niedziela, 30 sierpnia 2009

niedzielne załamanie

pomimo pięknego słonecznego dnia łapię brzydkiego pochmurnego dołka. postanowiłam ostatnio pobawić się tworzeniem filmików na youtube, a program do ich obróbki przyprawia mnie o palpitacje serca i wzrost ciśnienia. czekam obecnie, aż jeden z nich mi się skonwertuje, a moje pesymistyczne 'ja' podpowiada mi, że pewnie od połowy znów głosu nie będzie :( n-k też potrafi załamać. zobaczyłam u dawnej znajomej zdjęcie z zaproszeniem na jej ślub za dwa tygodnie, a szperając w jej galerii dostrzegłam zdjęcia z całego świata w tym z Indii. dochodzę powoli do wniosku, że moje życie jest beznadziejne, pozbawione sensu, a ja jedynie prześlizguję się z dnia na dzień bez większych osiągnięć. owszem, od tygodnia chodzę na prawo jazdy (pewnie skończę je za jakieś pół roku) i opłacam je sama. może to jest osiągnięcie... do tego mój pomysł powrotu do pisania stanął na samym fakcie bycia pomysłem. nie potrafię się jakoś przełamać. czekam już jedynie do urodzin.... potem może być jedynie gorzej.

http://www.youtube.com/user/anetteaneta

kupiłam na allegro. na pocieszenie....

wtorek, 25 sierpnia 2009

chwila oddechu i kurs

urlop. lub coś co możemy nazwać jego namiastką. wzięłam sobie dwa dni wolnego (zostało mi jeszcze 8 do wykorzystania). dziś zaś rozpoczynam kurs na prawo jazdy. z dobrymi wiatrami w ciągu pół roku się wyrobię i będę mogła zmienić pracę. nie mam nic do tej... wiecie, nikt nikomu nie płaci za siedzenie, a nam płacą. czytamy książki, gazety, robimy sobie paznokcie itd. owszem, czasami mamy taki nawał pracy, że koło godziny 17stej myślimy sobie 'chyba dziś nie byłam jeszcze w wc'. nudzę się jednak. pracuję tam ponad rok i potrzebuję zmiany. poza tym... tysiąc złotych jest fajne, ale chciałabym zarabiać choć stówkę do dwóch więcej. może mogłabym sobie coś sensowniej odłożyć. tak więc z wielkim optymizmem podchodzę do prawa jazdy. opłacam je sobie sama i dam z siebie wszystko by doprowadzić je do końca jak najszybciej. gdy tylko zdam,
czyli za jakieś 6 miesięcy, bo teraz robi się to dłużej, to zmieniam pracę.
dostałam już prezent na urodziny od brata. to owa paleta, której zdjęcie prawdopodobnie widzicie. muszę przyznać, ze jest fantastyczna. postanowiłam poprzednią odsprzedać koleżance z pracy. jak widać zbliżają się moje urodziny. niechętnie do nich podchodzę. tak chyba jest co roku. przyznam szczerze- jestem nieco zawiedziona sobą. liczyłam na coś więcej, a wyszło jak zwykle. próbuję zmieniać siebie. kiepsko mi to wychodzi. praca mnie dołuje, ludzie drażnią... chciałabym móc mieć kogoś komu powiem 'skoczymy jutro do Krakowa?', a on lub ona odpowie 'tylko się spakuję'. cóż... widać, zbyt wiele wymagam.
tak to jest, urodziny- czas refleksji.

środa, 12 sierpnia 2009

But now I am worrying that I am too naive to change the world

miks pogodowy. efekt: bolące zatoki i spojówki. muszę wybrać się do okulisty i chyba sprawię sobie okulary. zbyt wiele książek przeczytałam, a do tego fatalne światło w pracy męczy mi oczy. zapisałam się z E. na kurs wizażu. może być fajny. będzie nie tylko o makijażu, ale także o kompozycji ubrań, fryzurach, dbaniu o ciało, dietach itd. w tym miesiącu zaczynam także kurs na prawo jazdy. spoglądałam dziś na kalendarz i przy dobrych wiatrach w październiku może zacznę jazdy więc może jeszcze w tym roku będę mieć egzamin. co potem? jeśli będę mieć prawo jazdy i uda mi się kupić jakieś małe auto zmieniam pracę. chcę się tez zapisać do szkoły policealnej na wizaż lub stylizację, ale z tym jak na razie muszę poczekać. dojazdy- wyjątkowo nie lubię tego słowa.
w niedzielę idę oddać krew. muszę jednak poszukać gdzieś mojej książeczki. przynajmniej poczuję się choć trochę jak ktoś dobry. cieszę się, że będę mieć tyle zajęć. trochę się boję, ale podchodzę do tego z optymizmem. w końcu we wrześniu będę mieć 22 urodziny i sama już za siebie odpowiadam. przeszkadza mi to, ze jestem niemal przywiązana do miejsca, w którym żyję. całe wakacje przejeżdżę na stopa, a już raz jeden stary facet chciał mnie obmacać. wyzbyłam się też głębszych uczuć w stosunku do pana Ł. jutro chłopak ma 24 urodziny.
patrzę na siebie teraz... czuję się dobrze. nie, nie powiem, ze jestem szczęśliwa, bo nie czuję tego. jest dobrze, średnio. tak jak być powinno. niczego nie żałuję.
okey, może niekoniecznie musiałam ścinać włosy, ale przecież odrosną.
życie...
byle dożyć w spokoju 22 urodzin. potem pomyśli się dalej :)