czwartek, 15 stycznia 2015

Akceptacja samego siebie

Czuję się w swoim ciele doskonale. Akceptuję je takim jakie jest, z każdym rozstępem, z każdą niedoskonałością, z mniejszym biustem, z boczkami, które czasami wystają ze spodni. Nie urodziłam się z tą akceptacją, musiałam się jej nauczyć i musiałam nauczyć się szanować swoje ciało. Nie jest to niestety łatwe, ale ta umiejętność jest niezwykle przydatna więc myślę, że warto nad nią popracować.

Jako nastolatka bardzo chciałam schudnąć. No tak, osoba z 176 cm wzrostu i wagą 65 kg, to przecież rozmiar XXL! Wybrałam najprostszy sposób, czyli głodzenie się. Waga zeszła do 57 kg, ale skutki uboczne były naprawdę poważne- wypadanie włosów, pogorszenie stanu cery, zwiększona tendencja do powstawania siniaków, złe samopoczucie, wahania nastrojów, kiepskie wyniki krwi. Dopiero gdy podjęłam pracę zaczęłam nabierać do swojego ciała dystansu. Chciałam czuć się kobieca, zadbana, ładna. Nabrałam do siebie dystansu.

Jak wiecie w ciąży przytyłam bardzo dużo, ale właśnie wtedy czułam się najbardziej kobieca i seksowna. Zaczęłam doceniać i podziwiać swoje ciało. W końcu to, że rozwija się w nim nowe życie jest totalnie niesamowite. Nie patrzyłam na dodatkowe kilogramy jako zło w czystej postaci, rozstępy nie spędzały mi snu z powiek. Ot, są! Normalna rzecz. Po porodzie wzięłam się za siebie, bo chciałam sobie udowodnić, że skoro mogłam przytyć, to mogę też schudnąć.
W chwili obecnej ważę 67 kg i ileś tam gram, bo waga ciągle się waha. Jestem zadowolona ze swojego ciała, z tego jak wygląda. Nie chodzi tutaj o to, że zeszczuplałam, ale ja naprawdę pokochałam swoje ciało takim jakie jest. To ciało, które jest pocięte rozstępami, które ma fałdkę luźnej skóry po ciąży, które ma mniejszy i mniej jędrny biust. Zyskałam nad nim kontrolę i jednocześnie zbudowałam pewność siebie, którą widać na co dzień. Gdyby ktoś zapytał mnie czego nie lubię w swoim ciele i co chciałabym zmienić gdybym mogła, to miałabym niezły z tym problem. Nie uważam się za idealną, że nieskazitelną. Pracuję z młodymi, pięknymi kobietami i nie raz zazdroszczę im tej świeżości, zgrabnej figury, nieskazitelnej cery. Jednak doceniam to co mam, bo pomimo wszystko mam dwie sprawne ręce, dwie nogi, jestem zdrowa, a resztę zrobię sama.

Dlatego kochane tak bardzo namawiam Was do szczerego i zdystansowanego spojrzenia na swoje ciała, nie ważne czy są one ciałami nastolatek, młodych kobiet czy mam. Doceńmy to co mamy. Szanujmy swoje ciała, cieszmy się nimi. Kilogramy przychodzą i odchodzą, sylwetkę można sobie wyrzeźbić, bo to wszystko zależy od nas i naszych chęci. Ale akceptacja to podstawa! To ona buduje naszą pewność siebie i kobiecość, a nie kilogramy, które nam ubyły (lub przybyły).

Jeśli chcecie zerknąć na moją notkę o rozstępach, to zapraszam Was tutaj.

Buziaki,
Aneta

środa, 31 grudnia 2014

Postanowienia noworoczne, czyli jakie wyzwania sobie stawiam na 2015 rok

Przyznam to bez grama wstydu i skromności, ale ten mijający 2014 rok był dla mnie wyjątkowo udany. Większość moich postanowień z początku roku (tutaj o nich poczytacie) zostało spełnionych. Pracuję, uczę się, z sukcesem prowadzę dom, jestem mamą, kobietą, żoną, spełniam się, mam wymarzoną sylwetkę (chociaż brzuszek deseczką nie jest ;) ). Jestem z siebie dumna. Tak po prostu. Ostatnio jadąc do pracy stwierdziłam, że naprawdę jestem z siebie dumna. I tyle.

Co roku tworzę listę noworocznych postanowień. Lubię stawiać sobie wyzwania, lubię stawiać sobie cele, które przez cały rok będą przypominać mi o tym by nadal się rozwijać. A co czeka na mnie w roku 2015?

1. Zacznę biegać.
Tutaj chyba Lidl dowiedział się jakoś o moim postanowieniu, bo już od 8 stycznia w ich ofercie są buty do ćwiczeń. Ostatnio ciężko jest mi się zebrać by ćwiczyć w domu. Zawsze znajdę coś innego do roboty, coś co musi być zrobione najpierw. Potrzebuję samotnych wyjść z domu i bieganie sprawdzi się idealnie. Nic tylko kupić buty i biec przed siebie!

2. Zacznę oszczędzać.
W związku z tym założyłam sobie koto oszczędnościowe, które co miesiąc będzie ściągać mi z konta określoną kwotę. Odkładanie do skarbonki na ogół mi nie wychodzi, a tak, mam nadzieję, jakoś sobie poradzimy.

3. Zadbam o siebie.
I tu pojawia się cały wachlarz potrzeb- lekarz, dentysta, cytologia, fryzjer, kosmetyczka itd. itp. Uważam, że zadbana i zdrowa kobieta to podstawa dobrze funkcjonującego domu. Jeszcze jestem młoda, ale nie mogę bagatelizować drobnostek, które mogą odbić się na mnie w przyszłości.

4. Remanent w szafie i mieszkaniu.
Staram się na bieżąco pozbywać niepotrzebnych mi rzeczy, ale wiecie jak to jest. Muszę w końcu zabrać się na poważnie za ciuszki po młodym, za ubrania, których nie nosimy i bibeloty, które tylko zbierają kurz. Nic bardziej nie cieszy jak luzy w szafkach. Kosmetyczka też wymaga oczyszczenia chociaż i tak praktycznie nie kupuję nic z kolorówki.

5. Nowy laptop.
Gdy podjęłam swoją pierwszą pracę kupiłam sobie laptopa, który teraz ledwo zipie. Nowy sprzęt bardzo by się przydał. Mam nadzieję, że będę mogła wkrótce sobie na jakiś nowy pozwolić.

Chciałabym też nadal się uczyć, bo w końcu wkrótce skończę pierwszy semestr. Chciałabym spędzić udane wakacje z moimi facetami, stawić się na koncercie Robbiego Williamsa (bilet już mam! :) ), wykończyć mieszkanie, częściej spotykać się ze znajomymi, pomóc komuś obcemu (w tym celu zgłosiłam się jako potencjalny dawca szpiku) i jeszcze parę innych drobnych rzeczy.

Życzę Wam kochani, aby ten Nowy Rok był dla Was nową czystą kartką, którą zapiszecie tak jak chcecie. Pracujcie na to by spełniać swoje marzenia, nie bójcie się sięgać gwiazd, cieszcie się każdą drobną rzeczą, celebrujcie każdą chwilę z osobami, które kochacie, szanujcie siebie, bądźcie z siebie dumni, kochajcie i przede wszystkim- dużo zdrowia!

Buziaki,
Aneta

wtorek, 16 grudnia 2014

Co się dzieje gdy mnie nie ma?

No cóż... Pracuję. Sama nie mogę uwierzyć w to co mi się przytrafiło, ale zmęczenie i praca na wysokich obrotach sprawia, że chyba wkrótce w to uwierzę. Tydzień przed zakończeniem stażu otrzymałam telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną do znanej sieciówki na stanowisko z-cy kierownika. Składałam tam podanie o pracę na sprzedawcę w niepełnym wymiarze godzin, ale z racji, że wcześniej miałam doświadczenie jako z-ca postanowili mnie zaprosić.

Wyszłam z rozmowy przeszczęśliwa, bo wiedziałam, że wypadła dobrze, a następnego dnia wieczorem zostałam poinformowana, że pracę dostanę. Wszystko szło po mojej myśli. We wtorek skończyłam staż, a od środy byłam już w Katowicach na 4-dniowym szkoleniu. Tak jak samo szkolenie przebiegało bardzo dobrze (poznanie systemu komputerowego, towaru, sposobu prowadzenia zmiany, wszelkich formalności itd.) tak dojazd do Katowic był dla mnie istnym koszmarem. Dopiero czwartego dnia dojechałam i wróciłam tą samą drogą. Za to zaklinowałam wjazd do galerii, aby nie było tak dobrze ;)

Pracuję na miejscu, do pracy mam blisko. System 12-godzinny nie jest mi obcy, bo tak pracowałam wcześniej i bardzo go lubię. Grafik bardzo fajny, wszystko szybko ogarniam, ekipa super, umowa na pełny etat. W porównaniu z wcześniejszą pracą w sieciówce teraz nie będę musiała robić 250 godzin miesięcznie by dostać 1500zł, co było wtedy po prostu żałosne. No i jak na razie nikt nie dzwoni mi w dni wolne aby mnie za coś opieprzyć, chyba że po prostu na razie niczego tak nie popsułam ;)

Mogę się normalnie uczyć, chociaż zrezygnowałam z kursu sekretarki, bo moja doba po prostu nie wystarczała już na to. Sprawa z odbiorem Sławka ze żłobka też się unormowała. Tak więc pracuję, uczę się, prowadzę dom i... Po raz pierwszy od czasu porodu doświadczyłam dnia gdy miałam wolne, byłam sama w domu i się nudziłam! Coś niesamowitego! Myślałam, że się popłaczę ze szczęścia ;)

Nie mam niestety teraz czasu ani siły na ćwiczenia. Na szczęście moja "dieta" tak się zredukowała, że tak czy inaczej z wagi trochę zeszłam, bo po prostu nie ma czasu jeść. Ale teraz siedzę sobie przy kawce, umyłam okna, posprzątałam, kończy się robić pranie, a ja relaksuję się i cieszę chwilą wolnego przed kolejnymi obowiązkami. Ostatnio spotkało mnie dużo dobrego, i cały czas spotyka. Niemal codziennie słyszę od klientów czy współpracownic, że nie wyglądam na swój wiek i nikt nie uwierzyłby, że mam 20mc faceta w domu. Schlebia mi to strasznie. Jestem zmęczona, dalej niewyspana, ale tak chyba mamy mają, jeszcze się nie odbiłam finansowo, ale muszę przyznać, że nowy rok zapowiada się naprawdę ciekawie. Mam nadzieję, że tak się utrzyma. A w kwietniu... Robbie Williams w Krakowie! :D

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Świąteczna Wishlista

Listów do Mikołaja już raczej nie piszę. Głównie dlatego, że ciężko jest mi wymyślić co chciałabym dostać na święta. Niestety, nie mam jakiś wygórowanych marzeń kosmetycznych czy rzeczowych. Wystarczy mi, że wszyscy będziemy zdrowi, szczęśliwi i pełni miłości.
Ale gdybym spotkała Mikołaja i ten bardzo, ale to bardzo by nalegał na to bym coś na swoją Wishlistę wpisała.... Hmmm.... Może coś by się znalazło ;)


Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga" i "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę". Po przeczytaniu "Jesteś cudem" naprawdę polubiłam styl pisania pani Brett. Pisze lekko, przyjemnie dla duszy, nie narzuca nikomu swojej wiary i przekonań, wysuwa jasne wnioski, których my czasami nie dostrzegamy.

Mała czarna lub granatowa. Marzy mi się prosta sukienka, która będzie pasować na każdą okazję, do której będzie pasował prosty naszyjnik oraz bardziej ozdobny, która ładnie podkreśli moją figurę i sprawi, że poczuję się w niej dobrze.


Kolorowe poszewki na poduszki. Zakupy do domu odkładam zawsze na koniec lub "na lepsze czasy". No niestety, tak już mam :) Ale chciałabym by nasze mieszkanie było kolorowe i przytulne, dlatego ucieszyłyby mnie poszewki w jasne, wesołe wzory, które rozjaśniłyby każde pomieszczenie.


Nowe oprawki do okularów. Niestety muszę nosić okulary. Na co dzień, przy domowych obowiązkach czy w sklepie ich nie noszę, ale jazda autem, praca przy komputerze, telewizja i czytanie- to już niestety problem jeśli nie mam ich na nosie. Mam okulary o wąskich szkłach, bez dolnej oprawki. Niekomfortowo mi się ich używa i nie lubię tego jak wyglądam gdy mam je na nosie. Tego typu oprawki zaś (jak te na zdjęciu) całkowicie spełniają moje wymagania :)


Harry Potter. To może być gra (którą i tak już pewnie X-razy przeszłam ;) ), książka po angielsku, książka a temat książki, album, płyta ze ścieżką dźwiękową, wycieczka na plan filmu, brelok. Harry Potter, to taka moja mała słabość i wszyscy o tym wiedzą. Lubię go i już!

Ucieszyłby mnie też remont przedpokoju i łazienki, meble do pokoju młodego, łóżku dla nas (bo na blokach wygodniejszy jest tapczan ;) ), lada w kuchni, kolorowe zasłony do mieszkania, karnet na siłownię, wizyta w salonie fryzjerskim , możliwość porządnego wyspania się, komplet ładnej bielizny i takie tam... :)

A co jest na Waszych wishlistach do Świętego Mikołaja? Czym chcielibyście zostać obdarowani? :)

Buziaki,
Aneta

środa, 12 listopada 2014

Ziaja razy dwa

W połowie października wybrałam się na zakupy do sklepu Ziaji i w moje ręce wpadły dwa kosmetyki, o których chciałabym powiedzieć Wam parę słów. Pierwszy z nich to kremowy żel myjący do twarzy i ciała, Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej, a drugi to balsam do ciała wysmuklający nogi, brzuch, pośladki Ziaja Multimodeling.



Ziaja Ulga dla skóry wrażliwej 400 ml 9,99 zł
Z racji, że nie mogę stosować kosmetyków z alkoholem staram się sięgać po produkty delikatnie oczyszczające buzię. Ten żel taki właśnie jest! W opakowaniu znajduje się dość lejący żel o mlecznym kolorze i delikatnym zapachu. Nie pieni się zbyt intensywnie, ale bardzo dobrze zmywa makijaż i oczyszcza buzię. Nie podrażnia skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i wysuszenia. Buzia jest odświeżona i nawilżona. Żel jest na tyle delikatny, że polecany jest dla dzieci powyżej 6mc życia. Nie stosowałam go do mycia całego ciała, ale konsultantka z Ziaji polecała go także osobom z problemami atopowej skóry. Nie mogę też narzekać na załączoną do opakowania pompkę. Działa bez zarzutu i wydziela odpowiednią ilość produktu, którym bez problemu umyjemy naszą twarz, szyję i dekolt. Żel nie sprawił by na mojej buzi pojawiły się jakieś nowe niedoskonałości (poza tymi, które już mam ;) ). Jest bardzo wydajny, a używanie go jest dla mnie czystą przyjemnością.


Ziaja Multimodeling, balsam do ciała wysmuklający nogi, brzuch, pośladki z aktywnością substancji wyszczuplających i ujędrniających. 270ml 15,99 zł
Już na początku powiem- nie ma co liczyć, że jakikolwiek balsam nas wyszczupli i odejmie z wagi parę kilo, a z talii parę centymetrów. Używam tego typu produktów jako takich małych wspomagaczy, które mają za zadanie ujędrnić mój pociążowy brzuszek i skórę na nim, która jest wiotka i mało elastyczna. Stosuję ten balsam 2 razy dziennie (rano i wieczorem). Ma lekką konsystencję, przyjemny zapach. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania nie brudząc naszych ubrań. Nie ma efektu chłodzenia czy grzania, tak więc bardzo mi to odpowiada. Czy wysmuklił? Ciężko stwierdzić. Na pewno poprawił kondycję mojej skóry- dobrze ją nawilżył, stała się jędrna i elastyczna. Pociążowa fałdka skóry stała się jędrniejsza i (tak mi się wydaje) mniejsza. Nie mogę się wypowiedzieć co do jego działania antycellulitowego gdyż problemów ze skórką pomarańczową nie mam (ćwiczenia i dieta :) ). Jedyna jego wada, to brak pompki przez co z czasem może być dość trudne by dostać się do resztek produktu. Myślę, że wrócę do niego i wypróbuję też inne produkty z serii.


Jestem ciekawa czy stosowaliście, któryś z tych produktów. Jak się u Was sprawdziły?

Buziaki,
Aneta