanie. Świetnie nawilża skórę, fajna konsystencja i zapach, nie zapycha porów, idealny pod makijaż. Moja skóra jakby czekała abym do niego wróciła. Miałam wcześniej nieprzyjemny problem z szorstkością skóry (wyczuwalne było to podczas nakładania podkładu), teraz problem zniknął. Do tego krem jest naprawdę wydajny. Uwielbiam go!

DOVE, krem do rąk z masłem shea, Deep Care complex Cena: ok.8zł Nigdy nie miałam kremu do rąk firmy Dove, zawsze wolałam kupić jakieś tańsze, ale ostatnimi czasy moje dłonie były bardzo wysuszone. Poleciła mi go koleżanka i jestem z niego bardzo zadowolona. Bardzo fajny zapach, gęsta konsystencja, ale nie klei się do rąk. Skóra pozostaje miękka i nawilżona. Jeśli znów będzie w promocji chętnie go kupię ponownie.

EVA NATURA, HERBAL GARDEN, krem pod oczy i na powieki, ekstrakt z ziela świetlika Cena: ok.10zł Krem kupiony bez większego zastanowienia. Zapach jakby ziołowy, konsystencja gęsta, ale łatwa w rozprowadzeniu. Nie działa jednak żadnych cudów. Po zużyciu zainwestuję w coś lepszego.

TISANE, balsam do ust Cena: ok.10zł Nie wiem, które opakowanie. Produkt niemal już kultowy. Świetny na noc i gdy jesteśmy w domu. Dobrze nawilża usta, ma przyjemny zapach. Naprawdę działa cuda i wolę go od Carmexu.

NIVEA Soft, krem intensywnie nawilżający z olejkiem jojoba oraz witaminą E Cena: ok.10zł Mój krem na noc. Gęsty, treściwy, dobrze nawilża skórę i nie zapycha jej. Zapach znany z innych kremów Nivea. Bardzo go lubię i czuję, że moja skóra także. Pudełeczko małe i zgrabne.

Teraz gdy jestem w domu mam czas na maseczki. Ulubiłam sobie maski firmy ZIAJA i PERFECTA (Cena : 1,50zł-2,50). Kupuję zarówno te oczyszczające jak i regenerujące. Bardzo dobrze działają na moją skórę i są w przystępnej cenie. Jedno opakowanie starcza mi najczęściej na 3 użycia.

Skórę peelinguję 1-2 razy w tygodniu lub jeśli wyczują, że faktycznie jest potrzeba zrobić to kolejny raz. Używam antybakteryjnego peelingu SORAYA, który w swojej konsystencji i działaniu przypomina popularny peeling St.Ivees. (Cena: ok.12zł)



Na wypryski stosuję punktowo olejek z drzewka herbacianego (Cena: ok.7-9zł), którego właściwości opisałam kiedyś w recenzji KLIK!. Zapach ma dość nieprzyjemny, ale szybko i sprawnie wysusza wypryski.

W czasie ciąży nie zmieniłam jak widać znacząco swojej pielęgnacji. Dalej stawiam na oczyszczanie i nawilżanie skóry. Po raz pierwszy od dość dawna czuję się z nią dobrze i sądzę, że jestem chyba na właściwej drodze.

Jestem ciekawa czego używają przyszłe mamy. Macie jakieś swoje ulubione kosmetyki do pielęgnacji? Chętnie o nich posłucham!

Buziaki,
Aneta

sobota, 17 listopada 2012

Good Morning Happiness

Chociaż za oknem świeci słoneczko, to ostatnie listopadowe dni nie nastrajają optymistycznie. Dziś jednak nic nie jest w stanie zepsuć mojego dobrego humoru.

Po 22 tygodniach i 2 dniach oczekiwania poznaliśmy z mężem płeć dziecka. Czułam się jak przed egzaminem i serce biło mnie jak oszalałe. Jednak nasze marzenia spełniły się w 100% i lekarz powiadomił nas, że w moim brzuszku zamieszkał...mały mężczyzna. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Mój brzuszek od początku był Sławkiem i Sławkiem już pozostanie.

Czyli moja słabość do chłopięcych ubranek również była wskazana ;)

KLIK H&M


Parę dni temu zafarbowałam również włosy farbą Londa- Wiśniowa Czerwień. Taaak, znam te wszystkie zabobony, że w ciąży nie można włosów farbować, ale pytałam i wiem, że można. Moje brązowe włosy chwyciły świetną czerwoną poświatę i czuję się z nimi wspaniale. Postanowiłam także, że chociaż teraz spędzam dużą część tygodnia w domu, to pomimo tego będę się malować. Minimalny makijaż, trochę perfum i od razu czuję się piękniejsza.

Dzisiaj również zakupiłam nową książkę JK Rowling "Trafny wybór". Nie mogę się doczekać aż ogarnę mieszkanie, zrobię sobie gorącą czekoladę i zabiorę się do lektury.

KLIK!


Dobra kochani, zmykam sprzątać, prać i piec ciasto ze śliwkami.

Buziaki, Aneta

poniedziałek, 12 listopada 2012

21/22 tydzień ciąży

Ufff... Połowa za nami! Niedługo rozpoczniemy 6 miesiąc ciąży.



Dopiero w tym momencie uświadomiłam sobie, że jeszcze drugie tyle i maleństwo będzie już z nami. Brzuszek rośnie w zastraszającym tempie i mam wrażenie, że każdego dnia staje się większy. Nie ukryją go już luźniejsze ubrania, a zapięcie kurtki lub płaszcza staje się wyzwaniem (ostatnio straciłam guzik próbując się dopiąć ;) ).

Ostatnia wizyta kontrolna była udana. Czeka mnie teraz badanie na poziom glukozy, ale muszę jeszcze to wszystko z lekarzem omówić. W ta sobotę wybieramy się na USG połówkowe i mam nadzieje poznać bliżej swojego lokatora lub lokatorkę.

Ciążowe dolegliwości? Mój kręgosłup woła o pomstę do nieba. Zaczęłam ostatnio bardzo kiepsko sypiać. Chociaż niemal od początku ciąży sypiam z długa poduszką do spania na boku- nic mi nie pomaga. Jestem osoba dość wysoką i podejrzewam, że dodatkowe obciążenie w postaci rosnącego brzuszka po prostu daje o sobie znać. Jestem już jednak na zwolnieniu lekarskim więc mogę sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek.

Z ciążowych smaków pojawił się u mnie ogromny apetyt na gruszki i sok grejpfrutowy. Chociaż zawsze lubiłam oba teraz moja chęć na nie wzrosła. Waga również... Z ostatniego pomiaru na wadze teściowej okazało się, że doskoczyły mi dodatkowe kilogramy i teraz ważę już niecałe 82kg. 12kg na plusie? Chyba ciut za dużo. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że nie widzę ich u siebie nigdzie indziej jak na brzuszku i w biuście. A brzuszek wydaje mi się dość zgrabny. Chyba, że urodzę naprawdę duże dziecko ;)



Maleństwo jest bardzo aktywne. Ma swoje godziny urzędowania i są one dosyć regularne. Uwielbia na przykład łobuzować wieczorem gdy w domu zjawia się jego tata. Staje się wtedy bardzo zadziorny. Jego kopnięcia wyczuwalne są już przez skórę chociaż na razie tylko mi udało się je poczuć. Gdy chcę by poczuł je mąż maleństwo udaje, że go nie ma. Hmmm...Zachowanie to ma po mamusi ;)

Od paru ostatnich dni puszczam maleństwu soundtracki z moich ulubionych filmów. Zaczęliśmy od Harry`ego Potter`a. Czasami pozwalam posłuchać mu czegoś co mamusia lubi (np. nowej płyty Green Day) i też wykazuje zainteresowanie. Jednak koncert orkiestry dętej, w której gra jego tata, zniósł dosyć kiepsko- udawał, że go nie ma w brzuchu. Chyba drgania były zbyt mocne.

Mam nadzieję kochani, że kolejna notka, która się pojawi będzie już ukierunkowana na płeć dziecka. Liczę, że w końcu odkryjemy tajemnicę brzuszka :)

Buziaki i dziękuję Wam bardzo za wsparcie i wszystkie miłe komentarze.
Aneta.

środa, 31 października 2012

I trymestr ciąży

Jako, że jestem już na półmetku postanowiłam wrócić z Wami do początku i omówić moje "wrażenia" z pierwszego etapu ciąży.

I trymestr ciąży trwa mniej więcej od 1 do 13 tygodnia ciąży (tc). Jednak nie trzymajmy się tego tak dokładnie, bo ile stron internetowych, ile kalendarzy i ile ludzi- tyle samo jest sposobów liczenia. Ja w dużej mierze posługuję się kalkulatorem ze strony www.FAMILIE.pl , ponieważ bardzo podoba mi się ta wersja. Bardzo fajny jest tez kalkulator ze strony www.CIAZOWY.pl jednak między tymi dwoma występuje czasami różnica 1-2 dni jeśli chodzi o wyliczenia.

Tak jak wspomniałam w pierwszej swojej ciążowej notce- nie miałam, żadnych typowych objawów ciąży. Nic mnie nie tknęło, nie miałam przeczucia ani nic z tych rzeczy, o których wiele młodych mam mówi.

Są jednak rzeczy i zjawiska, które nastąpiły w moim organizmie i bezsprzecznie są one oznakami ciąży:

- całkowite zaniknięcie okresu (chociaż towarzyszyło mi uczucie 'zbliżającego się' okresu);
- bóle piersi i węzłów chłonnych;
- ogólne zmęczenie organizmu;
- senność;
- pogorszenie stanu cery (to jednak również może mieć powiązanie z odstawieniem tabletek antykoncepcyjnych);
- wypadanie włosów (traciłam ich więcej niż zwykle).

Wspominałam o tym wiele razy, ale wspomnę raz jeszcze- ominęły mnie wymioty, omdlenia, gorsze samopoczucie i inne dolegliwości przypisywane pierwszym miesiącom ciąży. Prawdę powiedziawszy stałam się wręcz źródłem słów: Każdemu życzymy takiego przechodzenia ciąży jak ma Aneta.

Co należy zrobić gdy podejrzewa się, że jest się w ciąży? Przede wszystkim nie panikować i od razu zgłosić się do lekarza. Ja byłam umówiona zaraz następnego dnia po wykonaniu testu. Ginekolog podczas wizyty wykona pierwsze USG (z racji na wczesna ciążę USG na ogół jest dopochwowe) i poinstruuje Was "co dalej robić"- czyli wypiszę skierowanie na kolejne badania- krem, mocz, grupa krwi (jeśli nie posiadacie stwierdzonej i potwierdzonej przez PCK) i parę innych. Z wynikami zgłaszamy się ponownie do lekarza, który zakłada Wam kartę ciąży.

Karta ciąży może być również założona przez pielęgniarki (tak było w moim przypadku), które od razu ważą Was i sprawdzają ciśnienie. Przeprowadzą także krótki wywiad na temat Waszego zdrowia.
Co to jest karta ciąży? To taka mała 'książeczka', którą każda przyszła mama powinna nosić przy sobie- są tam Wasze dane osobowe, a lekarz opisuje w niej, podczas każdej wizyty, przebieg Waszej ciąży oraz dodatkowe wskazania np. jakie witaminy powinnyście brać.

W pierwszym trymestrze bardzo ważne jest regularne przyjmowanie kwasu foliowego!

Jeśli chodzi o wybór lekarza, czyli czy warto chodzić prywatnie czy na NFZ- to wasza decyzja. Przed ciążą chodziłam prywatnie, głównie po recepty czy na cytologię. Jednak po ślubie zmieniłam miejsce zamieszkania, zaczęły się inne wydatki i w związku z tym zaczęłam się rozglądać za innym lekarzem, który mógłby poprowadzić moją ciążę. Korzystałam wtedy z opinii znajomych, ale także ze strony www.ZNANY LEKARZ.pl. Na stronie tej można znaleźć opinie wielu osób na temat różnych lekarzy, które naprawdę bywają przydatne. Ja zdecydowałam się na korzystanie z lekarza w ramach NFZ i nie żałuję! Jest parę rzeczy, które mi przeszkadza np. lekarz przyjmuje raz w tygodniu i często są do niego kolejki, w gabinecie nie ma USG i trzeba w inny dzień udać się na oddział gdzie lekarz ma dyżur by wykonać je bezpłatnie. Jednak z samego lekarza, z jego podejścia do mnie i do ciąży jestem bardzo zadowolona. No i dla sprostowania- wybrałam mężczyznę. A co do USG- i tak nie powinno się go wykonywać zbyt często. Ja na razie byłam na dwóch.

Pamiętajcie by już w pierwszych miesiącach ciąży zacząć o siebie dbać, zwolnić trochę tempa, odstawić używki typu papierosy, alkohol itd. Nie musimy udowadniać światu, że ciąża to nie choroba, ale jednocześnie nie rozczulajmy się nad sobą. Mnie bardzo drażniło jak ktoś chciał mnie wyręczać w naprawdę błahych sprawach, których wykonywanie w żaden sposób nie mogło wpłynąć na moje dziecko. Nie dajmy sobie wejść na głowę, przyszła mama sama doskonale wie czego potrzebuje jej dziecko. Nie musicie też od razu zmieniać całej swojej pielęgnacji, ja nie zmieniłam.

Na pewno też od razu zaczniecie wchodzić na wszelkiego rodzaju fora internetowe czy portale ciążowe. Nie dajce się jednak zwariować! Ja czytam regularnie forum na Wizażu i zaglądam na 2-3 portale, to wystarczy.

Mam nadzieję kochane, że nie zanudziłam Was ta notką. Jeśli jesteście w ciąży lub jesteście już szczęśliwymi mamami, to proszę- podzielcie się swoimi wrażeniami co do I trymestru ciąży. Pamiętajcie też proszę, że ta notka, to tylko moje spostrzeżenia, to z czym sama się spotkałam.


Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.babyboom.pl/ciaza/kalendarz_ciazy_hit/kalendarz_ciazy_i_trymestr.html

Buziaki,
Aneta

czwartek, 25 października 2012

19/20 tydzien ciąży

Odkąd jestem w ciąży mój tydzień trwa od czwartku do czwartku, czyli tyle co tydzień ciążowy w moim przypadku. W dniu dzisiejszym na stronie http://babystrology.com stuknęło nam pełne 19 tygodni, czyli od jutra zaczniemy 20 tydzień ciąży. Co ciekawe- ile kalkulatorów to tyle samo teorii jak liczyć długość trwania ciąży. Ja jednak trzymam się tego, bo znalazłam w sieci więcej kalkulatorów, które dawały mi to samo wyliczenie. Tak więc, wkrótce połowa oczekiwania na malucha za nami :)

Na wadze wyskoczyło dodatkowe 7kg. Gdzie one się podziały? Nie mam pojęcia! Brzuszek wydaje mi się rosnąć z każdym dniem. Dla porównania pokażę Wam dwa zdjęcia, kiepskiej dość jakości, ale pokazujące jak teraz mniej więcej wyglądam.


Okolice 18tc.


19tc ciąży. Pamiętajcie proszę, że mam na sobie jeszcze sweter, który na pewno troche przekłamuje wielkość brzuszka ;)


Czujemy się świetnie. Ba!, czasami zastanawiam się czy w ogóle w tej ciąży jestem, bo żadne typowe dolegliwości mnie nie dotyczą. Nadal denerwujący jest wieczorny katar i zatkany nos w chwili gdy chcę spać. Problemy z cerą nadal występują, ale nie ma co się dziwić- odstawiłam tabletki anty, jestem w ciąży no i skóra szaleje. Mogę jednak stosować tylko środki bez alkoholu (w związku z moim uczuleniem na niego) więc co się dziwić. Około dwa tygodnie temu miałam jednak problem z silnym twardnieniem brzucha. Było to dość nieprzyjemne uczucie, które dodatkowo męczyło mnie psychicznie. Przeszło jednak ono po 4 dniach. Przyjęłam jednak wtedy 1 tabletkę Nospy by rozluźnić trochę mięśnie, bo widać mały chciał się rozpychać.

Nie mam jeszcze rozstępów. Zakupiłam krem przeciw rozstępom z Ziaji Mamma Mia.
W Rossmannie kosztował mnie w granicach 18zł. Ma bardzo ładny,delikatny zapach, fajną konsystencję i świetnie się rozsmarowuje. Nie podrażnił mnie i wydaje mi się, że dobrze nawilża skórę. Należy jednak pamiętać by nie masować zbyt intensywnie brzucha i biustu ponieważ może to wywołać przedwczesne skurcze. Jeśli macie wątpliwości co do tego czy możecie balsamować brzuch- zapytajcie lekarza. Ja staram się to robić bardzo delikatnie i paroma szybkimi ruchami. Myślę, że pozostanę przy tym produkcie przez dłuższy czas.

Z witamin, bo nie jestem pewna czy o nich pisałam gdzieś wcześniej, przyjmuję Prenatal Classic. Opakowanie 90 szt kosztowało nas ok. 38zł. Jeśli jesteście nim zainteresowane, to TUTAJ możecie zapoznać się z jego składem. Jedna tabletka dziennie, po posiłku i sądzę, że to wystarczy.

Staram się również urozmaicać swoją dietę. Piję dużo soków typu Hortex czy Witaminka, nałogowo zajadam się bananami. Nie odmawiam sobie jeśli mam np. ochotę na makrelę, ale nie jem jej codziennie. Zauważyłam, że mój apetyt bardzo się zwiększył co niewątpliwie jest dowodem an to, że ktoś jeszcze ze mną dzieli posiłki. Nie widze jednak sensu na głodowaniu- w końcu wtedy głoduje też moje maleństwo.

Nie znamy jeszcze płci dziecka. Gdy skończę 20tc wybieramy się na USG 3D, aby zobaczyć czy nasze maleństwo jest zdrowe,a przy okazji może uda się podejrzeć co tam siedzi. Jesteśmy jednak gotowi zarówno na chłopca jak i dziewczynkę, bo imiona są już przygotowane. Ale nie ukrywamy, że najbardziej ucieszyłby nas synek. Nie wpadliśmy też w szał kupowania ubranek i wyprawki. Powoli rozglądamy się za wózkiem (prawdopodobnie odkupimy go od znajomej) i łóżeczkiem. Na resztę przyjdzie czas.



Do usłyszenia kochani! Mam nadzieję, że tego typu posty przypadają wam do gustu. Dajcie znać czy jest cos o czym chciałybyście konkretnie przeczytać ;)

Buziaki, Aneta

wtorek, 2 października 2012

Na przełomie- 16/17 tydzień oczekiwań

Czas płynie nieubłaganie. Mamy już październik i nim się obejrzymy, spadnie pierwszy śnieg. Na chwilę obecną cieszę się jednak strasznie z pierwszych spadających liści.

Tyję sobie nadal. Powolutku, ale systematycznie. Na plusie już prawie 5 kg! Nie mam na razie problemów z ubraniami, mieszczę się we wszystko chociaż biustonosze niedługo powinny zostać wymienione. Rozglądam się jednak na bieżąco i posiadam już spodnie dresowe z gumką poniżej linii brzuszka, która (całe szczęście) mnie nie uwiera, a niestety z tym miałam problem. Gumki w moich ulubionych dresach wydawały mi się trochę za mocne. Wraz z mężem wybrałam się też na dział H&M i zakupiłam pierwszą ciążową bluzkę. Niestety H&M nigdy nie przypadło mi do gustu i dział dla mam również nie spełnił moich oczekiwań. Podejrzewam więc, że gdy zaczną szukać spodni to zrobię to w innych sklepach. Za to moja mama wypatrzyła mi dziś ciążowe legginsy tak więc powoli moja szafa będzie się powiększać, ale...powoli.

Na chwilę obecną jesteśmy w 16tyg ciąży (15 + 5). Nadal mam problemy z wypryskami, ale nie leczę ich na siłę. Nie chce teraz zbyt intensywnie działać na swoją skórę więc jedynie peelinguję i nawilżam, a także nakładam oczyszczające maseczki z Ziaji. Ograniczyłam tez swój makijaż do minimum i na co dzień praktycznie się nie maluję. Wypadające włosy i połamane końcówki zmusiły mnie do ścięcia włosów, teraz sięgają mi do ramion. Ciężko mi się do nich przyzwyczaić, ale wiem, że wkrótce będą znów poprzedniej długości.

Z innych nowości ciążowych- "smaki" ciążowe zanikły. Jem jak dawniej, rzadziej mam potrzebę zjedzenia czegoś konkretnego. Pojawiły się problemy z zatkanym nosem w nocy co jest naprawdę uciążliwe. Brzuszek zaś wydaje się żyć własnym życiem i miewa swoje humorki. Silnie reaguje w stresowych sytuacjach, ale ogólnie jest grzeczny. Zaczynam się rozglądać wraz z mężem za szkołą rodzenia, która w pełni przygotuje mnie do porodu. I tu uprzedzam wasze pytanie- nie, nie boję się go. Wręcz nie mogę się go doczekać!

Chciałabym również jak najszybciej poznać płeć maleństwa. Na razie nazywane jest ono męskim imieniem, bo nie wyobrażam sobie mówić do niego bezosobowo. No, ale jeśli do dziewczynka to może czuć się niekomfortowo, prawda? :) W połowie października idę na kolejne USG i mam nadzieję, że poznam płeć pierworodnego. Słyszałam, że kobiety podświadomie czują co tam rusza się pod ich sercem. Jeśli to prawda, to chyba zwracam się do niego właściwym imieniem. Jednak...czas pokaże! :)

Zastanawiam się teraz nad zakupem jakiegoś balsamu przeciwko rozstępom. Moja mama, po 3 ciążach i to w różnych etapach życia, nie ma żadnego rozstępu. Liczę na dobre geny, ale chcę też by moje ciało było przygotowane na to co je czeka w następnych miesiącach. Zastanawiam się nad balsamem firmy PALMERS. Nie chcę stosować oliwek, bo bardzo ich nie lubię. Jeśli używałyście balsamu PALMERS, to dajcie proszę znać :) Buziaki, Aneta

środa, 19 września 2012

Pierwsze tygodnia bycia 'ciężarówką'

Za tą notkę zabierałam się już długi czas, ale nigdy nie wiedziałam jak powinnam zacząć. Chciałabym bowiem napisać wszystko tak jak jest, jak sama to odczuwam, co mnie spotkało. Mam więc nadzieję, że Was nie zanudzę i chętnie przeczytacie, a potem wypowiecie się w temacie, który prędzej czy później może dotyczyć każdej z nas, a mianowicie- ciąży.

Moim największym marzeniem jest posiadanie szczęśliwej rodziny. Dziecko zaś było taką wisienką na torcie moich marzeń. Może to porównanie jest dość infantylne, ale chciałabym dać Wam do zrozumienia jak bardzo było ono dla mnie ważne. Postanowiliśmy, że zaraz po ślubie zaczniemy starać się o potomka. Ja mam 25 lat, On 28- wiek idealny. Oboje pracujemy, dajemy sobie radę, jesteśmy zdrowi i w pełni sił, a co najważniejsze- mamy te same cele i marzenia. Los okazał się jednak bardziej szczodry.

Przez 2,5 roku brałam tabletki antykoncepcyjne Novynette. Uważałam je za świetne bowiem nie miałam żadnych skutków ubocznych podczas ich brania, a o których czytałam w internecie i niejednokrotnie słyszałam podczas rozmów ze znajomymi. Postanowiliśmy, że na 3 miesiące przed ślubem odstawię je by organizm miał czas się "oczyścić" i wrócić do normy, czyli do okresu sprzed ich brania. Zaczęłam również takie małe "przygotowania" do ciąży, czyli- odwiedziłam dentystę, zrobiłam sobie cytologię, zaczęłam przyjmować kwas foliowy, ograniczyłam niezdrowe jedzenie.

W ciążę zaszłam w drugim cyklu od odstawienia tabletek. Co najlepsze- nie spodziewałam się tego! Czekałam na okres, który spóźniał się tydzień. Zrobiłam test, ale nic nie wykazał. Doszłam więc do wniosku, że to normalne, w końcu nie biorę już hormonów, organizm szaleje. Pracowałam tak jak zwykle, na ogół po 12 godzin, przenosiłam manekiny czy torby z dostawą. Jednym słowem- nie oszczędzałam się. Okres jednak się nie pojawiał więc zrobiłam drugi test, który wyszedł pozytywnie. Zaraz następnego dnia umówiłam się do lekarza, który utwierdził mnie w przekonaniu, że zostanę mamą.

Od czasu wizyty u lekarza rozpoczęłam branie magnezu, żelaza oraz wapnia. Musiałam też bardziej zwracać uwagę na to by nie obciążać się zbyt bardzo. Na szczęście ominęły mnie jedne z podstawowych dolegliwości ciążowych, czyli wymioty. Czułam się tylko osłabiona, bardziej senna, ale mój apetyt wcale nie malał. Potrafiłam dzień w dzień jeść zupę pomidorową i pierogi. Uwielbiałam takie jedzenie, ale nie umiałam nawet patrzeć na słodkie ciastka czy batony. Również zapach kawy oraz smażonego jedzenia działał na mnie niekorzystnie.

Dopiero ponad miesiąc po pierwszej wizycie udało mi się znaleźć nowego lekarza oraz udać się na kolejną. W tym czasie bez problemu przeszłam przez urlop we Włoszech i lot samolotem. Doszliśmy z mężem do zdania, że skoro to nasz szkrab przeszedł bez szwanku, to nic go nie ruszy. Lekarz skierował mnie na podstawowe badania krwi i moczu. Nie musiałam robić badań na grupę krwi- jako honorowy dawca krwi posiadam dyskietkę ze swoją grupą. Udałam się również na USG, które wykazało, że maleństwo ma tydzień więcej niż się spodziewaliśmy i data porodu nieco się przybliżyła.

Na chwilę obecną jestem w 14 tygodniu ciąży. Czuję się świetnie. Niestety pogorszył mi się stan cery i włosów. Miewam kłopoty ze snem, łatwiej się męczę i w ciągu dnia mam parę chwil gdy muszę siąść i odpocząć na chwilę. Apetyt nadal mi dopisuje, ale muszę pilnować co i ile jem by później nie cierpieć na bóle brzucha. Podejrzewam, że od listopada przejdę na L4. Praca, chociaż jestem odciążana w wielu obowiązkach, bywa jednak dla mnie męcząca, a stres również bywa uciążliwy. Boję się również przeziębień, a na chwilę w obecnym stanie nie mogę przyjmować wielu leków.

Przytyłam już 4kg i brzuszek staje się bardziej zaokrąglony. Jestem totalnie zachwycona swoim stanem. Uważam też, że chyba naprawdę jestem dziwna bowiem absolutnie nie boję się porodu. Wręcz nie mogę się go doczekać! Z jednej strony chcę przeżyć całą ciążę, a z drugiej chciałabym już mieć nasze maleństwo na rękach.

W tym miejscu chciałabym Wam polecić film "Jak urodzić i nie zwariować". Jest to komedia, która w zabawny sposób przedstawia różne problemy ciążowe, jak różne kobiety ją przechodzą. A wszystkim mamom polecam stronę http://babystrology.com/ gdzie możecie śledzić jak Wasze maleństwo rośni i się rozwija. Zapraszam Was też na stronę Zapytaj Położną gdzie znajdziecie wiele odpowiedzi na dręczące Was pytania.

zdjęcie ze strony zapytajpołożną.pl- 14 tydz ciąży

Chciałabym Was też zapytać czy słyszałyście o książce "Język niemowląt" Tracy Hogg. Myślę o jej zakupieniu. Dajcie znać jeśli, któraś z Was ją czytała.

Buziaki,

Aneta

piątek, 24 sierpnia 2012

Chwila oddechu w tym zakręconym czasie




Wiem, dawno mnie nie było.
Za każdym razem gdy piszę taką notkę i zerkam na datę poprzedniej, jestem trochę w szoku, że czas tak szybko mi ucieka. W końcu mamy już koniec sierpnia! Niedługo wrzesień, moje urodziny, zaraz potem przychodzi jesień i czas przedświąteczny. Czas leci nieubłaganie, a jak wspomniałam już wcześniej- w moim życiu dzieje się i to wiele.

Zaczynając od ślubu... Wszystko poszło tak jak planowaliśmy. Umalowałam się sama i byłam bardzo zadowolona z efektu. Nie zastąpiłabym go na żaden makijaż profesjonalisty. Wcześniej oglądałam wiele filmów na YT i nastawiłam się na delikatny makijaż (beże i brązy) oraz widoczną kreskę. Tego dnia zaś wszystko wyszło tak jak powinno i nie musiałam niczego sobie poprawiać, a nawet wcześniej umalowałam swoją mamę.



Jednakże jeśli chodzi o włosy, to jednak musiałam udać się w ręce fryzjerki. Tu znów miałam szczęście! Pierwsza fryzura i od razu udana. Zdecydowałam się na warkocz z boku głowy i kok z drugiej strony. Największy problem sprawiło nam wpięcie kwiatów w owy kok. Mam włosy cienkie i chociaż jest ich wiele, to jednak ciężko im utrzymać dodatkowe obciążenia. Urodziłam się chyba jednak pod szczęśliwą gwiazdą, bo włosy również wytrzymały do końca imprezy.

Jeśli widziałyście zdjęcia na FB- poszłam w czerwone dodatki, czy miałam czerwone buty, bukiet i kwiaty we włosach. Zapytacie pewnie czemu nie białe- cóż, pomyślałam, że przecież później nic z tego nie wykorzystam. Buty zostaną leżeć w szafie, a tak w przyszłości je wykorzystam. Nie kupowałam też specjalnie biżuterii ślubnej, założyłam naszyjnik i kolczyki, które dostałam kiedyś na Święta Bożego Narodzenia od (już) męża.



Przyjęcie weselne również było udane. Jedzenie wyśmienite i bardzo dużo nam zostało więc obdzieliliśmy rodziców. Przyszłe imprezy też będziemy pewnie już robić w tym lokalu, bo naprawdę warto.

Dwa tygodnie po ślubie wyjechaliśmy w podróż do Włoch. Upał, to słowo idealnie opisuje to co tam zastaliśmy. Zobaczyliśmy wszystko co chcieliśmy, a ja nawet się opaliłam. Mieliśmy opłacone jedynie noclegi i śniadania więc zwiedzaliśmy sami. Wróciliśmy wczoraj, a od poniedziałku znów do pracy.



Sierpień upłynął mi właśnie pod znakiem ślubu, przeprowadzki i urlopu. Od września zaś wracamy do życia i do nowych obowiązków i wyzwań. Kolejne marzenia zaczynają się spełniać, o kolejne sprawy trzeba dbać. Trzeba urządzić też rodzinne gniazdko. Połowa moich rzeczy nadal jest w rodzinnym domu i gdy tylko zrobi się u nas miejsce będziemy musieli przewieźć resztę.

Wiele z Was pyta mnie co z YT, czy przestałam nagrywać już całkowicie. Nie jestem jednak w stanie w pełni odpowiedzieć Wam na to pytanie. Moje nagrywanie uzależnione jest w dużej mierze od mojego życia prywatnego. Są rzeczy ważne i ważniejsze, które muszą być dopilnowane zanim usiądę przed kamerą. Nie będę też ukrywać, że odwykłam od "kosmetycznego światka". Przez wiele miesięcy nie robiłam porządnych zakupów kosmetycznych, nie malowałam się przez dwa tygodnie, a gdy robiłam to wcześniej do pracy było to bardziej od niechcenia.

Liczę, że jesień przyniesie wiele rozwiązań w wielu sytuacjach. Mam nadzieję, że będzie to bardzo efektywny czas dla nas wszystkich i jednak uda nam się spotkać znów na YT.

Na chwilę obecną mówię 'ciao!' i śmigam robić śniadanko.

Buziaki,
Aneta

wtorek, 19 czerwca 2012

Dając znak, że żyję :)

Wiem, wiem, wiem...

Ostatnimi czasy brak mnie na blogu, zaginęłam na YT, a i fan page`a na FB porzuciłam. W moim życiu dużo się dzieje. Dużo pracy. To na niej skupiam się teraz w pełni by wykorzystać w pełni czas przed sierpniowymi wydarzeniami. Dni wolne spędzam na ładowaniu baterii poprzez nic nie robienie, lub załatwiamy "papierki ślubne". I tak wszystko jeszcze gotowe nie jest. Pozostały nam 44 dni w czasie, których musimy załatwić- protokół przedmałżeński, garnitur, sukienkę, ostatnich gości, zakupić kołacz i skrzynkę alkoholu, wymyślić co chcę mieć na głowie i na buzi (włosy i makijaż :) ) i...pewnie coś jeszcze się znajdzie.
Na szczęście małe, kameralne śluby, to mniej załatwiania moim zdaniem i wiele rzeczy pomijamy.

Czy wrócę na YT? Nie wiem. Powiem Wam szczerze, że nie mam pojęcia. Chciałabym, ale ostatnimi czasy mam wrażenie, że jakoś odzwyczaiłam się od niego. Zarówno kręcenie filmów, a nawet ich oglądanie, nie kręci mnie jak dawniej. Może gdy wszystko w moim życiu się uspokoi wrócę do tego. Na razie nie potrafię się określić niestety...

A co do bloga... Zobaczę jak to będzie wyglądać dalej. Przez ostatnie tygodnie staram się skupić na sobie, na swoim życiu, naszym życiu, na tym czego chcemy i czego potrzebujemy. Bowiem w tym roku naprawdę wiele rzeczy się zmieni.

Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła do Was wrócić, że przyjmiecie mnie z uśmiechami na twarzach, że znajdzie się jeszcze dla mnie miejsce. Na chwilę obecną potrzebuję jednak czasu dla siebie bym mogła pewne ważne rzeczy doprowadzić do końca i spełnić parę swoich największych marzeń.

Buziaki,
Aneta

sobota, 26 maja 2012

Do mojej szafy marsz!

Ostatnimi czasy ostro oszczędzam. Mając 80zł w portfelu i pełny bak w samochodzie, poradziłam sobie przez miesiąc. Przeżywałam jednak dramat gdy oglądałam cudowne ubrania w świetnych kolorach, a ja nie byłam w stanie ich zakupić. Pokażę Wam dzisiaj parę rzeczy, które wpadły mi w oko i mam w planach zakupić je w najbliższym czasie (oczywiście wykorzystując wszelkie możliwe promocje ;) ).

Top Secret, 179,99 Klik!

Piękny, miękki, wygodny żakiet, który zauroczył mnie zarówno świetnym krojem jak i cudownymi, złotymi guzikami. Utrzymany w klimacie militarnym. Wystarczy biały top i jeansy. Piękny! Kocham takie żakiety, coś w stylu brytyjskim ;)

Top Secret, 149,99 Klik!

Marzy mi się maxi dress, ale nigdy nie potrafiłam znaleźć takiej, w której nie wyglądałabym jak w błogosławionym stanie. Gdy ujrzałam tą- muszę ją mieć! Przede wszystkim lekki materiał, który wręcz spływa po sylwetce, dekolt- który uwielbiam i fantastyczne kolory. Do tego sandałki i jestem gotowa na urlop!

Allegro, 49,90 Klik!


Znów maxi, ale w wydaniu spódnicowym. W sam raz na co dzień, czy na spacer. Gładki top, jakiś naszyjnik i mamy boho chic. Zastanawiam się nad koralem lub błękitem, ale kolor waniliowy jak najbardziej by mnie zadowolił.


Do tego sandałki, jakieś szorty i jestem gotowa do lata.
A co Wam wpadło ostatnio w oko?

Buziaki,
Aneta

czwartek, 17 maja 2012

ALTERRA, tonujący krem na dzień


DANE OSOBOWE
Nazwa: Alterra, krem na dzień brązujący do cery mieszanej i normalnej, brzoskwiniowy
Pojemność : 50 ml
Cena: ok. 10 zł
Do zakupienia: Rossmann

Używam: od ponad miesiąca

PLUSY
+ fajny, naturalny skład; brak sylikonów czy parafiny,
+ kremowa, treściwa konsystencja,
+ przyjemny zapach (ja czuję wyraźnie brzoskwinie, który z czasem się ulatnia,
+ słabe/średnie krycie niedoskonałości, przebarwień,
+ świeży wygląd cery po nałożeniu (później wystarczy przypudrować i jestem gotowa do wyjścia)
+ nie zapycha porów,
+ fajnie wygląda podczas całego dnia, (nakładam o 7, zmywam po 22)
+ nawilża, nie wysusza skóry,
+ wydajny- odrobina wystarczy na całą buzię,
+ cena i dostępność, a nawet opakowanie

MINUSY
- źle nałożony może robić smugi, które są widoczne, (należy uważać przy linii włosów i dobrze go tam rozetrzeć)
- bywa, że ciemnieje na buzi, a jeśli mamy zrobione smugi tym bardziej je widzimy,
- nie wszystkim może odpowiadać zapach, kolor, krycie
- dość szybko zasycha i trzeba z nim szybko pracować

PODSUMOWANIE
Szukacie czegoś na lato zamiast podkładu? Zaczynacie dopiero się malować? Polecam! Krem, pomimo kilku wad, jest po prostu świetny. Skóra oddycha, nie czuje się obciążona i cały dzień jest miękka i gładka. Właścicielki skóry mieszanej czy tłustej nie powinny liczyć na świetny mat, ale mi się efekt podoba. Skóra jest ładna, świeża, wypoczęta. Krem nie jest podkładem więc jeśli posiadacie widoczne niedoskonałości czy cienie pod oczami musicie zaprzyjaźnić się z korektorem. Produkt idealny na każdy dzień, nie wychodzi z mojej kosmetyczki. Uwielbiam!

Buziaki,
Aneta

środa, 25 kwietnia 2012

A czas leci i już prawie maj :)

To niesamowite jak ten czas ucieka! Mam wrażenie jakbyśmy jeszcze niedawno siadali do wigilijnego stołu, a tu już w przyszłym tygodniu mamy długi weekend majowy. W moim życiu wiele się dzieje, pracuję i szykuję się na duże zmiany. Jestem zarówno podekscytowana, nie mogę się tego wszystkiego doczekać, ale z drugiej strony strasznie się boję. W życiu twardym trzeba być, nie miękkim więc nie marudzę i daję z siebie wszystko :) Sprawy "papierkowe" mam już prawie za sobą więc teraz mogę skupić się na pracy. Przede mną nowe wyzwania i nowe doświadczenia, które muszę zdobyć. Chciałabym jednak dziś Wam o tych rzeczach nie opowiadać i pokazać co ostatnio trafiło do mnie, zafascynowało i zainspirowało.
Udało mi się w końcu zakupić moje wymarzone spodnie w kolorze mięty. Jest to zakup z sieci Troll (do wglądu TUTAJ) i kompletnie nie mogę się im oprzeć. Idealnie pasują do lakieru z Avonu "Aqua Fantasy". Pierścionek zakupiłam w hurtowni Katherina.

W moje łapki wpadł też produkt, o którego zakupie trochę się już zastanawiałam. Mam tu na myśli krem tonujący z Alterry.


Rozpoczęłam testowanie. Jestem ciekawa czy będzie podobny do kremu tonującego z Ziaji Nuno. Na razie mogę powiedzieć, że ma ładny zapach i bardzo fajnie wygląda na mojej buzi. Mam nadzieję, ze będę zadowolona i wkrótce będę mogła Wam coś więcej o nim powiedzieć, albo po prostu dorzucić swoje 3 grosze do licznych recenzji tego produktu :) Dziś gdy go użyłam, byłam tak zadowolona z efektu, że użyłam jedynie tuszu do rzęs i różu na policzki, i byłam już gotowa do wyjścia. Efekt był całkiem niezły, naprawdę! Może to też zestawu Pharmaceris, którego używam już z pół miesiąca. Może...

Dziś na Allegro zamówiłam sobie wypełniacz do koków, popularnie nazywany "pączkiem". Nie jest on niestety jadalny, ale widziałam już na YT tyle fantastycznych koków z jego udziałem, że nie mogę doczekać się listonosza.


Kompletnie oszalałam też na punkcie podkoszulków w różnych kolorach. Kupiłam już cztery (biały, granatowy, żółty i czerwony) w sieci TS&F.
Świetnie sprawdzają się na co dzień, są bardzo wygodne. Klik!

Nie będę ukrywać, że ostatnio mam chrapkę na ubrania w przeróżnych kolorach i to taki, o których nawet nie myślałam, że będę je nosić. Jest to może spowodowane tym, że w tym roku wakacje spędzę w naprawdę niezwykłym miejscu, marzyłam o nim już od dawna. Nigdy nie byłam za granicą (nie licząc straganu za czeską granicą) więc jestem tym bardziej podekscytowana. A gdzie się wybieramy?
I tu pojawia się moje pytanie- mógłby mi ktoś polecić jakiś fajny przewodnik po Rzymie i Watykanie? Byłabym bardzo wdzięczna za pomoc, bo kompletnie się na tym nie znam.

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Poradnia Życia Rodzinnego

Nie miałam żadnej, najmniejszej nawet, ochoty pisać dla Was tego posta i opisywać co i jak działo się na spotkaniu z Powierniczką Rodzin, bo... No niestety nie doświadczyłam niczego godnego opisania, a na pewno to spotkanie nie umywało się nawet do Nauk, którymi, jak wiecie sami, jestem totalnie zachwycona.

Gdy skontaktowałam się z Powierniczką, do której przekazano mi numer w kancelarii parafialnej, byłam naprawdę pełna dobrych chęci. Nie ukrywamy z narzeczonym, że zaraz po zawarciu związku małżeńskiego chcemy starać się o dziecko. Pomyślałam więc, że nauka "metody kalendarzykowej" będzie naprawdę bardzo pomocne. Tym bardziej, że odstawiam wkrótce tabletki antykoncepcyjne i będę mogła uczyć się wszystkiego w praktyce.

Spotkanie mnie naprawdę zawiodło. Przyszło wiele osób, których prowadząca nie potrafiła pomieścić w czymś co chyba było przedsionkiem przerobionym na mini gabinet. Każdy więc siedział gdzie mu się udało usadowić. Prowadząca była psychologiem, a także przeszła szkolenie na temat Naturalnych Metod Planowania Rodziny. Czekałam z utęsknieniem na wykład o tym co i jak powinno się robić, a usłyszałam tylko hasła podobne do tych, które były na naukach. Nie wniosły one nic nowego. Ciągle powtarzano : Możecie spotkać się ze mną indywidualnie, to Wam wytłumaczę", ale wątpię bym jeszcze kiedykolwiek chciała spotkać tą kobietę.

Moje chęci nauki musiały zostać zaspokojone podaniem stron WWW gdzie możemy sobie poczytać o naturalnych metodach i tyle. Dowiedziałam się też, że osoby stosujące antykoncepcję hormonalną na pewno dokonają aborcji w przyszłości. W tym momencie miałam już ochotę wyjść z salki.

Nasze godzinne siedzenie w stłoczonym pokoju zostało nagrodzone jednak oświadczeniem, po które wszyscy przyszli. Na pewno nie spotkam się też z tą panią raz jeszcze. Miałam dobre chęci, chciałam się uczyć, ale widać muszę posiedzieć przed laptopem i sama zdobyć dokładniejszą wiedzę na temat, który mnie ciekawi. Równie dobrym wyjście byłoby spotkanie się z ginekologiem lub udanie się do innej poradni, ale nie wiem czy z tego skorzystam.

Słyszałam i czytałam wiele straszliwych historii o tego typu spotkaniach. Moje było bezbolesne, ale ja naprawdę chciałam się czegoś nauczyć...

Wszystkie nauki już zrobione. Oświadczenia posiadamy. Teraz akt chrztu, bierzmowania i inne papierki.

Buziaki,
Aneta

środa, 21 marca 2012

Już mi niosą suknię z welonem: Nauki przedmałżeńskie

Ślub, to nie tylko biała suknia i tort trzy poziomowy. Są jeszcze wszelkiego rodzaju oświadczenia, które potrzebujemy jeśli oczywiście bierzemy ślub kościelny. W skład takich "papierków" wchodzą również oświadczenia dotyczące udziału w naukach przedmałżeńskich i poradni życia rodzinnego.

Nie będę ukrywać, że podchodziłam do tego sceptycznie. Moja wizja zmierzała do jakieś starej panny, która uczy religii w katolickiej szkole i dla niej samo słowo 'współżycie' jest grzeszne. Jednak bardzo się zdziwiłam...

Mieliśmy to szczęście, że nauki odbyły się w jeden weekend. W sobotę odbył się 5 godzinny wykład, a w niedzielę miały miejsce Dni Skupienia Dla Narzeczonych wraz ze spotkaniem z małżeństwami ze zgrupowań przykościelnych. Słyszałam jednak, że w różnych parafiach i rejonach Polski nauki wyglądają inaczej- czasami parę tygodni, a czasami nawet są płatne. My za nic nie płaciliśmy.

5 godzinny wykład prowadziło 5 osób, czyli każda z nich miała około godziny dla siebie. Pierwszą osobą była pani z Poradni Życia Rodzinnego (Powierniczka Rodzin), która w bardzo fajny i ciekawy sposób opowiadała o tym jakie psychiczne różnice występują między kobietami a mężczyznami- chodziło o sposób postrzegania świata, komunikowania się, potrzeby emocjonalne. Mówiła o tym jak porozumiewać się w związku, w jaki sposób można się dogadać gdy coś idzie nie tak. Wykład tej pani spodobał mi się najbardziej i muszę przyznać, że bardzo wiele mi dał.

Kolejną osobą była kobieta, chyba kolejna Powierniczka, która omawiała z nami rozwój życia płodu oraz omawiała temat aborcji, która oczywiście przez Kościół jest w 100% potępiana. Był to wykład wyjęty z lekcji biologii, który miał nam za zadanie przybliżyć wszystko raz jeszcze, a sam temat aborcji sprowadzał się do przeczytania czegoś na miarę listu otwartego Bernarda Nathansona (autora "Niemego krzyku", działacza ruchu pro-life).

I znów pani psycholog :) Tym razem musieliśmy z kartki papieru wydrzeć sobie ludzika. Pierwsze zdanie- w różnych częściach ciała mieliśmy wypisać imiona osób z nauk, które maja takie same zainteresowania jak my, lubią to samo jedzenie itd. (Tej części części trochę nie zrozumiałam). Później mieliśmy wypisać wady swoje oraz parę wad partnera. Miało nam to uświadomić, które z tych wad widzi nasz partner, a jakie "dodatkowe" są przez niego u nas zauważalne. Ta część wykładu była głównie o tym, że z naszymi wadami można walczyć, że trzeba o nich rozmawiać, bo to, że mój mężczyzna rozrzuca skarpetki, a ja nie powiem mu, że mi to przeszkadza, wcale nie sprawi, że zacznie je sprzątać.

Część czwarta obejmowała spotkanie z księdzem. Ksiądz miał ogromne poczucie humoru i opowiadał nam o samej ceremonii ślubu oraz o tym jakie dokumenty są nam potrzebne. Dorzucał do tego różne zabawne historie, które mu się przydarzyły podczas udzielania tego sakramentu. Okazuje się, że świadkowie wcale nie muszą być osobami wierzącymi, a osoby mieszkające już razem obowiązuje tylko jedna spowiedź przedślubna (pozostałych obowiązują 2). Omawiał z nami wszystko- nawet samo nakładanie obrączek, więc można powiedzieć, że ceremonia nie będzie nam już obca, chociaż i tak będziemy musieli przejść się parę razy do parafii, w której bierzemy ślub.

5 część również obejmowała spotkanie z księdzem, który omawiał grzechy małżeńskie. Tutaj pojawiła się moja wcześniej wspomniana wizja, ale w wykonaniu księdza. Słuchałam wykładu i nagle dotarło do mnie, że jestem koszmarna grzesznicą i pewnie nigdy nie trafię do Nieba więc powinnam przenieść się do glinianej chatki w lesie, narzucić na siebie pokutnicze szaty i jeść korzonki tylko po to bym nie była nakłaniana do grzechu. Ta część nie przypadła mi do gustu.

Dzień drugi obejmował spotkanie z małżeństwami z przykościelnej grupy, które opowiadały nam o tym jak wyglądają ich małżeństwa, mówiły o praktykowaniu czytania Pisma Świętego w domu, wspólnej modlitwie itd. Ta część na pewno przemawiała do osób, które są osobami czynnie praktykującymi, ale była ona też tak skonstruowana, że nawet jeśli macie trochę inne podejście i wspólne czytanie Biblii jest dla Was dziwne, to wyniesiecie z tego spotkania coś dla siebie. Podobał mi się bardzo pomysł Dialogu Małżeńskiego, a mianowicie- raz w miesiącu (lub według potrzeby częściej) wyznaczamy sobie dzień w trakcie, którego rozmawiamy ze swoim partnerem o wszystkim. W ten sposób jakieś poważne kłopoty stają się drobnostkami, a my możemy naprawdę porozmawiać, a nie wymieniać się uwagami w ciągu dnia. To jest czas tylko dla nas by mówić o tym co czujemy, co chcemy zmienić, co nam się podoba, a co nie.
Później nastąpiła Eucharystia i możliwość spowiedzi.

Czy mi się podobało? Bardzo. Uważam, że każda para powinna wybrać się na tego typu spotkanie, bo nie powinny być one jedynie dla narzeczonych. Muszę przyznać, że wiele w moim związku się zmieniło od tamtej chwili, a to zaledwie parę dni! Jeśli znajduję u partnera jakieś wady, coś mi nie odpowiada i już mam wybuchnąć nagle uświadamiam sobie "Ej, przecież oni mówili, że faceci tak się zachowują! Nie powinnam mieć o to pretensji." Sama też zaczynam pracować nad swoimi wadami, zaczynamy w bardziej otwarty sposób rozmawiać o tym co czujemy, ale też śmiejemy się ze stwierdzenia, że kobieta potrzebuje 12 przytuleń dziennie, chociaż chętnie wykonujemy to zadanie.

Przede mną jeszcze Poradnia Życia Rodzinnego, na której będę się uczyć metody naturalnego planowania rodziny. Chcielibyście notkę o tym spotkaniu?

Na koniec zaś cytat, który usłyszałam na naukach, i który bardzo do mnie przemówił. Trochę zmodyfikowany, bo zaczerpnięty z całości wypowiedzi. Sens ten sam.

Ślub wcale nie jest najważniejszym dniem w Twoim życiu. Jest jednym z ważnych, ale nie najważniejszym. Gdyby był najważniejszym oznaczałoby to, że w takim wypadku nic dobrego i ważnego Was już nie spotka, a każde następne dni będą nijakie i "mniej ważne". To nie prawda. Wszystko co dobre dopiero się zaczyna.

Jestem ciekawa ile przyszłych panien młodych mnie czyta ;)

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 marca 2012

Jak w połowie marca trafiła do mnie dynia?

Nie wiem czemu, ale zawsze byłam większą fanką AVONu niż Oriflame. Z niewiadomych mi powodów przedstawicielki O. zawsze wydają mi się wybitnie nachalne i przerażają mnie tym więc najczęściej uciekam przed nimi.

Parę dni temu napisała do mnie Halinka, która jest konsultantką Avonu, proponując wysłanie mi paru kosmetyków to przetestowania. Wiem, wiem... Macie już dość określony pogląd na temat "darowanych" rzeczy do zrobienia recenzji. Halinka jednak od razu zastrzegła sobie, że nie liczy na recenzję, a robi to z sympatii. Z racji tego, że ostatnimi miesiącami nie testuję niczego nowego, a raczej mam manię wykorzystywania wszystkiego do końca, zgodziłam się. W ten sposób trafiła do mnie...dynia.



Dynia zaś wypchana była takimi skarbami.



Ostatni raz kontakt z kosmetykami AVONu miałam grubo ponad rok temu więc wszystko wydaje mi się nowe, wspaniałe, cudowne i bardzo chętnie wszystko testuję. Ale co tak właściwie otrzymałam?



Skin So Soft krem do depilacji ciała do skóry wrażliwej Nie używam takich produktów, bo jestem zwolenniczką zwykłej maszynki jednorazowej, ale zobaczymy jak się sprawdzi.
Planet Spa Rewitalizujące ampułki do twarzy z japońską sake i ryżem Na razie użyłam raz. Pachną jak Rafaello i nie są tłuste. Zobaczymy, przetestujemy...
ANEW Aqua Youth krem pod oczy Tym produktem jestem bardzo podekscytowana! Fajna, gęsta konsystencja, która szybko się wchłania, nie roluje, nawilża i nie podrażnia. Jako fanka kremów pod oczy jestem na chwilę obecną zachwycona tym kremem.



Tusz do rzęs Little Red Dress KOCHAM! Szczoteczka wpierw mnie zniechęciła, ale zmieniłam zdanie gdy jej zaczęłam używać. Świetnie rozdziela moje krótkie rzęsy, wydłuża i po prostu...ah! Nie są pogrubione, ale są tak rozdzielone, że nawet nie sądziłam, że tyle ich mam.
Creme Delight Eyeshadow Arabian Glow- very vibrant Kremowe cienie do powiek. Pigmentacja nie jest powalająca, ale kolory mogę spokojnie je wykorzystać jako róż czy rozświetlacz. Sprawdzą się na pewno latem.
Super Shock żelowa kredka do oczu Tyle o niej słuchałam, a teraz wiem czemu tyle osób ją lubi. Świetnie maluje mi się nią kreski, trzymają się cały dzień! Odstawiłam eyelinery w żelu. Używam tylko tej i kocham ją.
Glazewear Sparkle i Dazzle Gleaming Gold i Nude Shimmer Błyszczyki o neutralnych, beżowo-brązowych kolorach z dużą ilością drobinek. Jeszcze nie testowałam.
Perfect Wear make up remover płyn do demakijażu Produkt dwufazowy, ale nie sprawia, że widzę przez "mgłę". Zostawię sobie na jakiś wyjazd :)



Clearskin maseczka głęboko oczyszczająca pory z glinką i kwasem salicylowym 0,5% Jestem bardzo ciekawa, ale też bardzo się boję. Uwielbiam maseczki z glinką, ale przerażają mnie produkty typowo anty trądzikowe. Boję się, że ze wzgląd na moją alergię na alkohol będę mieć problemy z wypryskami. Myślę jednak, że odważę się nałożyć maseczkę na buzię.
Podkład Hean przywędrował do mnie w opakowaniu po bazie KOBO. Użyłam go już kilkakrotnie i jestem zadowolona. Gęsty, treściwy, ale szybko dopasowuje się do mojej buzi. Średnie krycie. Zobaczymy dalej.



Lakier do paznokci AQUA FANTASY Kocham ten kolor! Mięta przełamana niebieskim tonem świetnie prezentuje się na moich pazurkach. Miałam problemy podczas nakładania, bo długo schnął, ale efekt był szałowy. Wytrzymały kolor i zdecydowanie mój! Jego dokładne zdjęcia na pewno znajdziecie u Wujka Google :)


Muszę Wam powiedzieć, że jestem naprawdę podekscytowana wszystkimi produktami, które dostałam, bo będę mogła przetestować w końcu coś nowego. Do tego doszło również kilka próbek nowych zapachów więc uśmiech nie schodzi mi z twarzy od kilku dobrych dni.

Z tego miejsca kolejny raz dziękuję tej cudownej osóbce, czyli Halince. Po ostatnich dość kiepskich tygodniach znów zaczęłam się uśmiechać :*

Jestem ciekawa czy używaliście, któryś z pokazanych przeze mnie produktów. Dajcie znać!

Buziaki,
Aneta