środa, 28 grudnia 2011

Noworoczne postanowienia



Nowy Rok to taka nowa czysta kartka papieru, którą mamy szansę zapisać od nowa. To jak pójście do nowej szkoły, podjęcie nowej pracy, nowy etap w życiu. Nie będę ukrywać, że uwielbiam snuć plany na kolejny rok, tym bardziej, że rok 2012 będzie w moim życiu rokiem bardzo ważnym.

Zauważyłam, że na po blogach krąży TAG kosmetycznych postanowień noworocznych. Pomyślałam, że fajnie byłoby na niego odpowiedzieć, ale też wpleść parę swoich własnych planów na ten czas.

Mam nadzieję, że przypadną Wam one do gustu.

Kosmetyczne postanowienia noworoczne

1. Wyrzucam co zbędne, nieużyteczne, niepotrzebne, stare, źle na mnie działające. Nie robię sobie z kuferka skrzyni skarbów, z której nigdy nie skorzystam, ale strzegę jej jak Golum pierścienia.

2. Nie kupuję jeśli coś mam, bo mojego życia nie zmieni 3 pędzel do podkładu, czwarty lakier w kolorze czerwonym czy limitowany błyszczyk z jakieś tam kolekcji. Po co 4 podkłady jak wszystkich nie zużyję w terminie?

3. Dbam o włosy i ciało Tego chyba nie muszę komentować. Odpowiednia pielęgnacja sprawi, że na dłużej zachowam zdrowy i młody wygląd.

4. Sen postaram się mieć go więcej w ciągu doby, a dodatkowo zainwestuje w jakiś dobry krem pod oczy.


Postanowienia ogólne

- Wyrzucam co zbędne, niepotrzebne i jedynie zagraca mi pokój/życie. Zarówno ciuchy jak i stare zeszyty z geografii, z których już nigdy nie skorzystam
- Oszczędzam na zakup kuchni, łóżka, remont mieszkania, szafę, ślub, przyszłość.
- Dzielę się jeśli ktoś czegoś potrzebuje, a ja mam i nie używam.
- Poświęcam więcej czasu sobie i swojej rodzinie.
- Badam się obowiązkowo cytologia i dentysta.
- Wyjeżdżam w podróż życia, czyli podróż poślubną. Nie wiem gdzie, ale w jakieś fajne i dalekie miejsce.
- Mam w sobie siłę na pracę i aby wytrwać w niej przez rok, potem mogę iść spokojnie na macierzyńskie.

Jeśli zaś już wypisuję moje plany na przyszły rok, to chciałabym w tym miejscu trochę się pochwalić swoim małym szczęściem, które będzie mieć miejsce w przyszłym roku. Kto czytał lub widział, ten wie, że mam w planach wyjście za mąż. Termin został już przez nas określony i 2 sierpnia 2012 roku (tj. czwartek) chcemy powiedzieć sobie sakramentalne "Tak". Mam nadzieję, że 7 miesięcy uda mi się wszystko zorganizować i nie stoczymy poważnych walk z rodziną. Z narzeczonym ustaliliśmy, że robimy po swojemu i nikomu nie pozwolimy siłą ani szantażem wpływać na nasze decyzje. Mam też nadzieję, że w przyszłym roku będę mogła Wam się jeszcze czymś cudownym pochwalić...

Jestem ciekawa czy robicie już jakieś plany na przyszły rok i w jakim stopniu spełniłyście te z roku mijającego. Dajcie znać!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jak aktualnie pielegnuję swoja buzię

Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Takie motto towarzyszy mojej pielęgnacji skóry twarzy. Przez wiele lat popełniłam wiele błędów jeśli chodzi o tą dziedzinę, ale ostatnimi czasy mam wrażenie, że jest całkiem nieźle. Moja cera owszem, nie jest nieskazitelna, bo mam zaskórniki, nadal pojawiają mi się co jakiś czas wypryski itd., ale mam wrażenie, że panuję nad nią i jestem z niej zadowolona.

Co więc robię?

1) NIE! dla alkoholu w kosmetykach pielęgnacyjnych
Od dziecka wiem, że jestem uczulona na spirytus, ale sądziłam, że przez to nie powinnam po prostu pić alkoholu. I tutaj tkwił błąd mojego myślenia! Dopiero gdy pierwszy raz użyłam żelu do mycia twarzy bez alkoholu dostrzegłam jaki zbawienny wpływ ma on ma moją skórę. Wypryski pojawiały się rzadziej, a pojawiające na ogół szybko się leczyły, skóra nie była tak strasznie podrażniona czy przesuszona. Zaczęłam więc kupować produkty bez alkoholu, które okazały się nie być wcale takie drogie. Buzię myje dwa razy dziennie i jest wszystko w porządku. Obecnie używam żelu micelarnego z Biedronki, tani do dobry.



2) Żadnych żeli punktowych, bo w moim przypadku nic nie dają, a jedynie przesuszą skórę. Inwestuję za to grosze w olejek herbaciany i stosuję go punktowo na wypryski. Efekt identyczny- zasusza i leczy wypryski. Nie można tylko przesadzić, bo możemy dorobić się przesuszonej skóry.

Moja recenzja olejku z drzewa herbacianego

3) Demakijaż to podstawa. Nie zasnę jeśli wiem, że mam na sobie makijaż i muszę go zmyć chociażby chusteczkami nawilżającymi. Nie lubię płynów dwufazowych (miałam przykrą niespodziankę jeśli chodzi o taki płyn z Ziaji) i kupuję najzwyklejszy płyn micelarny z Delii. Jestem zadowolona, bo produkt nie dość, że wydajny, to dodatkowo tani i skuteczny. Na ogół zmywam nim jedynie oczy, a później resztę żelem do mycia twarzy.

Moja recenzja płynu micelarnego z Delii

4) Kremy na dzień i na noc
Stosowanie kremów, to nie jest już nasze widzimisię. Nasza skóra narażona jest w ciągu dnia na setki szkodliwych substancji i jeśli chcemy o siebie zadbać powinnyśmy używać chociaż zwykłej Nivea`i czy kremu Bambino by ja ochronić. Ja od jakiś 5 miesięcy używam kremów z Ziaji z serii 25+. Są to dwa kremy- jeden nawilżająco-matujący na dzień (świetny pod makijaż), drugi wygładzający na dzień/noc. Oba w przystępnej cenie, ok.10zł sztuka (raz kupiłam 2 za 15), bardzo wydajne i robią to co do nich należy.

Moja "filmowa" recenzja tych produktów

5) Krem/żel pod oczy
Nie zasnę bez kremu pod oczy. Może brzmi to śmiesznie i wariacko, ale staram się od paru dobrych lat dbać o ta okolicę. Codzienne nakładanie makijażu bardzo nadwyręża delikatna skórę, która ma skłonność do przesuszania się. Do tego cienie pod oczami po nieprzespanych nocach i...za parę lat "Witajcie pierwsze zmarszczki!" Nie ważne czy jest to krem z Ziaji za 6zł, czy żel ze świetlikiem z Avy (oba zresztą bardzo lubię)- trzeba dbać o okolice oczu.



6) Maseczki
Nie wiem czemu, ale mój facet chyba bardziej boi się zobaczyć mnie w maseczce niż bez makijażu podczas ciężkiej choroby. Maseczki nakładam na ogół 2 razy w tygodniu, jeśli jestem aktualnie w domu. Moje ulubione, na chwilę obecną, to maseczki z...Ziaji. Za 1,50 zł (a czasami 1,29) dostajemy opakowanie 7ml maseczki, które starczy nam na 2-3 użycia (przynajmniej w moim przypadku). Maseczki naprawdę pięknie pachną, nawilżają skórę, sprawiają, że jest jędrna, gładka, miła w dotyku. Uwielbiam je!



Powinnam też wspomnieć o jakiś bogatych, tłustych kremach na noc, bo okres zimowy trwa. Zdarzało się, że na nakładałam na noc warstwę oliwkowego kremu z Ziaji, ale zauważyłam, że czasem mnie przetłuszczał i zapychał. Robię więc to tylko wtedy gdy skóra naprawdę tego potrzebuje.
Jakoś też odeszłam od peelingów. Myślę jednak, że kupię znów z St.Ivees, bo stosowałam go raz w tygodniu i byłam zadowolona.

Jak widzicie w mojej pielęgnacji dominuje Ziaja. Nie będę ukrywać, że bardzo lubię i cenię sobie tą markę ze względu na cenę i to jak działa na moją skórę. Nie szukam nowych rzeczy jeśli mam coś sprawdzonego

A jak z Waszą pielęgnacją? Uważacie, że droższe kremy mają o wiele lepszy wpływ na naszą cerę? Czy często kupujecie kosmetyki pielęgnacyjne, bo "są modne"?

Buziaki,
Aneta

niedziela, 18 grudnia 2011

Moje własne charmsy

Zawsze marzyłam o jakieś fajnej, delikatnej bransoletce o charakterze czysto osobistym, której przesłanie tylko ja znam i rozumiem. Charmsy dostępne w sieci Apart wydawały mi się jednak trochę tandetne, a Lilou była zdecydowanie za droga.

Kolejny raz zdecydowałam się więc na skorzystanie z talentu Justyny z bloga JUSTYNA HAND MADE i jak zwykle jestem zachwycona.

Przedstawiam Wam więc moje skarby.



Saksofon, to bez wątpienia coś co kojarzy mi się z moim mężczyzną, bo właśnie na tym instrumencie gra. Granatowy sznurek? Bo kiedyś wspomniał, że lubi kolor niebieski, a jaśniejszego nie było.

Serduszko, to tradycyjny symbol miłości. Bardzo spodobało mi się to, że jest jakby ażurowe. Różowy jest dla mnie symbolem kobiecości.

Aniołek, to symbol mojego najmłodszego brata, bo je uwielbia i kolekcjonuje. Kolor czarny- oboje go lubimy. Oczywiście moja mama już ją poskracała by mój brat mógł ją nosić.

Justyna dorzuciła też dla mnie niespodziankę w postaci dwóch dodatkowych bransoletek.



Na pewno zgadniecie, którą jeszcze podebrała mi mama.

Bardzo podoba mi się to, że mogłam wybrać sobie rodzaj zapięcia w bransoletce. Jest to niesamowicie wygodne, bo będę mogła zdejmować je do kąpieli i dzięki czemu sznurki szybko się nie zniszczą.

Zdecydowanie polecam Wam stronę Justyny. Takie bransoletki to świetne prezenty dla najbliższych.

Buziaki,

Aneta

poniedziałek, 12 grudnia 2011

TAG: Tell Me About Yourself



Zostałam oTAGowana przez Catus z bloga http://x-cosmetics.blogspot.com/ Dziękuję!

ZASADY
- napisz kto przyznał Ci nagrodę
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
- nominuj 15 blogerek

FAKTY


1. Harry Potter, Star Wars, Powrót do przyszłości, Die Hard, Zabójcza Broń, Braveheart, Rocky, Indiana Jones i... Czterej Pancerni i Pies To moje ulubione filmy! Rzadko kiedy jestem fanką jakieś kinowej "nowości", a do tych filmów zawsze wracam i często znam dialogi już na pamięć. Wzięło to się z tego, że filmy te oglądałam z tatą i po prostu już mi się tak utarło w główce, że są the best ever. W liceum byłam jedyną osobą w klasie, która wiedziała kim był Han Solo i Obi Wan Kenobi, a w lutym idę z narzeczonym do kina na "SW: Mroczne Widmo".



2. Kocham jeść! Absolutnie nie jestem fanką diet, zdrowego odżywiania itd. Uważam, że po to żyję by z życia korzystać, a ludzie nieszczęśliwi żyją krócej. W sumie o jedzenie często toczę "walki z teściową". Mój tata gotuje świetnie i uwielbiam w jego wykonaniu bigos, placki ziemniaczane, zupę pomidorową (gęstą i z ryżem), kurczaka, fasolkę po bretońsku i inne pyszności. Nie przeżyłabym na marchewce i sałacie. Nie przepadam za fast foodami chociaż kocham frytki. Sama też lubię gotować. Nigdy nie liczyłam sobie kalorii, albo nie zamieniałam kotleta z piersi z kurczaka na sojowego, bo zdrowo.

3. Prawo jazdy zdałam za pierwszy razem i od 2 lat jeżdżę 19letnim (już) czerwonym Fiatem 126p, popularnie zwanym maluchem. W mojej rodzinie tradycja stało się zdawanie prawka za pierwszym razem. Uwielbiam też swój samochód, bo nie nawala, mało pali, wszędzie nim zaparkuję, a jak coś się stanie, to każdy chętnie maluszkowi pomoże. BTW, mojego narzeczonego poznałam właśnie na kursie prawa jazdy, był moim instruktorem.

4. Moi znajomi śmieją się ze sposobu w jaki chodzę i w jaki coś opowiadam. Mój chłopak mówi, że przypominam tym swojego najmłodszego brata, a ja kompletnie nie wiem czemu jest to takie zabawne. Okazuje się jednak, że chodzę na całych stopach przez co śmiesznie klapię, a gdy coś opowiadam, coś co strasznie mnie ekscytuje, opowiadam to niemal jak dziecko- z błyskiem w oczach, odpowiednia tonacją głosu i gestykulacją.

5. Jak na 24latkę mam dość niewygórowane marzenia, bo...marzę o zostaniu żoną i matką (no i o pokoju na świecie). Wiele osób odbiera to dość negatywnie, bo uważa, że kobieta powinna robić karierę i się rozwijać, a dzieci planować trochę po 30stce, ale ja jestem innego zdania. Bardzo chcę zostać mamą i żoną, chce zmieniać pieluchy, karmić i chodzić na spacery itd. Wiem też, że to ciężka praca, bo w wieku 15 lat zostałam po raz drugi siostrą i przeszłam typowe szkolenie opieki nad dzieckiem. Mam nadzieję, że wkrótce moje marzenie się spełni.

6. W przeciwieństwie do wielu kobiet- nie znoszę kotów i nigdy nie chciałam ich mieć. Dla mnie są one fałszywe, wcale nie są słodkie i nie rozczula mnie ich widok. Gdybym miała wybierać kupiłabym sobie labradora, ale z racji tego, że będę mieszkać w przyszłości na blokach nie sprawię go sobie- uważam, że bloki to nie miejsce dla zwierząt.

7. Nie lubię Plotkary; tego kolesia z serialu o wampirach; nie kręcą mnie kaloryfery na brzuchach; nie chodzę do Sephory czy Douglasa, chyba, że pomylę drogę; do kina nie chodzę na komedie romantyczne i babskie filmy; nie wzdycham do żadnego przystojniaka poza moim prywatnym towarzyszem życia; kupuję swojemu facetowi piwo, jemy chipsy i oglądamy seriale o zombie lub Spartacusa. Chyba jakaś dziwna jestem ;)


Niestety nie będę TAGować konkretnych osób :) Jeśli masz ochotę odpowiedzieć na ten TAG i zrobisz to, daj mi znać w komentarzu, bo chętnie poczytam coś o Tobie.

Buziaki,

Aneta

piątek, 9 grudnia 2011

Z pamiętnika BPM- Baznadziejnej Panny Młodej

Absolutnie nie należę do grona przeciwniczek instytucji małżeństwa. Wręcz przeciwnie, bardzo podoba mi się model rodziny On + Ona + Dzieci, a nawet nie mam nic przeciwko do podziału obowiązków na damskie (zmywanie, pranie, sprzątanie) i męskie (rąbanie drewna, zrzucanie węgla, malowanie ścian)- chociaż moja mama udowodniła, że kobieta sama potrafi zrzucić 4 tony węgla do piwnicy.

Należę do typu osób, które nie lubią prosić o pomoc i wolą zrobić coś same niż tłumaczyć, prosić, szantażować emocjonalnie i strzelać fochy. Z moim partnerem (obecnie narzeczonym) żyjemy według zasady: szanuj i wspieraj drugiego człowieka, nie zmieniaj na siłę, traktuj tak jak sam chciałbyś być traktowany, rozmawiaj i w ten sposób od 2 lat żyjemy bez kłótni i rozłamów w związku. Poza tym każde z nas ma swoje pasje i zajęcia (ja mam YT, bloga, znajomych, książki, makijaż etc., a on saksofon, zespół muzyczny czy orkiestrę) dzięki czemu rozwijamy się i potrafimy siąść pogadać o tym co lubimy i nam się podoba, ale też nie zmuszamy siebie nawzajem do brania udziału w naszych pasjach jeśli druga osoba nie ma na to ochoty.

Tak się składa, że w kwestii ślubu i wesela również byliśmy w pełni zgodni. Po pół roku związku zaczęliśmy rozmawiać o wspólnej przyszłości i zawsze do niej dążyliśmy. Nie jestem osobą, która lubi być na świeczniku, która uwielbia imprezy i zawsze marzyła o białej sukni, dzieciach sypiących kwiatki, dorożce i dwudniowej imprezie w jakimś ekskluzywnym miejscu. Szanuję bardzo kobiety, które ślub przeżywają jako ten najważniejszy moment w życiu, naprawdę. Jednak dla mnie ważniejsze od całego tego "zamieszania" (pozwólcie, że tak nazwę całą tą otoczkę zawarcia związku małżeńskiego) są momenty takie jak wtedy gdy mój mężczyzna wyznał mi, że po naszej pierwszej randce gdy wracał do domu poczuł i zrozumiał, że to właśnie ze mną chce się ożenić i założyć rodzinę. Bardziej niż ślubu nie mogę się doczekać kiedy na świecie pojawi się nasze pierwsze dziecko (a planujemy ich przynajmniej dwoje). Dla mnie ślub to formalność, bo wiem, że i tak z nim będę. Bierzemy go głównie po to by sformalizować nasz związek w świetle prawa i Kościoła, by nasze rodziny były zaspokojone względem "wesele jednak musi na Śląsku być", ale zrobimy to wszystko tak jak chcemy to zrobić, a nie jak wymaga od nas poniekąd społeczeństwo.

Nie chcę wychodzić na przeciwniczkę ślubu, małżeństwa czy białej sukni. Mam ze swoim narzeczonym takie, a nie inne poglądy, podobają nam się takie a nie inne rozwiązania. Zauważyłam jednak jak wielu osobom nie odpowiada to, że nie przeglądam z błyskiem w oku katalogów sukien ślubnych i nie jeżdżę oglądać sal weselnych czy wybierać menu. Z racji tego, że chcemy pobrać się w przyszłym roku już ze znalezieniem lokalu byłby problem, nie mówiąc już o uzbieraniu odpowiedniej sumy na pokrycie całej imprezy (moi rodzice nie mogą wspierać mnie finansowo, a ja dostaję na rękę 1054zł).

Chciałabym by ta dość osobista notka nie była odebrana przez niektóre osoby jako atak na ich marzenia czy plany ślubne. Tak jak one, nie będę żałowała swojej decyzji o takim a nie innym ślubie ze względu na to, że właśnie tak go sobie wyobrażam. Jestem szczęściarą, że w moim życiu zjawił się mężczyzna o podobnych poglądach i planach na życie i bardzo chcę zostać jego żoną. Nie będziemy jednak swoim kosztem spełniać, poniekąd, "zachcianek" naszego otoczenia.

Mam nadzieję, że zrozumiecie mnie po części lub chociaż uszanujecie to jakie decyzje podejmuję. Dostałam już parę nieprzychylnych komentarzy w związku z całą tą sprawą i chciałabym raz na zawsze określić swoje zdanie na ten temat. Szanuję osoby marzące o białej sukni, ale ja do nich nie należę- mam jednak podobny cel- chcę zostać żoną mężczyzny mojego życia i założyć z nim rodzinę.

Pozdrawiam,

Aneta