niedziela, 27 listopada 2011

Naturalny balsam do ust EOS



Kiedy Michelle Phan pierwszy raz pokazała ten balsam w swoim filmiku pomyślałam "WOW!". Balsam-kulka podbił moje serce i bardzo chciałam go wypróbować chociaż niejednokrotnie cena na Allegro mnie odstraszała.

Jednakże sklep Butik4Girls, z którym miałam przyjemność parę razy już współpracować pomógł spełnić mi moje małe kosmetyczne marzenie. Tak w moje ręce trafił balsam EOS o zapachu summer fruit.

Producent obiecuje nam, że balsam posiada w swoim składzie 95% składników organicznych, jest w 100% naturalny, nie zawiera wazeliny ani parabenów. Olej jojoba, masło shea i witamina E ma za zadanie głęboko nawilżać, wygładzać oraz pielęgnować nasze usta.


Co zauważyłam po 2 miesiącach testowania?

+ naprawdę fajne opakowanie, jakby gumowe, z solidnym zamknięciem dzięki czemu balsam nie otworzy się nam w torebce czy plecaku,
+ bardzo wydajny!
+ słodki zapach i pyszny smak, który utrzymuje się na naszych ustach, bynajmniej nie czuję w nim żadnej chemii,
+ lekki balsam, który pielęgnuje nasze usta, sprawia, że są miękkie i gładkie
+ dobrze sprawuje się pod błyszczykiem czy szminką
+ nie był testowany na zwierzętach,
+ występują wersje antybakteryjne,

- jeśli nasze usta są silnie przesuszone, ba!, pęka nam skóra, ten balsam jest za słaby, ponieważ nie zawiera wazeliny ani składników silnie natłuszczających,
- niektórym może przeszkadzać to, że nie jest dość tłusty i w związku z tym nie trzyma się na ustach zbyt długo,
- cena również może odstraszać.

Balsam EOS pomoże nam w zadbaniu o usta, ale nie nawilży już tych porządnie przesuszonych. Jest to fajna, lekka alternatywa dla pomadek bardziej tłustych. Świetny pomysł na prezent dla przyjaciółki czy bliskiej osoby. Ja jestem z niego bardzo zadowolona i wiem, że wystarczy mi na jeszcze parę miesięcy użytkowania.

Znacie? Lubicie? :)

sobota, 26 listopada 2011

Lazy days!

Dzień wolny, to dla mnie coś jak Gwiazdka w środku tygodnia. Uwielbiam to uczucie gdy jestem w pracy i wiem, że za parę godzin wsiądę w maluszka, w którym jest mój bagaż i po jakichś 30-40 minutach jazdy będę już w domu, a noc spędzę w swoim własnym (najwygodniejszym na świecie) łóżku. Już ta myśl relaksuje mnie totalnie i nic nie może mi popsuć dobrego humoru!

Czasami uświadamiam sobie, że w domu jestem tylko po to aby umyć pędzle, zrobić pranie, pomalować odżywką paznokcie i pościerać w pokoju kurze. Chwilami wręcz nienawidzę swojej pracy i mam ochotę rzucić tym wszystkim, bo czuję, że oprócz czasu dla rodziny zabiera mi także czas dla siebie, życie osobiste, sen, zdrowie i nerwy. Wracając do domu nadrabiam braki jedzeniowe z tygodnia i pochłaniam wszystko, w różnej kolejności, a ostatnio zagryzałam sałatkę z sosem czosnkowym i brokułami- czekoladą.

Obiecuję sobie jednak, że z Nowym Rokiem stanę pewniej i będzie już tylko lepiej. Nie będę od siebie tyle wymagać, postaram się znaleźć choć odrobinę czasu dla siebie i na sen, którego tak mi brakuje. Zacznę planować ślub, a raczej dowiem się jakich dokumentów potrzebuję i ustalę termin, bo wesela nie organizujemy więc będzie mi dużo łatwiej z formalnościami. Żyję z myślą, że rok 2012 to rok wielkich zmian w moim życiu i mam nadzieję, że wszystko co planuję zrobić się spełni, a mam w planach spełnić swoje największe marzenia.

Moją głowę zaprzątają też pomysły, a raczej nich brak, na prezenty świąteczne. Całe szczęście wiem już co chcę kupić przyszłym teściom oraz co chce dostać mój mężczyzna. Pozostały mi jeszcze cztery inne osoby i...ja sama. Nie znoszę pytań typu "Co chcesz dostać na urodziny/Gwiazdkę/Mikołaja?", bo jeśli coś chcę to sama sobie to kupię, a nie czekam na święta czy urodziny. Znalazłam jednak coś co mogłoby mi się przydac i ułatwiłoby mi "życie z torbą podróżną w maluchu".



Travalo, czyli mały atomizer, który sprawi, że nie będę musiała taszczyć w swojej i tak już pełnej torbie flakonu 100ml-owego. Mam tylko nadzieję, że będę miała tyle wolnej pamięci, by go napełniać o czasie.

Upatrzyłam też sobie pędzel do bronzera z EcoTools, ale zakupię go sobie sama. Ostatnimi czasy całkowicie odseparowałam się od kupowania kosmetyków i brak czasu na YT i Twittera sprawił, że po jakimś miesiącu orientuję się, że coś nowego i fajnego pojawiło się w drogerii. Nawet malowanie się nie sprawia mi już frajdy jak kiedyś... Chyba się starzeję!

Buziaki!

Aneta

poniedziałek, 21 listopada 2011

Rimmel, Match Perfection Concealer - korektor w pisaku


Mam paskudne cienie pod oczami. Wiele osób "radziło" mi bym zrobiła sobie szereg badań na tarczycę czy wątrobę, ale ja jestem okazem zdrowia, a owe cienie są u mnie w rodzinie genetyczne. Ma je moja mama, mój najmłodszy brat, no i ja. Są one zdecydowanie bardziej widoczne kiedy się nie wyśpię, albo mam wyjątkowo intensywny tydzień w pracy. Tak więc ciągle szukam dobrze kryjącego korektora, który zamaskuje co ma zamaskować, ale też nada mojemu spojrzeniu trochę świeżości.

Ten nowy produkt Rimmela zakupiłam pod wpływem promocji. Szukałam czegoś taniego i w miarę dobrego, a korektor za ok. 14 zł wydał się czymś całkiem niezłym. Jego cena regularna to ok.25zł i...nie jest on wart tej ceny.

Seria Match Perfection oferuje nam dwa(!) odcienie korektora- Classic Beige (030) i Natural Beige (060). Ja, jako osoba bladolica, wzięłam 030. Korektor ma całkiem fajne opakowanie, zgrabny pędzelek. Dobrze mi się nim "dawkuje" produkt w okolice oczu. Najczęściej robię nim albo kreski, albo punkciki i wklepuję opuszkami palców. Konsystencja jest kremowa, moim zdaniem idealna, bo bardzo dobrze się ją rozprowadza.

Korektor nie waży się, nie podkreśla mi drobnych zmarszczek, ładnie rozświetla oko, utrzymuje się cały dzień i wszystko powinno być cudownie, ale on niestety nie jest dla mnie. Jeśli posiadasz małe cienie pod oczami, albo nie masz ich wcale, ale efekt nauki do późna/imprezowania itp. sprawia, że się pojawiają- ten korektor jest dla Ciebie. Dla mnie niestety krycie jest zbyt słabe i jedynie gdy naprawdę dobrze się wyśpię i nie pracuję po 12 godzin, może mnie ono zadowolić.

Korektor też nie kryje zbyt mocno wyprysków. Ewentualnie delikatnie zakamufluje zaczerwienienia i ujednolici kolor skóry, ale nie oczekujmy cudów.

Podsumowując: wszystko pięknie- ale nie dla mnie. Muszę szukać czegoś lepszego i teraz nie będę chyba patrzeć jedynie na niższe i średnie półki.

Używałyście tego korektora? Jakie korektory możecie polecić na cienie pod oczami?

sobota, 12 listopada 2011

Dbamy o stopy z ...Biedronką

Nigdy nie zwracałam jakieś specjalnej uwagi na swoje stopy. Wiem, że to błąd, ale jakoś zawsze pomijałam je w pielęgnacji. Dla mnie stopy były po prostu stopami i dochodziłam do wniosku, że skoro na co dzień nikomu ich nie pokazuję, to piękne być jakoś nie muszą.

Swoje zdanie zmieniłam gdy rozpoczęłam nową pracę i musiałam być na nogach przez 12 godzin. Moje stopy przechodziły prawdziwa katorgę w jednych butach! Pomijam fakt, że od ciasnych balerinek nabawiłam się paskudnych siniaków pod paznokciami i muszę teraz czekać aż mi odrosną (Kto z Was miał podobny problem?). Właśnie wtedy doceniłam kosmetyki do stóp!

Peeling do stóp Be Beauty

Za ok.5zł dostać naprawdę fajny peeling do stóp? TAK! Na początku podchodziłam do niego z dystansem, ale stał się to mój ulubiony produkt z tej serii. Dużo drobinek (pumeks- jak czytamy na stronie producenta klik), które świetnie ścierają zrogowaciały naskórek. Skóra po użyciu jest nie tylko gładka i miękka, ale nawet wydaje mi się, że jaśniejsza. Używanie tego peelingu jest dla mnie czystą przyjemnością, delikatnym masażem dla stóp. Do tego miły, cytrusowy zapach. Moje stópki znów są lekkie i przyjemne w dotyku.

Krem odżywczy do stóp i paznokci / Kremowy żel do stóp

Oba te produkty, to świetne dopełnienia wcześniej wspomnianego peelingu. Nakładam ja na noc, zanim założę skarpetki, ale także po zabiegach pielęgnacyjnych stóp. Dzięki nim stopy są rano miękkie, nawilżone i...fajnie się chodzi. Nie wyobrażam sobie teraz pójść spać bez nałożenia jakiegoś z tych kremów! Są one chwilą relaksu dla moich stóp i wręcz czuję jak skóra wchłania ich składniki. Kiedyś stosowałam na stopy masło kakaowe z Ziaji i również świetnie sę sprawdzało. Wszelkie tłuste kremy dobrze działają na moje stopy więc lubię nałożyć ich grubą warstwę, a potem ciepłe, grube skarpetki.

Myślę, że produkty Be Beauty z serii dla stóp są naprawdę godne uwagi. Nie tylko cena jest bardzo atrakcyjna, ale także i ich działanie powinno Was zadowolić.
Jestem ciekawa jak Wy dbacie o swoje stópki. Pamiętacie o nich zimą?

wtorek, 1 listopada 2011

O stanikach słów kilka

Nigdy nie spalę biustonosza! Zaraz po tabletce antykoncepcyjnej jest to, moim zdaniem, jeden z najlepszych wynalazków dla kobiet, który niesamowicie ułatwia życie.

Przez długi czas sądziłam, że jestem właścicielką rozmiaru 85C. Miałam duże luzy w obwodzie, piersi momentami nieestetycznie wychodziły, ale dało się przeżyć, bo...kupowałam tanie biustonosze i dzięki temu mogłam ich mieć więcej, w różne wzory i kolory. Błąd!

Rok temu skorzystałam z oferty sklepu ESOTIQ- pani brafiterka miała pomagać w doborze odpowiedniego rozmiaru. Od razu okazało się, że mój obwód jest aż 15 cm większy od prawidłowego, a miseczka jest zdecydowanie za mała! Byłam w szoku. Niespodziewanie moje 85C zamieniło się w 70F.

Nie mogłam przyzwyczaić się do nowego biustonosza przez chyba prawie miesiąc. Wydawał mi się dużo za ciasny i niekomfortowy. Z czasem przywykłam i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Dobrze dobrany biustonosz nie krępuje mi ruchów, dba o to by piersi były w jednym miejscu, nie przemieszcza się, nie rozciąga i podczas całego dnia w pracy ani razu go nie czuję. Stał się naturalnym elementem mojej garderoby i czymś niemal oczywistym.

Podczas wizyty w salonie zakupiłam jeden biustonosz, ponieważ okazało się, że w moim rozmiarze nie mają ich więcej. Wyobraźcie sobie, że od tamtego czasu był to najczęściej użytkowany przeze mnie stanik i nic się z nim nie stało! Wszystko jest takie jak w chwili zakupu, może poza kolorem.

Wróciłam do ESOTIQa wczoraj. Jeśli dobrze pamiętam, to do 13 listopada mają promocję typu "drugi stanik za pół ceny". Zakupiłam od razu dwa- czarny i beżowy. Okazało się, że są to tylko inne kolory pierwszego modelu, który u nich wybrałam- gładki, z delikatną koronką przy miseczkach.

Jeśli chodzi o cenę w takim salonie- wszystko zależy od modelu. Mój kosztuje 69zł, czyli nie jest źle jeśli bierzemy pod uwagę fakt, że starczy nam na naprawdę długi czas. Tak jak oferta salonu jest bogata, tak i wachlarz cenowy jest dość duży.

To by było chyba na tyle co do moich przemyśleń na temat biustonoszy. Jestem ciekawa ile z Was miało kontakt z brafiterką, a może same dobrze dopasowałyście sobie biustonosz?


Buziaki,
Aneta