środa, 23 lutego 2011

Z serii: rozmyślania youtubowe

Zastanawiało Was kiedyś co kieruje ludźmi, którzy piszą obraźliwe komentarze? Co sprawia, że marnują swój czas aby dziennie kliknąć w kilka filmików (nie wiem czy je oglądają więc zakładam, że nie) i napisać coś obraźliwego osobie, która go nakręciła?

Ktoś kiedyś napisał mi w komentarzu, że to nieładnie z mojej strony, że komentarze muszą być przeze mnie akceptowane nim się ukarzą, bo to ogranicza wolność wypowiedzi i oznacza, że nie przyjmuję do siebie krytyki ludzi. Podałam tej osobie parę przykładów "wypowiedzi", które czasami się trafiają wśród osób oglądających to co robię i...przyznano mi rację i zrozumienie.

Nieuprzejme zachowanie z życia codziennego z dobom internetu weszło na wyższy poziom zainteresowania. Osoby, które maja kiepski dzień, są niedocenione przez szefa w pracy, rzuciła je dziewczyna/chłopak, dostały pałę w szkole, wyskoczył im pryszcz, mają problemy z akceptacją samego siebie, czują się niedoceniane, gorsze, nie potrafią znaleźć sobie hobby, albo mają w mniejszym lub większym stopniu zaburzenia/problemy psychiczne potrafią zniszczyć zaledwie paroma słowami dzień, albo i życie osób, które mają hobby i co gorsza- robią to.
To przerażające, że nie są to tylko osoby nastoletnie, ale również dorosłe. Osobiście uważam, że oczernianie kogoś, obrażanie, rzucanie obraźliwych wyzwisk lub niestosownych komentarzy musi im widocznie sprawiać ogromną satysfakcję i spełnienie. Może jest to fetysz? Może czują się po tym lepsze, mądrzejsze, czują się ponad to wszystko? Widocznie tak.

Każda osoba, która upublicznia się- nie ważne czy kręci filmy na YT, prowadzi bloga, publikuje swoje amatorskie wiersze/opowiadania/piosenki/zdjęcia- prędzej czy później musi spotkać się z tzw. trollem. Nie są to miłe spotkania. Nawet jeśli taka osoba sądzi, że jest twarda psychicznie i nie przejmuje się głupotami, po pewnej chwili naprawdę słabnie i ma dosyć. Dochodzi do etapu, że żałuje, że w ogóle "wyszła z szeregu", pokazała co ją interesuje, pokazała co potrafi i lubi robić. Bo, niestety, ale niektórzy ludzie bardzo nie lubią widzieć, że ktoś ma lepiej, że ktoś ma fajne hobby, że wraca z pracy i nie siada przed telewizorem, że ma do czegoś wracać, ze się rozwija... Dziwne, prawda?

Takie osoby (trolle), często bronią się prawem do wolności wypowiedzi. Uważają, że osoby usuwające ich komentarze są zadufane w sobie i nie przyjmują krytyki. Jednakże między KRYTYKĄ, a OBRAŻANIEM drugiego człowieka jest istotna różnica. Zauważymy, że osoby, które potrafią krytykować w sposób uzasadniony, robią to odpowiednio:
np. "Kosmetyk X, który pokazałaś, zawiera składnik Y bardzo nieodpowiedni dla Twojego rodzaju cery. Myślę, że powinnaś spróbować innego produktu lub skonsultować się z lekarzem" "Sądzę, że ta sukienka optycznie skraca Ci sylwetkę. Nie wygląda to zaciekawie. Spróbuj innego fasonu." etc etc
Zaś osoby, którym się po prostu coś nie podoba, ale nie mają własnego zdania/wiedzy na jakiś temat napiszą np. "Boooooże, ale to h***, weź schowaj się z tym ryjem".
Chyba wiecie już o co mi chodzi? Czy naprawdę obrażanie drugiego człowieka mamy odbierać jako krytykę, która nas czegoś nauczy?

To naprawdę smutne, że tyle osób czerpie przyjemność z publicznego poniżania innej osoby, a jednocześnie robi to anonimowo, bo boi się pokazać swoją twarz. Naprawdę to taka przyjemność znieważać kogoś drugiego skoro można ponieść za to odpowiedzialność karną? Zastanawiam się czasami co pomyśleliby i jakby poczuli się rodzice takiej osoby, gdyby dowiedzieli się co ich syn/córka wypisuje na portalach społecznościowych. Na pewno nie byliby dumni... Jednak najbardziej w tym wszystkim jest mi żal ofiar tych zachowań. Wiem po sobie jak jedna chamska wypowiedź sprawia, że naprawdę odechciewa się wszystkiego, wpada się w lekką depresję i przepłakuje się noc. Może to o to chodzi? Może tym wszystkim osobom chodzi o to by doprowadzić innych do stanu w jakim sami się znajdują?

Współczuję tym wszystkim osobom, które wypisują te chamskie komentarze, bo muszą to naprawdę być smutni i nieszczęśliwi ludzie, którzy nie są zadowoleni ze swojego życia, które musi być puste, bez pasji, zainteresowań, empatii, bliskich osób...

środa, 16 lutego 2011

Wiosenne porządki

Bardzo lubię sprzątać. Jest to jedyne zajęcie, które pozwala mi się odstresować, zapomnieć o problemach, a po jego zakończeniu czuję się lżejsza na duszy. To takie pozbywanie się negatywnej energii, złych wspomnień, przeszłości, niemiłych doświadczeń, oczyszczanie atmosfery. Jest to także bardzo dobry sposób na przywołanie do nas upragnionej wiosny, bo każdy z nas zna określenie "wiosennych porządków".

Przez wiele miesięcy namiętnie kupowałam i testowałam wiele nowych kosmetyków. Było to spowodowane wieloma rzeczami: wpływem YT (bo skoro jest to polecane to na pewno dobre!), moimi przejściowymi "maniami"( w lipcu dbam o włosy, we wrześniu o paznokcie), chęcią poczucia się lepiej (ten tusz na pewno zmieni moje życie na lepsze!), nudą (cóż ze sobą zrobić? pójdę na zakupy!) oraz samą istotą kolekcjonowania. Jesteśmy przecież tacy dumni jak patrzymy na swoje lakiery do paznokci ułożone w schludnym rządku i w porządku kolorystycznym. Jeśli nagle sami nerwowo spoglądacie na swoje lakiery, to nie martwcie się- wiele z nas tak ma i ja także.

Czasami zdarzało mi się w chłodny sposób spojrzeć na wszystko co posiadam i zastanowić się "Co ja mam z tym teraz zrobić? Wklepywać w siebie wszystkie 5 balsamów na raz?", ale rozpływałam się widząc nową gazetkę z R. i wspaniałe promocje. Muszę jednak przyznać, że najlepszym sposobem na trzeźwe spojrzenie na swoją kosmetyczkę jest...chwilowy debecik finansowy. Nie chodzi mi tu o to aby zaraz wszyscy zwolnili się z pracy, ale np. zamiast wydania 120zł miesięcznie na kosmetyki (to przecież też się zdarzy jeśli wszystko na raz się skończy), wydać 80zł, a za resztę kupić sobie jakąś fajną książkę, odłożyć na konto, wpłacić ratę za laptopa/nowy aparat/ratę na kursie językowym czy prawo jazdy.

Przyznam się bez bicia, że jeśli w ciągu paru miesięcy nałożyło mi się więcej wydatków (rata, paliwo, leki, urodziny, ubezpieczenie) byłam w stanie zużyć więcej tego co miałam nie musząc kupować niczego nowego. Czasami jednak umiałam to zużycie równie szybko nadrobić... Jak to kobieta.

Widziałam ostatnio reklamę nowego zapachu Rihanny. Spodobała mi się i spodobał mi się flakonik. Chciałam go sobie kupić gdy będzie okazja, ale w tej samej chwili pomyślałam "A gdzie Ty go sobie postawisz?". Cóż... Na mojej półce z perfumami nie ma już niestety miejsca... Postanowiłam zużyć te, których i tak jest najmniej. Zobaczymy jak mi z tym pójdzie.

W ciągu paru chwil odkryłam jednak, że nie tylko flakoników z perfumami mam wiele. Nagle ni stąd ni zowąd moim oczom ukazało się kilka podkładów, róży do policzków, kredek do oczu, cieni (nie liczę palet), maskar, maseczek do twarzy, kremów do rąk, balsamów, żeli do mycia twarzy, kremów pod oczy, lakierów do paznokci... Rzeźnia 18.

FAZA I: Na początek pozbyłam się tego co podejrzewałam, że leży już odłogiem dość długi czas i możliwe, że termin ważności już minął. Jak to rozpoznać? Jest lekko zakurzone, produkt mógł zaschnąć na brzegach, nie pamiętasz, że to miałaś etc.

FAZA II: Jeśli czegoś jest mało np. na parę użyć, zużywam to teraz- nie za tydzień. Tak zużyłam krem do rąk, krem pod oczy, balsam do ust, tusz do rzęs etc.

FAZA III: Jeśli z czegoś jestem niezadowolona- oddaję. Mama zawsze ucieszy się z kremu do rąk, do stóp, a koleżanka z cieni do powiek jeśli nie ma ich wiele.

FAZA IV: Nie kupuję niczego NOWEGO. Ciężko z tym. Nagle bowiem wszędzie są promocje czy nowości! Co pomaga? Powtarzam sobie pod nosem na co MUSZĘ wydać pieniądze, czyli np. ubezpieczenie auta, rata. Tym bardziej jeśli wiem, że nie będę mieć nagłego przypływu ogromnej gotówki.

FAZA V: Nie chodzę po drogeriach/sklepach/ sklepach internetowych. Przez internet lepiej się kupuje, bo płacimy wirtualnie, ale z czasem też to boli. Omijam więc wszystko szerokim łukiem przypominając sobie niski stan konta.

FAZA VI: To cudowne uczucie gdy wyrzucam do kosza puste opakowanie. Kocham to! Chciałabym zużywać więcej tego wszystkiego, ale niestety nie mogę cały dzień siedzieć i wmasowywać w siebie kremów, maseczek i innych smarowideł. Potrzeba czasu...

Co jeszcze pomaga? Dodatkowe zajęcie. W tym samym czasie przeglądam ciuchy, buty, książki, zapomniane szuflady i regały itd. Ciężko, ale staram się w tym wszystkim wytrwać, staram się ZUŻYWAĆ nie KUPOWAĆ.

Myślę, ze bardzo dobrym pomysłem jest np. odkładanie pieniędzy na coś konkretnego NIEKOSMETYCZNEGO, czyli aparat na zęby, laptop, kurs prawa jazdy, kurs językowy, rower, meble. Mi to osobiście pomaga :)

A jak z Wami kochani? Sprzątacie w Waszych kosmetyczkach, tak jak teraz robię to ja?

Mua!:*