piątek, 24 października 2014

...

Demotywacja. Ostatnio wpadłam w jej sidła i nadal próbuję się z niej wyswobodzić. Wszystko zaczęło się od tego, że po tygodniu od powrotu do żłobka z chorobowego, Sławko zaczął na nowo kaszleć i mieć zatkany nos. Chociaż podawałam syrop nic nie ustępowało i udaliśmy się do lekarza. Decyzja- musi zostać w domu do końca tygodnia, nadal podawać leki.

No to kto zostanie z dzieckiem? Przyjęło się, że zostaje mama. Ale mama ma w pracy mnóstwo roboty (wysyła ofert i tak dalej), musi ktoś się nim zająć. Chociaż na dwa dni bym mogła ogarnąć sprawy w pracy. Okey, babcia się zgodziła. Ale następnego dnia nie może, bo coś wypadło. Trudno, zostaję ja. Jednak wiem, że praca czeka więc proszę by znów się zjawiła, niech da mi parę godzin i zaraz wracam do domu. Skoro takie to konieczne, to się zjawi. Na kolejne dwa dni biorę urlop, bo nie chcę znów się prosić.

Rozmawiamy potem przez telefon i pada zdanie, które gdzieś zawsze miałam z tyłu głowy, ale nigdy nie pozwalałam mu się wydostać. Mama w końcu mówi:
Zapisałaś się do tej szkoły i może ją skończysz, ale co z tego skoro nikt Cię nie zatrudni, bo masz dziecko, a ono przecież choruje.

Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy mieli w swoich rodzinach ogromne wsparcie, takie, że bez względu na wszystko rodzice ich popierają, pomagają, są po ich stronie. Ja niestety bardzo często słyszałam, że nie warto, że się nie uda, że nie ma sensu się starać, że stawiam sobie zbyt wielkie cele i najlepiej iść po najmniejszej linii oporu. No i coś co uwielbiał mówić zawsze mój tata, że życie zawsze zdzieli Cię po głowie byś padł na kolana i jej nie podnosił.
Gdy zapisałam się do szkoły, podjęłam staż usłyszałam, że nic z tego nie wyjdzie i skoro nie chciałam się uczyć za młodu, to po co mi to na stare lata. Bywa to bolesne, ale dzięki temu dowiedziałam się jaka jestem naprawdę. Jak bardzo jestem silna, na ile samodzielna, jak bardzo uparta, zmotywowana, czasami zdeterminowana i czego nigdy nie powinnam mówić swojemu synowi.

Tak więc rozmowa z mamą bardzo mnie zdemotywowała. Przytaknęłam i gdy rano Sławko znów przyszedł z kaszlem, popłakałam się. Bo nagle do człowieka dociera jak teraz wygląda w oczach potencjalnego pracodawcy. W końcu tyle się mówi o mamach, które non stop biorą zwolnienia na dzieci i wykorzystują każde przeziębienie by nie iść do pracy. Nie liczyłam, że dostanę pracę na pełen etat. W końcu mam dziecko i szkołę w weekendy. Potrzebuję pracy, która pozwoli mi się uczyć i ,w razie choroby syna, pracodawca nie zwolni mnie bo muszę się nim zająć. Sławko na szczęście dużo nie choruje, ale...wiadomo jak to jest z dziećmi w żłobkach.

I od razu się odechciewa. Nawet gdy rozwiązałam zadania z rachunkowości (nie podejrzewałam nawet, ze da radę to zrobić), zaczęłam pisać trzecią pracę kontrolną, ogarnęłam dom, syna i siebie, zrobiłam obiad, wstawiłam pranie i wyniosłam śmieci- czułam się jak ktoś gorszy, słabszy, w jakiś sposób niezdatny do pełnego i normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Zaraz po tym człowiek myśli- po co mam być na diecie czy ćwiczyć jak nikogo to nie obchodzi; po co się malować jak i tak nigdzie nie wyjdę; po co w ogóle się starać.

Nigdy nie widziałam siebie jako kobiety zajmującej się tylko i wyłącznie domem oraz dziećmi. Chcę pracować, rozwijać się, uczyć, a jednocześnie spełniać się jako matka i żona. Wiem, że dam sobie radę, bo daję do tej pory. Tylko czasami potrzebuję kogoś, kto też będzie mnie wspierał, poklepie czasami po plecach, powie, że jestem w czymś naprawdę dobra, zmotywuje mnie do dalszego działania, pomoże. Podcinanie skrzydeł w niczym nikomu nie pomaga.

Buziaki,
Aneta

wtorek, 14 października 2014

Październikowe zakupy

"No to zaszalałam!", tak właśnie sobie pomyślałam gdy przytargałam do domu zakupy. Nie, nie było to nic konkretnego, nic drogiego, nic specjalnego. Zrobiłam sobie dzień dobroci dla Anety i poszłam na zakupy.



Olay Complete,emulsja na dzień dla skóry normalnej/tłustej Cena: 19,99 zł To już kolejne opakowanie tego kremu (emulsji), który zakupiłam. Bardzo ją lubię, bo dobrze nawilża i odżywia buzię, jednocześnie nie zapycha, przyjemnie pachnie, makijaż dobrze się na niej utrzymuje i nie obciąża buzi. Bardzo dobrze sprawdza się u mnie w okresie jesienno-zimowym.
Ziaja, Kuracja dermatologiczna z wit. C +HA/P Krem głęboko regenerujący na noc, profilaktyka zmarszczek. Cena: 14,99 zł Bardzo chciałam wypróbować! Po kuracji Avene moja buzia jest bardzo przesuszona, wrażliwa i skłonna do podrażnień. Zobaczymy jak się u mnie sprawdzi. BeBeauty, Odmładzający krem do rąk Cena: ok. 4 zł Dawno nie byłam tak zadowolona z kremów do rąk jak jestem z tych zakupionych w Biedronce. Nawilżają, ale nie pozostawiają na skórze lepkiej i śliskiej warstwy. Szybko się wchłaniają, skóra jest delikatna i pięknie pachnie.
Ziaja, Sensitive antyperspirant Cena: ok. 7 zł Dostałam jako gratis do zakupów. Przyjemny zapach i łagodny skład.
Ziaja, Ulga, kremowy żel myjący do twarzy i ciała Cena: 9,99 zł Kupiłam z zamiarem stosowania jako żel do mycia twarzy i po parokrotnym użyciu muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona. Bardzo delikatny zapach, ładnie zmywa twarz, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i wysuszenia.
Ziaja, Multimodeling, balsam do siała wysmuklający Cena: 15,99 zł Na wypróbowanie. Przyjemna i lekka konsystencja, szybko się wchłania, ładnie pachnie. Czy ujędrni bądź wysmukli? Zobaczymy.
Ziaja, Maska intensywna odbudowa do włosów zniszczonych Cena: 6,99 zł Nie obciąża włosów, ładnie pachnie i....zobaczymy co z niej dalej wyjdzie.



Biovax, A+E, serum na końcówki Cena: 12 zł Miałam go już wcześniej. Ujarzmia puszące się końce włosów, wygładza je. Bardzo ładnie pachnie i nie obciąża włosów.
Ziaja, Liście zielonej oliwki Cena: 1,29zł (każda) Coś z nowości do wypróbowania.
Ziaja, maseczki z glinką Cena: 1,69 zł Uwielbiam! Nie uczulają, nie podrażniają, wpływają bardzo dobrze na moją skórę!
Ziaja Ulga Cena: 1,49 zł Coś na wypróbowanie.
Eveline, odżywka 8w1 Cena : 9,99 zł Przeszłam już przez większość odżywek z Eveline. Lubię, ale szału nie robią.
My Secret, tusz do rzęs Cena: 11,99 zł Tusz z sylikonową szczoteczką, który ładnie wydłuża i rozdziela rzęsy. W fazie testów :)
BeBeauty, lakier do paznokci Cena: ok. 4-5 zł Głęboki fiolet, bez drobinek. Ładnie kryje.



Biedroka
Koszula w kratkę za szalone 25zł- ostatnia sztuka jakieś dawniejszej dostawy.
Pasek do spodni ze skóry za 15 zł - tak samo jak koszula.
Organizer na kosmetyki- ok. 10zł



Bardzo długo szukałam fajnych butów na okres jesienno-zimowy. I znalazłam takie w Pepco! 40 zł, a jestem z nich bardzo zadowolona. Proste, bez udziwnień i bajerów. Bardzo ładnie leżą na nodze i świetnie się noszą.



W Pepco ubieramy także Sławka i ostatnio wzbogacił się on w nowe kapcie i kilka koszulek. Jednak furorę robi u niego dywan z Lidla z ulubionym przez niego motywem auta. Nie mogłam dziecku odmówić i przytargałam go do domu z torbą zakupów.

Musze przyznać, że teraz chyba przez dość długi czas nie będę musiała niczego kupować. Poszalałam i jestem przeszczęśliwa. Dajcie znać jeśli miałyście już, któreś kosmetyki z Ziaji. Jestem ciekawa jak się u Was sprawdziły!

Buziaki,
Aneta

czwartek, 2 października 2014

Systematyczność i pracowitość- kluczem do sukcesu

Co łączy Elżbietę II, Ewę Chodakowską, Emmę Watson, panią Kowalską z drugiego piętra i nas? Nasza doba ma 24 godziny. Mamy tyle samo czasu do dyspozycji co wszyscy i tylko od nas zależy co z tym czasem zrobimy, jak go zagospodarujemy i wykorzystamy.
Jako mama niemal do perfekcji opanowałam sztukę organizacji czasu. Wcześniej już byłam zorganizowana i punktualna, ale teraz odpowiadam za dużo więcej niż wcześniej i dużo więcej obowiązków spoczywa na moich barkach. Prowadzę dom, chodzę do pracy, zajmuję się dzieckiem, chodzę do szkoły i codziennie ćwiczę. Staram się pracować tak by w domu zawsze było posprzątane, ugotowane, wyprane i odkurzone. Niemożliwe? Możliwe.

Kluczem do sukcesu są tylko dwa słowa SYSTEMATYCZNOŚĆ i PRACOWITOŚĆ. Niby proste i oczywiste, ale bywa czasami ciężkie do wprowadzenia w życie codzienne.
Przede wszystkim nie dramatyzuję i nie użalam się nad sobą. Są rzeczy, które muszę zrobić i moje biadolenie nie sprawi, że same się one zrobią. Staram się pracować szybko i sprawnie, nie robię pustych przebiegów, nie przerywam pracy by siąść na FB czy inny portal społecznościowy. Nie odkładam pracy na potem, na jutro, za tydzień- robię teraz.

Przykład z życia codziennego:
Codziennie rano zmywam (to co zostaje ze śniadania lub z wieczora), ogarniam mieszkanie, odkurzam, myję ubikację i łazienkę. Dzięki temu po powrocie z pracy nie muszę tego robić. Wieczorem, gdy szykuję synka do kąpieli, również ogarniam mieszkanie i trwa to może z 10 minut. W środy myję podłogi w całym mieszkaniu, ścieram kurze. W czwartki lub piątki wstawiam pranie. Dzięki temu w sobotę domowe obowiązki zajmują mi naprawdę minimum czasu. Gdy mały kładzie się spać poświęcam 15-20 minut na ćwiczenia. 1-2 razy w tygodniu wieczorami zajmuję się sprawami szkoły- notatki, przypomnienie materiału.

Może wydawać się, że cały czas coś robię (bo tak to też wygląda z mojej strony), ale dzięki temu z niczym nie zostaję "na potem". Czasami nie mam siły, jestem zmęczona, po prostu mi się nie chce. Daję sobie wtedy trochę luzu, ale nie mogę zasiąść na kanapie z paczką chipsów na parę wieczorów, bo nie dość, że pójdą one w tyłek to jeszcze nic pożytecznego z tego nie wyjdzie. Jeśli odpuszczę sobie naukę teraz potem będę mieć tyły; może nic się nie stanie jak raz nie pozmywam, ale potem nie będzie czystych łyżeczek; pranie poczeka parę dni, ale co ze skarpetkami na zmianę; jeśli teraz zjem dużą Milkę i zapiję Coca Colą, to stracę to o co walczyłam tyle czasu....

Nie jest cały czas łatwo. Wiele razy czułam się (i często nadal czuję) jakbym w ogóle nie była doceniana za to co robię. Postanowiłam jednak już wcześniej, że stworzę mojej rodzinie dom z zawsze ciepłym obiadem i czystymi skarpetkami więc nie mogę marudzić. Lubię mieć czas zaplanowany do ostatniej minuty, lubię mieć dużo rzeczy do zrobienia i nie tracę wtedy głowy. Czasami nie mam chwili dla siebie- na maseczkę, paznokcie, peeling ciała czy normalny makijaż z cieniami do powiek włącznie. Wtedy robię day off i włączam tryb "Myśl o sobie". Mogę sobie pomarudzić jak to mnie wysypało na buzi, albo zafarbować włosy, nałożyć odżywkę na paznokcie, bo lakieru nie używałam już od wieków.
Cały czas staram się utrzymać równowagę pomiędzy pracą, domem, szkołą i byciem kobietą. Nie jest to łatwe, ale chyba zostałyśmy stworzone do takich zadań. Taka organizacja czasu pozwala na ogarnięcie chaosu, sprawia, że posiadamy większa kontrolę nad życiem i dzięki temu jesteśmy dużo spokojniejsze. Uczymy się wygospodarować czas na wszystko i to jest w tym fajne. Znajdujemy w sobie dużo siły i same się motywujemy. Bo gdy jesteśmy zajęte łatwiej trzymać nam dietę i pilnować ćwiczeń, bo nie myślimy o słodyczach;)


Jestem ciekawa jak jest u Was. Posiadacie jakieś plany? Harmonogramy zajęć? U mnie na lodówce wisi lista postanowień co do diety i działa naprawdę motywująco :)

Buziaki,
Aneta

piątek, 26 września 2014

Małymi krokami do celu

"Nie myśl o tym, jak długą drogę masz przed sobą. Nie mierz odległości między startem a metą. Takie rachuby powstrzymają cię przed zrobieniem następnego małego kroczku. Jeśli chcesz zrzucić 20 kilogramów, zamawiasz sałatkę zamiast frytek. Jeśli chcesz być lepszym przyjacielem, odbierasz telefon, zamiast go wyciszać. Jeśli chcesz napisać powieść, siadasz i zaczynasz od jednego akapitu. Boimy się poważnych zmian, ale zazwyczaj mamy dość odwagi, żeby zrobić następny, właściwy krok. Jeden niewielki krok, a potem kolejny. To wystarczy, żeby wychować dziecko, zdobyć dyplom, napisać książkę, spełnić swoje najśmielsze marzenia. Jaki powinien być Twój następny, właściwy krok? Nieważne, o co chodzi – po prostu zrób to."
Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga"

Doskonale wiem jak ciężko jest wyjść ze swojej bezpiecznej strefy komfortu. Podświadomie trzymamy się tego co jest nam znane, bezpieczne, przewidywalne. Jako młoda mama wiele razy przyłapałam się na myśleniu, że może faktycznie powinnam zostać w domu z dzieckiem przez najbliższych parę lat. Nie było to spowodowane ogromem matczynej miłości (tego u mnie oczywiście nie brakuje), ani ogromnymi zarobkami męża (takowych nie posiada) czy poczuciem powołania do wyłącznego prowadzenia domu i wychowywania dzieci. Po prostu się bałam. Bałam się czy w ogóle nadaję się jeszcze do pracy, a strach ten potęgowało to co wiele razy usłyszałam w poprzedniej pracy.

Moja poprzednia praca zakończyła się tym, że wróciłam do domu zapłakana i zrozpaczona. Przeszłam wtedy na zwolnienie lekarskie z racji ciąży i usłyszałam od góry, po raz kolejny, że kompletnie nie nadaję się na stanowisko, które obejmuję, że wolałaby by inna osoba na nim była, ale ona nie chciała się tego podjąć. I chociaż współpracownicy stali po mojej stronie góra miała swoje zdanie, swoja ulubienicę i cokolwiek bym nie zrobiła było złe, nie dość dobre, a mówienie o zwolnieniu mnie było czymś kompletnie normalnym.

Tak więc miałam prawo zastanawiać się czy w ogóle nadaję się do pracy. Bałam się strasznie, ale doszłam do wniosku, że nie mogę bać się całe życie. Miałam w papierach udokumentowane stanowisko musiałam to wykorzystać najlepiej jak potrafię. Postanowiłam w siebie zainwestować, postanowiłam zdobyć wiedzę i umiejętności, które dodatkowo pomogą mi w przyszłej pracy. Nie było łatwo podjąć taką decyzję. Już ostatnio doświadczyłam pierwszych problemów- chciałam przepisać swoje notatki, powtórzyć materiał, ale mój syn postanowił urządzić 30 minutowy koncert spazmatycznych krzyków. Miałam ochotę rzucić wszystkim w kąt...

Spoglądam jednak w stronę mety. Nie myślę o egzaminach, o 2 latach wyrzeczeń i potencjalnych utrudnień, o tym, że będę po nocach siedzieć i powtarzać materiał. Skupiam się na celu- skończę szkołę i znajdę fajną, dobrze płatną pracę, która pozwoli mi się rozwijać i spełniać kolejne cele. Nie dam się znów stłamsić i wmówić, że jestem gorsza, że nie daję sobie rady.

Tak samo patrzę na sferę odchudzania i walki o ładną sylwetkę. Małymi kroczkami, systematycznie. Pilnuję tego co jem, codziennie 10-15 minut ćwiczę, nie podjadam i przestrzegam jeszcze paru zasad, które sama sobie wyznaczyłam.
Staram się znaleźć równowagę we wszystkim, zorganizować swój czas tak by nie marnować ani chwili. Nie jest łatwo, czasami mam dość. Dobija mnie fakt koszmarnego stanu mojej cery czy niewyspanie, ale codziennie wstaję o 6tej i robię swoje.

To ode mnie zależy czy dojdę do mety, czy odniosę sukces. To, że jestem mamą i żoną, nie oznacza, że jakieś furtki są dla mnie pozamykane. Dopiero teraz czuję, że mogę osiągnąć w życiu wszystko to czego pragnę, że nic nie stoi na przeszkodzie. Jestem i muszę być silna. Marudzenie i narzekanie nie sprawi, że coś się w naszym życiu zmieni. Chociaż ostatnio dość często słyszę pytania typu "Czy Tobie się chce?" nie pozwalam im wcisnąć się w moją głowę. Trzymam się swoich celów i swojej ścieżki. Patrzę w stronę mety i nie mogę się doczekać kiedy na niej stanę.


Buziaki,
Aneta

czwartek, 18 września 2014

27 wiosen temu

Pamiętam jakby to było wczoraj gdy koleżanki przyjechały do mnie na 18-stkę i dostałam w prezencie flagę Green Day. Pamiętam jak kiedyś od babci dostałam granatową piłkę do koszykówki, od dziadka wymarzoną pluszową wiewiórkę, którą nazwałam Szarka. Pamiętam jak moja mama wróciła do domu w dniu moich urodzin z moim pierwszym bratem, miałam 3 lata. Jak 3 lata temu zaręczyliśmy się z moim obecnym pierwszym mężem.

Czas leci....
27 lat temu o 00.05 w nocy na świat przyszłam Ja. Rodzice nie planowali nadać mi imienia Aneta. Mieli całą listę imion- w tym Diana (?!)- ale jakoś wyszło Aneta. Z tego co mówiła kiedyś mama, to tata mój miał znajomą o tym imieniu. Podobno była bardzo ładna, ale wredna. Wredota mi chyba się udziela czasami ;) Babcia chciała bym nazywała się Irena, po cioci, ale rodzice nie ulegli.

Jestem zodiakalną Panną, czyli poświęcam się rodzinie- sprzątam, gotuję, piorę i jestem Matką Polką. Zaś w chińskim horoskopie jestem kotem (ewentualnie królikiem), czyli zawsze spadam na cztery łapy, chodzę swoimi ścieżkami i takie tam. W numerologii zaś jestem 7, czyli magia totalna, a "kosmicznym zobowiązaniem jest wniesienie w nasz świat oraz pokazanie ludziom swojej duchowej i filozoficznej koncepcji życia. Przekazując innym swoja własną mądrość czynią ich świadomymi własnych więzów z Wszechświatem." Dziwię się, że do tej chwili nie dostałam listu z Hogwartu.

Na drugie mam Mirela, ale to wina taty, tak przynajmniej mówi moja mama (bo to imię po niej). Nie wybrali mi drugiego, a tata w urzędzie stwierdził, że mama na pewno się ucieszy jak to wybierze. Nie ucieszyła się.

Na chwilę obecną i 27 lat mam:
- 1,5 rocznego cudownego i wymarzonego syna Sławomira,
- 2 lata małżeństwa za sobą,
- (prawie) 5 lat związku z fantastycznym facetem, za którego wyszłam,
- rozpoczęłam 2-letnią szkołę jako technik rachunkowości i sekretarka (ta jest roczna),
- jestem na stażu, a w listopadzie rozpoczynam poszukiwania nowej pracy,
- 70kg przy 176 cm wzrostu,
- telefon, który żyje własnym życiem (przydałby się nowy),
- zdecydowanie zbyt mało snu i czasu dla siebie,
- za dużo kosmetyków kolorowych, których nie używam,
- niezłą kolekcję ubrań z Lidla ;),
- tysiące myśli w głowie,
- wrażenie, że na pewne rzeczy jestem "za stara".



Nigdy nie przepadałam za urodzinami. Z racji tego, że między urodzinami moimi a mojego brata są ledwie 4 dni, robiono nam imprezy łączone. Tak więc goście przyjeżdżali na pierwsze urodziny (czyli mojego brata), składali mi życzenia, a gdy przychodził mój dzień dzwoniła tylko babcia. Tak, mam z tego powodu jakiś uraz do urodzin, niestety. :)

Mam nadzieję, że jakoś dobrnęliście do końca. Dziś na luzie, z dystansem, z marudzeniem i leniwie. A co! Dziś mogę :)

Buziaki,
Aneta