środa, 28 grudnia 2011

Noworoczne postanowienia



Nowy Rok to taka nowa czysta kartka papieru, którą mamy szansę zapisać od nowa. To jak pójście do nowej szkoły, podjęcie nowej pracy, nowy etap w życiu. Nie będę ukrywać, że uwielbiam snuć plany na kolejny rok, tym bardziej, że rok 2012 będzie w moim życiu rokiem bardzo ważnym.

Zauważyłam, że na po blogach krąży TAG kosmetycznych postanowień noworocznych. Pomyślałam, że fajnie byłoby na niego odpowiedzieć, ale też wpleść parę swoich własnych planów na ten czas.

Mam nadzieję, że przypadną Wam one do gustu.

Kosmetyczne postanowienia noworoczne

1. Wyrzucam co zbędne, nieużyteczne, niepotrzebne, stare, źle na mnie działające. Nie robię sobie z kuferka skrzyni skarbów, z której nigdy nie skorzystam, ale strzegę jej jak Golum pierścienia.

2. Nie kupuję jeśli coś mam, bo mojego życia nie zmieni 3 pędzel do podkładu, czwarty lakier w kolorze czerwonym czy limitowany błyszczyk z jakieś tam kolekcji. Po co 4 podkłady jak wszystkich nie zużyję w terminie?

3. Dbam o włosy i ciało Tego chyba nie muszę komentować. Odpowiednia pielęgnacja sprawi, że na dłużej zachowam zdrowy i młody wygląd.

4. Sen postaram się mieć go więcej w ciągu doby, a dodatkowo zainwestuje w jakiś dobry krem pod oczy.


Postanowienia ogólne

- Wyrzucam co zbędne, niepotrzebne i jedynie zagraca mi pokój/życie. Zarówno ciuchy jak i stare zeszyty z geografii, z których już nigdy nie skorzystam
- Oszczędzam na zakup kuchni, łóżka, remont mieszkania, szafę, ślub, przyszłość.
- Dzielę się jeśli ktoś czegoś potrzebuje, a ja mam i nie używam.
- Poświęcam więcej czasu sobie i swojej rodzinie.
- Badam się obowiązkowo cytologia i dentysta.
- Wyjeżdżam w podróż życia, czyli podróż poślubną. Nie wiem gdzie, ale w jakieś fajne i dalekie miejsce.
- Mam w sobie siłę na pracę i aby wytrwać w niej przez rok, potem mogę iść spokojnie na macierzyńskie.

Jeśli zaś już wypisuję moje plany na przyszły rok, to chciałabym w tym miejscu trochę się pochwalić swoim małym szczęściem, które będzie mieć miejsce w przyszłym roku. Kto czytał lub widział, ten wie, że mam w planach wyjście za mąż. Termin został już przez nas określony i 2 sierpnia 2012 roku (tj. czwartek) chcemy powiedzieć sobie sakramentalne "Tak". Mam nadzieję, że 7 miesięcy uda mi się wszystko zorganizować i nie stoczymy poważnych walk z rodziną. Z narzeczonym ustaliliśmy, że robimy po swojemu i nikomu nie pozwolimy siłą ani szantażem wpływać na nasze decyzje. Mam też nadzieję, że w przyszłym roku będę mogła Wam się jeszcze czymś cudownym pochwalić...

Jestem ciekawa czy robicie już jakieś plany na przyszły rok i w jakim stopniu spełniłyście te z roku mijającego. Dajcie znać!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Jak aktualnie pielegnuję swoja buzię

Lepiej zapobiegać niż leczyć.

Takie motto towarzyszy mojej pielęgnacji skóry twarzy. Przez wiele lat popełniłam wiele błędów jeśli chodzi o tą dziedzinę, ale ostatnimi czasy mam wrażenie, że jest całkiem nieźle. Moja cera owszem, nie jest nieskazitelna, bo mam zaskórniki, nadal pojawiają mi się co jakiś czas wypryski itd., ale mam wrażenie, że panuję nad nią i jestem z niej zadowolona.

Co więc robię?

1) NIE! dla alkoholu w kosmetykach pielęgnacyjnych
Od dziecka wiem, że jestem uczulona na spirytus, ale sądziłam, że przez to nie powinnam po prostu pić alkoholu. I tutaj tkwił błąd mojego myślenia! Dopiero gdy pierwszy raz użyłam żelu do mycia twarzy bez alkoholu dostrzegłam jaki zbawienny wpływ ma on ma moją skórę. Wypryski pojawiały się rzadziej, a pojawiające na ogół szybko się leczyły, skóra nie była tak strasznie podrażniona czy przesuszona. Zaczęłam więc kupować produkty bez alkoholu, które okazały się nie być wcale takie drogie. Buzię myje dwa razy dziennie i jest wszystko w porządku. Obecnie używam żelu micelarnego z Biedronki, tani do dobry.



2) Żadnych żeli punktowych, bo w moim przypadku nic nie dają, a jedynie przesuszą skórę. Inwestuję za to grosze w olejek herbaciany i stosuję go punktowo na wypryski. Efekt identyczny- zasusza i leczy wypryski. Nie można tylko przesadzić, bo możemy dorobić się przesuszonej skóry.

Moja recenzja olejku z drzewa herbacianego

3) Demakijaż to podstawa. Nie zasnę jeśli wiem, że mam na sobie makijaż i muszę go zmyć chociażby chusteczkami nawilżającymi. Nie lubię płynów dwufazowych (miałam przykrą niespodziankę jeśli chodzi o taki płyn z Ziaji) i kupuję najzwyklejszy płyn micelarny z Delii. Jestem zadowolona, bo produkt nie dość, że wydajny, to dodatkowo tani i skuteczny. Na ogół zmywam nim jedynie oczy, a później resztę żelem do mycia twarzy.

Moja recenzja płynu micelarnego z Delii

4) Kremy na dzień i na noc
Stosowanie kremów, to nie jest już nasze widzimisię. Nasza skóra narażona jest w ciągu dnia na setki szkodliwych substancji i jeśli chcemy o siebie zadbać powinnyśmy używać chociaż zwykłej Nivea`i czy kremu Bambino by ja ochronić. Ja od jakiś 5 miesięcy używam kremów z Ziaji z serii 25+. Są to dwa kremy- jeden nawilżająco-matujący na dzień (świetny pod makijaż), drugi wygładzający na dzień/noc. Oba w przystępnej cenie, ok.10zł sztuka (raz kupiłam 2 za 15), bardzo wydajne i robią to co do nich należy.

Moja "filmowa" recenzja tych produktów

5) Krem/żel pod oczy
Nie zasnę bez kremu pod oczy. Może brzmi to śmiesznie i wariacko, ale staram się od paru dobrych lat dbać o ta okolicę. Codzienne nakładanie makijażu bardzo nadwyręża delikatna skórę, która ma skłonność do przesuszania się. Do tego cienie pod oczami po nieprzespanych nocach i...za parę lat "Witajcie pierwsze zmarszczki!" Nie ważne czy jest to krem z Ziaji za 6zł, czy żel ze świetlikiem z Avy (oba zresztą bardzo lubię)- trzeba dbać o okolice oczu.



6) Maseczki
Nie wiem czemu, ale mój facet chyba bardziej boi się zobaczyć mnie w maseczce niż bez makijażu podczas ciężkiej choroby. Maseczki nakładam na ogół 2 razy w tygodniu, jeśli jestem aktualnie w domu. Moje ulubione, na chwilę obecną, to maseczki z...Ziaji. Za 1,50 zł (a czasami 1,29) dostajemy opakowanie 7ml maseczki, które starczy nam na 2-3 użycia (przynajmniej w moim przypadku). Maseczki naprawdę pięknie pachną, nawilżają skórę, sprawiają, że jest jędrna, gładka, miła w dotyku. Uwielbiam je!



Powinnam też wspomnieć o jakiś bogatych, tłustych kremach na noc, bo okres zimowy trwa. Zdarzało się, że na nakładałam na noc warstwę oliwkowego kremu z Ziaji, ale zauważyłam, że czasem mnie przetłuszczał i zapychał. Robię więc to tylko wtedy gdy skóra naprawdę tego potrzebuje.
Jakoś też odeszłam od peelingów. Myślę jednak, że kupię znów z St.Ivees, bo stosowałam go raz w tygodniu i byłam zadowolona.

Jak widzicie w mojej pielęgnacji dominuje Ziaja. Nie będę ukrywać, że bardzo lubię i cenię sobie tą markę ze względu na cenę i to jak działa na moją skórę. Nie szukam nowych rzeczy jeśli mam coś sprawdzonego

A jak z Waszą pielęgnacją? Uważacie, że droższe kremy mają o wiele lepszy wpływ na naszą cerę? Czy często kupujecie kosmetyki pielęgnacyjne, bo "są modne"?

Buziaki,
Aneta

niedziela, 18 grudnia 2011

Moje własne charmsy

Zawsze marzyłam o jakieś fajnej, delikatnej bransoletce o charakterze czysto osobistym, której przesłanie tylko ja znam i rozumiem. Charmsy dostępne w sieci Apart wydawały mi się jednak trochę tandetne, a Lilou była zdecydowanie za droga.

Kolejny raz zdecydowałam się więc na skorzystanie z talentu Justyny z bloga JUSTYNA HAND MADE i jak zwykle jestem zachwycona.

Przedstawiam Wam więc moje skarby.



Saksofon, to bez wątpienia coś co kojarzy mi się z moim mężczyzną, bo właśnie na tym instrumencie gra. Granatowy sznurek? Bo kiedyś wspomniał, że lubi kolor niebieski, a jaśniejszego nie było.

Serduszko, to tradycyjny symbol miłości. Bardzo spodobało mi się to, że jest jakby ażurowe. Różowy jest dla mnie symbolem kobiecości.

Aniołek, to symbol mojego najmłodszego brata, bo je uwielbia i kolekcjonuje. Kolor czarny- oboje go lubimy. Oczywiście moja mama już ją poskracała by mój brat mógł ją nosić.

Justyna dorzuciła też dla mnie niespodziankę w postaci dwóch dodatkowych bransoletek.



Na pewno zgadniecie, którą jeszcze podebrała mi mama.

Bardzo podoba mi się to, że mogłam wybrać sobie rodzaj zapięcia w bransoletce. Jest to niesamowicie wygodne, bo będę mogła zdejmować je do kąpieli i dzięki czemu sznurki szybko się nie zniszczą.

Zdecydowanie polecam Wam stronę Justyny. Takie bransoletki to świetne prezenty dla najbliższych.

Buziaki,

Aneta

poniedziałek, 12 grudnia 2011

TAG: Tell Me About Yourself



Zostałam oTAGowana przez Catus z bloga http://x-cosmetics.blogspot.com/ Dziękuję!

ZASADY
- napisz kto przyznał Ci nagrodę
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
- nominuj 15 blogerek

FAKTY


1. Harry Potter, Star Wars, Powrót do przyszłości, Die Hard, Zabójcza Broń, Braveheart, Rocky, Indiana Jones i... Czterej Pancerni i Pies To moje ulubione filmy! Rzadko kiedy jestem fanką jakieś kinowej "nowości", a do tych filmów zawsze wracam i często znam dialogi już na pamięć. Wzięło to się z tego, że filmy te oglądałam z tatą i po prostu już mi się tak utarło w główce, że są the best ever. W liceum byłam jedyną osobą w klasie, która wiedziała kim był Han Solo i Obi Wan Kenobi, a w lutym idę z narzeczonym do kina na "SW: Mroczne Widmo".



2. Kocham jeść! Absolutnie nie jestem fanką diet, zdrowego odżywiania itd. Uważam, że po to żyję by z życia korzystać, a ludzie nieszczęśliwi żyją krócej. W sumie o jedzenie często toczę "walki z teściową". Mój tata gotuje świetnie i uwielbiam w jego wykonaniu bigos, placki ziemniaczane, zupę pomidorową (gęstą i z ryżem), kurczaka, fasolkę po bretońsku i inne pyszności. Nie przeżyłabym na marchewce i sałacie. Nie przepadam za fast foodami chociaż kocham frytki. Sama też lubię gotować. Nigdy nie liczyłam sobie kalorii, albo nie zamieniałam kotleta z piersi z kurczaka na sojowego, bo zdrowo.

3. Prawo jazdy zdałam za pierwszy razem i od 2 lat jeżdżę 19letnim (już) czerwonym Fiatem 126p, popularnie zwanym maluchem. W mojej rodzinie tradycja stało się zdawanie prawka za pierwszym razem. Uwielbiam też swój samochód, bo nie nawala, mało pali, wszędzie nim zaparkuję, a jak coś się stanie, to każdy chętnie maluszkowi pomoże. BTW, mojego narzeczonego poznałam właśnie na kursie prawa jazdy, był moim instruktorem.

4. Moi znajomi śmieją się ze sposobu w jaki chodzę i w jaki coś opowiadam. Mój chłopak mówi, że przypominam tym swojego najmłodszego brata, a ja kompletnie nie wiem czemu jest to takie zabawne. Okazuje się jednak, że chodzę na całych stopach przez co śmiesznie klapię, a gdy coś opowiadam, coś co strasznie mnie ekscytuje, opowiadam to niemal jak dziecko- z błyskiem w oczach, odpowiednia tonacją głosu i gestykulacją.

5. Jak na 24latkę mam dość niewygórowane marzenia, bo...marzę o zostaniu żoną i matką (no i o pokoju na świecie). Wiele osób odbiera to dość negatywnie, bo uważa, że kobieta powinna robić karierę i się rozwijać, a dzieci planować trochę po 30stce, ale ja jestem innego zdania. Bardzo chcę zostać mamą i żoną, chce zmieniać pieluchy, karmić i chodzić na spacery itd. Wiem też, że to ciężka praca, bo w wieku 15 lat zostałam po raz drugi siostrą i przeszłam typowe szkolenie opieki nad dzieckiem. Mam nadzieję, że wkrótce moje marzenie się spełni.

6. W przeciwieństwie do wielu kobiet- nie znoszę kotów i nigdy nie chciałam ich mieć. Dla mnie są one fałszywe, wcale nie są słodkie i nie rozczula mnie ich widok. Gdybym miała wybierać kupiłabym sobie labradora, ale z racji tego, że będę mieszkać w przyszłości na blokach nie sprawię go sobie- uważam, że bloki to nie miejsce dla zwierząt.

7. Nie lubię Plotkary; tego kolesia z serialu o wampirach; nie kręcą mnie kaloryfery na brzuchach; nie chodzę do Sephory czy Douglasa, chyba, że pomylę drogę; do kina nie chodzę na komedie romantyczne i babskie filmy; nie wzdycham do żadnego przystojniaka poza moim prywatnym towarzyszem życia; kupuję swojemu facetowi piwo, jemy chipsy i oglądamy seriale o zombie lub Spartacusa. Chyba jakaś dziwna jestem ;)


Niestety nie będę TAGować konkretnych osób :) Jeśli masz ochotę odpowiedzieć na ten TAG i zrobisz to, daj mi znać w komentarzu, bo chętnie poczytam coś o Tobie.

Buziaki,

Aneta

piątek, 9 grudnia 2011

Z pamiętnika BPM- Baznadziejnej Panny Młodej

Absolutnie nie należę do grona przeciwniczek instytucji małżeństwa. Wręcz przeciwnie, bardzo podoba mi się model rodziny On + Ona + Dzieci, a nawet nie mam nic przeciwko do podziału obowiązków na damskie (zmywanie, pranie, sprzątanie) i męskie (rąbanie drewna, zrzucanie węgla, malowanie ścian)- chociaż moja mama udowodniła, że kobieta sama potrafi zrzucić 4 tony węgla do piwnicy.

Należę do typu osób, które nie lubią prosić o pomoc i wolą zrobić coś same niż tłumaczyć, prosić, szantażować emocjonalnie i strzelać fochy. Z moim partnerem (obecnie narzeczonym) żyjemy według zasady: szanuj i wspieraj drugiego człowieka, nie zmieniaj na siłę, traktuj tak jak sam chciałbyś być traktowany, rozmawiaj i w ten sposób od 2 lat żyjemy bez kłótni i rozłamów w związku. Poza tym każde z nas ma swoje pasje i zajęcia (ja mam YT, bloga, znajomych, książki, makijaż etc., a on saksofon, zespół muzyczny czy orkiestrę) dzięki czemu rozwijamy się i potrafimy siąść pogadać o tym co lubimy i nam się podoba, ale też nie zmuszamy siebie nawzajem do brania udziału w naszych pasjach jeśli druga osoba nie ma na to ochoty.

Tak się składa, że w kwestii ślubu i wesela również byliśmy w pełni zgodni. Po pół roku związku zaczęliśmy rozmawiać o wspólnej przyszłości i zawsze do niej dążyliśmy. Nie jestem osobą, która lubi być na świeczniku, która uwielbia imprezy i zawsze marzyła o białej sukni, dzieciach sypiących kwiatki, dorożce i dwudniowej imprezie w jakimś ekskluzywnym miejscu. Szanuję bardzo kobiety, które ślub przeżywają jako ten najważniejszy moment w życiu, naprawdę. Jednak dla mnie ważniejsze od całego tego "zamieszania" (pozwólcie, że tak nazwę całą tą otoczkę zawarcia związku małżeńskiego) są momenty takie jak wtedy gdy mój mężczyzna wyznał mi, że po naszej pierwszej randce gdy wracał do domu poczuł i zrozumiał, że to właśnie ze mną chce się ożenić i założyć rodzinę. Bardziej niż ślubu nie mogę się doczekać kiedy na świecie pojawi się nasze pierwsze dziecko (a planujemy ich przynajmniej dwoje). Dla mnie ślub to formalność, bo wiem, że i tak z nim będę. Bierzemy go głównie po to by sformalizować nasz związek w świetle prawa i Kościoła, by nasze rodziny były zaspokojone względem "wesele jednak musi na Śląsku być", ale zrobimy to wszystko tak jak chcemy to zrobić, a nie jak wymaga od nas poniekąd społeczeństwo.

Nie chcę wychodzić na przeciwniczkę ślubu, małżeństwa czy białej sukni. Mam ze swoim narzeczonym takie, a nie inne poglądy, podobają nam się takie a nie inne rozwiązania. Zauważyłam jednak jak wielu osobom nie odpowiada to, że nie przeglądam z błyskiem w oku katalogów sukien ślubnych i nie jeżdżę oglądać sal weselnych czy wybierać menu. Z racji tego, że chcemy pobrać się w przyszłym roku już ze znalezieniem lokalu byłby problem, nie mówiąc już o uzbieraniu odpowiedniej sumy na pokrycie całej imprezy (moi rodzice nie mogą wspierać mnie finansowo, a ja dostaję na rękę 1054zł).

Chciałabym by ta dość osobista notka nie była odebrana przez niektóre osoby jako atak na ich marzenia czy plany ślubne. Tak jak one, nie będę żałowała swojej decyzji o takim a nie innym ślubie ze względu na to, że właśnie tak go sobie wyobrażam. Jestem szczęściarą, że w moim życiu zjawił się mężczyzna o podobnych poglądach i planach na życie i bardzo chcę zostać jego żoną. Nie będziemy jednak swoim kosztem spełniać, poniekąd, "zachcianek" naszego otoczenia.

Mam nadzieję, że zrozumiecie mnie po części lub chociaż uszanujecie to jakie decyzje podejmuję. Dostałam już parę nieprzychylnych komentarzy w związku z całą tą sprawą i chciałabym raz na zawsze określić swoje zdanie na ten temat. Szanuję osoby marzące o białej sukni, ale ja do nich nie należę- mam jednak podobny cel- chcę zostać żoną mężczyzny mojego życia i założyć z nim rodzinę.

Pozdrawiam,

Aneta

niedziela, 27 listopada 2011

Naturalny balsam do ust EOS



Kiedy Michelle Phan pierwszy raz pokazała ten balsam w swoim filmiku pomyślałam "WOW!". Balsam-kulka podbił moje serce i bardzo chciałam go wypróbować chociaż niejednokrotnie cena na Allegro mnie odstraszała.

Jednakże sklep Butik4Girls, z którym miałam przyjemność parę razy już współpracować pomógł spełnić mi moje małe kosmetyczne marzenie. Tak w moje ręce trafił balsam EOS o zapachu summer fruit.

Producent obiecuje nam, że balsam posiada w swoim składzie 95% składników organicznych, jest w 100% naturalny, nie zawiera wazeliny ani parabenów. Olej jojoba, masło shea i witamina E ma za zadanie głęboko nawilżać, wygładzać oraz pielęgnować nasze usta.


Co zauważyłam po 2 miesiącach testowania?

+ naprawdę fajne opakowanie, jakby gumowe, z solidnym zamknięciem dzięki czemu balsam nie otworzy się nam w torebce czy plecaku,
+ bardzo wydajny!
+ słodki zapach i pyszny smak, który utrzymuje się na naszych ustach, bynajmniej nie czuję w nim żadnej chemii,
+ lekki balsam, który pielęgnuje nasze usta, sprawia, że są miękkie i gładkie
+ dobrze sprawuje się pod błyszczykiem czy szminką
+ nie był testowany na zwierzętach,
+ występują wersje antybakteryjne,

- jeśli nasze usta są silnie przesuszone, ba!, pęka nam skóra, ten balsam jest za słaby, ponieważ nie zawiera wazeliny ani składników silnie natłuszczających,
- niektórym może przeszkadzać to, że nie jest dość tłusty i w związku z tym nie trzyma się na ustach zbyt długo,
- cena również może odstraszać.

Balsam EOS pomoże nam w zadbaniu o usta, ale nie nawilży już tych porządnie przesuszonych. Jest to fajna, lekka alternatywa dla pomadek bardziej tłustych. Świetny pomysł na prezent dla przyjaciółki czy bliskiej osoby. Ja jestem z niego bardzo zadowolona i wiem, że wystarczy mi na jeszcze parę miesięcy użytkowania.

Znacie? Lubicie? :)

sobota, 26 listopada 2011

Lazy days!

Dzień wolny, to dla mnie coś jak Gwiazdka w środku tygodnia. Uwielbiam to uczucie gdy jestem w pracy i wiem, że za parę godzin wsiądę w maluszka, w którym jest mój bagaż i po jakichś 30-40 minutach jazdy będę już w domu, a noc spędzę w swoim własnym (najwygodniejszym na świecie) łóżku. Już ta myśl relaksuje mnie totalnie i nic nie może mi popsuć dobrego humoru!

Czasami uświadamiam sobie, że w domu jestem tylko po to aby umyć pędzle, zrobić pranie, pomalować odżywką paznokcie i pościerać w pokoju kurze. Chwilami wręcz nienawidzę swojej pracy i mam ochotę rzucić tym wszystkim, bo czuję, że oprócz czasu dla rodziny zabiera mi także czas dla siebie, życie osobiste, sen, zdrowie i nerwy. Wracając do domu nadrabiam braki jedzeniowe z tygodnia i pochłaniam wszystko, w różnej kolejności, a ostatnio zagryzałam sałatkę z sosem czosnkowym i brokułami- czekoladą.

Obiecuję sobie jednak, że z Nowym Rokiem stanę pewniej i będzie już tylko lepiej. Nie będę od siebie tyle wymagać, postaram się znaleźć choć odrobinę czasu dla siebie i na sen, którego tak mi brakuje. Zacznę planować ślub, a raczej dowiem się jakich dokumentów potrzebuję i ustalę termin, bo wesela nie organizujemy więc będzie mi dużo łatwiej z formalnościami. Żyję z myślą, że rok 2012 to rok wielkich zmian w moim życiu i mam nadzieję, że wszystko co planuję zrobić się spełni, a mam w planach spełnić swoje największe marzenia.

Moją głowę zaprzątają też pomysły, a raczej nich brak, na prezenty świąteczne. Całe szczęście wiem już co chcę kupić przyszłym teściom oraz co chce dostać mój mężczyzna. Pozostały mi jeszcze cztery inne osoby i...ja sama. Nie znoszę pytań typu "Co chcesz dostać na urodziny/Gwiazdkę/Mikołaja?", bo jeśli coś chcę to sama sobie to kupię, a nie czekam na święta czy urodziny. Znalazłam jednak coś co mogłoby mi się przydac i ułatwiłoby mi "życie z torbą podróżną w maluchu".



Travalo, czyli mały atomizer, który sprawi, że nie będę musiała taszczyć w swojej i tak już pełnej torbie flakonu 100ml-owego. Mam tylko nadzieję, że będę miała tyle wolnej pamięci, by go napełniać o czasie.

Upatrzyłam też sobie pędzel do bronzera z EcoTools, ale zakupię go sobie sama. Ostatnimi czasy całkowicie odseparowałam się od kupowania kosmetyków i brak czasu na YT i Twittera sprawił, że po jakimś miesiącu orientuję się, że coś nowego i fajnego pojawiło się w drogerii. Nawet malowanie się nie sprawia mi już frajdy jak kiedyś... Chyba się starzeję!

Buziaki!

Aneta

poniedziałek, 21 listopada 2011

Rimmel, Match Perfection Concealer - korektor w pisaku


Mam paskudne cienie pod oczami. Wiele osób "radziło" mi bym zrobiła sobie szereg badań na tarczycę czy wątrobę, ale ja jestem okazem zdrowia, a owe cienie są u mnie w rodzinie genetyczne. Ma je moja mama, mój najmłodszy brat, no i ja. Są one zdecydowanie bardziej widoczne kiedy się nie wyśpię, albo mam wyjątkowo intensywny tydzień w pracy. Tak więc ciągle szukam dobrze kryjącego korektora, który zamaskuje co ma zamaskować, ale też nada mojemu spojrzeniu trochę świeżości.

Ten nowy produkt Rimmela zakupiłam pod wpływem promocji. Szukałam czegoś taniego i w miarę dobrego, a korektor za ok. 14 zł wydał się czymś całkiem niezłym. Jego cena regularna to ok.25zł i...nie jest on wart tej ceny.

Seria Match Perfection oferuje nam dwa(!) odcienie korektora- Classic Beige (030) i Natural Beige (060). Ja, jako osoba bladolica, wzięłam 030. Korektor ma całkiem fajne opakowanie, zgrabny pędzelek. Dobrze mi się nim "dawkuje" produkt w okolice oczu. Najczęściej robię nim albo kreski, albo punkciki i wklepuję opuszkami palców. Konsystencja jest kremowa, moim zdaniem idealna, bo bardzo dobrze się ją rozprowadza.

Korektor nie waży się, nie podkreśla mi drobnych zmarszczek, ładnie rozświetla oko, utrzymuje się cały dzień i wszystko powinno być cudownie, ale on niestety nie jest dla mnie. Jeśli posiadasz małe cienie pod oczami, albo nie masz ich wcale, ale efekt nauki do późna/imprezowania itp. sprawia, że się pojawiają- ten korektor jest dla Ciebie. Dla mnie niestety krycie jest zbyt słabe i jedynie gdy naprawdę dobrze się wyśpię i nie pracuję po 12 godzin, może mnie ono zadowolić.

Korektor też nie kryje zbyt mocno wyprysków. Ewentualnie delikatnie zakamufluje zaczerwienienia i ujednolici kolor skóry, ale nie oczekujmy cudów.

Podsumowując: wszystko pięknie- ale nie dla mnie. Muszę szukać czegoś lepszego i teraz nie będę chyba patrzeć jedynie na niższe i średnie półki.

Używałyście tego korektora? Jakie korektory możecie polecić na cienie pod oczami?

sobota, 12 listopada 2011

Dbamy o stopy z ...Biedronką

Nigdy nie zwracałam jakieś specjalnej uwagi na swoje stopy. Wiem, że to błąd, ale jakoś zawsze pomijałam je w pielęgnacji. Dla mnie stopy były po prostu stopami i dochodziłam do wniosku, że skoro na co dzień nikomu ich nie pokazuję, to piękne być jakoś nie muszą.

Swoje zdanie zmieniłam gdy rozpoczęłam nową pracę i musiałam być na nogach przez 12 godzin. Moje stopy przechodziły prawdziwa katorgę w jednych butach! Pomijam fakt, że od ciasnych balerinek nabawiłam się paskudnych siniaków pod paznokciami i muszę teraz czekać aż mi odrosną (Kto z Was miał podobny problem?). Właśnie wtedy doceniłam kosmetyki do stóp!

Peeling do stóp Be Beauty

Za ok.5zł dostać naprawdę fajny peeling do stóp? TAK! Na początku podchodziłam do niego z dystansem, ale stał się to mój ulubiony produkt z tej serii. Dużo drobinek (pumeks- jak czytamy na stronie producenta klik), które świetnie ścierają zrogowaciały naskórek. Skóra po użyciu jest nie tylko gładka i miękka, ale nawet wydaje mi się, że jaśniejsza. Używanie tego peelingu jest dla mnie czystą przyjemnością, delikatnym masażem dla stóp. Do tego miły, cytrusowy zapach. Moje stópki znów są lekkie i przyjemne w dotyku.

Krem odżywczy do stóp i paznokci / Kremowy żel do stóp

Oba te produkty, to świetne dopełnienia wcześniej wspomnianego peelingu. Nakładam ja na noc, zanim założę skarpetki, ale także po zabiegach pielęgnacyjnych stóp. Dzięki nim stopy są rano miękkie, nawilżone i...fajnie się chodzi. Nie wyobrażam sobie teraz pójść spać bez nałożenia jakiegoś z tych kremów! Są one chwilą relaksu dla moich stóp i wręcz czuję jak skóra wchłania ich składniki. Kiedyś stosowałam na stopy masło kakaowe z Ziaji i również świetnie sę sprawdzało. Wszelkie tłuste kremy dobrze działają na moje stopy więc lubię nałożyć ich grubą warstwę, a potem ciepłe, grube skarpetki.

Myślę, że produkty Be Beauty z serii dla stóp są naprawdę godne uwagi. Nie tylko cena jest bardzo atrakcyjna, ale także i ich działanie powinno Was zadowolić.
Jestem ciekawa jak Wy dbacie o swoje stópki. Pamiętacie o nich zimą?

wtorek, 1 listopada 2011

O stanikach słów kilka

Nigdy nie spalę biustonosza! Zaraz po tabletce antykoncepcyjnej jest to, moim zdaniem, jeden z najlepszych wynalazków dla kobiet, który niesamowicie ułatwia życie.

Przez długi czas sądziłam, że jestem właścicielką rozmiaru 85C. Miałam duże luzy w obwodzie, piersi momentami nieestetycznie wychodziły, ale dało się przeżyć, bo...kupowałam tanie biustonosze i dzięki temu mogłam ich mieć więcej, w różne wzory i kolory. Błąd!

Rok temu skorzystałam z oferty sklepu ESOTIQ- pani brafiterka miała pomagać w doborze odpowiedniego rozmiaru. Od razu okazało się, że mój obwód jest aż 15 cm większy od prawidłowego, a miseczka jest zdecydowanie za mała! Byłam w szoku. Niespodziewanie moje 85C zamieniło się w 70F.

Nie mogłam przyzwyczaić się do nowego biustonosza przez chyba prawie miesiąc. Wydawał mi się dużo za ciasny i niekomfortowy. Z czasem przywykłam i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Dobrze dobrany biustonosz nie krępuje mi ruchów, dba o to by piersi były w jednym miejscu, nie przemieszcza się, nie rozciąga i podczas całego dnia w pracy ani razu go nie czuję. Stał się naturalnym elementem mojej garderoby i czymś niemal oczywistym.

Podczas wizyty w salonie zakupiłam jeden biustonosz, ponieważ okazało się, że w moim rozmiarze nie mają ich więcej. Wyobraźcie sobie, że od tamtego czasu był to najczęściej użytkowany przeze mnie stanik i nic się z nim nie stało! Wszystko jest takie jak w chwili zakupu, może poza kolorem.

Wróciłam do ESOTIQa wczoraj. Jeśli dobrze pamiętam, to do 13 listopada mają promocję typu "drugi stanik za pół ceny". Zakupiłam od razu dwa- czarny i beżowy. Okazało się, że są to tylko inne kolory pierwszego modelu, który u nich wybrałam- gładki, z delikatną koronką przy miseczkach.

Jeśli chodzi o cenę w takim salonie- wszystko zależy od modelu. Mój kosztuje 69zł, czyli nie jest źle jeśli bierzemy pod uwagę fakt, że starczy nam na naprawdę długi czas. Tak jak oferta salonu jest bogata, tak i wachlarz cenowy jest dość duży.

To by było chyba na tyle co do moich przemyśleń na temat biustonoszy. Jestem ciekawa ile z Was miało kontakt z brafiterką, a może same dobrze dopasowałyście sobie biustonosz?


Buziaki,
Aneta

wtorek, 25 października 2011

Kartka z pamiętnika...

Ostatnio wybitnie nie mam czasu na nic. Dowodem tego jest fakt, że miesiąc temu kupiłam Glamour z Top Modelkami na okładce i do tej pory go nie przeczytałam, to samo tyczy się Twojego Stylu, a moja szczoteczka do zębów niedługo stanie się niezłym symbolem bohatera drogi. Taki żarcik.

Z wielką przyjemnością zasiadłabym przed aparatem by coś dla Was nakręcić, ale...nie mam kiedy. Musiałabym wstawać o 5 rano by się wyrobić z wszystkim, a wieczorem naprawdę nie mam ochoty na coś więcej poza prysznicem i snem. Nawet to ostatnie marnie mi wychodzi i chyba zainwestuje w coś co mi to ułatwi.

Muszę jednak przyznać, że lubię swoją pracę i nie mam tu zamiaru narzekać, że spędzam w niej w miesiącu ponad 230 godziny, bo sama się na to zdecydowałam. Będę jedynie narzekać, że doba nie ma więcej niż 24 godziny, a mój organizm upomina się o tak banalne rzeczy jak sen, jedzenie i picie. Daję z siebie wszystko i robię to z ogromną przyjemnością, bo uczę się tylu nowych rzeczy, że głowa mała. Pomijam fakt, że uwielbiam pracować w sklepie i mieć kontakt z klientem.

Pamiętacie jak mówiłam Wam o tym, że chciałam podjąć szkołę? No cóż, nie wyszło. I wcale nie chodzi o to, że zrezygnowałam, ale to oni nie otwarli kierunku i łaskawie nawet nie chcieli mnie o tym poinformować. Tak więc wolne weekendy zajęłam sobie pracą. Może w przyszłości uda mi się wyskrobać odrobinę czasu na naukę i będę miała więcej szczęścia. Trochę mi szkoda, nie powiem, że nie, ale patrząc na to jak teraz żyję, to ciężko byłoby mi zająć się jeszcze szkołą. Jeśli przyjmiemy, że tydzień ma 7 dni, to ja pracuję przez nie wszystkie, w domu jak jestem 2 razy w tygodniu to jest dobrze, a na ogół wpadam się przespać i zostawić rzeczy do prania.

Tak wygląda obecnie moje życie. Cieszy mnie jednak myśl, że robię to po coś i od nowego roku zacznę już wstępne plany co do mojego wyjścia za mąż- z czego niesamowicie się cieszę i nie mogę już doczekać.

Odbiegając od pracy i wracając do rzeczy bardziej przyjemnych, to udało mi się zakupić na Allegro Tangle Teezer, w wersji klasycznej i różowej. Moje włosy są już, nie oszukujmy się, długie i mam straszny problem z ich rozczesywaniem. Mam nadzieję, że owy sprzęt mi w tym pomoże.
Ostatnio też skończył mi się korektor i pani w Naturze doradziła mi nowy produkt Rimmel, Match Perfection. Jest okey, ale ciągle nie maskuje tak jak bym sobie tego życzyła więc za jakiś czas zainwestuję w coś lepszego.
Moje paznokcie również wołają o pomstę do nieba i miła pani w aptece doradziła mi odżywkę witaminową z kolagenem marki Kosmed za całe 7 zł. Mówiła, że u niej się sprawdza. Mam nadzieję, że u mnie będzie podobnie, bo szkoda mi samej siebie gdy płatami ściągam sobie paznokcie.
Moją nową obsesją stały się też ciastka z Lidla- Sasanki. Ulubiłam sobie wersję z czekoladą mleczną. Kosztują 3-4 zł i są wyśmienite!



Dorzucę Wam też muzykę, którą sobie ostatnio ulubiłam.


Listopad już za rogiem. Jedyny pewny zakup w zbliżającym się miesiącu, to w moim przypadku Harry Potter Lego Lata 5-7, nowa gra na PC dla mojego brata i dla mnie. Muszę też rozejrzeć się za jakimiś butami, chociaż moim wymaganiom chyba żadne nie sprostają. Mam nadzieję, że uda mi się częściej do Was pisać, bo nagrywanie na razie zbyt szybko mi nie wyjdzie.

Buziaki kochani i dziękuję Wam za cierpliwość co do mojej nieobecności!

Aneta

środa, 5 października 2011

Joanna, Z apteczki babuni- balsam do ciała do skóry normalnej...

Przeznaczony do skóry normalnej, z tendencją do przesuszania się. Zawiera ekstrakt z jaśminu i masła Shea oraz mocznik.

Dzisiaj pierwszy produkt z serii "Oszczędzamy!- balsam do ciała. Po ponad pół roku nie robienia zakupów kosmetycznych wykończyłam wszystkie swoje balsamy i chcąc nie chcąc musiałam sobie coś kupić.

Będąc w Drogerii Natura w moje łapki wpadł balsam Joanny z serii "Z apteczki babuni". Po doświadczeniu z nietrafnym mleczkiem do włosów, przyznam się szczerze, że trochę bałam się kupować kolejny produkt tej marki. Niska cena jednak bardziej mnie przekonała i postanowiłam zaryzykować.

Za ok. 11zł dostajemy 500 ml produktu w zgrabnym opakowaniu z praktyczną pompką. Taki dozownik to ogromny plus- moim zdaniem, bo możemy z łatwością dozować produkt. Konsystencja jest bardzo fajna- nie za gęsta, niezbyt lejąca- w sam raz. Balsam jest kremowy, pięknie i długo pachnie na ciele. Zapach jest świeży i bardzo przyjemny, kojarzy mi się z dzieciństwem i wakacjami.

Balsam bardzo fajnie nawilża skórę, świetnie sprawdza się w przypadku skóry podrażnionej depilacją. Bardzo dobrze się rozprowadza i pozostawia na skórze delikatny film, bynajmniej nieklejący czy śliski, szybko się wchłania. Jeszcze następnego dnia czujemy, że nasza skóra jest miękka i nawilżona.

Musze przyznać, że balsam ten był moim strzałem w dziesiątkę. Za 11 zł dostałam to czego oczekiwałam, czyli dobrego produktu, który będzie nawilżał moją skórę i ładnie pachniał. Gdy zużyję to opakowanie, a potrwa to długo, bo balsam jest naprawdę wydajny, chętnie wypróbuję inny z tej serii.


Lubicie produkty "Z apteczki babuni"? Możecie coś z nich polecić?

Buziaki!

niedziela, 25 września 2011

Beauty Formulas- suchy szampon do włosów w aerozolu

Moje włosy mają tendencję do przetłuszczania się. Myję je codziennie rano, a wieczorem wyglądają już średnio. Rzadko też myję je co drugi dzień, chyba, że aktualnie jestem w domu i nie mam w planach nigdzie wychodzić.

Podjęcie nowej pracy w innym mieście sprawiło, że stałam się częstym gościem w domu mojego lubego. Pomyślałam wtedy, że suchy szampon, o którym tyle słyszałam na YT, świetnie sprawdzi się do tego by rano nie musieć myć włosów, a tym samym nie przeszkadzałabym nikomu odgłosami suszenia włosów.

Suchy szampon Beauty Formulas udało mi się dostać dopiero za -entym razem w Drogerii Natura gdy tylko go ujrzałam od razu wrzuciłam go do koszyka. Za ok. 16zł dostajemy 150 ml.

Producent obiecuje: Suchy szampon Beauty Formulas w prosty sposób odświeża i ożywia tłuste, pozbawione życia włosy. Pozostawia włosy czyste i pełne życia. Szampon w wygodnym rozpylaczu, doskonały do zastosowania w domu jak i w czasie podróży.

Nie mogłam się doczekać jego użycia! Moje rozczarowanie było jednak zdecydowanie większe... Nie oczekiwałam, że moje włosy będą wyglądać jak zaraz po umyciu. Chciałam tylko by nie były tak oklapnięte, by wyglądały na tyle normalnie, że mogłabym bez skrępowania pokazać się na mieście. Okey, zapach jest całkiem ładny, nie dusi mnie przy aplikacji jak np. bywało z lakierami do włosów. Ale tylko to jest plusem! Moje włosy wcale nie wyglądały lepiej, nie były uniesione, nie zmieniły swojego wyglądu i lepiej by wyglądały spryskane lakierem i lekko natapirowane niż po użyciu tego niby suchego szamponu. Do tego produkt jest bardzo nieekonomiczny. Po paru użyciach mam może 1/3 opakowania.

Może to ja robię coś źle, albo moje włosy są oporne na takie produkty? Może lepiej sprawdza się na włosach krótkich i półdługich? Ja jednak podpiszę się pod słowami mojego lubego na wieść o zakupie szamponu w aerozolu: Nie lepiej po prostu umyć włosy? Czas zmarnowany na pryskanie, rozczesywanie i czekania na jakikolwiek efekt równał się u mnie z czasem jaki poświęcam umyciu i wysuszeniu włosów.

Nie kupię więcej, ale cieszę się, że to zrobiłam, bo dostałam nauczkę.
Używacie suchych szamponów do włosów?

sobota, 24 września 2011

Oszczędzamy!

Przyznam się bez bicia, że kompletnie nie mam ręki do pieniędzy. Jako singielka jedną ręką zarabiałam, a drugą wydawałam pieniądze na masę rzeczy mniej i bardziej potrzebnych, oraz takich, które po prostu są. Bycie w związku niezbyt zmieniło moje podejście do oszczędzania i dopiero w przeciągu ostatnich paru dni, gdy moje życie osobiste wkroczyło na kolejny, ekscytujący, etap uświadomiłam sobie, że najwyższa pora odłożyć coś w przysłowiową skarpetę.

Grubo ponad pół roku nie byłam na prawdziwych kosmetycznych zakupach, a mam tu na myśli takie, że nakręciłabym z niego mega haul i opowiadała o nich przez 20-30 minut. Z kolorówki kupiłam tusz do rzęs, podkład, krem tonujący i ostatnio cienie w kremie z Essence. Z pielęgnacji zaś kupowałam jedynie szampon, balsam, zmywacz do paznokci i tego typu rzeczy, jeśli już skończyły mi się poprzednie. Takie postępowanie sprawiło, że w dużej mierze wyzbyłam się swoich chomiczych zapasów i moja toaletka już mnie przypomina drogerię. Najgorzej jednak schodzą kosmetyki kolorowe... Niestety.

Aneta jednak się uparła więc- oficjalnie oszczędza. Idealnym wstępem do tego procesu były moje ostatnie zakupy. Skończyły mi się podstawowe rzeczy jak szampon, balsam, roll-on pod pachy czy pianka do golenia. Udałam się do Biedronki, Natury i Rossmanna, a ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wszystko to mogę dostać w niskiej cenie i przyzwoitej jakości! Tutaj powinniśmy wychwalać pod niebiosa takie marki jak Ziaja, Joanna, Delia itd., bo dostarczają nam tanie i dobre kosmetyki.

Postanowiłam więc, że co jakiś czas będę wrzucać na bloga recenzję jakiegoś takiego taniego i dobrego kosmetyku, który u mnie się sprawdził, bo może akurat sprawdzi się też u Was. Byłabym też wdzięczna za informacje z Waszej strony na temat takich perełek z niższej lub średniej półki. Na pewno każda z Was ma coś takiego w swojej kosmetyczce!

A tymczasem...



Buziaki!

Aneta

środa, 21 września 2011

Naleśniki na bogato

Jakiś czas temu po pracy wstąpiłam do knajpki o wdzięcznej nazwie "Pieprz i Wanilia". Zjadłam tam naprawdę pyszny obiad, który po paru dniach postanowiłam odtworzyć w kuchni mojej sympatii. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu.

SKŁADNIKI:

* Ciasto na naleśniki:
- mleko, mąka, jajko, sól, proszek do pieczenia ( często mieszam wodę i mleko pół na pół oraz dodaję odrobinę oleju)- możecie dodać jakieś przyprawy według uznania

* Reszta:
- brokuły, pomidor, pierś z kurczaka, ser mozzarella
- sos czosnkowy (można zrobić go samemu - majonez+jogurt naturalny+czosnek - lub kupić gotowy- ja zakupiłam w Lidlu i jest przepyszny)


1. Gotujemy brokuły- wpierw odcięłam koronę od trzonka, pokroiłam na mniejsze kawałki. Zagotowałam wodę z odrobiną soli, wrzuciłam do niej brokuły i gdy zagotowała się ponownie brokuły były już miękkie. Po ostudzeniu pokroiłam je na jeszcze mniejsze.

2. Pierś z kurczaka kroimy w kostkę- możemy ją doprawić ulubionymi przyprawami lub sosem sojowym i podsmażamy.

3. Pomidor obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Tak samo postępujemy z serem.

4. Pieczemy naleśniku! Dobrze by były cienkie lub średnio cienkie i były pieczone na większej patelni.

5. Teraz najlepsza zabawa! Gdy naleśniki ostygną na połowie każdego z nich układamy po trochu z naszych składników, a całość zalewamy sosem czosnkowym.



6. Składamy naleśnik na pół i lekko dociskamy. Ważne by naleśnik był odpowiedniej grubości aby przypadkiem nie pękł nam podczas składania, albo nie zaczął się odginać.

7. Następny krok to ponowne podgrzanie wszystkiego. Ja użyłam mikrofalówki (2-4 minuty), bo robiłam parę sztuk, ale jeśli robicie imprezę, to polecałabym nastawienie piekarnika i wyłożenie naleśników na wysmarowaną blachę lub sreberko.



Naleśniki są bardzo sycące i zebrały bardzo wiele pochwał! Mi osobiście najbardziej smakował sos czosnkowy. Lubię na obiad zjeść coś innego niż ziemniaki z kotletem i sądzę, że takie "bogate naleśniki" są świetnym jego zamiennikiem.

Smacznego!

wtorek, 6 września 2011

Niecierpek bloguje!

Witajcie kochani!

Po pierwsze, w związku z akcją "Promujemy blogi & kanały YT" dostałam od Was, na razie, około dziesięciu zgłoszeń, w tym jedno zgłoszenie kanału YT. Wytypowałam na razie jeden blog, którego opis i link możecie zobaczyć po prawej stronie.

Chciałabym tu wyjaśnić, że przejrzałam każdy blog i wybrałam pierwszy, który najbardziej mi się spodobał. Pozostałe również są wspaniałe i będą brały udział w kolejnych wyborach.

Z racji tego, że zgłosił się na razie tylko jeden kanał na YT, poczekam jeszcze chwilę na inne zgłoszenia, a jeśli się nie zjawią, to on znajdzie się w dziale promowania, bo uważam, że autorka jest naprawdę sympatyczną osóbką.

Po drugie, na mojej stronie na FB pojawiła się notatka o akcji i będą tam stopniowo dodawane kolejne blogi i kanały.

Po trzecie, z racji tego, ze podjęłam nową pracę i na razie próbuję się ogarnąć, przetrwać miesiąc próbny i nie dać plamy, oraz czekam jak potoczą się losy mojej szkoły- notki i filmy będą pojawiać się ciut rzadziej. Musicie to kochani zrozumieć. Jestem w rozjazdach, a po powrocie z pracy nie myślę o niczym innym jak o prysznicu i łóżku. Gdy będę wiedziała, ze sytuacja jest stabilna i pewna- wrócę do Was na pewno!

Dziękuję Wam serdecznie za wszystkie życzenia z okazji drugich urodzin kanału! Dziękuję za wsparcie, za czas mi poświęcony, za ulubienie na FB i w ogóle. Staram się być bardziej aktywna teraz na swojej stronie na FB, łatwiej jest mi tak napisać do Was parę zdań nić notkę lub nakręcić film.

Mam nadzieję, że zrozumiecie moją obecna sytuację i nie pozostawicie mnie na pastwę losu!

Buziaki!

Aneta

niedziela, 28 sierpnia 2011

Dwa lata minęły odkąd...


...wrzuciłam swój pierwszy filmik na portal YouTube i kanał anetteaneta zaczął swoją działalność. 29 sierpnia 2009 roku.

Prawda jest nudna i wcale nie nadaje się na scenariusz filmowy, bo nie jestem żadną panaceą81 czy Michelle Phan. Jestem normalną dziewczyną, która pewnego wieczoru się nudziła i chciała zobaczyć jak to jest nagrywać filmiki makijażowe. O makijażu nie wiedziałam zbyt wiele, bo dopiero raczkowałam w tym temacie, ale muszę przyznać, że od tamtej pory moja wiedza trochę się powiększyła.

Statystyki:
Kanał zwykłej dziewczyny z małej miejscowości w południowej Polsce wyświetlono ponad 593 332 razy (liczba wyświetleń filmów). Ma ona 3494 widzów i 166 filmów.

Kręciłam filmy bardziej i mniej regularnie, dostawałam miłe i niemiłe komentarze. Bywało różnie, jak w życiu. Ale nie żałuję ani jednej chwili na YouTube. Dzięki mojej małej działalności poznałam wiele fascynujących osób, bardzo dużo się nauczyłam, rozwinęłam i naprawdę się tu zadomowiłam.

Cały czas się uczę. Życie ciągle mnie zaskakuje, tak jak ludzie.
Jakie mam plany na przyszłość? W połowie miesiąca znalazłam pracę, z której jestem naprawdę zadowolona i chcę odnieść w niej sukces. Zapisałam się do szkoły policealnej na kierunek technik usług kosmetycznych, by się uczyć i rozwijać w kierunku, którym lubię. Mam nadzieję, że pracę i szkołę uda mi się pogodzić z dalszą, aktywną działalnością na YouTube i blogu. Chciałabym bardziej się rozwijać, bo o raz pierwszy od dłuższego czasu czuję się pewna tego co robię. Chcę ułożyć sobie życie i wkroczyć na kolejny etap.

Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wspierają mnie w każdej sytuacji, którzy trzymają kciuki gdy trzeba, mobilizują mnie i są ze mną. To co robicie bardzo wiele dla mnie znaczy! Rozwinęliście we mnie to co najlepsze. Pokazaliście mi, że jestem wyjątkowa, że nie muszę być szarą myszką, że mogę nieść szczęście i radość. Mam nadzieję, że nigdy Was nie zawiodę i będziecie ze mnie dumni!

Buziaki kochani!

Aneta

PROMUJEMY BLOGI & KANAŁY YT

Dzisiaj będzie mało kosmetycznie!

Jeśli przyjrzycie się zakładkom na moim blogu zobaczycie, że pojawiła się tam nowa Promujemy Blogi i Kanały YT. Długo zamierzałam się do tego projektu, ale sprawy osobiste się częściowo na niego nałożyły i musiałam odczekać swoje nim się za niego wzięłam.

Korzystając z chwili oddechu i ostatniego wolnego weekendu postanowiłam jednak wprowadzić swój plan w życie. Ma to też związek z tym, że jutro mój kanał obchodzi swoje drugie urodziny.

Często zdarzało się, że moi Czytelnicy lub Widzowie, pisali do mnie z prośbą o polecenie ich strony czy też kanału. Nie chciałam jednak robić tego w notkach czy filmikach, ponieważ sama nigdy nie prosiłam i nie korzystałam z żadnej reklamy. Postanowiłam więc zorganizować coś w stylu "Blog/Kanał miesiąca". Wszelkie instrukcje dotyczące sposobu przystąpienia do projektu znajdziecie w zakładce, a na jakiekolwiek inne pytania z przyjemnością odpowiem.

Kochani, czekam na Wasze zgłoszenia! Bardzo bym chciała by osoby prowadzące blogi i kanały na YT, które robią to z sercem i poświęceniem, zostały odpowiednio zauważone i docenione.

Buziaki!

Aneta

niedziela, 21 sierpnia 2011

L`Biotica, Biovax Silk, Jedwab w płynie

Uwielbiam jedwab do włosów, chociaż nie raz spotkałam się z niesamowitą krytyką faktu, że go stosuję. Mam jednak silnie przesuszone końcówki włosów (efekt farbowania, prostownicy i suszarki do włosów), że jego działanie jest dla moich włosów zbawienne. Wcześniej używałam jedwabiu z Biosilku, jeśli oczywiście znalazłam go na promocji, i byłam naprawdę z niego zadowolona. Nie wiem ile tych małych buteleczek przeszło przez moje ręce! Jednak jedwab do włosów z Joanny nie przypadł mi do gustu. Niedawno zaś w moje ręce wpadł produkt popularnej na YouTube firmy- Biovax. Liczyłam na zbawienne działanie, ale...przeczytajcie sami.

Produkt ten zakupiłam w aptece, bo tam właśnie wpadł mi w oko. Nie widziałam go w Rossmannie czy Naturze, a SuperPharm nie mam w okolicy. Za 15 ml produktu zapłacimy w granicach ok.9-12 zł, zależy od miejsca zakupu. Po przeczytaniu wszystkich informacji na opakowaniu doszłam do wniosku, że ten kosmetyk okaże się najlepszym zakupem w moim życiu i na stałe zagości w mojej kosmetyczce.

PLUSY
- cena i pojemność myślę, że są naprawdę w porządku
- opakowanie mega praktyczna pompka i nakrętka, produkt nam się nie rozleje w kosmetyczce
- zapach przyjemny, lekko cytrusowy
- dobrze się rozprowadza na włosach nakładałam go na same końcówki
- nie pozostawia tak "dziwnego wrażenie na dłoniach" jak w przypadku np. Biosilku mam tu na myśli to, że łatwiej jest go zetrzeć i wydaje się być przyjemniejszy
- włosy są miękkie, ładnie pachną i dobrze się rozczesują
- gęsty, a nie lejący się jak Biosilk

MINUSY
- mało wydajny 3 tygodnie i już go nie mam (?!)
- nie zauważyłam by końcówki moich włosów stały się mniej rozdwojone, intensywnie nawilżone itd.
- pomimo obietnic producenta po użyciu prostownicy czy lokówki moje włosy przypominały 'siano'

Jestem rozczarowana tym produktem jeśli chodzi o wydajność. Nie sądzę bym eksploatowała go nadmiernie i przez to skończył mi się w przeciągu 3 tygodni, bowiem mała buteleczka Biosilku wystarczała mi na ok. miesiąc bądź półtora przy codziennym stosowaniu. Nie wiem czy zakupię go ponownie. Na pewno zachowam opakowanie, bo owa pompka jest naprawdę praktyczna. Wydaje mi się, że w porównaniu z Biosilkiem jedwab z Biovaxu jest odrobinę delikatniejszy dla włosów, nie obciąża ich (chociaż żaden jedwab nie obciążał).

Na pewno produkt ten jest wart przetestowania, ale czy zagości w Waszych kosmetyczkach? Zależy to czego oczekujecie od takiego produktu.

Opis produktu na stronie producenta.

Używacie jedwabiu do włosów? Jakie są Waszymi ulubionymi?

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Parę spraw organizacyjnych

Dzisiaj będzie trochę ogłoszeń i/lub spraw, o które chciałam Was zapytać ponieważ bardzo zależy mi na opinii moich Widzów oraz Czytelników bloga.

Sprawa pierwsza, 29 sierpnia mijają dwa lata od czasu gdy wrzuciłam swój pierwszy filmik na swój kanał. Ach, jak ten czas leci! Od tamtego czasu zyskałam ponad 3400 cudownych widzów, którzy dodatkowo dołączyli do grona moich znajomych na FB. W związku z tym zrodziła się w mojej głowie myśl by stworzyć na portalu Facebook osobne konto specjalnie dla Was. Łatwiej będzie nam się wtedy komunikować. Dajcie znać co o tym myślicie, bo ja tak szczerze mam nadzieję, że ten pomysł ulotni się po krótkim czasie. Nie czuję się bowiem gwiazdą, która ma tylu fanów, że potrzebuje osobnej strony internetowej. ;)

Sprawa druga, dotyczy owego bloga, na którym w chwili obecnej się znajdujecie. Zastanawiałam się nad zmianą adresu z czarnego-flamastra na "anetteaneta". Pierwotna nazwa wzięła się z tego, że blog ten był wcześniej blogiem prywatnym i nie liczyłam, że zmienię go w coś podobnego do mojego kanały lub jakoś z nim powiązanego. Pytanie moje brzmi tutaj, czy jeśli zmienię adres w ustawieniach, to stracę czytelników, a Wy będziecie musieli mnie na nowo subskrybować? Ktoś zna odpowiedź?

Sprawa trzecia, dotycząca dalszej mojej działalności na YT. Nie zamierzam zamykać kanału czy zawieszać go na jakiś czas. Mam w planach nadal kręcić, ale na chwilę obecną moja głowa jest trochę wyprana z pomysłów. Chętnie więc dowiem się jakie filmiki Wy sami najczęściej oglądacie, jakie chcielibyście zobaczyć, co Was interesuje itd. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się wrócić z nową energią na YT!

Tak więc kochani, czekam na Wasze komentarze i wiadomości co do spraw, które poruszyłam. Mam nadzieję, że mi pomożecie.

Buziaki!

Aneta

niedziela, 14 sierpnia 2011

Rozdanie na tylko-moda.blogspot.com



Ładne spódniczki? Hmmm... Oczywiście, że tak! Macie szansę wygrać je w rozdaniu na blogu www.tylko-moda.blogspot.com ! Mamy czas do wtorku do godziny 20.00 więc śpieszmy się!

PS. Mi marzy się ta czarna ;)


Buziaki!

czwartek, 11 sierpnia 2011

TAG: 30 pytań kosmetycznych

ZASADY
1. Napisz, kto Cię oTAGował.
2. Odpowiedz na 30 pytań.
3. Przekaż TAG 10 innym blogerkom.
4. Poinformuj je w komentarzach, że zostały przez Ciebie oTAGowane i umieść adresy do ich blogów w swojej odpowiedzi.
5. Po odpowiedzeniu na pytania poinformuj o tym osobę, która Cię oTAGowała, na przykład pod jej najnowszą notką.

Zostałam oTAGowana przez: http://glamispink.blogspot.com/ oraz http://skonfundowana-panna.blogspot.com/ Dziękuję!

1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz ?
2 razy- rano i wieczorem.

2. Jaki masz typ cery ?
Mieszana, ale ze skłonnością do normalnej.

3. Co jest obecnie twoim ulubionym produktem do mycia twarzy ?
Olejek myjący- drzewko herbaciane z Biochemii Urody.

4. Czy używasz peelingów do twarzy ? Jeżeli tak, to jakich ?
Tak, bardzo lubię peeling z St.Ives, ale obecnie używam peelingu z Ziaji (nie jest jednak zbyt ciekawy, wolę gruboziarniste).

5. Jakiego kremu do twarzy obecnie używasz?
Rano używam kremu z Garnier, Podstawa Pielęgnacji (czeka na mnie już Ziaja 25+ matująca), a wieczorem Ziaji 25+ wygładzającego.

6. Używasz kremu pod oczy ? Jeżeli tak, to jakiego ?
Tak, używam codziennie. Na chwilę obecną jest to żel pod oczy z Ziaji, ale bardzo lubię żele z świetlikiem.

7. Masz piegi? Jeżeli tak, to gdzie?
Tak, kiedyś po oparzeniu słonecznym zrobiły mi się na ramionach. Posiadam też wiele pieprzyków- u mnie to rodzinne.

8. Jakiego podkładu używasz ?
Mój ulubiony to Max Factor Lasting Performance, ale na co dzień używam kremu tonującego z Ziaji.

9. Jakiego korektora używasz ?
Kończę Maybelline Age Rewind.

10. W jakiej tonacji jest twoja cera?
Wydaje mi się, że chłodnej. Jestem trochę typem 'królewny Śnieżki'.

11. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Chciałabym umieć je nakładać, ale nigdy nie próbowała, bo trochę się boję.

12. Jakiej mascary używasz?
Maybelline, Colossal Volum' Express

13. Czego używasz do aplikowania makijażu ?
Do podkładu i korektora- własnych palców; dla pozostałych rzeczy pędzli (Hakuro, Maestro, Inglot i Lancrone)

14. Czy używasz bazy pod makijaż ?
Tak, na specjalne i ważne okazje gdy chcę mieć pewność, ze makijaż będzie na swoim miejscu wyglądał idealnie- Dax Cosmetics i Soraya.

15. Czy używasz bazy pod cienie?
Tak, zawsze. Mam bazę z Kobo i Gosh`a (sylikonową).

16. Ulubiony kolor cienia do powiek ?
Bardzo lubię odcienie beżu i brązu.

17. Kredka do oczu czy eyeliner w płynie ?
Zależy to od dnia. Z kredką szybciej i pewniej działam.

18. Ulubiona szminka?
L`OREAL Colour Riche 425 Perfect Coral, Miss Sporty 121 Big Love, Rimmel Moisture Renew 300 Electric Plum.

19. Ulubiony błyszczyk ?
Nie przepadam za błyszczykami. Najczęściej jednak używam błyszczyku z Essence z serii Cute As Hell- Date Me!, bo chcę go wykończyć.

20. Ulubiony róż ?
Hmm...Lovely, Tempting Rose, SEPHORA, Blush me! Terra Passion nr 9 i Inglot 87.

21. Kupujesz kosmetyki za pośrednictwem Internetu ?
Tak, bardzo często korzystam z Allegro gdyż ceny są tam dużo niższe lub ze sklepów internetowych. Ułatwia mi to zakup kosmetyków niedostępnych w mojej okolicy lub kraju.

22. Kupujesz kosmetyki od ulicznych sprzedawców/na bazarku ?
Nie.

23. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć ?
Standard- źle dobrany podkład; za duża warstwa pudru, który robi efekt maski; karykaturalne brwi.

24. Czy lubisz kolorowe makijaże ?
Tak, ale rzadko takie robię.

25. Jeżeli miałabyś wyjść z domu, używając tylko jednego produktu co by to było ?
Tusz do rzęs.

26. Wychodzisz z domu bez makijażu ?
Tak, nie mam problemu z pójściem bez makijażu do sklepu.

27. Czy uważasz, że dobrze wyglądasz bez makijażu ?
Zależy od stanu cery, ale wyglądałam czasami gorzej.

28. Chciałabyś chodzić na lekcje wizażu/makeup'u?
Myślę, że nie byłoby to złe. Zawsze można się czegoś nauczyć, prawda?

29. Która firma kosmetyczna jest dla ciebie najlepsza?
Nie wiem. Moja kosmetyczka to mieszanina wielu firm i nie mam ulubionej.

30. Czy zdarza ci się niezdarnie nałożyć makijaż ?
Tak. Czasami jeśli mam zbyt wiele spraw na głowie lub po prostu zły dzień nic mi nie wychodzi.



TAGuję: http://yasminella-yasminella.blogspot.com/
http://aasieek.blogspot.com/
http://iblackbeautybag.blogspot.com/
i każdego kto ma ochotę na ten TAG.
Jeśli będziecie na niego odpowiadać dajcie znać- chętnie zapoznam się z Waszymi odpowiedziami!

Buziaki

środa, 10 sierpnia 2011

Danie na szybko- ryż z piersią z kurczaka i marchewką

Lubie dobre i szybkie jedzenie. Tą "potrawę" jemy zaś w domu najczęściej, bo jest bardzo łatwa i szybka w przygotowaniu. Tak naprawdę można ją przygotować w 20 minut, czyli tyle ile gotuje się ryż.

Zapraszam!


SKŁADNIKI:
2 torebki białego ryżu wystarczy na 4 porcje
2 duże marchewki
1 pierś z kurczaka można użyć podwójnej jeśli wolimy więcej mięska
suszona włoszczyzna my używamy z firmy Cykoria, wystarczą 2-3 łyżki
sos sojowy my używamy sosu sojowo-grzybowego TaoTao


Gotujemy ryż i bierzemy się w tym czasie za resztę składników. Pierś z kurczaka kroimy w kostkę, możemy posypać ją jakimiś przyprawami (np. Warzywkiem czy Kucharkiem). Marchewkę obieramy i trzemy na tarce. 2-3 łyżki suszonej włoszczyzny zalewamy wodą i pozostawiamy aż napęcznieją.



Na patelnię wylewamy trochę oleju i smażymy mięsko oraz marchewkę. Dodajemy trochę sosu sojowego (ok. 1 łyżki, ale ja zawsze leję 'na oko') i włoszczyzny.



Gdy ryż już będzie gotowy dorzucamy go do naszego mięska i mieszamy. Wszystko możemy jeszcze chwilkę razem smażyć.





Jedzonko jest nie tylko pyszne i szybkie w przygotowaniu. Jest idealne gdy pojawiają się niespodziewani goście, gdy mamy pustki w lodówce, albo gdy następnego dnia nie mam czasu na robienie sobie obiadu, bowiem spokojnie możemy odgrzać je w mikrofalówce i nic nie traci ze swojego smaku. Zamiast marchewki możemy dodać np. warzywa na patelnię i efekt będzie równie pyszny.

Smacznego!

wtorek, 9 sierpnia 2011

Mini haul :)

Dawno nie robiłam zakupów kosmetycznych. Ostatnimi czasy jeśli wybieram się do drogerii kupuję najczęściej szampon do włosów, płatki kosmetyczne i coś co na przykład się skończyło np. krem pod oczy. Dziś jednak wydałam parę złotych i kupiłam kila, moim zdaniem, fajnych rzeczy, o których chciałam coś powiedzieć.



Bawełniane płatki kosmetyczne CAREA z wyciągiem z aloesu. 120szt za 2,79 zł w Biedronce.
Jeszcze się z nimi nie spotkałam, ale z tego co na razie zobaczyłam nie rwą się podczas wyciągania z opakowania. Ja jednak i tak przekładam je do szklanego pojemnika na płatki. Mam nadzieję, że będę z nich zadowolona, bo wiele osób mi je polecało.

Maszynki jednorazowe Lady 10 szt za 3,99zł w Biedronce. Mają podwójne ostrza i pasek nawilżający. Nie potrzebuję niczego więcej.

Ziaja maseczki do twarzy 1szt za 1,59zł w Drogerii Visage. Wybrałam sobie maskę anty-stress z glinką żółtą oraz maskę dotleniającą z glinką czerwoną. Obie są dla każdego rodzaju skóry. Miałam wcześniej maseczkę z glinką szarą i byłam z niej zadowolona. Takie opakowanie wystarczy mi na dwa użycia więc całkiem w porządku.

Ziaja, odżywka intensywna odbudowa do włosów zniszczonych z ceramidami, olejem jojoba, aloesem i prowitaminą B5. 200 ml za 4,69 zł kupiona w Drogerii Visage. Jest to odżywka bez spłukiwania, ale jest na niej informacja, że w przypadku włosów podatnych na obciążenia (takich jak moje) można ją spłukać po 3-5 minutach. Odżywka ma lekki, wydaje mi się, że kokosowy zapach. Zobaczymy jak się sprawdzi.

Donegal, polerka czterostronna 4,19 zł w Drogerii Visage. Ot, zwykły bloczek do paznokci.

La Rissa, podgrzewacz zapachowy owoce cytrusowe. 18szt za 4,29zł w Biedronce. Uwielbiam produkty La Rissa! Cudownie pachną! Mój zestaw ma trzy kolory i zapachy to mango, pomarańcza i czerwony grejpfrut.


Zakupy bardzo małe, ale ja jestem z nich zadowolona i zaraz biegnę zmyć makijaż i nałożyć maseczkę z Ziaji.

Jestem ciekawa, czy używałyście jakieś z odżywek do włosów z Ziaji. Dajcie znać co o nich myślicie!

sobota, 6 sierpnia 2011

Delia, Krem rozjaśniający do włosów

Marzyło mi się ombre. Wiem doskonale, że ostatnimi czasy jest tego pełno w sieci itd., ale chciałam wypróbować coś nowego. Od Sylwestra nie farbowałam włosów. Farba już mi prawie zeszła, włosy wracają do własnego, naturalnego koloru. Nie chciałam jednak kupować farby do włosów by zrobić ombre i szukałam czegoś innego.

W łapki wpadł mi nowy produkt Delii - krem rozjaśniający do włosów. Zakupiłam go w Rossmannie za szalone 4,99 lub 5,99, teraz nie pamiętam dokładnie. W kartonowym pudełeczku dostajemy tubkę z preparatem i dwie saszetki z aktywatorem.
Na początku zużyłam wszystkiego po połowie i wystarczyło mi to na pokrycie mniej niż 1/3 długości moich włosów, czyli tak jak chciałam. Krem (konsystencja dość rzadka jak na krem) trzymamy na włosach ok.30-40 minut i po tym czasie powinno się go spłukać. Ja jednak nie zauważyłam jakiegoś specjalnego efektu na włosach i użyłam go ponownie, ale tym razem zapakowałam włosy w folię (spożywczą) pomimo tego, że na opakowaniu pisało inaczej. Za drugim podejściem efekt był odrobinę lepszy. Moje włosy lekko się rozjaśniły, końcówki mają teraz momentami lekko blond bądź rude odcienie, co mi się podoba.

Nie kupię jednak tego produktu drugi raz. Dlaczego? Przede wszystkim bardzo wysuszył mi włosy. Miałam z włosów istne siano, włosy były straszne w dotyku i ratuję je teraz jedwabiem z Biovaxu, ale na szczęście po 2-3 dniach używania go włosy wróciły do normalnego stanu. Przeszkadzało mi także to, że w zestawie nie ma rękawiczek jednorazowych. W każdym opakowaniu z farbą do włosów takie się znajdują więc nie rozumiem czemu nie ma ich w produkcie do rozjaśniania włosów.
Krem ma również silny i drażniący zapach. Kojarzy mi się z zapachem farby wiele lat temu gdy pierwszy raz farbowałam włosy.
Jestem również przekonana, że jedno opakowanie nie pokryłoby moich włosów (widzieliście w filmikach, że są już dość długie). Krem jednak nie wywołał u mnie żadnej reakcji alergicznej oraz jego zastosowanie nie miało innych skutków ubocznych.

Myślę, że krem rozjaśniający z Delii, to fajny produkt jeśli nie chcemy silnie rozjaśniać włosów i zależy nam na delikatnym efekcie. Moje włosy dość mocno łapią farby do włosów, ale są - jak sama się przekonałam- oporne na rozjaśnianie. Boli mnie tez to, że tak brzydko wysuszył mi on końcówki włosów chociaż czytałam, że w niektórych przypadkach taki efekt nie miał miejsca. Z tą cenę można go przetestować.


Rozjaśniałyście kiedyś włosy? Podoba Wam się efekt ombre?

Rozdanie u MizzVintage!

Z racji tego, że blog http://mojakosmetykomania.blogspot.com/ przekroczył 1000 obserwatorów Mizz Vintage zorganizowała rozdanie, w którym możemy wygrać świetne nagrody!

2 zestawy kosmetyków ufundowane przez sklep internetowy AsianStore.pl


oraz jeden zestaw od organizatorki rozdania!


Moim zdaniem nagrody warte są zgłoszenia się do konkursu! Nie ukrywam, że chętnie dorwałabym, którąś z nagród w swoje łapki, hihihi.

Chętnych do zabawy zapraszam TUTAJ!

Buziaki!

czwartek, 4 sierpnia 2011

Zapachem uwodząc... Black Star by Avril Lavigne

Zawsze uważałam, że zapach bywa jedynym z największych afrodyzjaków. Posiadam wiele flakonów swoich ulubionych zapachów i nigdy nie używam wyłącznie jednego "aby go zużyć". Lubię zmieniać zapachy w zależności od nastroju, ubioru czy sytuacji.

Jest jednak jeden zapach, który zebrał od mojego chłopaka najwięcej komplementów i to jego najczęściej używam gdy się spotykamy. Mowa tutaj o pierwszy zapachu Avril Lavigne Black Star.

Black Star trafiły do sprzedaży w lipcu 2009 roku i od razu trafiły w moje łapki. Zakupiłam 100 ml flakon na Allegro w przystępnej cenie (ok.60-70zł)- istnieją wersje 10, 15, 30, 50 i 100ml. Wypuszczono także dezodorant, żel pod prysznic i balsam do ciała, a podczas kupowania zestawu można było dostać kopertówkę, albo lusterko (oczywiście- oprócz pierścionka, który jest dodatkiem w każdym flakoniku).

Każdy z zapachów Lavigne ma swego rodzaju hasło przewodnie. Dla Black Star jest to Be Your Own Star. W skład zapachu wchodzą: różowy kwiat hibiskusa, czarna śliwka i gorzka czekolada.

Chociaż styl Avril Lavigne już dawno odbiegł od mojego gustu, to jednak muszę przyznać, że mam słabość do jej muzyki (w szczególności płyty "Under My Skin") i logiczne dla mnie było, że będę chciała zapoznać się z jej pierwszymi perfumami.

Duże wrażenie zrobił na mnie flakon. Według zamierzeń autorki ma on przypominać właśnie gwiazdę. Musze przyznać, że jest uroczy chociaż przy pojemności 100 ml bywa nieporęczny. Zapach jest intensywny i słodki, mieszanka kwiatowo-owocowa. Do tego jest bardzo trwały. Pod koniec dnia dalej czuję go na swojej skórze, czy na ubraniach.

Zauważyłam również, że perfumy te świetnie współgrają z moją skórą i z czasem przeradzają się w bardzo seksowny zapach, głęboki i kuszący. Jest to typ zapachu z , którym zwykłe jeansy i top stają się nagle niezwykle kobiece. Bardzo go lubię! No...nie tylko ja.

W tym miesiącu na nasze półki ma trafić trzeci już zapach od Avril Lavigne (drugim był "Forbidden Rose") - Wild Rose i muszę przyznać, że nie mogę się doczekać aby poczuć jak pachnie. Swoją drogą- zbliżają się moje urodziny więc byłby to idealny dla mnie prezent ;)



Reklama "Black Star"


Znacie zapach Avril? Jakie są Wasze zapachy na 'uwodzenie'?

wtorek, 2 sierpnia 2011

O wszystkim i o niczym na raz

Dziś w moim domu jest wielki dzień- 9 urodziny mojego najmniejszego brata, Bartosza. Z tej okazji chciałam Wam pokazać pyszności, które sama przygotowałam na imprezkę dla dzieciaków. Może nie są to smakołyki tak pięknie udekorowane jak w cukierni, ale są robione z ogromnym sercem i poświęceniem. Dzisiaj z rana robiłam jeszcze sałatkę owocową!

Linia produkcyjna babeczek i mój mały pomocnik, Bartosz. Zrobiliśmy 53 babeczki!


Jedne zostały udekorowane bita śmietaną i owocami...


...a inne z samą posypką i cukrem pudrem.


Tort! Wykonałam go według przepisu katOsu, ale ciasto jest z brzoskwiniami. Miałam ciut większą formę i udało mi się przekroić je tylko na pół i nałożyć do środka owoców, nasączyłam je sokiem z brzoskwiń.


Byłam dzisiaj także w aptece i udało mi się zakupić krem z Ziaji, którego niestety nie znalazłam w Rossmannie. Jest to nowa seria Ziaja 25+, a promocja była taka, że kupiłam jeden krem, a drugi był gratis. Tak więc zaopatrzyłam się w krem nawilżający matujący- na dzień i krem wygładzający- na dzień/na noc. Zapłaciłam za nie jedynie.... 10,50zł.




Zakupiłam także jedwab do włosów z Biovaxu, ok. 9zł. Mam nadzieję, że się sprawdzi.


Używałyście tych kremów z Ziaji? A może jedwabiu z Biovax? Jestem ciekawa Waszych opinii na ich temat.

niedziela, 31 lipca 2011

Salceson- ciasto z jabłkami, cynamonem i kakao

Jeśli czytając pierwszy człon tytułu pomyśleliście przez moment, że będę Wam pokazywać jak wykonać wyrób podrobowy o nie za ciekawym wyglądzie- mylicie się. No, ale na ogół takie jest zawsze pierwsze skojarzenie gdy opowiadam znajomym o tym cieście.

Obiecuję Wam jednak, że jest ono pyszne, aromatyczne i...ładne. Moja mama robi je już od wielu lat, ale dziś pierwszy raz robiłam je sama. Wpierw jednak pokażę Wam jak wyglądało ono w piekarniku abyście uwierzyli, że nie ma ono nic wspólnego z mięsem.



SKŁADNIKI
2 szklanki mąki pszennej/tortowej
1 szklanka cukru ja zawsze używam białego
5 jajek
1 szklanka oleju ja dodałam 3/4 i było w porządku
1 opakowanie cukier wanilinowego
2-3 łyżki ciemnego kakao ja używam tego z wiatraczkiem
2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczka sody oczyszczonej
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
5-6 jabłek średniej wielkości

Najbardziej mozolna część to dla mnie obieranie i krojenie jabłek w kostkę. Ja obrałam 6 sztuk, bo były nie za duże.

Następnie musimy utrzeć cukier z jajkami, a pozostałe suche składniki zmieszać ze sobą.
Przelewamy jajka do naszych "suchych składników", dodajemy olej. Możecie wymieszać masę mikserem, ale jest ona bardzo gęsta i ciężko to wychodzi. Dobrze by było mieć wtedy dość dużą miskę.
Dodajemy jabłka pokrojone w kostkę. Możecie użyć do wymieszania tego wszystkiego łyżki czy warzechy, ale ja na ogół używam do tego własnych rąk. Mam wtedy pewność, że ciasto dobrze się połączy z jabłkami, a i one dobrze się rozłożą w masie.

Blachę smaruję margaryną i wysypuję bułką tartą. Przekładam masę i rozprowadzam ją. Może być ciężko, ale po chwili wszystko ładnie się rozłoży.

Wkładamy do nagrzanego piekarnika 175stop. C na 45-50 minut.

Do ciasta możemy dodać jeszcze bakalie, orzechy czy rodzynki- na pewno będzie pyszne!





Smacznego!

piątek, 29 lipca 2011

GOFRY- na szybko

Prawda jest brutalna- jestem uzależniona od gofrów. Jeśli gdzieś widzę, że je sprzedają- muszę je mieć. Gdy moja mama kupiła parę lat temu gofrownicę długo szukaliśmy dobrego przepisu na owy przysmak. Oczywiście do gofrownicy dołączona była książeczka z paroma przepisami na nie, ale...zgubiła się.

Na szczęście mamy internet! Tam też znalazłam bardzo prosty i szybki przepis na gofry, które do tego zawsze wychodzą pyszne.



Składniki (mamy z nich ok.6-8 porcji, łasuchom radzę podwoić)
1 szklanka mleka ja używam 3,2%, ale sądzę, że nie ma znaczenia jakie wybierzecie
1 szklanka mąki pszenna/tortowa
1 jajko białko oddzielamy od żółtka
3 łyżki oleju stołowe, a olej może być (tak sądzę) dowolny
1 łyżeczka proszku do pieczenia, ale ja zawsze sypię "na oko"


Na samym początku ubijamy pianę z białka (dobrze dodać do niego szczyptę soli- wtedy lepiej i szybciej się ubije). W osobnej misce mieszamy żółtko, mleko, mąkę, proszek i olej. Następnie dodajemy pianę i delikatnie mieszamy łyżką. Ciasto powinno być lejące, ale puszyste. Jeśli uważamy, że jest zbyt rzadkie możemy dodać jeszcze odrobinkę mąki.
Rozgrzewamy gofrownicę (ja często włączam ją gdy ubiję już pianę) i smarujemy ją odrobiną oleju (pędzelki w ruch!). Na jedną porcję składają się ok. 2,5-3 łyżki ciasta. Pieczemy do czasu aż gofry zarumienią się lub będą wyglądały jak porządnie przypieczona.
Po wyciągnięciu posypuję je cukrem pudrem lub nakładam dżem. Można oczywiście ubić śmietankę kremówkę (30% wcześniej powinna być schłodzona) i udekorować ulubionymi owocami.

Jeśli chodzi o gofrownicę, to nie jest to w sumie tak drogi zakup jak mogłoby się wydawać. W sklepach znajdziemy je już od ok.30-40zł. Mała rzecz, a jak cieszy!


A Wy lubicie gofry? Podobają Wam się w ogóle takie notki z przepisami? :)

czwartek, 28 lipca 2011

Ziaja, Nuno, Antytrądzikowy krem tonujący

Wszycy mają, mam i ja!

Gdy pierwszy raz zobaczyłam na jakimś filmiku na YouTube owy krem tonujący z Ziaji zastanawiałam się po co to tak naprawdę. Jednak zaczęło robić się ciepło, przyszło lato i...nagle okazało się, że podkład ze mnie spływa, jest za ciężki, kiepsko się prezentuje (chociaż wcześniej wyglądał naprawdę dobrze) i czułam się bardziej ubrudzona czymś na twarzy niż jakbym miała makijaż. Postanowiłam więc wypróbować Ziajkę, bo co jak co, ale Ziaja zawsze mi pasowała.

Nie wiem jak u Was, ale ja dorwałam ten krem dopiero w drugiej Naturze, a w Rossmannie w ogóle ich nie było. Wybrałam sobie kolor 01 naturalny, i jeśli przy pierwszym nałożeniu pomyślałam "Przecież jest za ciemny?!" tak teraz uważam go za coś świetnego.
PLUSY
- cena: 6-9zł, w zależności od miejsca zakupu,
- pojemność: 60ml, czyli dwa razy więcej niż tradycyjny podkład,
- wydajny, niewielką ilością pokryjemy cała buzię,
- świetnie współpracuje z pudrem/bronzerem/różem, bałam się trochę, że "krem" będzie z nimi wyglądał fatalnie, ale efekt jest niemal idealny jak ze zwykłym podkładem,
- tuszuje mniejsze niedoskonałości, zaczerwienienia, jeśli mamy buzię w niezłym stanie wystarczy nam tylko on,
- wyrównuje koloryt skóry, buzia ma ładny zdrowy odcień, świetnie się w nią wtapia,
- nawilża, skóra jest mięciutka i promienna,
- nie schodzi plamami, bałam się, że jeśli podczas upałów się spocę moja buzia nie będzie wyglądać zbyt ciekawie, ale myliłam się :)
- z pudrem efekt matowej skóry utrzymuje się do ok.4 godzin, ale później moja buzia, chociaż nie jest już matowa, nadal wygląda dobrze,
- nie zapycha porów,
- świetny dla młodych dziewczyn idealny zamiennik podkładu

MINUSY
- dostępność- nieźle się go naszukałam!
- opakowanie trochę niepraktyczne, bo może nam się wylać zbyt dużo produktu (chociaż ma kremową konsystencję jest dość lejący), trzymam go w pozycji leżącej gdzie nakrętka jest odrobinę uniesiona,
- zapach mi on nie przeszkadza, ale innych może drażnić,
- dwa odcienie kolorystyczne 01 naturalny i 02 opalony- nie wszystkim może pasować,
- nie zakryje większych wyprysków czy cieni pod oczami, tutaj trzeba użyć korektora.

Musze przyznać, że na chwilę obecną krem tonujący z Ziaji, to mój ulubiony kosmetyk. Świetnie sprawdza się jako letnia alternatywa podkładu, gdy nie chcemy buzi obciążać niczym ciężkim, a jednak nadal chcemy wyglądać promiennie. Podoba mi się w nim to, że chociaż mam go na buzi cały dzień, to pod koniec dnia ciągle wygląda ona nieźle. Jestem bardzo zadowolona z tego zakupu!


A Wy używacie kremów tonujących w okresie wakacji? Jakie są Wasze ulubione?

niedziela, 24 lipca 2011

Tanio i fajnie: Miss Sporty - Perfect Colour Lipstick

Lubię szminki. Zdecydowanie wolę je bardziej od błyszczyków. Nie jestem jednak w stanie wydać na ten produkt więcej niż 20zł, a nawet ta cena sprawia, że zastanawiam się trzy razy czy warto. Wiem też, że wiele młodych osób ma tak samo.

Dlatego chciałam Wam dziś powiedzieć parę słów o całkiem niezłych szminkach firmy Miss Sporty. Są one dostępne w Rossmannie i kosztują w granicach 6-8zł. Często też można trafić na ich promocję, wtedy warto na nie spojrzeć.

Posiadam trzy szminki z serii Perfect Colour Lipstick (wydaje mi się, że są dwie wersje szminek, bo kiedyś widziałam je w dwóch wersjach cenowych) - są to:

121 BIG LOVE moja ulubiona! Odcień przygaszonego różu, bardzo naturalna w moim przypadku.

119 LOVELY Róż wpadający w czerwień.

020 STRIP-TEASE Beż wpadający lekko w złoto. Delikatny nude.



Całkiem ładne granatowe opakowanie skrywa, jak czytałam, 4g produktu, czyli taki standard. Szeroka gama kolorystyczna (od róży po brązy) sprawia, że każda z nas może znaleźć coś dla siebie. Szminki łatwo rozprowadzają się na ustach nadając im ładny kolor. W zależności od koloru jest on przy pierwszej aplikacji mniej lub bardziej intensywny. Usta nie są matowe, mają delikatny połysk, który bardzo ładnie się prezentuje. Dobrze jest jednak przed jej nałożeniem użyć Carmexu lub jakieś innej pomadki nawilżającej - wtedy szminka robi się bardziej kremowa, lepiej i dłużej trzyma się na ustach. Producent zapewnia nas także o jej właściwościach nawilżających. Ja jednak nie mogę nic o nich powiedzieć ponieważ zawsze używam pomadkowej "bazy" przed ich użyciem.



Mam chyba jedno zastrzeżenie co do tych szminek- zapach. Jest on jakby pudrowy i czasami może przeszkadzać podczas podczas aplikacji.

Jeśli nie chcecie wydawać dużych pieniędzy na szminki, albo nie używacie ich często przez co boicie się, że droższy produkt może się zmarnować w Waszej kosmetyczce- myślę, że szminki MISS SPORTY są dobrym rozwiązaniem. Każda z nas znajdzie w nich coś dla siebie i to za nieduże pieniądze.

Jestem ciekawa ile z Was woli szminki od błyszczyków ;)