środa, 30 września 2009

dziwne uczucie. weszłam dziś na nk i zobaczyłam, że mój znajomy dodał nowe zdjęcie. niemowlaka. a podpis? 'pierwszy dzień na świecie mojej małej Księżniczki'. co ja na to? zonk. totalny szok. ale czemu? bo ten facet był moją pierwszą prawdziwą miłością ;) byłam młoda i głupia, miałam te 12-13 lat i szalałam za nim, a i ja mu obojętna nie byłam. jeśli w takim wieku można tak to określić, haha. tak więc troszkę się zdziwiłam i dziwnie nadal z tym się czuję.
sukienka, którą zamówiłam na początku lipca w końcu do mnie dotarła. masakra. coraz chłodniej na dworze. pierwsze jazdy we wtorek o 8. nie wchodzić na jezdnię.

niedziela, 27 września 2009

stałam się ostatnio jakąś maniaczką youtube. obecnie śledzę jeden z fajniejszych pomysłów użytkowników tej strony- swap. osoby, najczęściej z różnych państw, wysyłają do siebie paczkę z kosmetykami i gadżetami różnego typu. paczka oczywiście jest w jakieś określonej kwocie. jejku, jakie cudowne rzeczy można kupić w Japonii! wręcz sama słodycz :)
pod koniec nowego tygodnia mam rozpocząć jazdy, wpłacić drugą ratę za kurs i jakoś dotrzymać do 10tego. mam jeszcze zegarek do odebrania, a w głowie cudny makijaż na halloween, który chciałabym móc wykonać dla tych wszystkich, którzy śledzą moje poczynania na youtube, moja konto znajdziecie tutaj. stałam się też członkinią szlachetnego grona twittersów, chociaż moje poczynania jak na razie są małe. jestem pełna jakiś pozytywnych myśli, sama nie wiem dlaczego. może to wina jesieni. lubię tę porę roku.
wyobrażacie to sobie, że jeszcze nic nie napisałam w 'notatniku rzeczy pozytywnych'. mam przynajmniej parę rzeczy już na liście. np. to, że zostało mi jeszcze 6 dni wolnego do wybrania. marzą mi się zakupy xD

czwartek, 24 września 2009

zakochana materialistka!

stałam się okropną materialistką! to straszna! nie spodziewałam się tego po sobie.... a jednak mnie trafiło... koszmar! z myślą, że w pracy znów będziemy się nudzić kupiłam sobie dwa kolorowe magazyny (glamour i in style). co się stało potem? oszalałam!

1. Jimmy Choo dla H&M

cudowne, prawda? 199 zł. co jest najgorsze? kusza mnie! mówią do mnie: kuuuup nas!

2. Stradivarius i owa boska torebka

kosztuje koło stówki. koooorci mnie.....

to wręcz żałosne z mojej strony... ech. idę już spać....

poniedziałek, 21 września 2009

czy kiedykolwiek miałyście, bądź mieliście wrażenie, że nie pasujecie do miejsca, w którym żyjecie? ja tak mam niestety często. czy czuliście się głupio, że jesteście tacy, a nie inni? ja tak. to dziwne. zawsze uważałam, że każdy człowiek jest indywidualnością, że jest niepowtarzalny i w ten sposób cudowny i wyjątkowy. głośno tępiłam zachowanie niczym u owcy, która podąża ślepo za stadem. dziś jednak znów poczułam się jak muchomor wśród maślaków. nie wiem czemu ludzie mówią, że jestem dziwna. nie wydaje mi się bym dziwnie się ubierała. sądzę, że to co noszę jest ładne i przyzwoite. często czerpię inspiracje z magazynów o modzie, albo oglądam zdjęcia kobiet, których styl ubierania się uważam za interesujący (np. Emma Watson, Kate Moss). czyli to nie jest kwestia ubioru. makijaż? maluję się jak każda dziewczyna. lubię eksperymentować, ale przecież nie zrobię sobie na powiekach makijażu w stylu mangi i nie wyjdę w nim do pracy. lubię makijaż zadbany, ładnie dobrany kolorystycznie i zrobiony w miarę porządnie. czyli i nie makijaż. tak więc w dziwny sposób stanęłam na swojej osobowości. dziś na przykład okazałam się dziwna, bo powiedziałam, że od małego uwielbiałam się uczyć i pochłaniałam masę książek. interesowało mnie dosłownie wszystko i chciałam zaspakajać swoją chęć poznawania. to więc okazało się dziwne. ale czy na prawdę tak jest? kurczę, sama teraz się w tym wszystkim gubię. nie wiem czy siedzieć cicho i nie odzywać się jak ktoś pyta, czy udawać, że znam się na wszystkim choć nie mam o niczym pojęcia. tego nie znoszę najbardziej- gdy człowiek wypowiada się na temat, o którym nie ma zielonego pojęcia. mam koleżankę, która przerwie ci w połowie zdania, która w dziwny sposób żartuje i chyba właśnie tym chce ukryć swoją ignorancję do pewnych spraw. wiem, że nie wszystkich interesuje np. mitologia czy literatura brytyjska. zdaję sobie z tego sprawę. nie lubię jednak ignorancji. odnoszę czasami wrażenie, że jestem z tym wszystkim sama. jestem dziwna, bo lubię się uczyć i rozwijać, bo mam poglądy, które jestem w stanie obronić, bo mam takie a nie inne zdanie na pewne tematy. przez pewien czas sądziłam, że znajomi są zazdrośni, bo jestem sama i robię to co chcę. nie mam faceta, nie szukam go, rozwijam swoje pasje i dużo czytam. powinnam czuć się z tym dobrze i tak się czuję. jednak gdy dochodzi między nami do konfrontacji, to ja czuję się zaszczuta. jeśli ktoś nie potrafi mi odpowiedzieć jest dla niego idealnym rozwiązaniem powiedzenia słów: 'aaaaaa, znajdź sobie faceta i nie rozdrabniaj się tak'. nie dziwcie się więc, że czuję się wyobcowana. nie na miejscu. zawsze tak było. mój tata zawsze powtarzał, że nie powinnam zwracać uwagi na innych ludzi i mam robić to co uważam za słuszne i co sprawia, że jestem szczęśliwa. chce to robić, ale jak długo będę mieć na to siłę? jak długo jeszcze wytrzymam tą nagonkę? chciałabym pisać. chciałabym znów móc siąść do klawiatury czy kartki papieru i pisać, pisać, pisać... kiedyś było to dla mnie takie łatwe i oczywiste. zaczęłam jednak pracę i wypadłam z rytmu. zaczęłam myśleć o studiach, ale nie potrafię znaleźć kierunku, który w pełni by mnie satysfakcjonował. siedzę więc w swoim małym szarym świecie i zastanawiam się ile jeszcze czasu pozostało mi gdy wyblaknę tak jak on...

sobota, 19 września 2009

zrobiłam ogromne zakupy. poczułam, że mój portfel jest lżejszy. moja karta zubożała o ponad półtorej stówy, heh. powoli muszę się zbierać do zrobienia tortilli na tych wszystkich ludzi. no i sałatka. no i grill. ustawić wszystko... ogarnąć się.
chodzę, siedzę, leżę, stoję i myślę o nim. znów zauroczona?! panie doktorze! to nie zdrowe! waćpannie tak się nie godzi! do tego powiedziano mi, że pojawi się u mnie jego numer telefonu. jeśli tak- nie czekam tylko ślę smsa. nie, nie zadzwonię. nie stać mnie na telefony do londynu. szukam szczęścia w życiu. niedługo zaczynam jazdy. jak ja bym chciała zdać za pierwszym razem... boshe. zastanawiam się co powiedzą znajomi widząc mój pokój. czerwień jest strasznie dzika.
zastanawiam się od wczoraj co ja takiego widziałam w panie Ł.. gadaliśmy wczoraj. miałam wrażenie, że jest zgorzkniałym, samotnym facetem, który tylko udaje jak to on zajebiaszczy nie jest. w sumie... ilu znajomych potrzeba ci by zastąpić uczucie miłości, bliskość i zaangażowania? mówił coś o tym, że związki błyskawicznie się kończą, ze ludzie zdradzają, rozstają, a potem zapytał moja dobrą koleżankę kiedy zostawi ją jej narzeczony. wiecie, chyba tego mu brakuje. brakuje mi faktu, że ktoś może na ciebie patrzeć z takim uwielbieniem, że wkurwiasz go na maksa, a i tak jest z tobą, bo kocha cię do szaleństwa. myślę, ze tego mu brakuje. mieć 24 lata i być tak zgorzkniałym? coś niesamowitego. dopiero teraz widzę jak wiele nas dzieliło. różowe okulary spadły mi z nosa i widzę go w pełnym świetle. okey, też nie mam faceta. nie śpieszno mi do ślubu i jestem z reguły typem samotnika. ale gdy spotkałam Jego, przez krótką chwilę było mi dobrze jak nigdy przedtem nie było przy Ł., nawet gdy był miły. wydaje mi się, że ta znajomość to tylko udawanie- przynajmniej teraz. udajemy, że się lubimy, bo tak naprawdę powiedziałabym mu co myślę o nim i tym jaki jest. nie potrafię jednak krzywdzić ludzi na zawołanie. mówią, że jestem wredna, ale chyba nie aż tak.
dobra, uciekam. muszę zrobić tyyyyle rzeczy. wrzucam jednak śliczny obrazek z panem Leto, który wygląda....bosko.

piątek, 18 września 2009

pomijam fakt, że dziś mam urodziny. coś o czym chce napisać zwaliło mnie rano z nóg i na kolanach pozostawiło, aż do teraz. moje dwie cudowne osoby, z którymi mam zaszczyt pracować oświadczyły wczoraj pewnemu facetowi, że mi się podoba i żałują, że wyjeżdża do Londynu. chłopak był podobno w takim szoku, że ledwie wydukał: też żałuję.
niby mnie szukał po całym sklepie, bo gadaliśmy dzień wcześniej i był tak cholernie sympatyczny.... ech. tak to już bywa

wtorek, 15 września 2009

był uroczy.
czekałam na Ł., a zjawił się uroczy facet. odwagi mi nie starczyło by zapytać o numer telefonu. ech.... :)

niedziela, 13 września 2009

głupia ja. naoglądałam się znów Londyńczyków i znów nawiedza mnie chęć wyjazdu do Anglii. kiedy w końcu pojmę, że to nieosiągalne?

sobota, 12 września 2009

szaleństwo zakupowe


dopadło mnie to ostatnio. nakupiłam wszystko to co wpadło mi w oko, a całość zwieńczyłam nową (chyba już 11stą) parą spodni. tak leczę swoja jesienną chandrę. nie ma zmiłuj. gdybym zaczęła jeść czekoladę, popijać kakaem i oglądać romantyczne szmiry pewnie do wiosny rozrosłabym się do rozmiarów młodej orki i zwróciła na siebie uwagę green peace. za tydzień szykuje się u mnie imprezka. trzeba się nastawić. obym nie spieprzyła tego swoich humorem, a może być różnie. mam ochotę iść już spać i przespać cały tydzień. byłoby cudownie. zastanawiam się ostatnio na panem Ł. , dawno go nie widziałam. okey, bywam dla niego nie miła i mało się odzywam, a gdy go nie ma obgadujemy go jak można, ale dawno go nie widziałam. wiem... nie lubi mnie i dlatego przyjeżdża gdy mnie nie ma. ha! to było oczywiste. widać moja szczerość co do niego powaliła go. nic na to jednak nie poradzę. ogarnęłam dziś w pracy około 114 par spodni i jakieś 18 bluz. wszystko pospisywać, ometkować, wywiesić. jestem padnięta. ogólnie to ostatnio z reguły mam datalny okres w życiu. tłumaczę go sobie chandrą jesienną. a do tego kupiłam jeansy w rozmiarze 48. nie pytać, chińska rozmiarówka. na jedne noszę 32, inne nawet 50, a te- 48. moja rekcja? bezcenna. idę pod prysznic aby spróbować się utopić, a potem jeszcze podręczę siebie. co mi pozostało... nadciąga koszmarny tydzień.

http://www.youtube.com/user/anetteaneta

poniedziałek, 7 września 2009

7 lat?! już prawie

wiesz. to niesamowite. szłam sobie dziś spokojnym krokiem na stopa (mój środek transportu od wielu lat) i uświadomiłam sobie coś niezwykłego. ja i ty znamy się już prawie siedem lat!. okey, będzie sześć z hakiem, ale to już prawie siedem. coś niesamowitego! nie sądzę bym kiedykolwiek stworzyła lepszy związek z facetem jak tworzę z tobą, moją najlepsza przyjaciółką. w trakcie naszej przyjaźni poznawałam wielu ludzi. paru z nim chciałam przykleić łatkę 'przyjaciel', ale z każdej z nich odpadała ona prędzej czy później. ty ją sobie chyba jednak przyszyłaś, bo tak jak cię znam tak cię uwielbiam. zastanawiałam się dlaczego tak jest. co sprawiło, ze po sześciu latach nie mamy siebie dosyć, że nie wyrzuciłam cię ze swojego życia, że nie powiedziałam 'mam dość!' jak mówiłam już parę razy. to proste. jesteśmy przyjaciółkami, ale dajemy sobie bardzo dużo przestrzeni. każda z nas ma swoje życie i choć one się przeplatają to potrafimy żyć oddzielnie. no i nigdy nie spotykasz mnie w złym humorze. może to dlatego, że średnio widzimy się raz w miesiącu. piszemy smsy też nie co dzień. chyba bym zwariowała! gdybym miała wybierać między facetem, a tobą wybrałabym bez wahania ciebie. wiem, ze mogę na tobie polegać, że mogę zadzwonić nawet o północy, że jesteś. chciałam kiedyś by ktoś jeszcze był taki, ale widać... jest mi to nie pisane. dlatego niezmiernie się cieszę, że jesteś. bo nie czuję się tak samotna jak często to bywa. nieraz wstaję rano z poczuciem, że na świecie jestem tylko ja i nikogo tak naprawdę nie obchodzę, a wtedy myślę o tobie. nie ma nic piękniejszego od przyjaźni. no, z wyjątkiem miłości :) ale skoro znamy się już tyle czasu mogę śmiało powiedzieć, ze kocham cię mała, jak siostrę, której nie mam.

Są takie wydarzenia, które – przeżyte wspólnie – muszą się zakończyć przyjaźnią, a znokautowanie trzymetrowego trolla górskiego na pewno jest jednym z nich. Harry Potter i Kamień Filozoficzny

a ona mi grozi przyjaźnią przez kolejne 40-50 lat.... brak słów :)

niedziela, 6 września 2009

czyżby słońce??

coś przedziera się przez żaluzje mojego okna. słońce? musiałam je pozasłaniać. posiadanie pokoju, którego okno wychodzi na zachód jest bardzo ciężkie jeśli słońce wpada akurat prosto do niego. koszmar! jakimś cudem udało mi się opanować program do obróbki filmów. dzięki niemałej pomocy mojego brata, haha. zastanawiam się nad farbowaniem włosów. gdzieś w szafce pałęta się jakaś farba. jest czerwień i brąz. myślę nad tym drugim. licho wie co obecnie mam na głowie. trzeba coś zmieniać prawda? żyjemy tylko do czwartku. potem udaję, że nie istnieję, przynajmniej do około 20 września. 18 bowiem każdy sobie przypomni, że mnie zna. co z tego, że nie utrzymuje ze mną kontaktu, nie gada od miesięcy, albo pokłócił się ze mną. na bank ktoś będzie chciał napisać by mi przynajmniej dogryźć. myśląc, że parę chamskich uwag sprawi, ze będę jak ono. sądzę, że w następnej notce podsumuję jakoś swój kolejny rok życia. co mi tam.... wybieram zdjęcie na laptopa. postanowiłam go obkleić. jedno cudowne mam na oku, ah :)

środa, 2 września 2009

zakupy- najlepszy sposób na smutek

przynajmniej w moim przypadku to działa. wpierw wydałam pieniądze, które babcia dała mi na urodziny (co z tego, że są dopiero 18stego ;) ), a dziś pomyślałam: 'raz się żyje', i wydałam ostatnią stówę. teraz czekam tylko do dnia wypłaty. obiegłam rossmann i visage, i jestem trochę szczęśliwsza. zobaczyłam wczoraj całego Braveheart`a, po raz nie wiem już, który. znów popłakałam się na końcu :( ledwie wróciłam do domu wszyscy zwalają mi się do pokoju.... brak mi już sił. chyba właśnie mój 7letni brat zaklinował się pod moim łóżkiem