środa, 12 listopada 2014

Ziaja razy dwa

W połowie października wybrałam się na zakupy do sklepu Ziaji i w moje ręce wpadły dwa kosmetyki, o których chciałabym powiedzieć Wam parę słów. Pierwszy z nich to kremowy żel myjący do twarzy i ciała, Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej, a drugi to balsam do ciała wysmuklający nogi, brzuch, pośladki Ziaja Multimodeling.



Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej 400 ml 9,99 zł
Z racji, że nie mogę stosować kosmetyków z alkoholem staram się sięgać po produkty delikatnie oczyszczające buzię. Ten żel taki właśnie jest! W opakowaniu znajduje się dość lejący żel o mlecznym kolorze i delikatnym zapachu. Nie pieni się zbyt intensywnie, ale bardzo dobrze zmywa makijaż i oczyszcza buzię. Nie podrażnia skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i wysuszenia. Buzia jest odświeżona i nawilżona. Żel jest na tyle delikatny, że polecany jest dla dzieci powyżej 6mc życia. Nie stosowałam go do mycia całego ciała, ale konsultantka z Ziaji polecała go także osobom z problemami atopowej skóry. Nie mogę też narzekać na załączoną do opakowania pompkę. Działa bez zarzutu i wydziela odpowiednią ilość produktu, którym bez problemu umyjemy naszą twarz, szyję i dekolt. Żel nie sprawił by na mojej buzi pojawiły się jakieś nowe niedoskonałości (poza tymi, które już mam ;) ). Jest bardzo wydajny, a używanie go jest dla mnie czystą przyjemnością.


Ziaja Multimodeling, balsam do ciała wysmuklający nogi, brzuch, pośladki z aktywnością substancji wyszczuplających i ujędrniających. 270ml 15,99 zł
Już na początku powiem- nie ma co liczyć, że jakikolwiek balsam nas wyszczupli i odejmie z wagi parę kilo, a z talii parę centymetrów. Używam tego typu produktów jako takich małych wspomagaczy, które mają za zadanie ujędrnić mój pociążowy brzuszek i skórę na nim, która jest wiotka i mało elastyczna. Stosuję ten balsam 2 razy dziennie (rano i wieczorem). Ma lekką konsystencję, przyjemny zapach. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania nie brudząc naszych ubrań. Nie ma efektu chłodzenia czy grzania, tak więc bardzo mi to odpowiada. Czy wysmuklił? Ciężko stwierdzić. Na pewno poprawił kondycję mojej skóry- dobrze ją nawilżył, stała się jędrna i elastyczna. Pociążowa fałdka skóry stała się jędrniejsza i (tak mi się wydaje) mniejsza. Nie mogę się wypowiedzieć co do jego działania antycellulitowego gdyż problemów ze skórką pomarańczową nie mam (ćwiczenia i dieta :) ). Jedyna jego wada, to brak pompki przez co z czasem może być dość trudne by dostać się do resztek produktu. Myślę, że wrócę do niego i wypróbuję też inne produkty z serii.


Jestem ciekawa czy stosowaliście, któryś z tych produktów. Jak się u Was sprawdziły?

Buziaki,
Aneta

piątek, 31 października 2014

Zasady mojej (nie)diety

Gdy ktoś mnie pyta jaką dietę stosuję- czuję się głupio. Nie jestem osobą, która potrafi trzymać się zasad diety czy narzuconego z góry jadłospisu. Nie liczę kalorii, bo szkoda mi na to czasu. Gdy półtora roku temu postanowiłam zmienić swoje nawyki żywieniowe chciałam nie tylko schudnąć, ale przede wszystkim zmienić swój sposób myślenia o jedzeniu, jeść "z głową", świadomie decydować o tym co kładę na talerz, nie stawiać przed sobą ogromnych wyrzeczeń, ale wyzwania, które sprawią, że poczuję się lepiej i będę zdrowsza.

Na chwilę obecną przy 176 cm wzrostu ważę 68 kg (w przeciągu niespełna 1 tygodnia zgubiłam 1,5 kg :) ), a mój współczynnik BMI to 21,95. Już od dawna nie mam pociążowych kilogramów, ale chętnie zgubiłabym jakieś 5kg i kilka centymetrów. Jak to więc jest w tej mojej kuchni? Cóż, kieruję się kilkoma zasadami, które dla mnie są niezwykle banalne i oczywiste.

1. Myśl podczas robienia zakupów!
W naszym sklepowym koszyku nie ma jogurtów owocowych, deserów czekoladowych, mrożonej pizzy, słodkich bułek, zupek chińskich czy słodkich napojów. Staram się wybierać produkty o prostych i czytelnych składach, które dadzą mi w domu wiele możliwości przy komponowaniu posiłków, np. jogurt grecki wykorzystuję do koktajli, mieszam z błonnikiem, dodaję do naleśników i stosuję przy robieniu sosów; mrożone warzywa są idealne do ryżu, ziemniaków czy z makaronem. To co kupimy w sklepie przynosimy do domu i tym będziemy się żywić przez następnych kilka dni. Musimy więc sami decydować o tym co jest w naszej lodówce.
I tu idziemy do punktu drugiego....

2. Znajdź must have dla swojej lodówki.
Pierś z kurczaka, warzywa na patelnię, mrożony szpinak, jogurt grecki, serek wiejski, mleko (najczęściej 2,5%), jajka, banany, ryż (on już nie jest w lodówce ;) ), kasza kuskus (lub jakaś inna), makaron (pełnoziarnisty), płatki owsiane, błonnik (kupuję taki w granulkach w Lidlu) - to zawsze u nas znajdziecie. Są to stałe elementy wszystkich zakupów, które pozwalają nam przygotować wiele prostych i szybkich dań, nietuczących, po których nie czujemy się ociężali. Np. ryż+warzywa na patelnię+pokrojona pierś z kurczaka, makaron+pierś z kurczaka w kawałkach+ warzywa na patelnię+ jogurt grecki z przyprawami, banany+mleko+jajko+mąka (naleśniki). Dzięki temu nie tracimy czasu na kombinowanie co przygotować na obiad i nie wybieramy opcji "jedzenia na wynos".

3. Nie podjadamy, bo to nieładnie!
Podjadanie zawsze było moją zmorą. Jako młoda mama nie miałam czasu na stałe posiłki więc co 2-3 godziny robiłam rundki, do lodówki a to po jogurt, a to po banana, a to po bułkę lub batona. Może nie przyjmowałam zalecanej mi dawki kalorii na dany dzień, ale zapychałam się co chwilę rzeczami, które nic mi nie dawały. Dodatkowo, gdy przychodziły wieczory, lubiłam podczas filmu pochrupać sobie chipsy, zjeść czekoladę i (dla zdrowia oczywiście!) popić to sokiem wieloowocowym. Wyzbyłam się tego brzydkiego nawyku w taki oto sposób: zaczęłam słuchać swojego organizmu. Jestem osobą, która lubi w ciągu dnia zjeść jeden większy posiłek i całkowicie jej to wystarcza (to akurat moja obiado-kolacja). Śniadania jem średnie- najczęściej jest to koktajl (1-2 banany, 1/2 kubka jogurtu greckiego, kilka łyżek płatków owsianych lub błonnika, łyżka siemie lniane), albo serek wiejski z owocami. Śniadanie (jem około godziny 6) "trzyma mnie" do godz. 10 gdy jem pierwszą z 2 przekąsek. I tu znów był problem. Jeśli do pracy brałam mega fajne kanapki, czy coś innego co bardzo lubiłam, to najczęściej zjadałam to w pierwsze 2-3 godziny i resztę dnia głodowałam lub dojadałam czym popadło. Tak więc staram się brać ze sobą proste jedzenie i nie w dużych ilościach, bo dzięki temu racjonalnie planuję sobie kiedy pojawią się przekąski, a organizm nie panikuje, że będzie głodny. Tym też sposobem nie podjadam ;)

4. Posiłki o stałych porach.
6-10-12-16 W takich mniej więcej godzinach jem. Posiłek o godzinie 16 (czy tam 17, jeśli się trafi) spokojnie wystarcza mi już na cały wieczór. Wiem, wiem.... "Systematyczność jest trudna do osiągnięcia!" Uważam, że każdy organizm idzie wyszkolić i nauczyć o jakich porach jest karmiony. To samo stosuje się o małych dzieci- stałe pory karmienia, najczęściej co 3-4 godziny. Dzięki temu kontrolujemy swój organizm i nie wpada on w panikę, że na kolejny posiłek musi czekać 6-7 godzin. Wystarczy tydzień by organizm się przyzwyczaił, to bardzo proste.

5. Ograniczamy słodycze, fast foody, słodkie napoje...
Po miesiącu bez frytek, pizzy i lokalu na M., mój żołądek zaczął pracować zupełnie inaczej i na chwilę obecną mam duży problem z przyswojeniem takiego jedzenia. Od razu czuję się ociężała, boli mnie brzuch i kiepsko się czuję. Lubię pizzę, lubię raz na jakiś czas ją zjeść, ale dużo bardziej wolę tą którą robimy sami w domu. Kolorowe napoje wcale nie gaszą u mnie pragnienia. Słodycze nie dają kopa energetycznego tylko wręcz otępiają i spowalniają. Lubię zjeść Prince Polo lub Milkę, ale zdarza się to raz na 3-4 tygodnie. Taki ban na kategorię "niezdrowe jedzenie" sprawi, że po jakimś czasie przestaniecie nawet odczuwać chęć kupienia czekolady (bez względu na jakiej promocji jest akurat) i zaczniecie szukać innych zamienników. Zakochałam się dzieki temu w gorzkiej czekoladzie.

6. Jeden dzień luzu w tygodniu.
Myślałam, ze jak taki dzień w końcu nadejdzie rzucę się na wszystko na co miałam ochotę. Gdzie tam! Zjadłam trochę czekolady i to mi wystarczyło. Taki dzień pozwala nam jednak bez wyrzutów sumienia zjeść ciacho w cukierni, albo zabrać synka na lody. Nawet nie mamy chęci objadać się czym popadnie.

7. Inne zasady, które stosuję :)
# Nie noszę ze sobą więcej niż parę złotych na bułki i banany- dzięki temu nie kupuję ciastek i nic mnie nie kusi w sklepie (po prostu na to nie stać ;) ).
# Gdy czuję się głodna zastanawiam się czy na pewno jestem głodna (analizuję kiedy i co ostatnio jadłam, kiedy kolejny posiłek) czy przypadkiem się nie nudzę i mój organizm chce się czymś zająć. Najczęściej wtedy robię sobie kubek mięty lub zielonej herbaty i czekam co dalej się wydarzy.
# Nie tłumaczę się innym osobom, które sceptycznie patrzą na to jak się odżywiam- czemu mam się niby tłumaczyć, że nie jem słodkiego i dziękuje bardzo, ale nie zjem pączka? Osoby niepalące nie tłumaczą się przecież czemu nie palą :)
# Pamiętam, że to co robię robią dla siebie i swojego zdrowia!
# Jem tak by czuć się dobrze i być szczęśliwą. Nie katuję się i jeśli chcę zjeść pączka, to zjem, ale za to zrobię dodatkową serię ćwiczeń, albo zrezygnuję z innego posiłku.
# Nie objadam się- jeśli czuję, że głód został zaspokojony, nie jem więcej.
# Nie dojadam- ani po dziecku, ani resztek z lodówki, ani ostatniej kostki czekolady. :)
# Jeśli mam wątpliwości konsultuję się z właściwą osobą, czyli najczęściej z autorką bloga Pozytywne żywienie
# Stawiaj sobie wyzwania- miesiąc bez słodyczy to super sprawa!
# Płatki owsiane są numerem 1! Nie tylko "zapychają" na długi czas, ale też dobrze działają na nasze jelita.
# Szukaj zamienników- zamiast chipsów- sucharki, zamiast jogurtu owocowego- naturalny z owocem, zamiast czekolady- czekolada gorzka lub banan.
# Kartka na lodówce z naszymi postanowieniami bardzo mobilizuje!

Zapewniam Was, że nie chodzę głodna i sfrustrowana, bo nie mogę zjeść czekolady! Zmiana sposobu odżywiania sprawiła, że zmieniłam się też jako osoba- stałam się pewniejsza siebie, czuję, że mam o wiele większą kontrolę nad życiem, myślę pozytywnie, jestem bardziej zmobilizowana i chętniej podejmuję nowe wyzwania. Z Em Brzegowy (autorką bloga Pozytywne żywienie) ustaliłyśmy, że niestety przyjmuję ok. 500 kcal mniej niż powinnam. Ciężko jednak jest mi to zmienić z racji faktu, że nie chodzę głodna i dodatkowy posiłek jest mi trochę zbędny. Jednak, jak widzę po sobie, mój organizm ma się dobrze i niczego mu nie brakuje.


Jestem ciekawa jakie zasady wprowadziłyście w swoim życiu. Macie też taki jeden dzień luzu, a może w inny sposób poradziłyście sobie ze swoimi słabościami?

Buziaki,
Aneta

piątek, 24 października 2014

...

Demotywacja. Ostatnio wpadłam w jej sidła i nadal próbuję się z niej wyswobodzić. Wszystko zaczęło się od tego, że po tygodniu od powrotu do żłobka z chorobowego, Sławko zaczął na nowo kaszleć i mieć zatkany nos. Chociaż podawałam syrop nic nie ustępowało i udaliśmy się do lekarza. Decyzja- musi zostać w domu do końca tygodnia, nadal podawać leki.

No to kto zostanie z dzieckiem? Przyjęło się, że zostaje mama. Ale mama ma w pracy mnóstwo roboty (wysyła ofert i tak dalej), musi ktoś się nim zająć. Chociaż na dwa dni bym mogła ogarnąć sprawy w pracy. Okey, babcia się zgodziła. Ale następnego dnia nie może, bo coś wypadło. Trudno, zostaję ja. Jednak wiem, że praca czeka więc proszę by znów się zjawiła, niech da mi parę godzin i zaraz wracam do domu. Skoro takie to konieczne, to się zjawi. Na kolejne dwa dni biorę urlop, bo nie chcę znów się prosić.

Rozmawiamy potem przez telefon i pada zdanie, które gdzieś zawsze miałam z tyłu głowy, ale nigdy nie pozwalałam mu się wydostać. Mama w końcu mówi:
Zapisałaś się do tej szkoły i może ją skończysz, ale co z tego skoro nikt Cię nie zatrudni, bo masz dziecko, a ono przecież choruje.

Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy mieli w swoich rodzinach ogromne wsparcie, takie, że bez względu na wszystko rodzice ich popierają, pomagają, są po ich stronie. Ja niestety bardzo często słyszałam, że nie warto, że się nie uda, że nie ma sensu się starać, że stawiam sobie zbyt wielkie cele i najlepiej iść po najmniejszej linii oporu. No i coś co uwielbiał mówić zawsze mój tata, że życie zawsze zdzieli Cię po głowie byś padł na kolana i jej nie podnosił.
Gdy zapisałam się do szkoły, podjęłam staż usłyszałam, że nic z tego nie wyjdzie i skoro nie chciałam się uczyć za młodu, to po co mi to na stare lata. Bywa to bolesne, ale dzięki temu dowiedziałam się jaka jestem naprawdę. Jak bardzo jestem silna, na ile samodzielna, jak bardzo uparta, zmotywowana, czasami zdeterminowana i czego nigdy nie powinnam mówić swojemu synowi.

Tak więc rozmowa z mamą bardzo mnie zdemotywowała. Przytaknęłam i gdy rano Sławko znów przyszedł z kaszlem, popłakałam się. Bo nagle do człowieka dociera jak teraz wygląda w oczach potencjalnego pracodawcy. W końcu tyle się mówi o mamach, które non stop biorą zwolnienia na dzieci i wykorzystują każde przeziębienie by nie iść do pracy. Nie liczyłam, że dostanę pracę na pełen etat. W końcu mam dziecko i szkołę w weekendy. Potrzebuję pracy, która pozwoli mi się uczyć i ,w razie choroby syna, pracodawca nie zwolni mnie bo muszę się nim zająć. Sławko na szczęście dużo nie choruje, ale...wiadomo jak to jest z dziećmi w żłobkach.

I od razu się odechciewa. Nawet gdy rozwiązałam zadania z rachunkowości (nie podejrzewałam nawet, ze da radę to zrobić), zaczęłam pisać trzecią pracę kontrolną, ogarnęłam dom, syna i siebie, zrobiłam obiad, wstawiłam pranie i wyniosłam śmieci- czułam się jak ktoś gorszy, słabszy, w jakiś sposób niezdatny do pełnego i normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Zaraz po tym człowiek myśli- po co mam być na diecie czy ćwiczyć jak nikogo to nie obchodzi; po co się malować jak i tak nigdzie nie wyjdę; po co w ogóle się starać.

Nigdy nie widziałam siebie jako kobiety zajmującej się tylko i wyłącznie domem oraz dziećmi. Chcę pracować, rozwijać się, uczyć, a jednocześnie spełniać się jako matka i żona. Wiem, że dam sobie radę, bo daję do tej pory. Tylko czasami potrzebuję kogoś, kto też będzie mnie wspierał, poklepie czasami po plecach, powie, że jestem w czymś naprawdę dobra, zmotywuje mnie do dalszego działania, pomoże. Podcinanie skrzydeł w niczym nikomu nie pomaga.

Buziaki,
Aneta

wtorek, 14 października 2014

Październikowe zakupy

"No to zaszalałam!", tak właśnie sobie pomyślałam gdy przytargałam do domu zakupy. Nie, nie było to nic konkretnego, nic drogiego, nic specjalnego. Zrobiłam sobie dzień dobroci dla Anety i poszłam na zakupy.



Olay Complete,emulsja na dzień dla skóry normalnej/tłustej Cena: 19,99 zł To już kolejne opakowanie tego kremu (emulsji), który zakupiłam. Bardzo ją lubię, bo dobrze nawilża i odżywia buzię, jednocześnie nie zapycha, przyjemnie pachnie, makijaż dobrze się na niej utrzymuje i nie obciąża buzi. Bardzo dobrze sprawdza się u mnie w okresie jesienno-zimowym.
Ziaja, Kuracja dermatologiczna z wit. C +HA/P Krem głęboko regenerujący na noc, profilaktyka zmarszczek. Cena: 14,99 zł Bardzo chciałam wypróbować! Po kuracji Avene moja buzia jest bardzo przesuszona, wrażliwa i skłonna do podrażnień. Zobaczymy jak się u mnie sprawdzi. BeBeauty, Odmładzający krem do rąk Cena: ok. 4 zł Dawno nie byłam tak zadowolona z kremów do rąk jak jestem z tych zakupionych w Biedronce. Nawilżają, ale nie pozostawiają na skórze lepkiej i śliskiej warstwy. Szybko się wchłaniają, skóra jest delikatna i pięknie pachnie.
Ziaja, Sensitive antyperspirant Cena: ok. 7 zł Dostałam jako gratis do zakupów. Przyjemny zapach i łagodny skład.
Ziaja, Ulga, kremowy żel myjący do twarzy i ciała Cena: 9,99 zł Kupiłam z zamiarem stosowania jako żel do mycia twarzy i po parokrotnym użyciu muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Bardzo delikatny zapach, ładnie zmywa twarz, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i wysuszenia.
Ziaja, Multimodeling, balsam do siała wysmuklający Cena: 15,99 zł Na wypróbowanie. Przyjemna i lekka konsystencja, szybko się wchłania, ładnie pachnie. Czy ujędrni bądź wysmukli? Zobaczymy.
Ziaja, Maska intensywna odbudowa do włosów zniszczonych Cena: 6,99 zł Nie obciąża włosów, ładnie pachnie i....zobaczymy co z niej dalej wyjdzie.



Biovax, A+E, serum na końcówki Cena: 12 zł Miałam go już wcześniej. Ujarzmia puszące się końce włosów, wygładza je. Bardzo ładnie pachnie i nie obciąża włosów.
Ziaja, Liście zielonej oliwki Cena: 1,29zł (każda) Coś z nowości do wypróbowania.
Ziaja, maseczki z glinką Cena: 1,69 zł Uwielbiam! Nie uczulają, nie podrażniają, wpływają bardzo dobrze na moją skórę!
Ziaja Ulga Cena: 1,49 zł Coś na wypróbowanie.
Eveline, odżywka 8w1 Cena : 9,99 zł Przeszłam już przez większość odżywek z Eveline. Lubię, ale szału nie robią.
My Secret, tusz do rzęs Cena: 11,99 zł Tusz z sylikonową szczoteczką, który ładnie wydłuża i rozdziela rzęsy. W fazie testów :)
BeBeauty, lakier do paznokci Cena: ok. 4-5 zł Głęboki fiolet, bez drobinek. Ładnie kryje.



Biedroka
Koszula w kratkę za szalone 25zł- ostatnia sztuka jakieś dawniejszej dostawy.
Pasek do spodni ze skóry za 15 zł - tak samo jak koszula.
Organizer na kosmetyki- ok. 10zł



Bardzo długo szukałam fajnych butów na okres jesienno-zimowy. I znalazłam takie w Pepco! 40 zł, a jestem z nich bardzo zadowolona. Proste, bez udziwnień i bajerów. Bardzo ładnie leżą na nodze i świetnie się noszą.



W Pepco ubieramy także Sławka i ostatnio wzbogacił się on w nowe kapcie i kilka koszulek. Jednak furorę robi u niego dywan z Lidla z ulubionym przez niego motywem auta. Nie mogłam dziecku odmówić i przytargałam go do domu z torbą zakupów.

Musze przyznać, że teraz chyba przez dość długi czas nie będę musiała niczego kupować. Poszalałam i jestem przeszczęśliwa. Dajcie znać jeśli miałyście już, któreś kosmetyki z Ziaji. Jestem ciekawa jak się u Was sprawdziły!

Buziaki,
Aneta

czwartek, 2 października 2014

Systematyczność i pracowitość- kluczem do sukcesu

Co łączy Elżbietę II, Ewę Chodakowską, Emmę Watson, panią Kowalską z drugiego piętra i nas? Nasza doba ma 24 godziny. Mamy tyle samo czasu do dyspozycji co wszyscy i tylko od nas zależy co z tym czasem zrobimy, jak go zagospodarujemy i wykorzystamy.
Jako mama niemal do perfekcji opanowałam sztukę organizacji czasu. Wcześniej już byłam zorganizowana i punktualna, ale teraz odpowiadam za dużo więcej niż wcześniej i dużo więcej obowiązków spoczywa na moich barkach. Prowadzę dom, chodzę do pracy, zajmuję się dzieckiem, chodzę do szkoły i codziennie ćwiczę. Staram się pracować tak by w domu zawsze było posprzątane, ugotowane, wyprane i odkurzone. Niemożliwe? Możliwe.

Kluczem do sukcesu są tylko dwa słowa SYSTEMATYCZNOŚĆ i PRACOWITOŚĆ. Niby proste i oczywiste, ale bywa czasami ciężkie do wprowadzenia w życie codzienne.
Przede wszystkim nie dramatyzuję i nie użalam się nad sobą. Są rzeczy, które muszę zrobić i moje biadolenie nie sprawi, że same się one zrobią. Staram się pracować szybko i sprawnie, nie robię pustych przebiegów, nie przerywam pracy by siąść na FB czy inny portal społecznościowy. Nie odkładam pracy na potem, na jutro, za tydzień- robię teraz.

Przykład z życia codziennego:
Codziennie rano zmywam (to co zostaje ze śniadania lub z wieczora), ogarniam mieszkanie, odkurzam, myję ubikację i łazienkę. Dzięki temu po powrocie z pracy nie muszę tego robić. Wieczorem, gdy szykuję synka do kąpieli, również ogarniam mieszkanie i trwa to może z 10 minut. W środy myję podłogi w całym mieszkaniu, ścieram kurze. W czwartki lub piątki wstawiam pranie. Dzięki temu w sobotę domowe obowiązki zajmują mi naprawdę minimum czasu. Gdy mały kładzie się spać poświęcam 15-20 minut na ćwiczenia. 1-2 razy w tygodniu wieczorami zajmuję się sprawami szkoły- notatki, przypomnienie materiału.

Może wydawać się, że cały czas coś robię (bo tak to też wygląda z mojej strony), ale dzięki temu z niczym nie zostaję "na potem". Czasami nie mam siły, jestem zmęczona, po prostu mi się nie chce. Daję sobie wtedy trochę luzu, ale nie mogę zasiąść na kanapie z paczką chipsów na parę wieczorów, bo nie dość, że pójdą one w tyłek to jeszcze nic pożytecznego z tego nie wyjdzie. Jeśli odpuszczę sobie naukę teraz potem będę mieć tyły; może nic się nie stanie jak raz nie pozmywam, ale potem nie będzie czystych łyżeczek; pranie poczeka parę dni, ale co ze skarpetkami na zmianę; jeśli teraz zjem dużą Milkę i zapiję Coca Colą, to stracę to o co walczyłam tyle czasu....

Nie jest cały czas łatwo. Wiele razy czułam się (i często nadal czuję) jakbym w ogóle nie była doceniana za to co robię. Postanowiłam jednak już wcześniej, że stworzę mojej rodzinie dom z zawsze ciepłym obiadem i czystymi skarpetkami więc nie mogę marudzić. Lubię mieć czas zaplanowany do ostatniej minuty, lubię mieć dużo rzeczy do zrobienia i nie tracę wtedy głowy. Czasami nie mam chwili dla siebie- na maseczkę, paznokcie, peeling ciała czy normalny makijaż z cieniami do powiek włącznie. Wtedy robię day off i włączam tryb "Myśl o sobie". Mogę sobie pomarudzić jak to mnie wysypało na buzi, albo zafarbować włosy, nałożyć odżywkę na paznokcie, bo lakieru nie używałam już od wieków.
Cały czas staram się utrzymać równowagę pomiędzy pracą, domem, szkołą i byciem kobietą. Nie jest to łatwe, ale chyba zostałyśmy stworzone do takich zadań. Taka organizacja czasu pozwala na ogarnięcie chaosu, sprawia, że posiadamy większa kontrolę nad życiem i dzięki temu jesteśmy dużo spokojniejsze. Uczymy się wygospodarować czas na wszystko i to jest w tym fajne. Znajdujemy w sobie dużo siły i same się motywujemy. Bo gdy jesteśmy zajęte łatwiej trzymać nam dietę i pilnować ćwiczeń, bo nie myślimy o słodyczach;)


Jestem ciekawa jak jest u Was. Posiadacie jakieś plany? Harmonogramy zajęć? U mnie na lodówce wisi lista postanowień co do diety i działa naprawdę motywująco :)

Buziaki,
Aneta