wtorek, 31 sierpnia 2010

Jesień szybsza niż ta kalendarzowa

Kocham jesień. Okey, brzmię może jak wariatka, bo przecież jesień to przede wszystkim deszcz, plucha, spadające liście, zimno i koniec wakacji. Jednak ja uwielbiam to wszystko! Uwielbiam zakładać ciepłe swetry, szaliki, płaszcze, żakiety... Uwielbiam wracać do ciepłego domku i z kubkiem herbaty słuchać jak wiatr i deszcz uderzają w mój dom, a ja siedzę sobie bezpieczna i radosna. Kalendarzowa jesień jeszcze nie zapukała do naszych drzwi, ale to co jest za oknami chyba idealnie obrazuje to czego można się spodziewać. Od razu poznać, że wakacje dobiegły końca.

Nadchodząca jesień wiążę się także z pewnym dniem, który zdarza się każdemu z nas raz w roku. Urodziny. Nie urodziłam się w czasie "kalendarzowej jesieni", a załapałam się jeszcze na lato. Tak czy inaczej zawsze czułam się emocjonalnie związana z tą deszczową porą roku. Nie lubię urodzin. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się dziwnie gdy się zbliżają. Nigdy też nie miałam prawdziwych urodzin. Tak się złożyło, że mój młodszy brat obchodzi swoje urodziny 4 dni przed moimi i zawsze rodzice oraz rodzina uwielbiali odprawiać nam je razem. Nie znosiłam tego. Nie ma to jak obchodzić urodziny prędzej, a potem w dniu gdy one przypadają siedzieć samemu. Tak więc coś mi się wydaje, że moje 23 urodziny również będą tak wyglądały, ale nie sądzę bym powinna się w tym miejscu rozdrabniać. Łudzę się jednak, że gdzieś tak około 100 roku życia będę obchodzić je należycie i w terminie. Zbliżające się urodziny, to także bardzo dziwny dla mnie okres, coś w stylu "latka-lecą-i-co-w-związku-z-tym-zrobisz". Robię sobie w głowie małe podsumowanie, plusy z plusami, minusy z minusami itd. Zastanawiam się dokąd zmierzam i czego od życia oczekuję. (W tym miejscu gratuluję samej sobie jakże mądrych przemyśleń!) To niesamowite. Gdy próbuję sobie przypomnieć jakieś wcześniejsze urodziny okazuje się, że byłam w 180 procentach innym człowiekiem. Aneta to Aneta, w porządku. Zmieniały mi się jedynie poglądy, systemy wartości i potrzeby. Z dziewczyny, która uważała się za "nierozumianą i niechcianą przez brudny i popieprzony świat, która buntowała się nie wiedząc sama przeciw czemu to robi" stałam się...kobietą. Tak, tak, tak! Yes, yes, yes! (Jak to powiedział znany większości z nas pewien polityk.) Mi samej bardzo ciężko w to uwierzyć! Pamiętam jak zakładałam glany, używałam jedynie czarnej kredki do oczu i twierdziłam, że nikt mnie nie rozumie. Czas jednak to wszystko zweryfikował. Co śmieszne, nie zostałam zmuszona do zmieniania siebie. Nikt nie zabrał mi glanów. Dla mnie wszystko to co miało miejsce w przeciągu ostatnich 2-3 lat było i jest naturalnym procesem rozwoju. Sama decydowałam co chcę zmienić i robiłam, to według swojej myśli. Podjęłam pracę, zrobiłam prawo jazdy, zakochałam się... Czuję się spełniona. Jak na razie oczywiście. To co robię, jaka jestem i co czuję- ma sens w 100%. Jak na osobę mającą 23 lata jestem szczęśliwa jak nigdy nie sądziłam być. Myślałam, że moje życie skazane jest na smutek i łzy. Tymczasem mam nie tylko to co chciałam mieć, ale także rozwijam się w innych szczeblach i kierunkach, o których wcześniej nie myślałam. Mam tu oczywiście na myśli YouTube.
Nie sądziłam, że ten portal da mi tyle radości i tak bardzo pomoże mi w budowaniu siebie. YT dało mi poczucie samodzielności, pewności siebie, ukształtowało pewne cechy mojego charakteru i odrobinę utwardziło moją skórę. Słowa krytyki bolą mnie teraz odrobinę mniej, mniej się boję podejmować pewne decyzje. Nie sądziłam, że coś takiego będzie mi dawać tyle radości.
Co jeszcze mnie zmieniło? Miłość. Tego chyba nie muszę tłumaczyć. Pokochałam i zostałam pokochana. Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać. Ja, która twierdziła, że jest skazana na wieczną samotność i nieszczęśliwe zakochiwanie się w piosenkarzach, pokochała w 200% prawdziwego i normalnego faceta. Cóż może być piękniejszego! Stałam się spokojniejsza, zaczęłam planować, zaczęłam czuć w sobie potrzebę silnej stabilizacji. Przywiązałam się do tej drugiej osoby i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Nie wiem jakich słów mogłabym użyć, aby przekazać Wam wszystkim to co czuję. To wręcz żałosne, że słowa potrafią tak ograniczać! Gdybym miała powiedzieć co czuję do mężczyzny, z którym jestem to mogłabym Wam tylko powiedzieć, że jestem pewna ponad wszystko, ze to z nim chcę mieć dzieci i dom, chcę być w zdrowiu i chorobie, chcę by widział mnie bez i w makijażu, chcę by widział mnie gdy płaczę i gdy się śmieję, chcę z nim wybierać meble do kuchni i reszty pokojów, pomalować ściany na piękne kolory, co niedzielę piec mu pyszne ciasto, a potem zestarzeć się i wciąż patrzeć na niego z miłością. To bowiem czuję i myślę gdy tylko o Nim pomyślę.
Miłość zmienia człowieka i wyciąga z niego najpiękniejsze cechy. Nawet mój tata powiedział, że odkąd jestem zakochana stałam się zupełnie innym człowiekiem.

Więc widzicie kochani... W wieku 23 lat dopiero szczerze mogę powiedzieć: jestem kobietą. Dopiero teraz poczułam się nią w pełni. Okey, w 99,9%, bo nie zostałam jeszcze matką. Patrzę z niezwykłą dumą na to co udało mi się osiągnąć przez ten czas. Jestem szczęśliwa. I nawet ten deszcz za oknem i wiatr nie sprawi, że będzie inaczej! :)

piątek, 27 sierpnia 2010

Rok bycia na YouTube

Czasami zastanawiam się co takiego sobie myślałam siadając przed swoim aparatem i włączając opcję nagrywania, a później wrzucając to w sieć. Nie wiem. Nie jestem w stanie tego określić. Nie oglądałam wtedy wielu filmików o makijażu, czy kosmetykach. Panacea81 była pierwsza. Poza tym było sierpniowe popołudnie i trochę się nudziłam. Nuda. Jeśli Potrzeba jest matką wynalazków, to Nuda jest jej matką chrzestną. Tak właśnie było w moim przypadku. Nie oczekiwałam tłumu widzów, wielkiego sukcesu, kontraktów z firmami kosmetycznymi i pierwszy stron w gazetach. Chciałam się sprawdzić. Chciałam zobaczyć czy potrafiłabym znaleźć w sobie odwagę by pociągnąć to dalej, nadać temu ręce i nogi. Chyba mi się udało... Jakież to nieskromne stwierdzenie!
Nie uważałam siebie nigdy za 'guru' czy specjalistkę w tej dziedzinie. Byłam totalną nowicjuszką, nie potrafiłam namalować sobie kreski, a jakiekolwiek bardziej skomplikowane makijaże oczu były dla mnie zagadką. Chociaż tak jest chyba i do tej pory. Chciałam się jednak uczyć. Bardzo, bardzo chciała. Śledziłam więc inne kanały YT, czytałam komentarze i rady widzów i...uczyłam się. Nie uważam też, że wiem wszystko. Co to to nie. Nieustannie się uczę i jestem tym faktem zachwycona.
A co najpiękniejszego jest w tym wszystkim? Widzowie! Widzowie, ich komentarze, wiadomości prywatne... Wiem, że mogę na nich liczyć, że doradzą, podpowiedzą, poprawią gdy coś powiem źle. Jestem szczęśliwa, że tak duże grono osób jest mi w stanie pomóc czy doradzić! Do tego nawiązałam dzięki YT kilka naprawdę miłych znajomości. Internet daje niesamowite możliwości i tyle rzeczy ułatwia!
Chciałabym być na tym portalu kolejny rok. Chciałabym się dalej rozwijać, zaskoczyć Was czymś nowym, przyciągać do siebie i ... nie wiać nudą. Mam nadzieję, bardzo cichą, że może mogłoby mi się to udać. Przy odrobinie szczęścia i Waszej pomocy :)

DZIĘKUJĘ WAM ZA TEN ROK!

sobota, 21 sierpnia 2010

Odpowiedź na (pierwszy) TAG

Zasady:
1. Napisz, kto przyznał Ci tę nagrodę.
2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz.
3. Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i poinformuj ich komentarzem.

TAGowały mnie:
MizzVintage i MADDENINGS

LUBIĘ
1. spędzać czas ze swoim Szczęściem, a nawet uwielbiam! Jestem wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie i czuję, że kocham.
2. Harry`ego Potter`a Książki, filmy, gry, ciekawostki... Mam bzika na punkcie tej historii i wartości, które przesyła.
3. Desery lodowe od Grycana Deser bananowy....Mmmmm....
4. Jajecznicę z pomidorami Ten zapach pomidorów podsmażanych na patelni, do tego świeża bułeczka z masełkiem i herbata...Raj.
5. Kupować ludziom prezenty i patrzeć jak się cieszą gdy je dostają Nie trzeba komentować :)
6. Milkę Deserową Wchłaniam tabliczkę na poczekaniu, jest B.O.S.K.A. !
7. Piec ciasta Znajduję fajny przepis i wykorzystuję go. Tata twierdzi, że odkąd jestem z moim chłopakiem zmieniłam się pod tym względem strasznie :)
8. Uzmysławiać ludziom, że pomimo wszystko są szczęśliwi i stać ich na wiele choć w danej chwili czują się kimś słabszym i gorszym od robaczka W końcu uśmiech ludzi jest tak bardzo potrzebny! Nie wolno się załamywać!
9. Gdy ludziom podoba się to co lubię i jaka jestem Pomimo wszystko mam kompleksy i każde miłe słowo sprawia, że czuję się odrobinę pewniejsza siebie, szczęśliwsza i w ogóle...
10. Pomagać ludziom Przytrzymywać drzwi gdy wchodzą do sklepu, podnieść gdy coś upadło, odłożyć na miejsce, podać coś, podwieźć gdzieś, a do wszystkiego dołożyć uśmiech. Dzień jest wtedy dla nas obojga lepszy!


Okazuje się teraz, że nie cieszą mnie "kosmetyczne/babskie" sprawy, dziwne...
Ten jakże uroczy TAG chciałabym przekazać... Carterfold, Allinbrocade, ohmykat!, FOTO-MAKEUPOWO, 82inez, kizia-miziaa, wytworkizmorki, MakeUp - Gamegirl, handmadebykicia, make up samouk
Mam nadzieję, że będziecie chciały odpowiedzieć na ten TAG :) Buziaki gorące!

niedziela, 15 sierpnia 2010

O odchudzaniu, zmianach w postrzeganiu siebie i tym co ostatnio siedzi mi na głowie.

Waga idealna. Jakież, to piękne. Każda z nas chciałaby osiągnąć ten cel chociaż na pewno będziemy się upierać, że kochamy swoje ciało, że akceptujemy siebie i nie będziemy próbowały starać się być jak te modelki z kolorowych magazynów. Taaaak... Ja też tak mówię. Jednak siadam sobie w pewną sobotę przed laptopem, wcinam ciacho, które sama zarobiłam ( I ♥ Zeberka! ) i oglądając sobie zdjęcia na portalu NK zaczynam się zastanawiać czy jestem taka jak być powinnam. Mam przed oczami zdjęcie ślicznej, szczupłej dziewczyny, którą parę razy spotkałam. Wiedząc, że jest fotomodelką poszukałam sobie jej zdjęć i...odstawiłam to jakże pyszne ciacho. Przy wzroście 172cm waży zaledwie 52kg! Zaczęłam się zastanawiać nad możliwością szybkiej utraty 14 kilo bez potrzeby pozbawianej się, któreś z kończyn. I chociaż widzę na zdjęciach, że dziewczynie można zagrać dowolny utwór na żebrach, że praktycznie nie ma piersi, a nogi to patyki- ja i tak zaczynam się zastanawiać... Znam doskonale konsekwencje gdybym zaczęła się odchudzać. 5 lat temu ważyłam 57kg doprowadzając siebie tym samym do stanu naprawdę kiepskiego. Jednak dlaczego mając obecnie wagę idealną zastanawiam się czy powinnam schudnąć? Tak czy inaczej jest to wpływ telewizji, kolorowych magazynów i projektantów mody, którzy tworzą w szczególności dla szczupłych kobiet. Za nic nie chciałabym wrócić do tego stanu sprzed 5 lat gdy mogłam wyciągać włosy garściami, non stop miałam siniaki i jakikolwiek wysiłek sprawiał, że było mi słabo. Co to to nie! Cieszę się niezmiernie z tego co mam, ale ciągle się zastanawiam. No i co najważniejsze, odkładam na bok ciastko...
Nasłuchałam się ostatnio wywodów moich rodziców, że się odchudzam i koszmarnie schudłam, co dla mnie jest śmiechu warte. Nie wydaje mi się bym jadła strasznie mało lub coś z tych rzeczy. Nie odmawiam sobie frytek czy słodyczy. Nie wiem o co tyle krzyku. Szkoda, że tak ciężko zaakceptować nam siebie, a gdy już nam się to udaje nasza akceptacja zostaje poddana silnej próbie. Czasami się poddaję. Przechodzę na dietę minimalnego jedzenia z zamiarem szybkiej utraty wagi, a ta tak naprawdę nie ma zamiaru się ruszać. Ironia. Wcieram te wszystkie balsamy wyszczuplające i jedyne co zauważyła to fakt, że moje uda jakby naprawdę trochę się wyszczupliły. Szkoda, że z brzuchem nie jest tak samo. Zakończę chyba tego jakże marudzącego posta i zacznę szukać jakiś informacji o uzyskaniu płaskiego brzucha. Może w końcu uda mi się wziąć za siebie tak porządnie...

niedziela, 8 sierpnia 2010

....w chwilowym zawieszeniu

Tak. Tak właśnie w obecnej chwili się czuję. Nie będę udawać, że jest inaczej, nie przykleję sobie uśmiechu do twarzy by zadowolić innych wokół siebie. Nie jestem taka. Mam swoje chwile słabości i potrafię przyznać się do tego z ręką na sercu. Jak więc czuję się teraz? Jakby ktoś wypompował mi mózg i wpakował w moje ciało litry smutku. Spędzam cały dzień w łóżku, mam ochotę płakać i wypchać się aż po uszy niezdrowym i kalorycznym jedzeniem. Już tydzień jestem sama i kompletnie nie wiem co mam z sobą zrobić. Gdyby nie praca, to zaczęłabym chodzić po ścianie. Moje Szczęście wybyło do Francji z orkiestrą na jakiś festiwal. Zostałam tylko ja i wysyłanie SMSów w przestrzeń kosmiczną. Owszem, popieram Waszą myśl: czas wolny, to możliwość uporządkowania swoich spraw, zadbania o siebie, rozwijania siebie itd. itp. Fajnie. Tylko, że jak już wszystko posprzątam, ogarnę i nałożę na twarz maseczkę, to nie wiem co dalej. Nie sądziłam, że człowiek potrafi się tak bardzo przywiązać do drugiej osoby.
Nie ukrywam, że na ten smutek najlepsze byłyby zakupy. Jednakże nie mam nawet pomysłu co sobie kupić. Stanę sobie w R. przed półkami i uświadamiam sobie, że mam w domu wszystko czego mogę sobie zażyczyć. Jeśli kupie kolejny balsam, czy cień, czy cokolwiek innego wyląduje to tylko w szafce obok tylu podobnych rzeczy. Nawet nie chce mi się już chodzić do drogerii czy po innych sklepach. Kompletnie nic mi się nie podoba. To straszne.
Do tego zbliżają się moje urodziny. Jeszcze trochę i skończę 23 lata. Jakież to cudowne. Zaczynają się tez pytania o to co chciałabym dostać jako prezent. Kiedyś strasznie mi się to podobało, ale teraz niespecjalnie. Bo nie mam żadnych potrzeb, nie brak mi niczego. I to wręcz śmieszne. Nie no, dobra, brat obiecał, że mi kupi nowy zapach Avril Lavigne- Forbidden Rose. Ale poza tym? Nie mam żadnej innej "zachcianki". Chciałabym tylko miło i spokojnie spędzić dzień...
Zaczynam chyba marudzić... Do tego wypadają mi włosy, łamią mi się paznokcie, nie potrafię schudnąć i nie umiem dobrać sobie lakieru do paznokci.... Chyba jest to kryzys wieku średniego. Powinnam więc zakończyć tego jakże irytującego mnie i męczącego posta.
Mam nadzieję, i cieszę się, że wytrzymujecie ze mną... Może wrócę z lepszym nastrojem i energią.