czwartek, 30 czerwca 2011

Maestro nr 190 - pędzel do pudru

O firmie MAESTRO słyszałam wiele dobrego. Przez pewien czas na portalu YouTube roiło się od recenzji ich pędzli i ja sama również zamarzyłam o przetestowaniu przynajmniej jednego z nich. Okazja taka nadarzyła się gdy mój pędzel do pudru zakupiony w drogerii Rossmann zaczął linieć, a pędzel z zestawu kupionego na Allegro zrobił się tak sztywny, że nakładanie nim pudru było męczarnią.

W taki oto sposób zakupiłam pędzel MAESTRO nr 190 rozm. 20



Cena pędzla zależy od jego średnicy, wynosi 48-59zł. Możemy być jednak pewni, że dostaniemy produkt naprawdę godny swojej ceny, który posłuży nam na długi czas.

Pędzel jest bardzo solidnie wykonany. Niklowana skuwka jest bardzo mocno przytwierdzona do lakierowanej rączki o zgrabnym, opływowym kształcie więc raczej nie grozi nam rozpadnięcie się pędzla na dwie części. Każdy pędzel posiada na rączce napisaną nazwę firmy, serię i rozmiar. Z czasem napis może się zetrzeć, ale ja pokryłam go cieniutką warstwą lakieru bezbarwnego i mu to nie grozi.

Włosie pędzla jest miękkie i sprężyste (naturalne włosie szopa). Nakładanie nim pudru jest czystą przyjemnością. Pomimo regularnego mycia pędzel nie stracił swojego kształtu, nie zaczął się rozchodzić ani tracić włosków. Używam go grubo ponad osiem miesięcy i wyszło z niego w tym czasie dosłownie parę włosków. Pędzel posiada dużo włosia, a nie (jak czasami się zdarza) sprawia wrażenie puszystego. Nie stracił kształtu, a jedynie stał się bardziej puszysty.



Na początku używania tego pędzla bałam się jak powinnam nabierać nim puder. Posiadam największą średnicę i momentami nie mieścił się w opakowaniu produktu lub nabierał go zbyt wiele. Wypracowałam jednak swoją taktykę i delikatnie obtaczam pędzel w pudrze, a później strzepuję nadmiar. Używam go zarówno do pudru sypkiego jak i prasowanego.
Dzięki dużej średnicy paroma ruchami omiatam twarz i równomiernie rozprowadzam produkt.

Czy jest coś co może być minusem tego pędzla? Cóż, wskazałabym na zbyt długą rączkę, którą czasami wadzę w lusterko gdy wykonuję makijaż. Jednak sam pędzel wyglądałby trochę głupio gdyby rączka była krótsza, a główka byłaby tak duża. Inną sprawą jest też to, że po myciu (używam najtańszego szamponu dla dzieci) pędzel z powodu dużej ilości włosia schnie trochę dłużej od innych.

Podsumowując- sądzę, że pędzel do pudru firmy Maestro to zdecydowanie jeden z moich najlepszych zakupów jeśli chodzi o makijaż i produkty do jego wykonania. Wart jest zainwestowanych w niego pieniędzy, bo na pewno posłuży nam na długi czas, a będziemy go używać praktycznie podczas każdego makijażu.
Jeśli szukacie dobrego pędzla do pudru- ten jest godny polecenia.



Znajdziecie go na stronie Maestro.

A Wy posiadacie jakieś pędzle firmy Maestro? Jesteście z nich zadowoleni? Jakich pędzli do pudru używacie?

wtorek, 28 czerwca 2011

Pierś z kurczaka i chlebek, na szybko

Jeśli jem mięso, to tylko drobiowe. Jeśli miałabym wybrać ulubioną przyprawę, byłby to czosnek. Uwielbiam też robić obiad z 'niczego', bo wtedy jest to naprawdę wielkie wyzwanie.

Tak też było dzisiaj! Na naszym talerzu zagościło jedzonko hmmm...studenckie. Nigdy nie byłam studentką, ale wydaje mi się, że jedzenie szybkie i łatwe tak właśnie powinno się nazywać.

Zobaczcie wpierw zdjęcie i sami zadecydujcie czy chcecie czytać dalej.



Składniki
- pierś z kurczaka (z jednej zrobimy ok.2-3 porcji niezbyt wielkich więc zdecydujcie się ile jesteście w stanie zjeść ^^)
- ser (żółty- może być potarty lub w plasterkach)
- pomidor, cebula, szczypiorek
- szynka (u mnie oczywiście drobiowa)
- przyprawy (sól, pieprz, czosnek lub czego używacie)

Na początku radziłabym nastawić piekarnik na 180-200 stopni by zdążył się rozgrzać. Pomidor i cebulę kroję w kostkę i podsmażam. Pierś z kurczaka dzielę na porcję, tłukę lekko jak na kotlety i przyprawiam tym czym lubię.
Blachę wykładam folią aluminiową i układam na niej kawałki piersi. Na każdą z nich kładę kolejno pomidor z cebulą, szynkę (większe plastry możecie przekroić np. na pół i wykorzystać na dwóch porcjach), ser, a wierzch posypałam jeszcze szczypiorkiem.
Wkładam do do piekarnika na jakieś 20 minut.

Nie miałam w domu chleba kanapkowego już pokrojonego, a ten zdecydowanie lepiej by się nadał. Poradziłam sobie jednak zwykłym chlebem, który pokroiłam na trzy części. Posmarowałam go odrobiną oliwy i natarłam czosnkiem (możecie użyć czosnku granulowanego, albo po prostu rozgnieść jeden ząbek). Wrzuciłam go na formę do mięska w połowie pieczenia.



Cudowne zapachy rozchodziły się po całym domu, a ja nie mogę odżałować, że nie miałam pod ręką pieczarek. Mięsko z kurczaka piecze się bardzo szybko, ale jeśli boicie się, że będzie surowe, po prostu lepiej je rozbijcie.

Myślę, że takie szybki i proste danie idealne jest dla niezapowiedzianych gości lub na okres "przed 10tym". Możecie śmiało wykorzystać wszystko co macie w lodówce, dodać majonez, czy ketchup.

Smacznego!

poniedziałek, 27 czerwca 2011

You Are What You Read

Wydawnistwo Scholastic prowadzi kampanię o nazwie "You Are What You Read" (Jesteś tym co czytasz) gdzie namawia ludzi do podawania pięciu tytułów, które odegrały ważną rolę w ich życiu. Wchodząc na stronę internetową tej kampanii możecie zobaczyć gwiazdy, które wsparły tą akcję i podały swoich faworytów. Wśród nich znalazły się takie osoby jak Tom Hanks, Nicole Kidman, Sarah Jessica Parker czy Daniel Radcliffe. Zapraszam!

Idąc tropem tej akcji, moim zdaniem jest fantastyczna, postanowiłam podać pięć tytułów, które najbardziej wpłynęły na mnie. Musze przyznać, że ciężko jest mi podać tylko 5 książek ze względu na to, że staram się dużo czytać i wiele książek jest moimi ulubionymi.

Kolejność jest jednak dowolna. Książka pierwsza wcale nie jest lepsza od ostatniej.

Przypadki Robinsona Crusoe - Daniel Defoe

Gdy byłam w szkole podstawowej przeczytałam tą powieść jako lekturę obowiązkową i byłam nią zachwycona. Zarówno historia rozbitka jak i sama książka, bardzo mi się podobała. Do tego cudowne opisy przyrody czy życia na bezludnej wyspie. Książka ta miała ogromny wpływ na moją dalszą fascynację książkami, wzbudziła we mnie chęć czytania, ciekawość, a później chęć spróbowania swoich sił w pisaniu. Pamiętam, że bardzo irytowało mnie pobieżne traktowanie tej lektury w szkole.





Lot nad kukułczym gniazdem- Ken Kesey

Zetknęłam się z nią w ostatniej klasie liceum i nie była to lektura. McMurphy trafia do szpitala psychiatrycznego rządzonego przez Siostrę Oddziałową, która silną ręką kieruje swoimi pacjentami, a nawet ma wpływ na lekarzy. Nasz bohater rozpoczyna ryzykowaną walkę z regulaminem i zamkniętymi w sobie ludźmi tylko po to by samemu nie zwariować i pokazać im, że mają szansę żyć jak normalni ludzie. Piękna historia o poświęceniu dla drugiego człowieka jak i woli normalnego życia, którą każdy w nas ma.






Forrest Gump- Winston Groom

Świat nie będzie już taki sam, kiedy spojrzysz na niego oczami Forresta Gumpa i w tym momencie zgodzę się z tymi słowami. Wpierw zauroczył mnie cudowny film z Tomem Hanks`em w roli głównej, potem sięgnęłam po książkę. Poznając Forresta i oglądając świat jego oczami zaczynami rozumieć jak bardzo wyolbrzymiamy pewne sprawy pomijając to co jest najważniejsze. Forrest rozumuje niemal jak dziecko, jest naiwny i zawsze stara się jak może choć nie zawsze kończy się to dobrze. Forrest uczy nas szanować to co mamy, nigdy się nie poddawać, być dobrym i nie przejmować się głupotami, bo na świecie są gorsze rzeczy.





Dom na Sekwanie- William Wharton

Kocham książki Whartona i przeczytałam niemal wszystkie! Jego książki w dużej mierze odnoszą się do jego biografii, poznajemy jego rodzinę, czasy gdy walczył w II wojnie światowej czy traumę po tragicznej śmierci córki i jej rodziny ("Niezawinione śmierci"). Ta książka opowiada o tym jak z rodziną postanowił zamieszkać na barce i zajął się jej renowacją. Wharton zawsze docenia to co daje mu rodzina, pokazuje, że człowiek potrafi się podnieść gdy obok jest ktoś bliski, niesie nadzieję. W swojej biblioteczce mam już pięć książek jego autorstwa i marzę by mieć wszystkie.





Harry Potter- JK Rowling

Nie mogłoby tu zabraknąć książek, które przeczytałam najwięcej razy. Szeroki wachlarz bohaterów, wciągająca historia i wiele ważnych przesłań. Potter, to książki nie tylko dla dzieci, a za każdym razem gdy po nią sięgamy odnajdujemy coś nowego. Gdy się nudzę, nie mam co robić, albo akurat nie mam pod ręką żadnej nowej książki- sięgam po Potter`a. I może zabrzmi to dziwnie jak na osobę w moim wieku, ale wolę spędzić swój wolny czas z tą książką niż na imprezie czy zakupach.






A jakie książki najbardziej na Was wpłynęły? Jak często czytacie i do czego najchętniej wracacie?

----------------

Konkurs u Turkusa!


Do wygrania:
I. Paletka 'Sleek Paraguaya'
II. Róż 'Essence cute as hell' <-- moje małe marzenie!

Zapraszam serdecznie tutaj by zgłosić się do zabawy!

sobota, 25 czerwca 2011

Ciasto piaskowe przekładane dżemem

Uwielbiam gotować i piec! Jeśli ktoś szuka dla mnie idealnego prezentu na urodziny, to niech wie, że najbardziej cieszy mnie jakaś fajna blacha do pieczenia, czy oryginalna książka kucharska. W kuchni zaś najlepiej czuję się...sama. Inne osoby mnie rozpraszają i wybijają z rytmu, a to właśnie dla 'innych osób' staram się przygotować coś pysznego. Nie ważne, że to środek tygodnia, albo, że nie ma aktualnie żadnego święta po drodze. Każdy dzień jest idealny by zrobić sobie z niego małe święto!

Szukając jakiegoś szybkiego i prostego ciasta, a małą ilością składników (niezbyt wiele można znaleźć u mnie w domu pod koniec tygodnia) weszłam na jedną z moich ulubionych stron kulinarnych Kotlet.tv. I znów znalazłam to czego szukałam.

Głównym smakołykiem tego dnia jest ciasto piaskowe według przepisu Kotlet.tv , ja zaś dodałam coś od siebie.

Składniki

1 szklanki mąki
1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki cukru
4 jajka
ok. 9 łyżek wody
ok. 9 łyżek oleju
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka cukru z wanilią

Żółtka oddzielamy od białek (z nich ubijamy pianę, najlepiej do białek dodać odrobinę soli- ubija się wtedy lepiej). Żółtka ucieramy z cukrem, a później dodajemy resztę składników. Na koniec przekładamy pianę i delikatnie mieszamy. Ciasto przelewamy do podłużnej formy (typu keksówka), która jest wyłożona papierem do pieczenia. Wkładamy do nagrzanego piekarnika na ok 35-40 minut w temp. 180stopni.

Po upieczeniu zdjęłam papier i pozwoliłam mu chwilę przestygnąć. Następnie nożem przedzieliłam go na pół i wysmarowałam dżemem jabłkowo-malinowym z dodatkiem cukru trzcinowego. Ciasto samo w sobie jest już słodkie więc najlepiej w tym przypadku sprawdzi się dżem lub marmolada z dość cierpkim posmakiem. Ciasto złożyłam z powrotem i posypałam cukrem pudrem.

Ciasto jest miękkie i "mokre". Nie kruszy się nadmiernie i szybko znika z talerza.

Muszę przyznać, że wyszło wspaniale! Prosto, szybko i smacznie. Nie potrzeba nam tu wielu składników, umiejętności kucharskich czy mnóstwa wolnego czasu, a zawsze możemy zrobić coś słodkiego do kawy i zaskoczyć bliskich.

piątek, 24 czerwca 2011

Delia Dermo System- płyn micelarny

Dziś parę słów o moim ulubionym produkcie do demakijażu, czyli Micelarnym płynie do demakijażu twarzy i oczu z Delii.
Nie znoszę do zmywania makijażu używać mleczek (mam zawsze wrażenie,że moja skóra jest jeszcze bardziej brudna), płynów dwufazowych (trochę potrwa nim odzyskam po nim wzrok) czy chusteczek (podrażniają mi skórę, powodują wypryski - oprócz Inglota). Wiele miesięcy temu zaczęła używać płynu micelarnego z Ziaji, Sopot Spa i byłam z niego bardzo zadowolona. Zużyłam wiele jego buteleczek, ale bardzo chciałam też wypróbować inne płyny tego typu.

Cóż...W wielu przypadkach odstraszała mnie cena. Ziaję kupowałam za jakieś 7zł i nie chciałam wydawać więcej na coś co ma mi jedynie zmyć makijaż. Tak w moje ręce trafił produkt Delii.

Za około 7zł dostajemy 210ml produktu, czyli jest całkiem nieźle. Płyn jest bezzapachowy, ładnie i szybko zmywa z oczu makijaż, nie podrażnia delikatnej okolicy oka, nie powoduje uczulenia (łzawienia, zaczerwienienia, opuchnięcia), pozostawia przyjemnie uczucie świeżości. Przy mocniejszym makijażu oka lub w przypadku gdy używam eyelinera przykładam nasączony płatek kosmetyczny do oka na parę sekund i bez problemu zmywam makijaż.
Płyn z Delii nie pozostawia uczucia ściągnięcia skóry, czy wysuszenia. Wręcz przeciwnie- skóra wydaje mi się być lekko nawilżona.

Producent na opakowaniu pisze, że płyn ten posiada składniki aktywne takie jak:

ekstrakt z ryżu, pantenol i alantoina, dynamicznie wspomagają proces odnowy komórkowej, działają kojąco i łagodzą podrażnienia

naturalna betaina, dzięki niezwykłym właściwościom wiązania wody, zapewnia optymalny poziom nawilżenia skóry, wpływając na poprawę jej elastyczności i jędrności. Niweluje efekt ściągnięcia skóry.

Szczerze i bez bicia muszę przyznać, że ten produkt Delii bardzo przypadł mi do gustu. Nie zmywa on co prawda tuszu wodoodpornego (ten na ogół schodzi mi dopiero podczas normalnego mycia twarzy), ale jest produktem godnym polecenia. Za mniej niż dychę dostaniemy dobry, wydajny produkt, który spełnia swoje zadanie- a myślę, że to jest najważniejsze. Płynem tym zmywam też makijaż twarzy- używam do tego na ogół jednego płatka kosmetycznego, bo następnie używam zwykłego toniku do tego.

Myślę, że warto też wspomnieć, że produkt ten został przebadany dermatologicznie i jest zarejestrowany w KSioK (Krajowy Rejestr Informowania o Kosmetykach).

Płyn micelarny z Delii powinnyście znaleźć w Biedronce lub mniejszych drogeriach.
Zapraszam Was też na stronę internetową Delii http://www.delia.pl gdzie możecie zapoznać się z całym ich asortymentem czy kupić produkty on-line.

A czego Wy używacie do demakijażu? Płynów, mleczek czy chusteczek?

niedziela, 19 czerwca 2011

Stop! mokrym plamom


Muszę przynać, że przez długi czas próbowałam pozbyć się nieprzyjemnych "mokrych pach" na koszulkach. Pojawiały się one zarówno latem jak i zimą. Latem z powodu wyższej temperatury, a zimą z powodu zakładania grubszej odzieży. Mimo, że jest to naturalny proces naszego organizmu, to jednak nie jest to estetyczny widok gdy ładna dziewczyna ma wielkie plamy potu na koszulce.

Z Etiaxilem spotkałam się pierwszy raz ponad dwa lata temu. Niezbyt chciało mi się wierzyć, że jakiś produkt może sprawić by brzydkie plamy zniknęły. A jednak!

Etiaxil to roll-on z dość silnym środkiem, który nakładamy 1-2 razy w tygodniu na umyte, wysuszone i co najważniejsze- niepodrażnione pachy. Nigdy nie nakładajmy go na skórę zaraz po depilacji, bo możemy spotkać się z niesamowitym bólem. Preparat ten zawiera alkohol, który podrażni dodatkowo delikatną skórę pach jesli ta już jest naruszona. Nie polecałabym też stosowania go jako zwykłego antyperspirantu, bo dodatkowo mógłby ją wysuszyć.

Jestem uczulona na alkohol i środek ten czasami powodował u mnie podrażnienia skóry, swędzenie i zaczerwienienia. Nauczyłam się jednak odpowiedni go stosować i na chwilę obecną jestem już przy drugim opakowaniu.

Pomimo małej pojemności Etiaxil jest bardzo wydajny. Jedno opakowanie wystarcza mi na ponad rok czasu. Musze przyznać, że w przeliczeniu na okres użytkowania cena ok.40zł nie jest już tak przerażająca.

Tak jak wspomniałam Etiaxilu używa się 1-2 razy w tygodniu, z czasem wystarczy raz, bo skóra jakby "przyswaja go" i zdecydowanie efekt pozostaje na dłużej. Na codzień stosuję roll-on z FA 0% alkoholu gdyż daje mi uczucie świeżości i delikatnie pielęgnuje moją skórę. Etiaxil nie posiada środków zapachowych, czujemy jedynie owy alkohol. Rano powinno się przemyć miejsce nałożenia produktu.

Na rynku w tej chwili mamy dosyć spory wybór produktów powstrzymujących pocenie się i to zarówno z niższych półek (Ziaja Bloker) jak i nieco wyższych (Vichy, Antidral). Myślę, że są to produkty godne wypróbowania, dające nam możliwość komfortu i dłuższej świeżości.

Etiaxil występuje w wersji 12,5ml i 25ml, oraz w wersji dla normalnej i delikatnej skóry. Można go zakupić w aptece, ale także na Allegro.

Jeśli więc nadal macie problem z "mokrymi plamami" poszukajcie rozwiązania wśród kosmetyków ukierunkowanych na walkę z nimi.




Dajcie znać jeśli używałyście Etiaxilu lub jakiegoś z innych preparatów tego typu. Co o nich myślicie? Jak na Was działały?

Buziaki!


*zdjęcia zapożyczone z google.pl

wtorek, 14 czerwca 2011

Ulubieńcy maja 2011

Doszłam do wniosku, że mam tak niewielu "kosmetycznych" ulubieńców, że nie ma potrzeby nakręcania o nich filmiku. Postanowiłam jednak, że pokażę ich Wam ich w formie notki na blogu! Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu i dacie mi znać co sami o nich myślicie.

Balsam do ciała Migdał i Mleko- Avon naturals
Nigdy nie byłam fanką produktów o zapachu migdałowym, tak jak za samymi migdałami nie przepadam. Skończył mi się jednak balsam i ten był następny w kolejce. Jak bardzo byłam zaskoczona! Świetnie się rozprowadza, fajnie nawilża, jest bardzo wydajny, pachnie delikatnie, a nie nachalnie, a rano skóra jest mięciutka. Jestem bardzo zadowolona z tego produktu, który tak miło mnie zaskoczył. Świetnie sprawdza się po depilacji nóg gdy skóra jest nieprzyjemnie sucha. Uwielbiam!






Krem 2w1 do rąk i paznokci Arnica Essentiel- Yves Rocher
Moja pierwsza reakcja? Śmierdzi! Nie chciałam go używać, ale...znów skończył mi się poprzedni krem i nie miałam wyjścia. Przede wszystkim krem jest dość gęsty, ale bardzo dobrze się rozprowadza. Niewielkiej ilości potrzeba nam by pokryć nim dłonie. Fajnie nawilża, dość szybko się wchłania i nawet zapach już mnie tak nie drażni. Nie zauważyłam jednak by działał jakoś specjalnie na moje paznokcie, ale może jest to wina tego, że używam go jedynie przed snem lub gdy np. umyję naczynia i mam suche dłonie. Jestem jednak z niego zadowolona choć nie sądzę bym kupiła go ponownie. Kremy z Ziaji działają podobnie, a są tańsze niż produkty YR. Myślę jednak, że jeśli macie karty zniżkowe, to taki krem może być fajnym kosmetykiem do przetestowania.


Sorbet z Zielonej Budki

Sorbet to lżejsza i niskokaloryczna wersja lodów. Czym się różnią? Sorbety nie mają w swoim składzie mleka ani jajek, jest to przede wszystkim mus owocowy i trochę cukru. Najczęściej kupuję te z Zielonej Budki głównie ze względu na cenę, kosztują w granicach 5zł. Zabieram się jednak za samodzielne przygotowanie takiego orzeźwiającego deseru, bo przepisów w Internecie jest pełno, a wcale nie wymagają one wielkiego wysiłku. Moje ulubione podanie sorbetu? Napełniam nim dość wysoką szklankę i zalewam napojem gazowanym (może być oczywiście zwykły sok), napój wtedy mocniej się pieni, szybko zdobię truskawkami lub plastrami pomarańczy i...wcinam nim się rozpuści! Sorbety mają to do sienie, że dość szybko się rozpuszczają.


Blogowiska







A teraz pora na dwa blogi, które odwiedzałam najczęściej i od, których jestem niemal uzależniona! Pierwszy z nich to blog Kasi T. MAKE LIFE EASIER. Kasia, która prowadzi bloga wraz z koleżanką, bardzo zgrabnie łączy tematy mody, pysznego jedzenia i innych ciekawych spraw. Wszystko opatrzone jest pięknymi i kolorowymi zdjęciami oraz ciekawymi tekstami. Naprawdę- gorąco polecam!
Drugi blog należy do Elizy NieAnonimowa KosmetoHoliczka, a sama prowadzi jeszcze kanał na YouTube Miss Viveros86. Znajdziecie u niej inspiracje modowe, lakierowe, makijażowe i recenzje kosmetyków. Zaglądam do niej nawet parę razy dziennie!





Piosenka


To by było na tyle kochani! Dajcie znać co w zeszłym miesiącu, lub w chwili obecnej, skradło Wasze serce.

czwartek, 9 czerwca 2011

A Ty? Byłaś już na badaniu?

Wiecie, że każdego dnia w Polsce na raka szyjki macicy umiera aż 5 kobiet? Może to być czyjaś matka, siostra, córka, żona, narzeczona czy przyjaciółka. Rocznie rejestruje się 4 tysiące zachorowań, a ponad połowa z nich kończy się tragicznie.

Wiecie, że wyniki wielu badań wskazują ,że ponad 50 % przypadków r. sz. m występuje u kobiet, u których nigdy nie badano rozmazu cytologicznego, zaś ponad 60 % u kobiet, które nie miały wykonywanego rozmazu w ciągu 5 lat przed ujawnieniem się choroby?

Każda z nas może zachorować, ale nie musimy przecież umierać.



Badanie cytologiczne jest bezbolesne, bezpłatne (chyba, że odwiedzamy prywatny gabinet wtedy jego koszt to ok.20zł) i trwa dosłownie parę minut. Pierwsze badanie najlepiej wykonać w wieku między 18 a 25 rokiem życia. Przez następne 3-4 lata powinny być powtarzane co roku, a później nie rzadziej niż raz na 3 lata.

Ostatnio gdy udałam się na cytologię mój lekarz poradził mi jednak bym badała się co pół roku. Zwiększa to możliwość szybszego wykrycia ewentualnych komórek rakowych, lub innych zmian i szybszą interwencję. Nie chciałabym się po roku dowiedzieć, że jest za późno...

Wiecie, że większość kobiet nie robiących regularnych badań tłumaczy się wstydem przed lekarzem? Czy to, że troszczymy się o swoje zdrowie i przyszłość powinno być powodem wstydu? Myślę, że jest to raczej powód do dumy. Bądźmy świadome zagrożeń, bo przecież "lepiej zapobiegać niż leczyć". Czy niekonsekwencja, wstyd, lenistwo, brak zainteresowania, ma odebrać nam zdrowie, a nawet życie? Skoro kupujemy te wszystkie kosmetyki by mieć piękną cerę, ładnie wyglądać i podobać się, to czemu mamy nie zadbać o siebie od wewnątrz? Czym jest parę minut w gabinecie lekarskim w porównaniu do wielu miesięcy, a nawet i lat walki o życie, leczenia i możliwość śmierci?

Bądź świadoma swojej kobiecości i zadbaj o siebie. Wybierz życie!

Nie jestem lekarzem, nie wytłumaczę Wam dokładnie czym jest wirus HPV, nie podam dokładnych statystyk, nie zinterpretuję wyników. Jestem zwykłą młodą kobietą, która nie chce zostawiać ukochanych i bliskich jej osób z powodu zaniedbania.

Jeśli wciąż się wahasz poszukaj więcej informacji na tych stronach:
http://www.kwiatkobiecosci.pl/
http://www.rak-szyjki-macicy.pl/
http://www.zrobcytologie.pl/
Jeśli i one zbyt wiele Ci nie wytłumaczą- porozmawiaj z lekarzem.

Max Factor Lasting Performance

Jak każda z kobiet (tych malujących się) szukałam dobrego podkładu. Okey, tak jak "idealny mężczyzna" jest mitem, tak bardzo trudno znaleźć nam coś co będzie nam pasować w 101%. Bywa jednak tak, że używamy jakiegoś podkładu długi już czas, ba!, kupujemy kolejne opakowanie, bo w sumie jesteśmy z niego zadowolone.

Tak też było w moim przypadku.
Jako właściciela cery mieszanej (na policzkach normalna, ale w strefie T lekko się przetłuszcza) od czasu do czasu walczę z wypryskami, rozszerzonymi porami czy wągrami (fuj! i nie mogę się ich pozbyć). Marzyłam o czymś co zakryje to co mi nie odpowiada, nada ładny koloryt mojej skórze, ale nie będzie też obciążający i będzie dobrze wyglądał na mojej buźce. Wiem, że czasami tych kilka warunków jest nie do przeskoczenia!

Jakieś półtora roku temu (jak nie więcej) zakupiłam na Allegro podkład firmy Max Factor, Lasting Performance w odcieniu 100 Ivory. Byłam z niego naprawdę zadowolona! Po jego zużyciu na jakiś czas zapomniałam o nim, ale pod koniec kwietnia tego roku postanowiłam, że do niego wrócę. Czemu? Żaden inny podkład nie dawał mi takiej satysfakcji jak ten i...chyba znalazłam ideał (na razie).

Mój nowy odcień to 101 Ivory Beige. Dlaczego kupiłam odrobinę ciemniejszy? 100 była niemal idealna, ale często po jej nałożeniu na moją dość bladą cerę miałam wrażenie, że wyglądam jeszcze bladziej. Kończyło się na nakładaniu większej ilości pudru czy bronzera by ją przyciemnić i nadać jej życia.

>> PLUSY <<
- 35ml, a nie 30,
- idealne krycie mniejszych wyprysków, rozszerzonych porów, przebarwień skórnych, a nawet cieni po oczami jeśli nie są zbyt intensywne, wyrównuje koloryt skóry, a jednocześnie wygląda naturalnie,
- nie obciąża pomimo dobrego krycia jest lekki, nie mamy uczucia ciężkości na twarzy, nie zapchał mi tym samym porów,
- nie robi efektu maski jeśli nałożymy go tyle ile trzeba i nie będziemy "dokładać" kolejnych warstw by np. zakryć wyprysk (od tego są korektory),
- wytrzymuje na twarzy cały dzień nie zauważyłam by szybko się ścierał, sądzę, że 8-9 godzin w pracy wytrzyma spokojnie, a i potem nieźle wygląda,
- matuje skórę, ale jest to taki zdrowy mat, z przypudrowaniem możemy zauważyć lekkie błyszczenie po 4-5 godzinach (zależy też od temperatury itd.), ale nie podkreśla suchych skórek,
- bardzo wydajny, nie potrzeba go wiele by pokryć całą buzię, świetnie się rozprowadza, lekko kremowa konsystencja,
- szeroka gama kolorystyczna każdy powinien znaleźć coś dla siebie,
- neutralny zapach.

>> MINUSY <<
- cena kupuję go na Allegro głównie przez to, że jest tańszy czasami nawet o prawie połowę,
- czasami ciężko znaleźć swój odcień na Allegro czasami trudno o odcienie 100 Ivory,
- niepraktyczne opakowanie gdy podkładu mamy dużo nie ma problemu z jego wydobyciem, ale z czasem trzeba nim potrząsać, widocznie jest przewidziane by non stop stał, a nie np. leżał w kosmetyczce,
- latem, do codziennego użytku może być jednak trochę za ciężki myślę, że na ważniejsze wyjścia jest okey, ale na co dzień radziłabym krem tonujący,
- przy różnych pudrach różnie się zachowuje z jednymi nie zmienia koloru, przy innych może ciut ciemnieć na buzi.

>>PODSUMOWANIE<<
Jestem fanką tego podkładu i sądzę, że będę do niego wracać. Wśród tych, które stosowałam do tej pory ten wydaje się najlepiej współpracować z moją cerą. Bez względu na to czy nałożę bazę czy nie- wygląda u mnie równie dobrze. Nie zrobiłam sobie nim "maski" na buzi, ani innej krzywdy. Jestem zadowolona i polecam, przynajmniej do przetestowania.