czwartek, 17 kwietnia 2014

Z pamiętnika mamy: Drugie dziecko? Kiedy?

Od jakiegoś czasu notorycznie trafiam na artykuły dotyczące idealnej różnicy wieku między dziećmi. Wniosek z nich wyciągnęłam tylko jeden- nie ma idealnej różnicy wieku, możemy co najwyżej wybrać problemy, z którymi chcielibyśmy się stykać. Z racji tego, że Młody ma już rok zaczynamy powoli słuchać, że moglibyśmy się zdecydować na drugiego malucha. Nie będę ukrywać, że gdy słyszę takie pomysły momentalnie zapala mi się w głowie czerwona lampka. Oj, jeszcze nie teraz!

Mam prawie 27 lat, mam rocznego syna, mam męża. Moje życie toczy się między dużym pokojem, a kuchnią. Zapomniałam już co to jest "przespana noc" czy nuda. Chociaż jestem naprawdę zmęczona, to nie mogę narzekać, bo chciałam tego i wiedziałam z czym wiąże się decyzja o posiadaniu dziecka. Jednak po roku czasu mogę czuć się trochę skołowana, osaczona i niepewna samej siebie. Czuję się czasami jak taki android, który nie posiada własnej osobowości, a wykonuje jedynie kolejne zaprogramowane funkcje. Przestałam czuć się kobieca, ładna, seksowna odkąd moje ubrania są intensywnie naciągane i brudzone bananem. Podejrzewam, że tylko inne mamy zrozumieją w pełni co mam na myśli. Dlatego wiem, że decyzja o posiadaniu drugiego dziecka, w tej chwili, nie byłaby najlepsza.

Może brzmi to egoistycznie, ale chciałabym znów być sobą. Znaleźć czas dla siebie, na to co lubię, na ruch, na rozwój, na powrót do pracy. Wiem, że nie będzie łatwo by połączyć pracę i dom, ale nie mogę się doczekać możliwości wyjścia z domu i skupienia się na czymś innym niż przysłowiowe pieluchy. Jakiś czas temu w mojej głowie zaświtała myśl by wrócić do szkoły, by zacząć coś robić dla siebie. Ta myśl bardzo mi się podoba i kiełkuje we mnie intensywnie. Tym bardziej, że przyniosłaby korzyści nie tylko mi, ale też Młodemu i naszej rodzinie, bo byłaby to szansa na może lepszą pracę, może ciut wyższą pensję.

Na pewno gdybym stanęła na nogi i wróciła na rynek pracy ciężko byłoby mi to znów przerwać by urodzić kolejne dziecko. Nie mogę jednak pozwolić by to otoczenie decydowało o tym czy nasza rodzina ma być 2+1 czy większa. Decyzja należy do nas. To my stykamy się z codziennością w naszym domu, to my wstajemy w nocy do małego, to my musimy zadbać o jego komfort i edukację, to my mamy rodzinę do utrzymania. Mam w głowie obraz, że Sławek idzie do przedszkola, ma lat może 4-5, a ja mogę sobie wtedy powiedzieć, że teraz jest czas na rodzeństwo dla niego.

Bardzo chciałabym mieć kolejne dziecko (może nie jedno, a nawet dwoje), bo nie chciałabym by Sławek został sam na świecie gdyby nas zabrakło, ale chcę by była to decyzja świadoma i przemyślana, tak jak było to w przypadku pierwszego malucha. Nie można powoływać na świat kolejnego życia tylko dlatego, że otoczenie nas do tego namawia, albo gdy my sami nie czujemy się w tej kwestii zbyt pewnie. Mając dzieci nadal zasługujemy na szansę rozwoju, spełniania marzeń. A różnica wieku? To tylko liczby. To nie prawda, że dzieci z 2letnią różnicą między sobą dogadują się lepiej od tych z 8- czy 9-letnię. Dużym wyzwaniem jest już wychowanie jednego dziecka, a co dopiero dwójki.

A jak jest z Wami? Kiedy zdecydowałyście się na kolejnego (lub pierwszego) maluszka? Myślicie o rodzeństwie dla niego? A jak było w Waszych domach? Jestem tego bardzo ciekawa :)

Buziaki,
Aneta

czwartek, 10 kwietnia 2014

Proste, szybkie, smaczne? Ciasteczka!

Ciastka muszą być proste i szybkie. A przynajmniej ja takie lubię. Dodatkowo muszą pasować do herbaty i kawy, a i Młody powinien móc je jeść bez problemu. Udało mi się znaleźć właśnie taki przepis TUTAJ!.

Ciasteczka wyszły pyszne i gorąco polecam!



SKŁADNIKI:
1 szklanka mąki pszennej
ok. 100 g cukru
1 cukier wanilinowy
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 jajko
100 g miękkiego masła
parę kropli olejku wanilinowego
3-4 łyżki mleka

Składniki dokładnie zagniatamy w jednolitą masę. Jeśli masa jest lepka, dosypujemy trochę mąki. Ważne by nie kleiła się do palców. Następnie wałkujemy i wycinamy ciasteczka- można spokojnie wykorzystać do tego filiżankę. Ciasteczka wykładamy na papier do pieczenia i wkładamy do rozgrzanego na 190st piekarnika. Czekamy aż ciasteczka się zarumienią. Ja włączyłam termoobieg i po ok.10 minutach ciasteczka były już gotowe.

Z podanych składników wyszło mi 24 ciasteczek. Świetnie nadają się do herbaty, są miękkie i nie kruszą się zbytnio. Możemy polać je czekoladą lub udekorować i podać na święta.


Mój mały pomocnik w kuchni :)


Polecam!

Buziaki,
Aneta

poniedziałek, 31 marca 2014

Marzec z perspektywy zdjęć :)

Aby opowiedzieć Wam, chociaż po części, co u mnie słychać wypróbuję znany już na innych blogach sposób- opowiem to za pomocą zdjęć. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i teraz, raz w miesiącu, będę robić takie małe podsumowanie.

Zapraszam!


1. Jegginsy z Lidla- mój ulubiony zakup w tym miesiącu. Świetnie leżą, nic się z nimi po praniu nie dzieje, a ciut wyższy pas podtrzymuje brzuszek ;) 2. W Biedronce trafiliśmy na wyprzedaż- półka wisząca za 15zł. Żal nie brać! 3. Pepcowe zakupy- urodzinowe wyposażenie, trampki i koszulka dla Sławka. Jego radosna mina gdy dorwał swoje nowe buty- bezcenna. 4. Uwielbiam film "Braveheart" więc musiałam dorwać tą książkę (z Allegro za 16zł).


1. Ciocia Grażyna (asd525) stworzyła dla Sławka czapkę Yody. Cudowna! W rodzinie, gdzie Gwiezdne Wojny to podstawa, taka czapka robi furorę. 2. Golarka kupiona na Allegro świetnie sprawdziła się podczas depilacji tapczana i swetrów. A do tego jest na kabel więc nie tracę baterii:) 3. Trampiszcza mamy i syna <3 4. Dzień Kobiet na słodko!


1. Mama robi sobie twarz- ostatnio rządzi u mnie minimalizm. Tylko sprawdzone kosmetyki, a w tygodniu rezygnuję z podkładu. 2. Sławek rozpracowuje urodzinowy prezent. Mózg pracuje! :) 3. Mała Anetka- czasy przedszkolne i ja w stroju Pippi. 4. Spacerujemy, bo pogoda piękna! Jak widzicie zafarbowałam i podcięłam włosy. Teraz mogą dalej rosnąć ;)

Mam nadzieję, że i Wasz marzec minął pozytywnie. Kwiecień tuż za rogiem! Wraz z mężem zrobiliśmy sobie wyzwanie- zero słodyczy i niezdrowego jedzenia przez miesiąc. Oby się udało! :)

Buziaki,
Aneta

wtorek, 25 marca 2014

Pierwszy rok ze Sławkiem!

Dokładnie dziś, o godzinie 13.00, minie rok odkąd w Sławek przyszedł na świat i staliśmy się rodziną 2+1! Czas leci jak oszalały. Pamiętam jakby to było wczoraj gdy wtoczyłam się na porodówkę ze słowami "Dobry wieczór! Mam regularne skurcze i chyba rodzę, ale dam radę wypełnić papiery w rejestracji.", a teraz mój mały-duży facet wykłóca się z nami o biszkopty.

Rodzicielstwo, to okres ciągłych wzlotów i upadków. Nie raz i nie dwa zastanawialiśmy się czy na pewno jesteśmy dobrymi rodzicami, czy dziecko będzie z nas dumne, czy uda nam się wychować je na dobrego człowieka. Bo chyba właśnie wychowanie najbardziej przeraża wszystkich rodziców, w końcu jak w tym pędzącym świecie wychować tą małą istotkę na dobrego i wartościowego człowieka...

Sławek jest naprawdę cudownym dzieckiem i moja ocena, jako matki, na pewno nie jest obiektywna ;) Nie mam z nim jednak większych problemów. Jest grzeczny, chociaż tak jak każdy z nas miewa swoje humory. Charakter ma chyba po mnie, bo uwielbia się wykłócać i jest bardzo uparty. Ale to prawdziwy przytulak i syneczek mamusi.
Wciąż jeszcze jesteśmy "na piersi", ale ze smakiem i ogromną radością je nowe potrawy. Nadal budzi się kilka razy w nocy, ale już przywykliśmy. Rozwija się również książkowo. W 8 mc zaczął wstawać w łóżeczku, gdy miał 11 zaczął chodzić. Ostatnio pojawił się 7 ząbek. Ciągle mamy problemy z AZS, ale poza tym Sławek jest okazem zdrowia i poza jednorazowym katarem wcale nie chorował.

Przed nami przejście na mm, potem nauka siadania na nocniku i za jakiś czas, gdy tylko zwolni się miejsce, żłobek. Mam nadzieję, że cała nasza trójka zniesie to dobrze. A tymczasem cieszymy się z każdej chwili razem!



Dziękujemy, że byliście z nami przez cały ten czas!

Buziaki,
Aneta

środa, 12 marca 2014

O spaniu razem z maluchem

Zanim jeszcze Sławek pojawił się na świecie Pan Mąż rzucił myśl, że dziecko będzie spało z nami w jednym łóżku. Od razu popukałam się w czoło i pokręciłam przecząco głową. Łóżeczko stało już w naszym pokoju, wszystko przygotowane, a nasze łóżko wcale nie jest tak duże by jeszcze dorzucać do nas malucha i jednocześnie pilnować by nic mu się nie stało. W taki oto sposób Sławek od chwili pojawienia się na świecie śpi w swoim łóżeczku.

Muszę przyznać, że dla mnie to rozwiązanie było naprawdę wygodne. Najmniejszego problemu nie sprawiało mi to, że do karmienia musiałam wstać, wziąć malca na ręce i usiąść, a później znów odłożyć go do łóżeczka. Tutaj wiele mam, które karmi piersią chwali sobie wspólne spanie jako wygodę przy karmieniu. Mój synek jednak przez wiele miesięcy krztusił się podczas picia i nie chciałam ryzykować, że będzie to mieć miejsce gdy ja przysnę.

Obawiałam się także przygniecenia dzieciaczka gdyby spał z nami. Nie owijajmy w bawełnę- ani ja, ani mój mąż nie jesteśmy mali i drobni. Znam też przypadki przyduszenia i chociaż wiem, że pewnie byłabym w nocy czujna to nie mogę być tak samo pewna tego w stosunku co do męża. Nie ukrywajmy, gdy zaśniemy głębokim snem po ciężkim dniu raczej nie zastanawiamy się czy nasza ręka leży we właściwym miejscu.

Poza tym faza czuwania zamiast snu zdecydowanie nie pomogłaby mi w dojściu do siebie po porodzie. Chciałam mieć możliwość położenia się i zaśnięcia na te 2 godziny przed kolejną pobudką, w dowolnej pozycji.

Nie odbierajcie mnie jednak za matkę, która odbiera dziecku możliwość przytulenia się do niej w nocy. Sławek był brany do naszego łóżka bardzo często nad ranem by „dospał” jeszcze parę minut. Na ogół wtedy mało co spaliśmy, bo musieliśmy przyjąć niewygodne pozycje. Kilkakrotnie jednak doświadczyłam niezbyt miłych sytuacji, które przekonały mnie, że podjęłam dobrą decyzję.
Pewnej nocy obudziłam się i z przerażeniem zauważyłam, że obok mnie w łóżku śpi Sławek. Nie pamiętałam kiedy go do nas przyniosłam. Wiedziałam, że go karmiłam, ale byłam tak zmęczona, że widocznie nie wiedziałam do końca co robię i położyłam go z nami. Przestraszyłam się i odniosłam malucha do łóżeczka. Innym razem przebudziłam się z lękiem „gdzie jest moje dziecko?!”, bo pamiętałam, że go karmiłam, a obudziłam się w łóżku. Maluch zaś smacznie spał u siebie.

Fakt, że Sławek śpi w swoim łóżeczku bardzo ułatwił mi działanie w trybie nocnym. W miarę bezboleśnie przeszliśmy przez etap gdzie syn chciał pokazać, że to on jest „samcem alfa” i mama należy do niego, a nie do taty. Udało mi się także nauczyć go spania w swoim łóżeczku w ciągu dnia, a nie spania na rękach mamy. Zasypia przy mnie, ale później nie ma problemu by przełożyć go na jego miejsce.

Jednak w ciągu dnia, gdy przychodzi pora na popołudniową drzemkę, kładę się ze Sławkiem w naszym łóżku i to jest ta chwila gdy dostaje pierś, a później razem zasypiamy. Musicie bowiem wiedzieć, że popołudniowe drzemki mamy i syna są u nas tradycją od prawie roku.

Rozumiem mamy, które decydują się na spanie z maluchem w jednym łóżku. Rozumiem i podziwiam. Myślę jednak, że nie powinnyśmy mieć do siebie pretensji jeśli decydujemy się by maluch spał oddzielnie. Prędzej czy później ta sytuacja i tak nastąpi, a my decydując się na ten krok teraz wcale nie stajemy się wyrodnymi matkami, które odbierają maluchom możliwość przytulenia się do nich. Mogę Was zapewnić, że Sławek i ja jesteśmy ze sobą bardzo mocno związani emocjonalnie i tulimy się dziennie setki razy, powtarzam mu, że go kocham, a on, gdy tylko tego potrzebuje, przychodzi się poprzytulać. Bo to taka mała przylepa. :)



A jak jest u Was? Śpicie ze swoimi maluchami czy zdecydowaliście się na oddzielne spanie?

Buziaki,
Aneta