środa, 28 października 2009

akcja 'burza' i powstanie warszawskie

czyli dwa tematy, na które muszę napisać parę słów. czemu? bo to wypracowanie mojego brata. zażądałam za niego 300 eurogąbek na nk, ale chyba nie dostanę, heh.
wróciłam do czerwieni na mojej głowie i muszę przyznać, że wygląda ona lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. jestem tylko ciekawa rekcji mamy gdy wróci z małym ze szpitala. nie powiedziałam jej, że się pofarbowałam. muszę zmyć makijaż. moja skóra chyba teraz tego pragnie.
jazdy mnie dobijają. jestem zła na siebie, na to auto i na S., bo jedyne co mu najlepiej wychodzi to wkurzanie mnie. zginie on lub ja. chciałam zapisać się na lekcje karate lub innego takiego sportu. okazało się, że owe 'sporty' mają jakąś swoją filozofię. poczytałam co nieco o niej, ale nie przypadła mi do gustu. muszę jakoś rozładować energię i pozostał mi już tylko samochód. współczuję mu...
napiszę wypracowanie, muszę ogarnąć dom (a w tym wypadku jest co) i jakoś pozbierać się do kupy. wmawiam sobie, ze poniedziałek daleko, a czas zapier*** jak się patrzy...
szukam inspiracji.

sobota, 24 października 2009

szkoda, że nie potrafię się teleportować, albo tak jak prot (bohater książki K-PAX), złapać promień światła. zastanawiam się czy kiedykolwiek w swoim życiu będę mogła byś sama. niby jestem w swoim pokoju, ale gdy tylko wracam z pracy zwalają mi się do niego moi bracia, potem przychodzi mama, a teraz np. siedzi mój najmłodszy brat. nawet gdy zaproszę znajomych mam ich u siebie, a nie chcę nawet pomyśleć co by było gdybym miała faceta. jestem tym wszystkim strasznie zmęczona.

kupiłam sobie buty tzw. emu. trochę dziwnie się w nich czuję chodząc, bo są bardzo miękkie i mam wrażenie jakbym non stop chodziła po wełnie lub czymś podobnym. przynajmniej nie będę musiała zacząć chodzić teraz w kozakach, bo zaczynają mnie dobijać.
w poniedziałek najmłodszy z braci jedzie do szpitala na zabieg wycięcia trzeciego migdałka. możliwe, że nie będzie go z mamą nawet do tygodnia. czyli zaraz po pobudce i zaraz po powrocie z pracy będziemy mieć tysiące telefonów. nie znoszę tego. w domu zostają dwie dorosłe osoby, a rodzice i babcia przeżywają to jakby w domu została dwójka pięciolatków.
a we wtorek jazdy. sama już nie wiem po co zaczęłam je robić. wpłaciłam drugą i ostatnią ratę za kurs, a nie wiem po cholerę tam jestem. nie chcę myśleć o tym, że listopad zacznę jazdami i to trzy dni pod rząd. tylko mnie dobijcie.
zastanawiam się po co i o czym mam kręcić kolejne filmiki na yt. szlag zaczyna mnie trafiać....
do dupy.

środa, 21 października 2009

słuchając Kasi Kowalskiej

śmigam sobie z dnia na dzień. tak zdecydowanie jest mi najłatwiej.
w sumie to jestem typem osoby 'komfortowej'. robię co mam robić i znikam. tak, tak zdecydowanie jest najlepiej.
zastanawiam się co takiego chciałabym tu zapisać. w poniedziałek mój najmłodszy brat ma zabieg wycięcia trzeciego migdałka i chociaż moja przyjaciółka, studentka medycyny, zapewniała mnie, że to rutynowy zabieg- ja mam obawy. ale to naturalne, tak sądzę. mały przyjmuje po prostu leki przeciwpadaczkowe i ma coś nie tak z krzepliwością krwi więc boję się na zapas.
co jeszcze.... lubię jazdę samochodem. chociaż momentami mam ochotę zabić swojego instruktora, ale ogólnie jest okey. tak czy inaczej nie widzę siebie za kierownicą i zastanawiam się po co tak w ogóle to robię. ale to kolejny problem, z którym muszę się uporać.
śniło mi się dziś, że byłam w ciąży. ba! miałam nawet fajny brzuszek. sprawdziłam w senniku- jest to zwiastun jakieś dobrej nowiny, nowych perspektyw, spełnienia jakiegoś marzenia etc. czyli niby lajt.
jestem na dwudniowym urlopie od pracy, ale za nic nie mam ochoty tam wracać. próbowałam ostatnio wywołać u siebie płacz. nie potrafiłam. chyba płakarka mi się popsuła.
przejechałam dziś kota. był już martwy, ale ja go...dobiłam. no cóż... słucham Kaśki Kowalskiej. nie ma to jak feminizm w połączeniu z depresją.
byle do przodu

------------

na cholerę mi to wszystko? nie rozumiem. po co mi ta przeklęta praca, ten kurs na prawo jazdy przez co tylko chodzę z mdłościami, po co mi kolejne kosmetyki, farby do włosów, ciuchy, kasa, raty, telefon, komputer, makijaż, jedzenie, odchudzanie, muzyka, filmy.... nie rozumiem. czuję się taka nieszczęśliwa, pusta w środku.
przeglądam zdjęcia koleżanki. zastanawiam się czemu jestem taka, a nie inna... Boże. chciałabym móc zasnąć i już się nie budzić. tak wiele rzeczy mi nie pasuje, tak wiele mnie drażni. jednak nie zmieniam tego. dlaczego? bo wiem, że wszystko jest na swoim miejscu, a ja tylko przechodzę kolejny ze swoich kryzysów... ale czemu?

sobota, 17 października 2009

niektórzy mówią, że nie powinno się dorastać
ja jestem pewna, że doświadczę wszystkiego
bez względu na ryzyko
wiem, że presja nigdy nie zniknie
nie myślę o tym, po prostu oddaję się chwili

odkrywam różnice każdego dnia
za późno by zmieniać decyzję
nie myśl- życie się zmienia
czasami po prostu śnimy

zatrzymaj się nim zmienisz zadanie
chyba sobie tego nie uświadamiasz, ale
poradzę sobie dobrze sama
jeśli spadnę pociągnę za sobą wszystko
potem zaś będzie mi łatwiej

ufaj mi, albo chociaż spróbuj
nie mów, że nie próbujesz
nie uciekaj, szansa cię ominie
czas ucieka, potem powiesz, że
znów się spóźniłeś

wygląda na to, że wszystko co robimy
odwraca się czasem przeciwko nam
nie ufaj przedmiotom
czasami po prostu śnij

niektórzy mówią, że będzie mi lepiej
bez słowa sprzeciwu
niewychylania się poza sztywne okładki
to jak uczyć się latać bez skrzydeł u boku
życie nie jest dla uciekinierów
w jakiś sposób każdego dnia staję
twarzą w twarz ze swoimi lękami
pewnymi drogami muszę iść sama
i nie zmienię swojego zdania
czasami zaś po prostu śnię

uwierz mi, że będzie dobrze
gdy wszystko co złe minie- będzie lepiej
czasami zaś po prostu śnij


już trochę lepiej. nie 'najlepiej', ale 'lepiej'.

czwartek, 15 października 2009

nieszczęścia chodzą parami. deprecha jesienna i zawód uczuciowy też. brak słów. mam ochotę jedynie płakać. życie...

PS. od tygodnia chodzę z mdłościami. czy to wina stresu? chyba tak. czuję się cholernie nieswojo. zasada 1: trzymać swoje serce na uwięzi

sobota, 10 października 2009

jak wysoko sięga poziom tolerancji smutku?
na ile możesz sobie pozwolić by
nie stracić swojej przydatności?
wykwalifikowana pomoc
z wykrochmalonymi umiejętnościami
wykrochmalona pomoc
z wykwalifikowanymi umiejętnościami
bezzębne potwory
bezsmakowe trucizny i ty
Książę Jednej Chwili
dzisiaj pan, jutro żebrak
w swoim własnym świecie
w Królestwie Myśli sam sobie
statkiem i kapitanem
by nie ulec tak do końca
sobie samemu, a jednak
sobą będąc
nakreślić nowe horyzonty poza
zasięgiem ich oczu
ile wytrzymasz z daleka od
swojej bezpiecznej klatki z trawy?
z daleka od zamku z chmur pierzastych
i promieni gwiazdy słońca?
gdy pociągną cię w dół strącą
też z góry kawałek nieba
z hukiem spadnie na ich mądre
i otwarte głowy, lecz i tak
po chwili dopasują cię do
Diagramu Tolerancji Smutku
i skończysz swe władanie
w Królestwie Białych Ścian
bo jesteś inny od tysięcy
więc niebezpieczny

wtorek, 6 października 2009

"wiedziałam, że tak to się skończy!"
komentarz mojej przyjaciółki gdy po jazdach napisałam, że mam strasznie fajnego instruktora i, ze mi się spodobał ;)no przecież to nie moja wina!

niedziela, 4 października 2009

zbyt wiele myśli i spraw krąży ostatnio w mojej głowie. po pierwsze: prawo jazdy. we wtorek mam pierwsze jazdy, a wczoraj gdy mój brat wziął mnie autem by trochę poduczyć doszłam do wniosku, że chyba popełniłam jakiś błąd, bo czułam, że idzie mi koszmarnie. nie wiem więc czy dobrze zrobiłam zapisując się na prawo jazdy.
po drugie: zbliża się zmiana czasu i muszę pogadać z szefem czy będę mogła znów wychodzić z pracy szybciej, by zdążyć na autobus. zbyt ciemno się robi by jeździć stopem.
po trzecie: jestem spłukana mimo, że nie ogłaszam jeszcze swojej upadłości. określiłam, że 'odbiję się od dna' za miesiąc gdy spłacę w tym miesiącu prawko.
po czwarte: nie wiem co ze sobą zrobić. zmienić pracę, czy nie? żeby zmienić muszę mieć prawo jazdy. czyli może dopiero w przyszłym roku.
po piąte: co zrobić ze swoimi włosami? drażnią mnie. wyglądam nijako, a jesienna chandra zaczyna już całkowicie mną rządzić.
po szóste: chciałabym móc w końcu odpocząć.

czwartek, 1 października 2009

rozmawiałam ostatnio z koleżanką. siadła załamana, z jesienną chandrą, która udziela się także i mi, i stwierdziła, że chyba zbyt wiele chce od życia, że jest zachłanna, bo chciałabym zrobić to i tamto. słuchałam jej. doszłam do wniosku, że sama w rzeczywistości mam zupełnie inne podejście do życia mimo, że ja i ona jesteśmy w tym samym wieku i zarabiamy tyle samo. ona planuje przyszłość, ja żyję tym co dziś lub najdalej za tydzień. ona chce huczne wesele, ja zaś wolę 20-50 tysięcy wydać na wycieczkę do Japonii. mówię jej: popatrz na mnie, tak szczerze mam w nosie to co się dzieje wokół mnie. Przyszła mi nowa sukienka, której pewnie nigdy nie założę, ale nie ubolewam nad tym.
bo jaka jest prawda? biorę to co daje życie i zmieniam tylko to co zmienić potrafię, i co zmian wymaga.
moja mama wszystko analizuje, jest sceptykiem, pesymistą. jeśli ktoś ma 99% szans na przeżycie, ona czepia się tego pechowego 1%. i już taka jest. ja zaś jestem osobą, która zamyka strach w pudełku po zapałkach i robi to co robić powinna. zawsze tak było, to co złe zostawiam za drzwiami i robię to co do mnie należy.
powiedziałam mamie, że gdy zdam prawo jazdy chcę sobie kupić samochód. nie drogi. półtora tysiąca. już teraz słucham kazań, że to wydatek, że będą opłaty, że po co, że na co mi to. taka już jest. nie ukrywam, że jest to męczące. to jak ciągłe podcinanie skrzydeł. gdybym przyszła powiedziała 'mamo, dostałam główną rolę w filmie Spilberga i mam jechać do Stanów', ona zaczęłaby mówić o tym, ze nie wie jak na to patrzeć, że lepiej jakbym nie jechała, że to może nie wypalić etc. mój tata? zapyta czy podać mi walizkę.
wiecie co? lubię siebie teraz. kiedyś nienawidziłam, a teraz- lubię. nie, to za duże słowo. jestem dla siebie neutralna. ni grzeję, ni ziębię. czy mam plany? hmm... jazdy mam we wtorek, to chyba plan. chciałabym zdać prawo jazdy za pierwszym razem. może kupić auto. potem zmienić pracę. wyjechać do Anglii? fajnie by było. ale to plany. a ja nie planuję. rzeczy po prostu się dzieją. życie po prostu się dzieje