piątek, 26 listopada 2010

I znów święta idą...

Albo mi się wydaje, albo w tym roku święta przychodzą naprawdę szybko? Już zaledwie tydzień po 1 listopada, gdy mój chłopak kupował Coca-Colę miała ona już świąteczną etykietę. Tak czy inaczej powinno nas to mobilizować do kupienia świątecznych prezentów. Moja koleżanka z pracy, która tak jak ja pracę utraciła, już od miesiąca zapowiadała, że u niej w tym roku prezentów nie będzie. Ja zaś oświadczyłam, że utrata pracy nie zepsuje mi świąt i rodzinnej atmosfery. Rozpoczęłam więc intensywne poszukiwania prezentów. Z moim chłopakiem mam łatwo, bo już w listopadzie powiedział, że chcę szczoteczkę elektryczną do zębów. Takową więc zamówię na Allegro. Uwielbiam zakupy przez internet! Mam jednak problem z resztą rodziny i...z sobą. Każdy pyta co bym chciała, a ja przybieram wtedy minę świątecznego karpia (rozdziabiam pyszczek ze zdziwienia), bo kompletnie nie mam pomysłu, anie żadnych potrzeb.

Wpierw pomyślałam: kosmetyki- ale przecież mam wszystko (cienie, podkłady, pudry, róże, tusze do rzęs, lakiery do paznokci...uff...i więcej), ciuchy- tak, nie mam miejsca by je gdzieś trzymać, ale będę sobie kolekcjonować, torebka- kupiłam sobie sama taką z Atmosphere, perfumy- oczywiście, że moich 11 flakonów potrzebuje następnego towarzysza na półkę (sick!), książka- wolę kupić ją sama... Sami widzicie. Ze mną jest naprawdę ciężko. Ostatecznie powiedziałam bratu, że może mi w tym roku sprezentować stojak na kolczyki. Jeden problem z głowy. A co mówić reszcie?

Nadchodzi również Sylwester. W tym roku Anetka wraz z Miłością Swojego Życia wybiera się na imprezę. Raczej- zostaję na nią zabierana, a potem odwożę nietrzeźwą MSŻ, ale to szczegół. Nie chcę narzekać, ale ja... Nie lubię imprez. Bardzo, bardzo nie lubię. Czuję się na nich nieswojo, czuję się skrępowana i najczęściej modlę się by się skończyły. Łapie na nich podły nastrój, nie lubię tańczyć, alkoholu nie piję, a uśmiechanie się do wszystkich dodatkowo mnie dobija. Jednak Anetka zawsze była miła i nie odmówi MSŻ, prawda? Prawda. Jeszcze się okazało, że to niby bal jest... Od razu dajcie mi linę, to sama zakończę swój żywot. Poznam na nim dobrych znajomych mojego chłopca więc powinnam wystrzałowo wyglądać. Fryzjer, zadbane pazurki, szczupła sylwetka, opalone ciałko, nienaganny makijaż, świetne ubranie... Jak to wszystko pogodzić?! Co narzekasz młoda, przecież i tak nie pracujesz.

No właśnie, szukam pracy. Chociaż "szukam" to dziwne określenie. Wysłałam parę CV, ale na ogół szukają do banków, spożywczaków itd. Mnie zaś cieszyłaby odzieżówka. Jednakże miałam farta i możliwe, że uda mi się załapać do innej branży, bo, bądźmy szczerzy, liczy się zarabianie. Praca, którą teraz mam podjąć, jest mi potrzebna tylko do września/października 2011 roku, bo potem będę jej szukać już w innym mieście. Tak czy inaczej, coś już na oku mam.
Tym pozytywnym akcentem chyba zakończę tą notkę.

Mua!:*

czwartek, 11 listopada 2010

Rozdanko u Katrin!

Pierwszy raz się bawię w coś takiego, ale czemuż by nie spróbować! Jeśli śledzicie blog hikatrin.blogspot.com to w ostatniej notce owa urocza kobietka urządziła rozdanie.

Nagrody to:
1. paleta 5 cieni z Golden Rose nr 105
2.maskara Pierre Rene 3 in 1 black
3.róż do policzków z Golden Rose nr 05
4.Pomadka Rimmel 002 Candy
5.wazelina o smaku truskawkowym Casulle Cosmetics



Spróbujcie szczęścia tak jak i ja próbuję! :)